Tajne operacje służb? Prezydent Lech Kaczyński pod lupą ABW

Czy w 2013 roku Polska stanęła u progu politycznego skandalu na miarę afery Watergate? Według informacji ujawnionych wówczas przez „Gazetę Polską”, prezydent Lech Kaczyński mógł być obiektem inwigilacji przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Z tajnych dokumentów wynika, że 25 października 2008 roku jego dane zostały wpisane do Bazy Wiedzy Operacyjnej Centrum Antyterrorystycznego ABW. Operację tę przeprowadziła osoba posługująca się kartą ID o numerze 9200167. Wpisanie prezydenta do systemu miało umożliwić stosowanie wobec niego różnych metod inwigilacji, w tym podsłuchów.

Konflikt polityczny a działania służb

Jesień 2008 roku to czas napięć między prezydentem a rządem Donalda Tuska. Jednym z najgłośniejszych sporów była tzw. „wojna o krzesła” dotycząca udziału w szczytach Unii Europejskiej. Minister Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, odmówił Lechowi Kaczyńskiemu dostępu do rządowego samolotu Tu-154M.

Mimo tych przeszkód prezydent zapowiedział swój udział w kolejnym szczycie UE, planowanym na 15 grudnia 2008 roku. Kilka dni później jego dane znalazły się w systemie BWO, co mogło oznaczać początek zakrojonej na szeroką skalę operacji inwigilacyjnej.

Tajne archiwa i gromadzenie informacji

Według informatorów, decyzję o rejestracji prezydenta w bazie operacyjnej miał wydać Andrzej Józefacki, zastępca naczelnika wydziału III CAT. Proces ten polegał na zbieraniu danych o Lechu Kaczyńskim ze wszystkich dostępnych źródeł służb specjalnych. Wśród informacji miały się znaleźć m.in.: raport dotyczący wydarzeń w Gruzji, dane dotyczące jego brata Jarosława Kaczyńskiego oraz treści komunikacji z telefonu prezydenta, wyposażonego w szyfrowaną łączność.

Według ekspertów, tego typu działania nie miały nic wspólnego z ochroną antyterrorystyczną – zazwyczaj odbywa się ona za wiedzą i zgodą osoby chronionej.

Telefony z ABW i potencjalne ryzyko

W 2009 roku prezydent Kaczyński oraz czołowi dowódcy Wojska Polskiego otrzymali telefony od ABW z systemem szyfrowanej łączności. Urządzenia te miały umożliwiać odbiór raportów CAT dotyczących zagrożeń terrorystycznych.

Jednak eksperci zwracali uwagę, że telefony wyposażone w system BlackBerry nie spełniały rygorystycznych wymogów bezpieczeństwa – ich kody mogły zostać łatwo złamane, co stwarzało ryzyko przejęcia tajnych danych. Po katastrofie smoleńskiej sprzęt elektroniczny ofiar, w tym prezydenta, został przejęty przez Rosjan, a jego zwrot nastąpił dopiero pod koniec kwietnia 2010 roku. Nie wiadomo, czy wśród zwróconych przedmiotów znajdował się telefon prezydenta, ani jaki był jego los po powrocie do Polski.

Samolot pod nadzorem?

Tu-154M, którym podróżował prezydent Kaczyński, przed katastrofą w Smoleńsku przeszedł gruntowny remont w rosyjskiej Samarze. W Polsce jego wnętrze poddano dodatkowym zabezpieczeniom. Informatorzy twierdzą, że w salonikach VIP zamontowano urządzenia umożliwiające nasłuch, co sugeruje, że najważniejsze osoby w państwie mogły być podsłuchiwane.

Po katastrofie wrak samolotu przez lata pozostawał w Rosji, a ówczesny polski rząd łącznie z premierem Donaldem Tuskiem nie wykazywał dużej determinacji, by sprowadzić go do kraju. Według niektórych źródeł, zwłoka mogła być spowodowana obawami przed ujawnieniem zamontowanych w samolocie urządzeń podsłuchowych.

Analiza sytuacji kryzysowej przed katastrofą

Latem 2009 roku ABW przeprowadziła analizę możliwych scenariuszy kryzysowych, w tym sytuacji, w której jednocześnie ginie prezydent, dowództwo wojskowe i inne kluczowe osoby w państwie. Opracowano wówczas szczegółowe procedury dotyczące przejęcia władzy i zapobiegania chaosowi.

Po tragedii smoleńskiej władze szybko wdrożyły te założenia. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski natychmiast przejął obowiązki prezydenta, a rząd zorganizował nadzwyczajne posiedzenie w celu zapewnienia ciągłości władzy.

Wyciek danych z CAT ABW – zamieciony pod dywan?

Kilka miesięcy po utworzeniu Centrum Antyterrorystycznego ABW doszło do wycieku tajnych informacji. Dane kilkuset osób kopiowano na zewnętrzne nośniki, często przy użyciu kodów dostępowych funkcjonariuszy, którzy nie byli w danym czasie na służbie. Sporządzono w tej sprawie notatki służbowe, ale sprawa nie trafiła do prokuratury.

Sprawa inwigilacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego i powiązanych z nią operacji służb specjalnych wciąż budzi wiele pytań. Czy poznamy całą prawdę? Czas pokaże, ale mimo upływu lat nadal niewiele wiemy.