W latach 90. panował pogląd, że dziennikarz nie powinien ujawniać swoich poglądów politycznych. Oczywiście było jasne, że dziennikarze mają własne przekonania, jednak ostentacyjne ich wyrażanie było w tzw. salonie michnikowszczyzny całkowicie zakazane. Była to skuteczna — choć niestety cyniczna — metoda kneblowania ust dziennikarzom o konserwatywnych poglądach. Młodzi ludzie, którzy wchodzili do zawodu, musieli się temu podporządkować. Należy też podkreślić, że wszelkie przejawy konserwatyzmu były zwalczane, a osoby o takich właśnie poglądach były wrzucane do worka z napisem „faszyzm”.
Przypomnę choćby słynny tekst Anny Bikont „Brunatny kowboj”, poświęcony Wojciechowi Cejrowskiemu, który przez pewien czas był uosobieniem „brunatnego faszyzmu”, czyli po prostu konserwatystów. Dla salonu był symbolem, do którego nie należało nawiązywać, którego nie wolno było cytować, bo utożsamiano go z poglądami faszystowskimi. Efekt był jednak odwrotny do zamierzonego. Młodzi ludzie nie chcieli postępować tak, jak kazała im Gazeta Wyborcza. Pamiętamy, jak zorganizowano „zlot ciemnogrodu” w Osieku na Kociewiu — liczba uczestników przerosła wszelkie oczekiwania. Okazało się, że Polacy nie chcą być sterowani przez media głównego nurtu. Później, gdy już można było mówić o swoich poglądach konserwatywni dziennikarze zostali określeni „propagandystami”.
Ostatnie wybory skłaniają do głębokiej analizy (mam nadzieję, że takowa powstanie), jak zachowały się media prorządowe. Media, które same określają się jako postępowe, jako „wolne”, z wolnością nie mają już nic wspólnego. Dziś to raczej terror — dyktat tego, jak należy myśleć i co należy mówić. Orwell w swojej książce Rok 1984 nie przewidział, że sprawy mogą zajść aż tak daleko. To, co się stało, zasługuje na poważną analizę naukową. Mamy do czynienia z całkowitą mediatyzacją polityki — związek między mediami a Platformą Obywatelską, z koalicją 13 grudnia, z Donaldem Tuskiem i całym jego zapleczem, przypomina najciemniejsze okresy PRL-u.
Nie zapominajmy też o roli służb — to był duet: media i służby specjalne. Podrzucano fałszywe tropy, które po czasie okazywały się całkowicie wyssane z palca. Nigdy wcześniej nie było tak brutalnej kampanii wyborczej, tak silnych związków między służbami a mediami.
Partia naszpikowana przekręciarzami, cwaniakami i aferzystami przypuściła obrzydliwy atak na Karola Nawrockiego. Dziennikarze Onetu snuli opowieści pełne insynuacji, które rozlewały się po sieci jak kłamliwy hejt. A wszystko to — jeśli przyjrzeć się faktom — było całkowicie bezpodstawne. „Domykanie systemu” przez ludzi Tuska nabrało nowego znaczenia. Najłatwiej mierzyć je skalą brutalności kłamstw i insynuacji, jakie piętrzyły się z dnia na dzień.
Skąd wzięły się szczegółowe informacje o nieruchomościach Karola Nawrockiego? Ich specyfika i precyzja wskazują, że mogły pochodzić z ABW. Nawrocki dwukrotnie składał ankietę bezpieczeństwa — Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zbadała wszystkie aspekty jego życia, zanim otrzymał dostęp do informacji niejawnych. Nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości, także w kwestii kawalerki. Co więcej, Nawrocki, dla pełnej transparentności, każdorazowo informował o mieszkaniu, którego formalnie jest właścicielem, choć nie ma do niego dostępu. Opłaca je, mimo że nie posiada nawet kluczy. W oświadczeniu majątkowym uwzględnił także mieszkanie należące do jego matki, które zostało zapisane dzieciom w testamencie. Czy teraz i ono zostanie uznane za „kolejną nieruchomość”? Dotąd decydował wpis w księgach wieczystych, ale za rządów Tuska wszystko jest możliwe. Platforma Obywatelska ma przecież wyjątkowe doświadczenie w przejmowaniu nieruchomości i wątpliwej prawnie reprywatyzacji.
Poziom manipulacji w sprawie Karola Nawrockiego był porażający. Cały aparat państwa został zaangażowany w jego zniszczenie i medialno -polityczne ustawki z udziałem słuzb. Narastająca presja miała zmusić go do wycofania się z wyborów. Już absurdalne sugestie osób takich jak Szymon Hołownia pokazywały, że celem było wyeliminowanie silnego konkurenta Rafała Trzaskowskiego, któremu notowania spadają równie szybko, jak jego kondycja psychiczna.
Próba zrobienia afery z zakupu kawalerki od pana Jerzego tylko potwierdza, że mimo ogromnego wysiłku całego aparatu władzy, nie znaleziono nic, co mogłoby realnie zdyskredytować Nawrockiego. Jakiż to kontrast z koalicją 13 grudnia, która kompromituje się przy każdej okazji. Kilkanaście mieszkań posła Kropiwnickiego, zarzuty „kopertowe” wobec marszałka Grodzkiego, wyciąganie pieniędzy publicznych przez rodzinę Myrchów — to tylko wierzchołek góry lodowej, a mimo to politycy Tuska nie poczuwają się do jakiegokolwiek tłumaczenia.
Mieliśmy do czynienia z kampanią kłamstw, pomówień i hejtu — najbardziej brutalną kampanią wyborczą w historii III RP. Robiono wszystko, by tylko nie wygrał Karol Nawrocki. Prym wiódł Onet — medium, którego właścicielem są Niemcy. To właśnie Onet kilka dni przed wyborami opublikował kłamliwe informacje, sugerując, że Nawrocki był zamieszany w proceder sprowadzania prostytutek dla gości Grand Hotelu w Sopocie.
Polacy byli manipulowani przez zalewający ich hejt dotyczący Karola Nawrockiego — kłamliwą kampanię prowadzoną przez Onet przy współudziale służb i polityków. Tendencja odwróciła się 25 maja, kiedy to na Marsz Poparcia dla Karola Nawrockiego — Wielki Marsz za Polskę — przyjechały dziesiątki tysięcy Polaków. Wyrazili oni swój sprzeciw wobec tego, co dzieje się w prorządowych mediach, a także wobec hejtu, który uprawiają politycy 13 grudnia i sprzyjające im media.
Kluczowy cios swojemu kandydatowi, czyli Rafałowi Trzaskowskiemu, zadał Donald Tusk, udzielając wywiadu w Polsacie Bogdanowi Rymanowskiemu. To właśnie wtedy, (Donald Tusk wcześniej zapowiadał w mediach publikacje uderzające w Karola Nawrockiego), wskazał informatora Onetu jako źródło tekstu dotyczącego rzekomych związków Nawrockiego z osobami trudniącymi się przestępczym procederem, m.in. sprowadzaniem prostytutek do Grand Hotelu.
To właśnie wtedy nastapiło załamanie się narracji koalicji 13 grudnia. Dlaczego? Ponieważ Tusk wskazał na Jacka Murańskiego jako informatora Onetu w sprawie tekstu o Grand Hotelu. Onet bardzo szybko odciął się od tych informacji, wręcz atakując premiera Donalda Tuska. Jacek Murański to wyjątkowo mroczna postać — wulgarny patoinfluencer, aktor i freak fighter.
Internauci błyskawicznie odnaleźli zdjęcie Donalda Tuska z Mateuszem Muranskim – nieżyjącym już synem Jacka Murańskiego podczas drogi na galę freak fightową. Kolejnym mocnym akcentem, który moim zdaniem przyczynił się do przegranej Rafała Trzaskowskiego, była wizyta milionerki Kingi Gajewskiej w DPS-ie. O jej rodzinie media wielokrotnie pisały w kontekście udziału w zabójstwie kierowcy tira i zakopaniu go żywcem.
Milionerka przywiozła do DPS-u worek ziemniaków. To były trzy momenty, które moim zdaniem przesądziły o porażce Rafała Trzaskowskiego. Polacy nie uwierzyli hejterom. Nie dali się nabrać na kłamliwą narrację.
Media stały się ściekiem, do którego coraz więcej osób nie chce już zaglądać. To, co się wydarzyło, zasługuje na pogłębioną analizę. Polacy nie uwierzyli w oskarżenia. Nie uwierzyli w to, co serwowały im prorządowe media. Warto zauważyć, że kluczową rolę odegrał internet — to właśnie na platformie X (dawny Twitter) prostowano wszelkie kłamstwa. Tam rozegrała się najważniejsza bitwa. Bitwa, którą wygrał Karol Nawrocki.
Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
Twoje wsparcie jest bezcenne!
