Jak służby, media i układ zniszczyły człowieka Solidarności

Służby i prorządowe media usiłują zniszczyć Karola Nawrockiego i zablokować jego wybór na prezydenta RP. W podobny sposób postępowano w przeszłości – przypominam pierwszą tego typu operację – Andrzeja Kerna.

W latach 90. Andrzej Kern był symbolem sukcesu dawnej opozycji. Adwokat z Łodzi, internowany w stanie wojennym, doradca „Solidarności”, współtwórca Porozumienia Centrum i wicemarszałek Sejmu I kadencji – człowiek, który miał wszelkie atuty, by współkształtować nową Polskę. Z polityki został jednak brutalnie wyeliminowany. Oficjalny pretekst? Rzekome nadużycia ojcowskiej władzy wobec nastoletniej córki. Prawdziwy powód? Starcie z układem, który po 1989 roku przejął III RP – i nie przebaczał. Kluczową rolę odegrali luszie z Urzędu Ochrony Państwa, Jerzy Urban i jego plugawy tygodnik „NIE”.

Pułapka

Wszystko zaczęło się od młodzieńczej fascynacji Moniki Kern, córki wicemarszałka, starszym od niej o kilka lat Maciejem Malisiewiczem. Media ochrzciły ich związek „romansem stulecia”, zestawiając dramat rodzinny z szekspirowską tragedią. Ale to, co wyglądało na historię o miłości ponad podziałami, bardzo szybko przekształciło się w pretekst do publicznego linczu.

Monika miała 16 lat, gdy zniknęła z domu. W rzeczywistości została zabrana przez rodzinę Malisiewiczów, która – jak twierdzili Kernowie – manipulowała dziewczyną, izolowała ją od rodziców i mogła podawać jej środki psychotropowe. Andrzej Kern szukał pomocy wszędzie – również u służb specjalnych.

Służby na scenie

W sprawę włączył się Urząd Ochrony Państwa. Kierował nią osobiście płk Jan Lesiak, człowiek o przeszłości w SB, działający już w nowym ustroju jako jedna z kluczowych postaci UOP. Polecenie przyszło bezpośrednio od szefa urzędu Jerzego Koniecznego, a decyzję o interwencji zatwierdził minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski. W tle pojawiały się podejrzenia o narkotyki, izolację dziecka i możliwe porwanie.

Andrzej Kern był początkowo wdzięczny. Lesiak – jak sam relacjonował – udawał wysłannika Episkopatu, by zdobyć zaufanie częstochowskiego biznesmena Janusza Baranowskiego, u którego ukrywano Monikę. Ale coś w tej operacji nie pasowało. Informacje ze śledztwa zaczęły przeciekać do mediów, a sama sprawa zamieniła się w medialny spektakl, którego scenariusz pisano w redakcjach „Gazety Wyborczej” i „Nie”.

Medialny mord polityczny

W czerwcu 1992 roku Andrzej Kern wystąpił w telewizji z dramatycznym apelem o pomoc. Przepadło. Z medialnego bohatera Solidarności stał się „czarnym charakterem”, ojcem-oprawcą, który nie godzi się na mezalians. Publikacje – w tym głośny „Mezalians” Jacka Hugo-Badera – wykreowały nowy obraz: biedny chłopak z pizzerii kontra władza.

W Sejmie urządzono pokazowy sąd nad Kernem. Prof. Bronisław Geremek mówił o „samokompromitacji Sejmu”, a dwie największe partie lewicowo-liberalne wprowadziły dyscyplinę głosowania za jego odwołaniem. Choć nie udało się go usunąć formalnie, w praktyce był skończony. Wkrótce pojawił się film „Uprowadzenie Agaty” Marka Piwowskiego – produkcja wyraźnie inspirowana sprawą, finansowana przez Lewa Rywina. Przedstawiała polityka – alter ego Kerna – jako bezwzględnego cynika.

Operacja medialno-służbowa

Dziś coraz więcej wskazuje, że historia Moniki Kern była starannie zaplanowaną operacją dezintegracyjną, której celem było nie tylko zniszczenie wizerunku polityka, ale i zablokowanie projektu odebrania majątku PZPR, nad którym Kern pracował. W tle była również rywalizacja frakcyjna w łonie dawnej opozycji – między środowiskiem braci Kaczyńskich a grupą skupioną wokół Adama Michnika i Bronisława Geremka.

Sprawą zajmowały się nie tylko media i politycy. W 1992 roku podjęto próbę pozbawienia Kerna immunitetu. Prokurator Elżbieta Cyrkiewicz, która prowadziła postępowanie w sprawie uprowadzenia Moniki, zeznała po latach, że naciskano na nią z Ministerstwa Sprawiedliwości, by fałszywie obciążyła Kerna. Gdy odmówiła, usłyszała: „Teraz jest pani sama sobie winna”. Wszczęto wobec niej postępowanie karne i dyscyplinarne. Dopiero po latach oczyściła swoje imię.

Co istotne – stenogramy podsłuchów, które miały być dowodem w tej sprawie, zniknęły. Nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

Biznes, polityka i służby

Malisiewiczowie – przedstawiani przez prasę jako zwykli łodzianie – mieli powiązania z lokalnym biznesem i polityką. Janusz Baranowski, u którego ukrywano Monikę, był prominentnym działaczem KLD. To właśnie jego znajomości miały pomóc w rozpętaniu medialnej nagonki. Baranowski później trafił do więzienia za aferę związaną z KGHM. Po wyjściu z kraju nadal działał w biznesie, ale z mniejszym rozmachem.

Cień na całą sprawę rzucają też działania nieformalnych struktur. Kern relacjonował, że informacje o miejscu pobytu córki otrzymał od Marzeny Domaros (znanej jako Anastazja P.), a po rozmowie z nią niemal natychmiast został skontrolowany przez patrol drogówki – jakby czekano, że wsiądzie do auta po alkoholu. Przypadek?

Koniec kariery, koniec złudzeń

Ślub Moniki i Macieja Malisiewicza media nazwały „ślubem stulecia”. Bawiło się 300 osób, a z panną młodą tańczył Jerzy Urban. Kernowie nie zostali zaproszeni.

Sprawa Moniki Kern była nie tylko rodzinnym dramatem, lecz także operacją pokazową. Użyto mediów, służb i aparatu państwa, by zniszczyć człowieka, który stanął na drodze układowi. Takich przypadków III RP zna więcej – ale ten był jednym z pierwszych i najbardziej spektakularnych.

Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.

Twoje wsparcie jest bezcenne!

https://patronite.pl/dorota.kania

Czekam na kontakt i sugestie: dmkpress@interia.pl