Generał Władysław Ciastoń (ur. 16 XII 1924, zm. 4 VI 2021) – wieloletni funkcjonariusz aparatu represji PRL i wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, nie działał samowolnie w sprawie porwania i zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Taką tezę stawia dr Witold Bagieński, badacz dziejów komunistycznych służb specjalnych. Jego zdaniem decyzje zapadały na najwyższym szczeblu władzy, a Ciastoń był jedynie elementem wykonawczym zhierarchizowanego systemu przemocy.
– Strategie kreślił Wojciech Jaruzelski przy pomocy Czesława Kiszczaka – podkreśla Bagieński. – Ciastoń był uosobieniem tego, czym było UB i SB, ze względu na okres swej służby, który sięgał od 1945 roku aż do 1987.
Resortowa hierarchia bez miejsca na „samowolkę”
Choć Władysław Ciastoń przez dekady pozostawał w strukturach aparatu bezpieczeństwa, funkcję wiceministra MSW objął na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego. Wówczas podlegały mu kluczowe departamenty Służby Bezpieczeństwa:
- Departament III (społeczno-polityczny),
- Departament IV (do spraw wyznań),
- Departament V (gospodarczy),
- a także utworzone później Biuro Studiów.
To właśnie te komórki prowadziły działania wymierzone w podziemną „Solidarność”, Kościół katolicki, środowiska opozycyjne, gospodarkę oraz media. Zdaniem Bagieńskiego, w takiej strukturze nie istniała możliwość samodzielnych decyzji na tym szczeblu.
– To była struktura ściśle zhierarchizowana. Nie wyobrażam sobie żadnej samowolki ze strony Ciastonia. Mówię to również w kontekście sprawy ks. Popiełuszki. Decyzje zapadały wyżej – zaznacza historyk.
Proces toruński i polityczna ochrona decydentów
Podczas tzw. procesu toruńskiego w połowie lat 80., dotyczącego porwania i zabójstwa Jerzy Popiełuszko, odpowiedzialność – w sensie formalnym – została zatrzymana na niższym szczeblu aparatu MSW.
Najwyżej postawioną osobą skazaną w tej sprawie był Adam Pietruszka, wicedyrektor Departamentu IV MSW, zajmującego się zwalczaniem Kościoła. Otrzymał on 25 lat więzienia za podżeganie do zabójstwa. Bezpośredni sprawcy zostali skazani na wieloletnie kary pozbawienia wolności.
Jednocześnie – jak podkreśla Bagieński – generałowi Ciastoniowi oraz dyrektorowi Departamentu IV Zenonowi Płatkowi „nic się nie stało”. Nie tylko nie ponieśli odpowiedzialności w ramach procesu toruńskiego, ale też nie zostali odsunięci od władzy.
– Po sprawie ks. Popiełuszki Ciastoń nie został odstawiony na boczny tor. Skoro spełnił swoje zadanie, stanowisko utrzymał – ocenia badacz.
Odpowiedzialność systemowa i zbrodnie „nieznanych sprawców”
Znakiem rozpoznawczym okresu, w którym SB działała pod nadzorem Ciastonia i Kiszczaka, była aktywność tzw. „nieznanych sprawców”. To właśnie w pierwszej połowie lat 80. doszło do serii tajemniczych śmierci działaczy opozycji, które oficjalnie przedstawiano jako wypadki, samobójstwa lub utonięcia.
Już w 1982 roku zamordowany został 18-letni Emil Barchański, którego ciało odnaleziono w Wiśle. Później nastąpiła fala podobnych zgonów, m.in.:
- Jacek Jerz (KPN Radom),
- Ryszard Kowalski (szef „Solidarności” w Hucie Katowice),
- Bogusław Podborączyński (Solidarność Nysa),
- o. Honoriusz Kowalski (duszpasterz akademicki z Poznania),
- Tadeusz Frąś (Solidarność Małopolska),
- Zbigniew Tokarczyk (KPN Stalowa Wola),
- Lesław Martin (Solidarność Wrocław),
- Zbigniew Szkarłat (Solidarność Nowy Sącz).
W lutym 1984 roku w studzience melioracyjnej znaleziono ciało Piotra Bartoszcze, działacza Solidarności Rolników Indywidualnych. Sekcja zwłok wykazała ślady tortur, co całkowicie podważało wersję o „nieszczęśliwym wypadku”.
„Ciastoń odpowiadał za wiele zabójstw PRL”
Historyk Tadeusz Płużański podkreśla, że odpowiedzialność generała nie ogranicza się wyłącznie do sprawy ks. Popiełuszki.
– Ciastoń jest odpowiedzialny za wiele zabójstw PRL, w tym te najsłynniejsze: ks. Jerzego Popiełuszki czy licealisty Grzegorza Przemyka. W wyniku działalności podległych mu zbrodniczych instytucji wielu Polaków zostało aresztowanych, złamanych, zamordowanych lub zmuszonych do samobójstwa – wskazuje Płużański.
Biografia: od UB do ambasadora
Urodzony 16 grudnia 1924 roku w Krakowie, Władysław Ciastoń służbę w organach bezpieczeństwa rozpoczął już w czerwcu 1945 roku we Wrocławiu. Przeszedł pełną drogę kariery w aparacie represji: od Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, aż po ścisłe kierownictwo MSW.
Choć w 1958 roku został zwolniony dyscyplinarnie, m.in. z powodów frakcyjnych, w 1971 roku został zrehabilitowany i przywrócony do służby. W latach 1981–1986 był szefem Służby Bezpieczeństwa, a od listopada 1981 do kwietnia 1987 – wiceministrem spraw wewnętrznych PRL.
W 1983 roku awansowany do stopnia generała dywizji, po odejściu z resortu objął stanowisko ambasadora PRL w Albanii.
Spóźniona sprawiedliwość i honorowy pochówek
Dopiero w 2019 roku sąd uznał Ciastonia winnym represjonowania opozycjonistów poprzez bezprawne powoływanie ich do wojska w 1982 roku, kwalifikując te czyny jako zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości. Kara: dwa lata pozbawienia wolności.
Generał zmarł 4 czerwca 2021 roku w wieku 96 lat. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach – w miejscu zarezerwowanym dla elit III RP i PRL. Na jego grobie pojawiły się wieńce m.in. od Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, środowisk walczących z dezubekizacją i beneficjentów decyzji politycznych przywracających wysokie emerytury byłym funkcjonariuszom SB.
Symbol bezkarności systemu
Postać Władysława Ciastonia pozostaje jednym z najbardziej jaskrawych symboli ciągłości aparatu przemocy PRL, jego ochrony politycznej oraz braku realnego rozliczenia sprawców zbrodni komunistycznych. Wbrew mitom o „pojedynczych wypaczeniach”, jego kariera pokazuje, że odpowiedzialność była systemowa, a decyzje o życiu i śmierci zapadały znacznie wyżej niż na poziomie wykonawców.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
