Po tragicznym zamachu na Pawła Adamowicza, media o profilu liberalno-lewicowym oraz politycy opozycji natychmiast zaczęli obarczać prawicę odpowiedzialnością za atmosferę nienawiści, która miała rzekomo doprowadzić do tej tragedii.
Strategia konfliktu w polityce
W 2005 roku jednym z kluczowych strategów Donalda Tuska była Natalia de Barbaro – specjalistka od komunikacji i przywództwa, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wcześniej doradzała sztabom Tadeusza Mazowieckiego i Jana Marii Rokity. Według nieoficjalnych informacji to ona miała zaproponować taktykę opartej na eskalacji emocji i konfliktu, co miało pomóc Donaldowi Tuskowi w wygranej wyborczej.
Już w 2006 roku Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Dziennika” ostrzegał przed tą strategia: „Jeśli nadal będzie obowiązywać zasada, że wojna jest drogą do sukcesu, Polska demokracja może ucierpieć, a kraj poniesie straty.”
Eskalacja emocji w debacie publicznej
Od 2005 roku narracja oparta na rozhuśtaniu emocji nasilała się. Profesor Bogdan de Barbaro, psychiatra i ojciec doradczyni Donalda Tuska, często publicznie analizował zjawisko nienawiści. W wywiadzie dla „Newsweeka”, po zabójstwie Marka Rosika przez Ryszarda Cybę – działacza Platformy Obywatelskiej, oceniając marsze patriotyczne stwierdził: „Nie trzeba być psychologiem, by dostrzec agresywną energię, która niosła tych ludzi.”
Polaryzacja po katastrofie smoleńskiej
Po katastrofie smoleńskiej natychmiast pojawiły się oskarżenia skierowane przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. „Gazeta Wyborcza” pisała: „Czy naród powinien decydować o pochowaniu byłego prezydenta na Wawelu?” Szybko zorganizowano protesty w mediach społecznościowych. W tym samym czasie „Polityka” podgrzewała atmosferę pytaniem: „Czy decyzja o pochówku na Wawelu połączy, czy podzieli Polaków?” Efektem była fala pogardy i nawoływań do protestów.
Wulgarny sprzeciw wobec pogrzebu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu trwał przez wiele tygodni. Piosenka „Po trupach do celu” stworzona przez Wojewódzkiego i Figurskiego to jeden z przykładów kpiny z narodowej tragedii.
Ataki na symbole i prawdę historyczną
Podobna fala nienawiści dotknęła krzyż ustawiony przez harcerzy przed Pałacem Prezydenckim. W lipcu 2010 roku, po wygranej Bronisława Komorowskiego, pojawiły się deklaracje o jego usunięciu. Donald Tusk bagatelizował protesty, sugerując, że „to tylko Hyde Park.” Liberalne media aktywnie podsycały atmosferę, publikując nagłówki w stylu: „Wojna pod krzyżem”, czy „Kościół zakładnikiem Kaczyńskiego i Rydzyka.”
16 września 2010 roku krzyż został usunięty nad ranem. W odpowiedzi powstała piosenka „Gdzie jest krzyż?”, grana na dyskotekach. Był to jawny akt kpiny.
Manipulacja wokół katastrofy smoleńskiej
Gdy Antoni Macierewicz powołał Zespół Parlamentarny ds. katastrofy smoleńskiej, media sprzyjające rządowi PO atakowały wszelkie próby wyjaśnienia tragedii. „Gazeta Wyborcza” i TVN24 bezustannie podważały ustalenia ekspertów, w tym badania dotyczące eksplozji, szydząc z naukowych analiz.
Dziennikarze „Newsweeka” i „GW” promowali narrację o rzekomej absurdalności hipotez naukowych. W 2013 roku Renata Kim ironizowała: „Zanim umrę, chciałabym wiedzieć, czy oni naprawdę w to wierzyli?” Co ciekawe, w 2016 roku naukowcy otrzymali Nagrodę Nobla za badania dotyczące topologicznych przejść fazowych, posługując się podobnymi analogiami do tych, które wyszydzano w kontekście Smoleńska.
Eliminacja konserwatywnych dziennikarzy
Ataki na media publiczne po katastrofie smoleńskiej były tylko początkiem czystek. Po objęciu władzy przez PO-PSL w 2010 roku prezydent Bronisław Komorowski doprowadził do zmian w KRRiT. W efekcie nowa Rada wyłoniła prezesa TVP – Juliusza Brauna, byłego polityka Unii Wolności.
W ciągu kilku miesięcy z mediów publicznych zwolniono niemal wszystkich konserwatywnych dziennikarzy, w tym Bronisława Wildsteina, Rafała Ziemkiewicza, Tomasza Sakiewicza, Jacka Sobalę, Michała Karnowskiego i wielu innych. Tomasza Sakiewicza oskarżono o „działalność antypaństwową” za emisję poglądów niewygodnych dla władzy.
Czystki medialne zakończyły falę nagonki – od momentu przejęcia kontroli nad TVP przez ludzi związanych z PO, ataki na telewizję publiczną ucichły. Dziś historia zdaje się zataczać koło, a mechanizmy manipulacji emocjami i eliminacji niewygodnych głosów w mediach są wciąż stosowane.