Kontrowersje wokół Fundacji Ogólnopolski Strajk Kobiet. Co wiemy o działalności Marty Lempart?

Fundacja Ogólnopolski Strajk Kobiet, kierowana przez Martę Lempart, budzi wiele emocji zarówno w środowiskach politycznych, jak i społecznych. Jak wynika z dokumentacji, to prywatna inicjatywa, która od momentu rejestracji w 2019 roku do 2020 roku zgromadziła znaczne środki finansowe – mowa o blisko 1,5 mln złotych, pozyskanych m.in. z publicznych zbiórek oraz wsparcia samorządów, zwłaszcza tych, w których władzę sprawuje Platforma Obywatelska.

Za kulisami działalności fundacji

Prezesem zarządu Fundacji OSK jest Marta Lempart, a funkcję wiceprezesa pełni jej partnerka, Natalia Pankiewicz. Choć organizacja jest aktywna medialnie i społecznie, to w dokumentach Krajowego Rejestru Sądowego brakuje podstawowych informacji, takich jak sprawozdania finansowe. Nie przeszkadza to jednak w tym, by fundacja nadal otrzymywała wsparcie ze środków publicznych.

W wywiadzie cytowanym przez „Gazetę Wyborczą” z października 2020 roku, Lempart podkreślała, że tworzenie fundacji w trudnych czasach to forma dawania przykładu i obrona wolności zrzeszania się.

Preferencyjny lokal w centrum Warszawy

Fundacja otrzymała od warszawskiego ratusza lokal o powierzchni 280 m² przy ulicy Wiejskiej – nieopodal Sejmu. Czynsz? Symboliczne 4 złote za metr kwadratowy. To zdecydowanie mniej niż standardowa stawka rynkowa, która w tej okolicy przekracza 10 zł/m². Taki przywilej wzbudził kontrowersje, zwłaszcza w kontekście politycznych powiązań Marty Lempart z byłymi rządami koalicji PO-PSL. W latach 2008–2010 aktywistka była zatrudniona w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej oraz w PFRON

Fundacja z niejasnym adresem. Siedziba widmo?

Fundacja Ogólnopolski Strajk Kobiet została zarejestrowana 7 maja 2019 roku, początkowo pod adresem w miejscowości Wysoka (gmina Kobierzyce, pod Wrocławiem). Jednak po wizycie dziennikarskiej na miejscu okazało się, że wskazany lokal przy ul. Cztery Podkowy 9J/2D nie istnieje fizycznie. Dlaczego ten adres trafił do KRS? Tego nie wiadomo.

Aktualnie, zgodnie z wpisem w Krajowym Rejestrze Sądowym, siedzibą fundacji jest lokal przy ul. Powstańców Śląskich 220/4 we Wrocławiu. Rzecz w tym, że mieszkańcy budynku nie potwierdzają obecności jakiejkolwiek fundacji w tym miejscu. Osoba, która odebrała domofon pod wskazanym numerem, odmówiła rozmowy po usłyszeniu, że kontaktuje się z nią dziennikarz.

Analiza ksiąg wieczystych wykazała, że pod wskazanym adresem mieści się prywatne mieszkanie Marty Lempart, ulokowane w dawnej wojskowej willi, która została całkowicie sprywatyzowana w 2001 roku. Wcześniej nieruchomość należała do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej.


Długi i zobowiązania majątkowe aktywistki

Według danych z ksiąg wieczystych, Marta Lempart stała się właścicielką mieszkania w 2006 roku. W 2013 roku zabezpieczyła nieruchomość hipoteką w wysokości 410 tysięcy złotych – kredyt został zaciągnięty w PKO BP. W 2019 roku na nieruchomości pojawił się także wpis dotyczący wszczęcia postępowania egzekucyjnego na kwotę ponad 8 tys. zł z wniosku osoby prywatnej.

Co więcej, w rejestrach figuruje również roszczenie dotyczące tzw. opłaty przekształceniowej, przysługującej Skarbowi Państwa – Agencji Mienia Wojskowego – na podstawie ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności.


Zakres działalności fundacji budzi pytania

Fundacja OSK deklaruje w KRS bardzo szeroki zakres działalności – od produkcji zabawek i biżuterii, przez sprzedaż detaliczną, po realizację filmów i treści multimedialnych. Jednak główne cele statutowe fundacji obejmują m.in. walkę z dyskryminacją, wspieranie praw kobiet, promocję równości płci oraz edukację technologiczną dla kobiet.

Fundacja przez długi czas funkcjonowała w niszy – dopiero po przyznaniu lokalu przy Wiejskiej i eskalacji protestów w 2020 roku, działalność nabrała rozgłosu. To wtedy na publiczną zbiórkę organizowaną przez Martę Lempart zaczęły napływać wpłaty – łącznie niemal 1,5 mln zł, z czego wiele było anonimowych lub podpisanych fikcyjnymi nazwami użytkowników.


Spontaniczność czy zaplanowana inscenizacja?

Mimo deklaracji o oddolnym charakterze protestów, wiele z nich – jak wskazują dziennikarskie relacje – nosiło znamiona zaplanowanych inscenizacji. Przykładem może być „happening” zorganizowany 23 października 2020 roku na dziedzińcu Muzeum Narodowego w Warszawie. Wydarzenie odbyło się przy kontrowersyjnej instalacji Jerzego Kaliny „Zatrute źródło”, przedstawiającej Jana Pawła II z głazem nad głową. Kilka kobiet weszło do zabarwionej na czerwono sadzawki i wykonało choreografię mającą symbolizować protest wobec orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

Na miejscu obecny był również Krzysztof Gonciarz – influencer i właściciel firmy Tofu Media, zajmującej się profesjonalną produkcją wideo.


Czy protesty były szkolone i sterowane?

Choć wiele osób postrzegało manifestacje organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet jako wyraz spontanicznego społecznego buntu, pojawiały się także sygnały, że działania te były wcześniej planowane i koordynowane. W mediach społecznościowych regularnie publikowano trasy przemarszów, instrukcje dla uczestników, a także komunikaty dotyczące zachowania podczas zgromadzeń.

Niektórzy aktywiści otwarcie mówili o odbywających się szkoleniach – jednym z nich był Michał Sz., znany jako Margot, który wskazywał na przygotowanie taktyczne uczestników protestów. Również nagrania z demonstracji sugerowały, że pewne działania – w tym wzniecanie incydentów – były prowokowane przez wąskie grupy, a reszta tłumu dołączała do wcześniej zaplanowanych scenariuszy. Strajk Kobiet zyskał oficjalne poparcie ze strony Platformy Obywatelskiej. Zarząd krajowy partii wydał stanowisko, w którym wyraził solidarność z postulatami protestujących kobiet. Po latach można stwierdzić, że chodziło o wywołanie rozruchów a demonstracje miały politycznych charakter.