Kpt Romuald Rajs -podwójnie wyklęty bohater

Jeszcze kilkanaście lat temu w oficjalnych dokumentach pojawiała się teza, iż działania żołnierzy podziemia niepodległościowego pod dowództwem kapitana Romualda Rajsa „Burego” były wymierzone w konkretne społeczności wiejskie – ludność białoruską wyznania prawosławnego. To właśnie wtedy uznano je za „zbrodnię ludobójstwa, należącą do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości”, co w świetle badań jest skandalem – np Wikipedia podaje, że Romuald Rajs był „zbrodniarzem wojennym”..

Tymczasem IPN stwierdza wprost: w świetle najnowszych badań historycznych takie twierdzenia nie odpowiadają prawdzie. Analiza materiału źródłowego prowadzi do wniosku, że ustalenia dochodzenia prowadzonego w latach 2002–2005 przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku – dotyczącego wydarzeń z przełomu stycznia i lutego 1946 roku – były w wielu punktach wadliwe.

Nowe badania, nowe wnioski

IPN powołuje się na cztery prace naukowe z lat 2016–2019, autorstwa m.in. dr. Kazimierza Krajewskiego, mec. Grzegorza Wąsowskiego, dr. Mariusza Bechty, dr. Wojciecha Muszyńskiego oraz Michała Ostapiuka. Wskazują one jednoznacznie, że teza o religijno-narodowościowych motywach działań oddziału „Burego” nie znajduje potwierdzenia w źródłach.

W wyniku akcji 3. Wileńskiej Brygady Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem kpt. Rajsa zginęło łącznie 79 osób – mieszkańców powiatu bielskiego, w tym 30 furmanów rozstrzelanych w lesie pod Puchałami Starymi 31 stycznia 1946 roku.

Dr Kazimierz Krajewski i mec. Grzegorz Wąsowski podkreślają, że ani prawosławne wyznanie ofiar, ani ich białoruska narodowość nie były powodem śmierci z rąk partyzantów 3. Wileńskiej Brygady. Zwracają jednocześnie uwagę, że śmierć kobiet i dzieci – choć kładzie się cieniem na działalności „Burego” i jego podkomendnych – nie była celem dowódcy. Była tragicznym skutkiem rozkazów i sytuacji bojowej, a nie zamierzonym działaniem.

Podobne wnioski płyną z badań dr. Mariusza Bechty i dr. Wojciecha Muszyńskiego. W ich ocenie działania pododdziałów „Burego” nie spełniają kryteriów ludobójstwa. Tło tych wydarzeń miało przede wszystkim charakter polityczny – wiązało się z czynnym poparciem części lokalnej ludności dla instalowanego w Polsce reżimu komunistycznego. W realiach PRL całą sprawę przedstawiono później jako rzekomy konflikt religijno-etniczny między Polakami a Białorusinami.

IPN: „Bury” i „Rekin” uniewinnieni w świetle prawa

Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że jedynym prawomocnym aktem dotyczącym kpt. Romualda Rajsa „Burego” i jego zastępcy, ppor. Kazimierza Chmielowskiego „Rekina”, jest orzeczenie Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z września 1995 roku. Unieważniło ono wyroki śmierci wydane na dowódców 3. Wileńskiej Brygady NZW.

Zgodnie z obowiązującym prawem stwierdzenie nieważności orzeczenia jest równoznaczne z uniewinnieniem. Oznacza to, że w świetle polskiego prawa Romuald Rajs i Kazimierz Chmielowski są niewinni. IPN w swoim oświadczeniu wyraźnie to podkreśla.

Biografia „Burego” – nowe źródła, nowe spojrzenie

Ważną rolę w tej debacie odgrywa oparta na szerokiej kwerendzie biografia kpt. Romualda Adama Rajsa „Burego” autorstwa Michała Ostapiuka. Książka, przygotowana na podstawie rzetelnej analizy archiwaliów, przynosi szereg nowych ustaleń – kluczowych m.in. dla odtworzenia przebiegu pacyfikacji pięciu białoruskich wsi przeprowadzonych przez plutony 3. Wileńskiej Brygady NZW: Zaleszan, Wólki Wygonowskiej, Szpaków, Zań i Końcowizny.

Autor rekonstruuje rozkazy wydawane przez „Burego”, analizuje zakres jego odpowiedzialności za działania podkomendnych, szczegółowo opisuje okoliczności śmierci 30 białoruskich furmanów pod Puchałami Starymi 31 stycznia 1946 roku. Pokazuje także mechanizm, który doprowadził do aresztowania „Burego”, przebieg śledztwa i procesu, stawiając nowe pytania badawcze i formułując kolejne hipotezy.

Ostapiuk nie ogranicza się do najbardziej kontrowersyjnych epizodów. Odtwarza całe życie „Burego” – od młodości, przez wojnę i konspirację, aż po jego śmierć z rąk komunistycznego kata w więzieniu w Białymstoku. Rajs został zamordowany strzałem w tył głowy 30 grudnia 1949 r., miesiąc po 36. urodzinach. Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane, a o pamięć o nim od lat walczy jego syn, Romuald Rajs.

Historyk IPN podkreśla, że choć w Zaleszanach pod koniec stycznia 1946 r. zginęły kobiety i dzieci – co jest ogromną tragedią – to ich śmierć nie była zamiarem dowódcy. „Bury” swoimi rozkazami wytworzył jednak sytuację, która doprowadziła do śmierci niewinnych osób. „Nie jest to chlubna karta w jego życiorysie” – przyznaje Ostapiuk.

Wojenne doświadczenie: od Mikuliszek do Wilna

W rozmowie z PAP Michał Ostapiuk przypomina, że przełożeni „Burego” bardzo wysoko oceniali jego działalność bojową na Wileńszczyźnie podczas okupacji niemieckiej. Świadczą o tym odznaczenia: Krzyż Walecznych za dowodzenie w zwycięskiej bitwie pod Mikuliszkami 8 stycznia 1944 r. oraz Krzyż Virtuti Militari za udział w szturmie na Wilno w lipcu 1944 r.

Rajs był jedynym podoficerem w 3. Wileńskiej Brygadzie AK kpt. Gracjana Fróga „Szczerbca”, który otrzymał awans oficerski. Mimo że w dowództwie służyło kilku oficerów, to właśnie jemu – przedwojennemu podoficerowi – „Szczerbiec” powierzał dowodzenie najważniejszymi strukturami: drużyną, plutonem, kompanią szturmową. Były to jednostki elitarne, stanowiące podstawową siłę uderzeniową brygady.

Bitwa pod Mikuliszkami była jednym z pierwszych dużych zwycięstw polskiej partyzantki na Wileńszczyźnie. Umocniła pozycję 3. Brygady, zwiększyła jej sprawność bojową i pozwoliła na przeprowadzenie kolejnych skutecznych akcji zbrojnych.

Wileńskie oddziały AK działały w niezwykle trudnych warunkach – walczyły jednocześnie z Niemcami, partyzantką sowiecką oraz litewskimi kolaborantami. W źródłach pojawiają się oskarżenia o rzekomą współpracę 3. Brygady z Niemcami, ale – jak podkreśla Ostapiuk – do takiej współpracy nigdy nie doszło. Prowadzono jedynie rozmowy sondażowe, którym towarzyszyło czasowe zawieszenie broni. Negocjacje zostały przerwane na rozkaz ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, a 3. Brygada wzięła udział w szturmie na Wilno 7 lipca 1944 r.

Nieufność wobec Sowietów i droga na Białostocczyznę

Pod koniec okupacji niemieckiej Rajs, jako karny oficer AK, wykonywał rozkazy przełożonych nakazujących współdziałanie z Armią Czerwoną. Osobiście uważał jednak taki sojusz za pozbawiony sensu. Już po operacji „Ostra Brama” przewidywał, że Sowieci nie dotrzymają zawartych porozumień.

„Bury” rozpoczął przygotowania do opuszczenia Wileńszczyzny i przebicia się na zachód. Uzyskał zgodę „Szczerbca” na odejście z grupą ochotników. Jego przewidywania okazały się słuszne: 17 lipca 1944 r. „Szczerbiec” i inni dowódcy z Wileńszczyzny i Nowogródczyzny zostali aresztowani przez Sowietów.

Rajs wyprowadził swój oddział do Puszczy Rudnickiej. Otoczony przez wojska sowieckie, aby uniknąć niepotrzebnych strat, zdemobilizował żołnierzy. Sam wrócił do konspiracji, a następnie – zagrożony aresztowaniem – wyjechał na zachód i zgodnie z rozkazami dowództwa podjął służbę w tzw. Ludowym Wojsku Polskim. Jako ppor. „Jerzy Góral” objął dowództwo plutonu ochrony Lasów Państwowych. Z tym pododdziałem trafił do Hajnówki, gdzie nawiązał kontakt z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”, dowódcą 5. Wileńskiej Brygady. W maju 1945 r. zdezerterował wraz ze swoim plutonem i dołączył do brygady jako dowódca 2. szwadronu. Walczył do września, kiedy formacja została rozformowana.

Szwadron „Burego” liczył ok. 50 żołnierzy, cała 5. Brygada – ok. 300. Nie były to wielkie oddziały, ale bardzo dobrze wyszkolone. Ich zadaniem było m.in. paraliżowanie struktur rodzącej się „władzy ludowej”: rozbrajanie posterunków MO, likwidacja funkcjonariuszy UB i konfidentów, karanie szczególnie brutalnych milicjantów. Zwykli funkcjonariusze, którzy skupiali się na walce z bandytyzmem, nie byli celem działań podziemia.

Od AK do NZW – odpowiedzialność za żołnierzy

We wrześniu 1945 r. zapadła decyzja o demobilizacji 5. Brygady Wileńskiej. W realiach powojennego chaosu przeprowadzenie tego procesu było wyjątkowo trudne – brakowało pieniędzy, dokumentów, możliwości bezpiecznego „rozpuszczenia” żołnierzy. Część szwadronów demobilizowano sprawnie, inne – w tym oddział „Burego” – stanęły przed poważnym dylematem.

Żołnierze, którzy wcześniej zdezerterowali z LWP, nie mieli już odwrotu. Nie mogli po prostu wrócić do normalnego życia. Rajs czuł się za nich odpowiedzialny. Nawiązał więc kontakt z dowództwem Okręgu Białostockiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, które zapewniło, że jest w stanie ich zabezpieczyć i umożliwić dalszą walkę.

Przejście do NZW nie wynikało z radykalnej zmiany poglądów politycznych – „Bury” nie był klasycznym narodowcem. Głównym motywem była lojalność wobec własnego oddziału. Co istotne, nie zmuszał nikogo do pozostania przy sobie. Ci, którzy – mimo niepewnej przyszłości – chcieli wrócić do cywilnego życia, mogli odejść. Ostatecznie przy Rajsie pozostało około 20 żołnierzy, zdecydowanych walczyć „do końca”.

W październiku 1945 r. w komendzie NZW zapadła decyzja o utworzeniu dużego oddziału zbrojnego. Jego organizacją zajęli się ppor. Kazimierz Chmielowski „Rekin” – dawny podkomendny „Burego” z Wileńszczyzny – oraz ppor. Włodzimierz Jurasow „Wiarus”. Tworzona jednostka miała wejść w skład Pogotowia Akcji Specjalnej, czyli pionu walki bieżącej.

Rajs został dowódcą PAS na cały Okręg Białostocki, a oddział „Rekina” miał być główną siłą okręgu. W szczytowym momencie liczył ok. 130 dobrze uzbrojonych żołnierzy. „Bury” objął bezpośrednie dowództwo nad tym oddziałem w styczniu 1946 r.

Trudna Białostocczyzna: komunizacja, agentura, konspiracja

Sytuacja polityczna i społeczna na Białostocczyźnie była niezwykle skomplikowana. Władza komunistyczna dopiero się umacniała i nie miała szerokiego poparcia – większość ludności pozostawała wierna myśli o niepodległej Rzeczypospolitej. Jednocześnie część mieszkańców – w tym część Białorusinów – zaczęła współpracować z reżimem.

Nie była to jednak większość. Spośród kilkudziesięciu tysięcy Białorusinów na tym obszarze, działalność w strukturach PPR i aparatu bezpieczeństwa podejmowały najwyżej setki. W białostockim więzieniu większość strażników stanowili Białorusini, a w niektórych wsiach tworzono uzbrojone komunistyczne bojówki wspierane przez resort bezpieczeństwa.

Korzenie tych postaw sięgały okresu międzywojennego. W strukturach Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi powstawały komórki m.in. w Zaleszanach – wsi, która 29 stycznia 1946 r. została spalona przez oddziały „Burego”. Skala komunizacji tej miejscowości była znacząca. Działacz KPZB Jakub Bazyluk twierdził, że pod wpływem komunistycznej propagandy pozostaje tam większość młodzieży.

Jednocześnie wielu Białorusinów w czasie wojny walczyło w szeregach polskiego podziemia, także w strukturach NZW. Obraz relacji polsko-białoruskich na tym terenie jest więc znacznie bardziej złożony, niż sugerowała późniejsza propaganda.

Ostapiuk podkreśla, że „Bury” potrafił utrzymać twardą, ale nie okrutną dyscyplinę. Kary w jego oddziale były surowe, ale adekwatne. Zdecydowana większość przewinień kończyła się karami dyscyplinarnymi, nie zaś wyrokami śmierci. Dowódca dbał o poprawny stosunek partyzantów do ludności cywilnej i nie „szastał ludzkim życiem”.

Rozkaz pacyfikacji – za co miały płonąć wsie?

We wrześniu 1945 r. komenda Okręgu NZW wydała rozkaz przeprowadzenia pacyfikacji wsi, których mieszkańcy mieli okazywać wrogi stosunek do idei niepodległego państwa polskiego. Celem nie miała być zemsta na całej ludności białoruskiej, lecz uderzenie w komunistyczną agenturę, lokalnych aktywistów i materialne ukaranie tych, którzy otwarcie wspierali reżim. Dowództwo nie planowało zabijania przypadkowych osób, w szczególności kobiet i dzieci.

Właśnie w tym kontekście należy postrzegać wydarzenia z przełomu stycznia i lutego 1946 r. – spalenie Zaleszan, Wólki Wygonowskiej, akcji w Szpakach, Zaniach i Końcowiźnie oraz rozstrzelanie furmanów pod Puchałami Starymi.

Zaleszany i Wólka Wygonowska – tragedia bez rozkazu likwidacji wszystkich

29 stycznia 1946 r. oddział „Burego”, pozorując jednostkę Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wszedł do Zaleszan. Mieszkańcy byli przekonani, że mają do czynienia z reżimowym wojskiem. Partyzanci zachowywali się jak typowy oddział – rekwirowali owies, zlecali przygotowanie posiłków, wydawali zwykłe polecenia.

Po kilku godzinach „Bury” i „Rekin” zorientowali się, jak bardzo skomunizowana jest ta wieś i jak wrogi jest stosunek części mieszkańców do polskiego munduru. Szczególnie odmowa wystawienia podwodów była odebrana jako akt otwartej wrogości.

„Bury” zwołał zebranie w domu Dymitra Sacharczuka. Większość mieszkańców stawiła się, część odmówiła – z obawy przed wywózką lub przymusową służbą. Dowódca zidentyfikował trzech aktywistów komunistycznych, których rozstrzelano. Jeden z nich został wywołany z zebrania, co wskazuje, że nie planowano zabicia wszystkich zgromadzonych.

Następnie rozpoczęto podpalanie zabudowań. W tym czasie „Burego” nie było już we wsi – wraz z częścią oddziału wyruszył do Wólki Wygonowskiej. Żołnierze podpalający gospodarstwa sądzili, że ludzie opuścili domy. Kiedy płomienie objęły budynek, w którym zgromadzono mieszkańców, drzwi otwarto i pozwolono wszystkim wyjść. W żadnym momencie nie strzelano do cywilów – wszyscy, którzy wyszli z płonących zabudowań, przeżyli.

Zginęli ci, którzy ukryli się w innych budynkach i nie zdążyli uciec. W Zaleszanach śmierć poniosły kobiety i dzieci – tragiczny efekt akcji, która wymknęła się spod kontroli i której skutków „Bury” nie przewidział.

We Wólce Wygonowskiej, dokąd Rajs przybył na podstawie informacji od furmanów, zidentyfikowano dwóch aktywistów komunistycznych i ich zlikwidowano. Spalono także część zabudowań – ok. sześciu gospodarstw. Nie było tam ofiar wśród przypadkowych mieszkańców, co – zdaniem Ostapiuka – pokazuje, że tam, gdzie „Bury” bezpośrednio nadzorował działania, liczba ofiar cywilnych była znacznie mniejsza lub żadna.

Szpaki, Zanie, Końcowizna – kiedy dowódca traci kontrolę

2 lutego 1946 r. oddział przesunął się w zachodnią część powiatu bielskiego, zamieszkaną głównie przez ludność polską. Wyjątkiem były wsie Zanie, Szpaki i Końcowizna, w których działały uzbrojone komunistyczne bojówki.

Do Szpaków wysłano pluton „Wiarusa” oraz – prawdopodobnie – pluton „Leszka”, przy którym znajdował się sam „Bury”. Egzekucje miały objąć mężczyzn figurujących na liście współpracowników komunistycznych. Warto zauważyć, że sam „Wiarus” był wyznania prawosławnego, a część siatki NZW identyfikującej współpracowników również stanowili prawosławni. To kolejny argument przeciwko tezie o religijnym czy narodowościowym motywie pacyfikacji.

W Końcowiźnie, gdzie znajdowała się uzbrojona bojówka, oddział został ostrzelany. „Bury” odpowiedział ogniem, podpalił zabudowania i wycofał się. Nikt z mieszkańców nie zginął. To kolejny przykład, że osobista obecność Rajsa z reguły oznaczała mniejszą skalę ofiar przypadkowych.

Do największej tragedii doszło w Zaniach. Pluton ppor. Jana Boguszewskiego „Bitnego” został ostrzelany przed wejściem do wsi i odpowiedział ogniem. Zginęło 24 z ponad stu mieszkańców. Nie ma podstaw, by twierdzić, że „Bitny” dążył do wymordowania wszystkich – raczej sytuacja wymknęła się spod kontroli. Noc, chaos, wybuchająca amunicja – wszystko to sprzyjało eskalacji przemocy.

Ostapiuk ocenia, że „Bitny” przekroczył rozkazy „Burego” i jako dowódca nie panował nad swoimi ludźmi. Już wcześniej wykonywał twarde wyroki na osobach korzystających z komunistycznych amnestii. Był bezkompromisowy, co w warunkach pacyfikacji wsi okazało się śmiertelnie niebezpieczne.

Pojawia się zarzut, że „Bury” nie rozliczył podwładnego. Trzeba jednak pamiętać, że jego wiedza o wydarzeniach w Zaniach opierała się na meldunku „Bitnego”, a cały oddział był już w odwrocie, ścigany przez siły reżimowe. 16 lutego 1946 r. „Bitny” zginął w bitwie pod Gajrowskimi. Nie było czasu ani realnych możliwości, by przeprowadzić wobec niego wewnętrzne śledztwo czy wyciągnąć konsekwencje.

Sprawa furmanów – polityka, nie etniczność

Najbardziej dramatycznym i najczęściej przywoływanym epizodem jest rozstrzelanie 30 furmanów pod Puchałami Starymi.

28 stycznia 1946 r. oddział „Burego” we wsi Łozice wziął około 40 białoruskich furmanów jako podwody. Część z nich towarzyszyła oddziałowi do 31 stycznia, po drodze niektórych zwolniono, a w ich miejsce zabrano wozaków z Krasnej Wsi.

31 stycznia, w Puchałach Starych, spośród około 40 furmanów 30 rozstrzelano, a około 10 puszczono do domów. Wśród uwolnionych było co najmniej ośmiu prawosławnych i jeden–dwóch katolików. Jeden z rozstrzelanych był adwentystą. Ten rozkład wyznaniowy jasno pokazuje, że religia nie mogła być kryterium selekcji.

Z relacji żołnierzy konspiracji wynika, że furmanów wciągano w rozmowy o ich stosunku do Polski i władzy komunistycznej. Ci sądzili, że mają do czynienia z oddziałem reżimowym, nie mieli więc powodu ukrywać sympatii. Najprawdopodobniej zgromadzony w ten sposób materiał – w ocenie „Burego” – wystarczył, by uznać część z nich za aktywnych współpracowników komunistów i wydać wyrok śmierci.

Nie ma podstaw, by mówić o „sadystycznym mordzie” motywowanym nienawiścią narodową czy religijną. Był to tragiczny, brutalny akt odwetu politycznego – wymierzony w ludzi uznanych za współwinnych utrwalania komunistycznego reżimu.

Jak powstała komunistyczna legenda o „ludobójstwie na Białorusinach”?

Kluczowy moment kształtowania propagandowej narracji komunistycznej to lato 1948 r., kiedy Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa w Białymstoku prowadził śledztwo w sprawie „Burego”. Celem funkcjonariuszy było udowodnienie tezy o zbrodni na tle narodowym i religijnym.

Dobór świadków był nieprzypadkowy. Nie przesłuchiwano furmanów, którzy przeżyli i mogli wnieść do sprawy ważne informacje, lecz przede wszystkim rodziny zabitych. W ciągu dwóch dni jeden funkcjonariusz przesłuchał ponad dziesięć osób, a w każdym protokole pojawiało się niemal identyczne sformułowanie podkreślające „narodowościowy” motyw zbrodni. Wielu świadków nie miało bezpośredniej wiedzy o okolicznościach śmierci bliskich – nie byli przy egzekucji, a relacje opierali na zasłyszanych opowieściach.

Zeznania, które nie pasowały do z góry przyjętej tezy, ignorowano. Równocześnie UB wykorzystało relacje niektórych byłych żołnierzy „Burego” – m.in. Antoniego Cylwika „Szczygła” i ppor. Józefa Puławskiego „Gołębia”. Ich stosunkowo łagodne wyroki wskazują, że „kupowali życie” potwierdzaniem wersji narzucanej przez śledczych.

To właśnie te, wymuszone i sterowane zeznania z 1948 r., zbudowały obraz „ludobójstwa na Białorusinach”, który przez lata funkcjonował w historiografii i publicystyce. Krytyczna analiza materiałów archiwalnych – dokonana przez współczesnych badaczy – ten obraz w dużej mierze burzy.

Postawa „Burego” w śledztwie i procesie

W trakcie śledztwa Rajs zachowywał się godnie, choć jego sytuacja była dramatyczna. Na początku próbował przerzucać część odpowiedzialności na swojego zastępcę „Rekina”, lecz gdy ten został aresztowany, „Bury” zaczął odwoływać obciążające go zeznania.

Przed sądem starał się nie szkodzić współoskarżonemu. Początkowo „Rekin” otrzymał karę dożywocia, którą dopiero później – w kolejnym procesie, już bez „Burego” – zamieniono na karę śmierci. Wyrok wykonano 1 kwietnia 1950 r.

Rajs konsekwentnie chronił także inne osoby przewijające się w śledztwie, m.in. Marię Kuzin. Podjął próbę pozornego „nawiązania współpracy” z UB – w rzeczywistości chciał wydostać się na wolność i powrócić do walki z reżimem oraz wyciągnąć z więzienia „Rekina”.

Te plany rozbiły się o rozbudowaną agenturę celową. „Bury” został ostatecznie skazany na śmierć i zamordowany 30 grudnia 1949 r. Jego ciało do dziś nie zostało odnalezione.

Obraz dowódcy: między legendą a odpowiedzialnością

Z opowieści Michała Ostapiuka wyłania się obraz dowódcy niejednoznacznego, ale dalekiego od stereotypu „rzeźnika Białorusinów”. Rajs był odpowiedzialnym oficerem, który dbał o swoich żołnierzy i starał się chronić ludność cywilną – zarówno polską, jak i białoruską – przed represjami niemieckimi, litewskimi kolaborantami i komunistami.

Historyk przypomina, że „Bury” brał udział w akcjach, podczas których odbijano z rąk litewskich policjantów kilkudziesięciu Żydów, skazanych w praktyce na śmierć. Walczył przede wszystkim z komunistycznym aparatem represji, który traktował jako kolejnego okupanta.

Czy w jego życiorysie są karty tragiczne i ciemne? Tak. Pacyfikacje wsi na Białostocczyźnie, śmierć kobiet i dzieci, rozstrzelanie furmanów – to wydarzenia, których nie można relatywizować ani przemilczeć.

Jednocześnie współczesne badania pokazują, że przypisywanie „Buremu” intencjonalnego ludobójstwa na tle narodowościowo-religijnym nie znajduje oparcia ani w prawie, ani w materiałach źródłowych. Konflikt, którego był uczestnikiem, miał przede wszystkim wymiar polityczny – przebiegał między podziemiem niepodległościowym a częścią ludności wspierającej komunistyczny reżim.

To właśnie ten, dużo bardziej skomplikowany obraz – zamiast czarno-białej legendy stworzonej w gabinetach UB – coraz mocniej przebija się we współczesnej historiografii.

Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.

Twoje wsparcie jest bezcenne!

https://patronite.pl/dorota.kania