Dzień przed wigilią 2009 r. do podwarszawskiego Głoskowa rządową limuzyną przyjechał rano po Grzegorza Michniewicza, dyrektora generalnego Kancelarii Premiera rządowy kierowca Edmund A. Czekał kilkanaście minut przed willą swojego szefa, a gdy nikt nie wychodził, skontaktował się z bratem Grzegorza Michniewicza. Ustalili, że kierowca użyje zapasowych kluczy i wejdzie do domu. Tak też się stało kierowca wszedł do willi i w jednym z pomieszczeń znalazł swojego szefa bez oznak życia . Natychmiast zawiadomił policję – funkcjonariusze przyjechali na miejsce z lekarzem, który stwierdził zgon Grzegorza Michniewicza.
Śmierć jednego z najważniejszych urzędników Kancelarii Premiera i to w dodatku z certyfikatem dostępu do najtajniejszych danych wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów. Dziennikarze przepytali najbliższych współpracowników i przyjaciół Grzegorza Michniewicza, odtworzyli ostatnie dni jego życia. Dotarli do jednego z najbliższych przyjaciół, z którym dyrektora generalnego w Kancelarii Premiera rozmawiał tuż przed śmiercią. Wniosek nasuwała się tylko jeden: nic nie wskazywało na to, że samobójstwo zostało zaplanowane.
To samo wynikało z zeznań świadków, którzy złożyli w prokuratorze. Przesłuchani pracownicy Kancelarii Premiera Rady Ministrów oraz najbliższa rodzina jednoznacznie stwierdzili, że Grzegorz Michniewicz miał dokładnie zaplanowany czas do końca 2009 r. 23 grudnia miał jechać do Białogardu, gdzie przebywała jego żona, by razem z nią i jej rodziną spędzić święta. Wcześniej wypełnił wniosek urlopowy, kupił też świąteczne prezenty. Późnym wieczorem 22 grudnia zrobił również przygotowania do planowanego wyjazdu.
„22 grudnia Grzegorz Michniewicz mówił, że następnego dnia będzie tylko do godz. 14, bo jedzie na święta. Według mnie nic kompletnie nie wskazywało na to, że on może pozbawić się życia. Chcę na zakończenie dodać, że ja nie wierzę, aby on popełnił samobójstwo”- zeznała Paulina T. podwładna Grzegorza Michniewicza. Inni pracownicy zeznali, że ich szef był pogodny, rozmawiał z nimi o planach na następny rok. Zapowiedział, że przyjdzie na wspólny opłatek w Kancelarii, który miał być 29 grudnia. Planował także urlop w 2010 r – wiosną miał jechać na Grenlandię a jesienią do Toskanii. Najbliżsi przyjaciele i rodzina zgodnie stwierdzili, że Grzegorz Michniewicz nie był typem samobójcy. Bardzo dbał o swoje zdrowie – nie pił alkoholu, nie palił papierosów i był wegetarianinem.
Niewykluczone, że na karierę Grzegorza Michniewicza w sektorze publicznym miał wpływ jego ojciec, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu. Bronisław Michniewicz, urodzony w 1929 roku, był postacią, której życie i kariera związane były z ważnymi wydarzeniami w Polsce po II wojnie światowej. Po wojnie osiedlił się we Wrocławiu z rodziną i pomimo ukończenia tylko siedmiu klas szkoły podstawowej, udało mu się znaleźć zatrudnienie w Urzędzie Rady Ministrów (URM) w 1953 roku. Jego kariera zawodowa rozwijała się, gdy objął stanowisko kierowcy wicepremiera Zenona Nowaka, co wskazuje na zaufanie, jakim obdarzyli go jego przełożeni. Michniewicz miał możliwość bezpośredniego obcowania z ważnymi osobistościami władzy, co z pewnością miało wpływ na jego życie i dalszą karierę. Dokument z 1965 roku potwierdza, że kontynuował tę rolę, co podkreśla jego znaczenie w strukturach władzy w tamtym okresie.
Z Wrocławia rodzina Michniewiczów przeniosła się do Warszawy, gdzie Grzegorz Michniewicz ukończył naukę i trafił do pracy w Senacie.
XXX
Grzegorz Michniewicz, absolwent wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warszawskiego swoją karierę w zaczął na początku lat 90, kiedy to trafił do Kancelarii Senatu. Przez kolejne lata podwyższał swoje kwalifikacje – ukończył podyplomowe studia integracji europejskiej i bezpieczeństwa narodowego w Wojskowej Akademii Technicznej, zdał również egzamin dla kandydat ów na członków rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa.
W 1998 roku Grzegorz Michniewicz trafił do Kancelarii Premiera Jerzego Buzka, a rok później został dyrektorem Biura Ochrony, był także pełnomocnikiem do spraw ochrony informacji niejawnych i administratorem danych w Rządowym Centrum Legislacji. Od czerwca 2008r. zasiadał w radzie nadzorczej PKN Orlen jako reprezentant Skarbu Państwa.
Grzegorz Michniewicz miał wgląd do najtajniejszych dokumentów trafiających do szefa rządu oraz jego współpracowników ze względu na posiadany certyfikat dopuszczenia do najściślej strzeżonych państwowych tajemnic.
Dyrektor generalny Kancelarii Premiera poza zainteresowaniami z dziedziny bezpieczeństwa państwa miał także niecodzienne hobby – parapsychologię i ezoterykę. W 2009 wydał książkę pt. „Energia w materii czyli człowiek” w białostockim wydawnictwie „Studio Astropsychologii”. Zajmowało się ono wydawaniem książek z dziedziny magii, wróżb, posiadało także sklepik „Talizman” m.in. z amuletami, przedmiotami magicznymi i książkami.
W jaki sposób człowiek, który miał dostęp do najtajniejszych informacji państwa trafił do małego wydawnictwa w Białymstoku zajmującego się magią? Na to pytanie nikt z pytanych przez mnie znajomych Grzegorza Michniewicza nie potrafił odpowiedzieć. Jedno jest pewne – książka dyrektora generalnego Kancelarii Premiera pojawiła się w ofercie sklepów internetowych, które w swojej ofercie miały książki i wyroby związane z magią.
XXX
Po śmierci Grzegorza Michniewicza Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie udzielenia pomocy bądź targnięcia się na własne życie – czyli z art. 151”Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.
Edmund A., kierowca z KPRM, który znalazł swojego szefa wiszącego na sznurze od odkurzacza zeznał, że ani na przed domem, na śniegu, ani też w środku nie dostrzegł żadnych śladów obecności innych osób. Grzegorz Michniewicz w chwili śmierci był ubrany w piżamę a na nogach miał kapcie.
„ Przeprowadzone badania toksykologiczne w badanym materiale biologicznym nie wykryły żadnych związków chemicznych o charakterze psychoaktywnych lub farmakologicznych objętych postępowaniem analitycznym ( opiaty, metadon, kannabinole, amfetaminy, barbiturany, fencyklidyna, trójcykliczne antydepresanty, benzodiazepiny, kokaina)” – czytamy dokumentach śledztwa. We krwi Grzegorza Michniewicza wykryto natomiast 1,4 proc. alkoholu.
Przesłuchana przez prokuraturę żona dyrektora generalnego Kancelarii Premiera zeznała, że od 19 grudnia 2009 r. przebywała u rodziny w Białogardzie. Ze swoim mężem ostatni raz rozmawiała 22 grudnia około godziny 21i z rozmowy wynikało, że planował wyjazd do niej następnego dnia czyli 23grudnia. Dowiedziała się również, że miał on nieprzyjemna rozmowę z Tomaszem Arabskim. Po tej rozmowie poczuł się źle. Wcześniej o złym samopoczuciu szefa mówił kierowca Edmund A., któremu Grzegorz Michniewicz skarżył się podczas odwożenia do domu w Głoskowie.
Dyrektora generalny Kancelarii Premiera był przekonany, że zostanie zwolniony z pracy przez Tomasza Arabskiego, o czym powiedział żonie podczas ich ostatniej rozmowy telefonicznej. Ta zaczęła go uspokajać , ponieważ nie była to pierwsza awantura Grzegorza Michniewicza a Tomaszem Arabskim, który często doprowadzał do konfliktogennych sytuacji ze swoimi podwładnymi.
Tomasz Arabski był ostatnią osobą, z którą Grzegorz Michniewicz kontaktował się przed śmiercią.
„Panie Ministrze wieczorem skontaktował się ze mną Andrzej Papierz, polski ambasador w Bułgarii, który poinformował mnie, że cofnięto mu poświadczenie bezpieczeństwa. Znam go od czasów PRM Buzka (był wtedy pracownikiem KPRM). Informuję o tym, bo pewnie zaraz dowie się Pan (od służb), że kontaktuję się z wrogim elementem. W razie pytań jestem do dyspozycji. Gm” – brzmiał SMS wysłany przez Grzegorza Michniewicza o godz. 23.09 do Tomasza Arabskiego.
Tomasz Arabski został przesłuchany 23 grudnia 2009 czyli w dniu, w którym znaleziono ciało dyrektora generalnego KPRM.
„Ostatni raz z Grzegorzem Michniewiczem miałem wczoraj, kilkakrotnie przychodził do mnie w bieżących sprawach. Ostatnie spotkanie było chyba około godziny 18.00, było już ciemno .Nie jestem pewien co do godziny, a jego wizyty nie są wpisane w kalendarzu, on przychodził, kiedy miał jakąś sprawę. (…) Generalnie nie zauważyłem żadnych zmian w zachowaniu Grzegorza Michniewicza w ostatnim okresie w tym w dniu wczorajszym, przede wszystkim dlatego, że dyrektor Michniewicz był wyjątkowo sumienny, rzetelny, dążący do perfekcji a równocześnie wyjątkowo uprzejmy i kulturalny w stosunku do ludzi. Taki był zarówno wczoraj jak i tydzień i miesiąc temu. My się poznaliśmy w KPRM 17 listopada 2007. Miałem z nim często kontakty służbowe, praktycznie codziennie” – zeznał w prokuraturze Tomasz Arabski.
Szef KPRM przekonywał śledczych, że miał z Grzegorzem Michniewiczem doskonałe relacje.
„Pan dyrektor Michniewicz bardzo się przejmował pracą , zdarzało się, że maiłem wrażenie , że momentami nie jest zadowolony z jego pracy, z tego, jak wypełnia swoje obowiązki, że się dopytywał, mimo, że już ponad rok temu bez wahania rekomendowałem go – na pytanie z Ministerstwa Skarbu Państwa czy mogę rekomendować urzędników, którzy posiadają kwalifikacje umożliwiające zasiadanie w Radach Nadzorczych Skarbu Państwa – na członka Rady Nadzorczej Spółki PKN Orlen. To nie jest tak, że on nie był pewny siebie, miałem czasem wrażenie, że chciał się upewnić co do akceptacji swojej osoby. Jakiś czas temu powiedziałem mu, że bez względu gdzie bym pracował w przyszłości zawsze chciałbym żeby pracował ze mną” – zeznał Tomasz Arabski.
Te słowa jednak stoją w sprzeczności z relacjami osób pracujących wspólnie z szefem kancelarii KPRM oraz Grzegorzem Michniewiczem. Pracownicy mówili o konfliktach i wzajemnej niechęci. Także żona, która rozmawiała w tragiczną noc z mężem mówiła o „nieprzyjemnej rozmowie”. Dotyczyła ona finansów – likwidowania dodatków funkcyjne dla dyrektorów w urzędach centralnych i wprowadzenie dodatku dla urzędników służby cywilnej. Taki dodatek utraciło ok. 30 osób w KPRM, w tym sam Grzegorz Michniewicz. Przekonywał Tomasza Arabskiego, by o utracone kwoty podnieść urzędnikom wynagrodzenia zasadnicze. Ale wówczas, otrzymując nowy dodatek dla urzędników służby cywilnej, w sumie otrzymywaliby podwyżkę.
Tomasz Arabski w swoich zeznaniach odniósł się do tej rozmowy.
„ Powiedziałem mu wprost, że jestem zaskoczony, że akurat on przychodzi z takim projektem. On przepraszał, twierdził, że nie absolutnie nie jest jego intencją podwyższanie sobie w ten sposób pensji. Na samym początku powiedział, że przychodzi, bo wszyscy dyrektorzy się dopytują, myślę, że był wyrazicielem myśli, oczekiwań dyrektorów, on z natury był dobrym człowiekiem i czuję, że musiał pogodzić sprzeczne oczekiwania, z jednej strony dyrektorów, z drugiej szefa Kancelarii. Na pewno był pod presja dyrektorów i moja presja nie podwyższania wynagrodzeń, trzymanie mocno dyscypliny budżetowej. Pożegnaliśmy się składając życzenia świąteczne ale wiem na pewno miał świadomość mojego niezadowolenia, dezaprobaty. Ja dość chłodno z nim rozmawiałem. Myślę, że było mu przykro. Nie znałem go na tyle blisko, abym mógł ocenić, czy ta rozmowa mogła by go skłonić do popełnienia samobójstwa” – zeznał Tomasz Arabski.
XXX
Grzegorz Michniewicz po przyjeździe do domu skontaktował się z córką. „Wieczorem dostałam od niego SMS-a z podziękowaniem za książkę. Po mojej odpowiedzi SMS-em, że się cieszę z trafionego pomysłu, odpisał mi, że bardzo lubi podróże, że nic innego mu w życiu nie pozostało, chyba że ktoś mu to życie odbierze. Po tym SMS-ie zadzwoniłam do niego. To było ok. godz. 22. w trakcie rozmowy ze mną tata był radosny. Ta rozmowa trwała kilka minut i nic w jego głosie nie wskazywało na to, co się później stało”.
Po tej rozmowie Grzegorz Michniewicz kontaktował się ze swoim przyjacielem Pawłem Gutowskim, który mieszkał w Wielkiej Brytanii. Przy pomocy skypa rozmawiali kilkanaście minut.
„To bardzo dziwna sprawa. Podczas pogrzebu dowiedziałem się, że godzinę przed rozmową ze mną rozmawiał przez telefon z żoną. Podobno był w dobrym nastroju. Miał mówić, że wyprasował sobie spodnie, że ma jakąś plamę, z którą nie może sobie poradzić. W każdym razie nic nie wskazywało na to, co się stanie. Wiem, że później wyszedł z psem. Kiedy do niego zadzwoniłem, był już strasznie przybity. Coś musiało się zdarzyć w czasie tego spaceru. Często skarżył się na trudną i nerwową atmosferę w kancelarii premiera. Mówił, że bardzo ceni Tomasza Arabskiego za to, że potrafi przeprosić za swoje wybuchy złości. Nie znam pana Arabskiego, ale zdaje się, że on przyszedł do rządu z biznesu. Z tego, co opowiadał Grześ, często domagał się załatwiania różnych rzeczy od ręki. Tak jak się to robi w prywatnych firmach. A Grześ nie zawsze był w stanie to robić, bo przecież są procedury, terminy i tak dalej. W każdym razie opowiadał, że panu Arabskiemu zdarzało się na niego wybuchnąć. Przeżywał to. Zawsze podkreślał jednak, że ceni go za to, iż potrafi powiedzieć „przepraszam”. Wiem też, że w dniu śmierci odbył jakąś rozmowę telefoniczną, po której był bardzo zdenerwowany. Pewnie zabrzmi to głupio, ale przez niego przechodziło wiele tajnych informacji i może po prostu wiedział o jedną rzecz za dużo…(…) to bardzo dziwna historia. Dla mnie nie tylko przykra i druzgocąca, lecz także tajemnicza”- powiedział w rozmowie z tygodniem „Wprost” Paweł Gutowski.
XXX
Prokuratura nie ustaliła, co się takiego stało późnym wieczorem 22 grudnia 2009 r., że Grzegorz Michniewicz targnął się na własne życie
Z akt śledztwa w sprawie śmierci Grzegorza Michniewicza wynika, że przez śledczy zbadały zbadali tylko komputer domowy zmarłego, nie zajęli się natomiast jego służbowym sprzętem. 20 stycznia 2010 r. śledczy zadecydowali, że należy powołać biegłego, który zbada także służbowy laptop zabezpieczony w gabinecie Michniewicza w kancelarii premiera.
14 lipca 2010 r. prowadzący śledztwo Tomasz Szredzki uchylił to postanowienie. Ta decyzja uniemożliwiła biegłym odczytanie danych z zawartości laptopa dyrektora generalnego Kancelarii Premiera.
Warszawska Prokuratura Okręgowa śledztwo w sprawie śmierci Grzegorza Michniewicza prowadziła dziewięć miesięcy.
„Mając na względzie (…) zebrany w sprawie materiał dowodowy, w tym w szczególności wyniki oględzin miejsca zdarzenia oraz sekcji zwłok, które wykluczają jednoznacznie udział osób trzecich w nakłonieniu Grzegorza Michniewicza do targnięcia się na własne życie, czy tym bardziej do udzielenia mu w tym pomocy, należy stwierdzić , iż nie doszło do jakichkolwiek działań, które by wskazywały, iż jakaś osoba miała wpływ na decyzję o popełnieniu przestępstwa” – napisał 22 września 2010 r. prokurator Tomasz Szredzki.
Od tej decyzji nikt się nie odwołał.