Aleksander Drej (ur. 27 listopada 1905 r. w Warszawie, zm. 25 grudnia 1974 r.) był jednym z najbardziej ponurych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji. Kat PRL, który przez lata wykonywał wyroki śmierci na żołnierzach Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia WiN i działaczach niepodległościowych. Człowiek, który przez dekadę pozostawał narzędziem państwa instalowanego w Polsce na sowieckich bagnetach.
Droga do bezpieki
Drej urodził się w rodzinie robotniczej, w warszawskim środowisku, z którego komunistyczny reżim lubił później rekrutować swoich najgorliwszych wykonawców. W czasie wojny działał w Armii Ludowej jako starszy sierżant, co w późniejszych latach z dumą podkreślał — potrafił godzinami przechwalać się „bohaterską walką” w partyzantce komunistycznej.
W lutym 1945 r., mając 40 lat, pojawił się w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Rozpoczął służbę jako młodszy wywiadowca, czyli w praktyce kapuś i donosiciel. Jednak jego realna rola szybko stała się bardziej mroczna. W papierach pojawiały się określenia: „do dyspozycji szefa”, „oficer do zleceń” — eufemizmy, pod którymi kryła się funkcja kata.
Od 1945 r. Drej uczestniczył w likwidacji podziemia antykomunistycznego. Z czasem stał się jednym z głównych egzekutorów mokotowskiego więzienia przy ul. Rakowieckiej.
Zbrodnie Dreja przed objęciem roli „etatowego kata”
Pierwsze odnotowane egzekucje wykonywał już w 1947 r. 19 lutego około godziny 22 w Płońsku zastrzelił trzech żołnierzy Ruchu Oporu Armii Krajowej:
- Bronisława Urbańskiego „Andrzeja”, „Ślepego”,
- Zygmunta Ciarkę „Sowę”,
- Marcelego Gajewskiego „Mściciela”.
Wszyscy zostali skazani na śmierć przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie 9 grudnia 1946 r. Drej chętnie wykonywał takie „zlecenia”.
Mokotów – fabryka śmierci. Drej jako kat
W latach 1947–1954 formalnie przypisywany do różnych wydziałów WUBP, faktycznie wykonywał wyroki śmierci w więzieniu mokotowskim. Strzelał zgodnie z sowiecką metodą — w tył głowy, z bliskiej odległości, w piwnicach domku gospodarczego lub w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach.
Jedną z najbardziej symbolicznych zbrodni była egzekucja mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK. 8 lutego 1951 r. około 20:00 wyprowadzono go z celi. Prokurator odczytał wyrok śmierci „w imieniu Rzeczpospolitej”. Oprawcy zmusili majora, by pochylił się tak, aby zobaczyć ciała trzech swoich wcześniej zamordowanych kolegów. Strzał padł o 20:15.
Na protokole egzekucji widnieje podpis: „Aleksander Drej – dowódca plutonu egzekucyjnego”. W rzeczywistości żadnego plutonu nie było. Strzelał tylko on.
1 marca 1951 – godzina śmierci polskiego podziemia
Największą zbrodnią Dreja była noc 1 marca 1951 r., kiedy zastrzelił siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość:
- ppłk. Łukasza Cieplińskiego,
- mjr. Adama Lazarowicza „Klamrę”,
- mjr. Mieczysława Kawalca „Żbika”,
- kpt. Franciszka Błażeja „Romana”,
- por. Karola Chmiela „Zygmunta”,
- kpt. Józefa Batoryego „Argusa”,
- por. Józefa Rzepkę.
Egzekucje wykonywano co dziesięć minut. Cała operacja trwała dokładnie 70 minut — od 20:00 do 21:10. W piwnicach mokotowskiego domku gospodarczego Drej zabijał ich jednym strzałem w potylicę, metodą identyczną jak tę stosowaną przez NKWD w Katyniu.
Drej otrzymał za tę „akcję” sowitą zapłatę. Był wyjątkowo zachłanny — wykłócał się o każdą nagrodę. W końcu dopiął swego: zarządzeniem nr 19 MBP dostał 30 tys. zł premii, równowartość niemal dwuletniej średniej pensji.
Ostatnie lata służby
W 1955 r., po podporządkowaniu Służby Więziennej Ministerstwu Sprawiedliwości, Drej został oficjalnie etatowym katem. W dokumentach widniał jednak jako konwojent, a potem pomocnik dyżurnego. Rzeczywistość była niezmienna: wykonywał „zlecenia specjalne”.
W 1957 r. przeniesiono go do Milicji Obywatelskiej, skąd po roku go wyrzucono — oficjalnie „z powodu braku przygotowania do służby”, nieoficjalnie: bo od 1945 r. zajmował się wyłącznie egzekucjami, a nie prawdziwą pracą w aparacie.
Po odejściu z UB i MO żył spokojnie do śmierci w 1974 r. Spoczął na Powązkach Wojskowych.
Ironia losu: groby kata i jego ofiar
Major „Łupaszka”, wydobyty po latach z „Łączki” i zidentyfikowany, ma dziś godny grób na Powązkach. Niedaleko leży Aleksander Drej, który zamordował go strzałem w potylicę.
Jak pisał historyk Tadeusz Płużański – tego przywileju nie miał ppłk Łukasz Ciepliński. Jego szczątki nadal pozostają nierozpoznane.
Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
Twoje wsparcie jest bezcenne!
