Świadek, który wiedział za dużo. Śmierć „Iwana”

Piętnaście lat temu w państwowym areszcie, pod okiem służb, zmarł człowiek, na którym opierała się jedna z najbardziej zawiłych spraw III RP.
Artur Zirajewski, ps. „Iwan” – płatny zabójca, gangster, świadek koronny – odszedł nagle, w momencie, gdy jego zeznania zaczęły sięgać najwyższych pięter władzy, służb i polityki. I do dziś nikt nie potrafi odpowiedzieć na jedno pytanie:
czy naprawdę była to tylko „śmierć naturalna”? Czy rzeczywiści Zirajewski przyjął leki po to, by trafię do szpitala a następnie uciec z więzienia? i Kto mu te legi dostarczył?


Kim był „Iwan” – i dlaczego był tak niebezpieczny

Artur Zirajewski nie był drobnym bandytą. Był zawodowym zabójcą, człowiekiem półświatka, który znał realne kulisy zleceń, pieniądze, ludzi i mechanizmy. Skazany na 15 lat więzienia za porwanie i zabójstwo gdańskiego biznesmena, dostał wyrok łagodniejszy niż inni – bo mówił. Dużo. I coraz więcej. Ale mówił nie o byle kim.


Zabójstwo Marek Papała – sprawa, której nie wolno było wyjaśnić?

Zirajewski stał się jednym z głównych świadków w sprawie zabójstwa Komendanta Głównego Policji, zastrzelonego w czerwcu 1998 roku przed własnym domem w Warszawie. Twierdził, że: uczestniczył w spotkaniach, na których szukano wykonawcy mordu. Rozmowy dotyczyły konkretnych pieniędzy i konkretnych interesów, a sprawa miała związek z interesami oraz narkotykowym przemytem i układami sięgającymi MSW. Nazwiska, które padały, nie były przypadkowe.


Gangsterzy, biznes i „wielka polityka”

To zeznania Zirajewskiego stały się fundamentem oskarżeń, choć od początku wzbudzały skrajne emocje. Jedni mówili: wreszcie ktoś mówi prawdę. Inni: to konfabulant, który ratuje własną skórę.

Problem polegał na tym, że jego wersja zaczęła zahaczać o ludzi, których nazwiska nie padają bezkarnie. Według „Iwana” w tle pojawiali się: gdański gangster Nikodem Skotarczak ps. „Nikoś”, jeden z szefów pruszkowskiego gangu Andrzej Banasiak ps. „Słowik” i polonijny biznesmen Edward Mazur. a także były premier Leszek Miller

Hotel Marina: miejsce, gdzie wszystko miało się zacząć

Zirajewski opisywał spotkanie w hotelu Marina w Sopocie.
Padały tam słowa:

„Tego psa trzeba się pozbyć jak najszybciej”.

Rozmówcy mieli czekać na sygnał od „człowieka z MSW”.
„Iwan” twierdził, że chodziło o Papałę, a tłem były interesy narkotykowe.

I wtedy padło zdanie, które do dziś brzmi jak wyrok:

„Gdyby Leszek nie podjął decyzji, to chłop by jeszcze żył”.


Leszek Miller – „to bzdura”

Były premier odrzucił wszystko jednym ruchem, mówiąc wprost, że Zirajewski powiedział to, czego „oczekiwano” w czasie rządów PiS.

Ale w tej historii nic nie jest proste: zeznania „Iwana” zmieniały się – czasem je wycofywał, a potem wracały w nowej formie.

Jednak nigdy nie zniknęły całkowicie.


Służby w tle. Rola Ryszard Bieszyński

Jeśli gdzieś szukać odpowiedzi, to nie w świecie gangsterów, ale w świecie służb. Pułkownik Ryszard Bieszyński to były funkcjonariusz komunistycznych służb specjalnych a potem służb III RP – Urzędu Ochrony Państwa a następnie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według mediów to oficer prowadzący Edwarda Mazura. Bieszyński przekonywał, że trop Mazura jest fałszywy, a zabójstwo Papały mogło mieć „osobiste” motywy. To jego linia przekonała amerykański sąd, który odmówił ekstradycji Mazura, uznając Zirajewskiego za niewiarygodnego.

Ryszard Bieszyński pojawia się również przy innych symbolicznych momentach III RP. W latach 2003–2005 kierował Departamentem Postępowań Karnych ABW, zajmując się m.in. jednym z wątków afery paliwowej – w lutym 2002 roku, gdy premierem był Leszek Miller, brał udział w akcji zatrzymania Andrzeja Modrzejewskiego, ówczesnego prezesa PKN Orlen. W 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Ryszarda Bieszyńskiego w sprawie zatrzymania Andrzeja Modrzejewskiego na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.

Śmierć w areszcie. Idealny moment

3 stycznia 2010 roku „Iwan” umiera. W areszcie. Pod nadzorem. Jako kluczowy świadek w jednej z największych spraw III RP.

Najpierw pojawił się tajemniczy gryps, następnie zatrucie lekami i przewiezienie do szpitala. Później pojawił si,ekomunikat o zatorze płucnym,, szybkie dementi wersji samobójczej, i oficjalna narracja: „śmierć naturalna”.

Ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Krzysztof Kwiatkowski uspokaja opinię publiczną. Prokuratura kończy śledztwo. Odpowiedzialnych brak.


750 świadków, 20 opinii – i zero odpowiedzi

Przesłuchano setki osób, zbadano zaniedbania Służby Więziennej.
Stwierdzono nieprawidłowości w obrocie lekami.

Ale nikt nie odpowiada za śmierć świadka, nikt nie wyjaśnia, jak zdobył psychotropy, nikt nie odpowiada na pytanie, dlaczego człowiek tej rangi nie był chroniony lepiej. Dla jednych Zirajewski był kłamcą. Dla innych – człowiekiem, który wiedział za dużo. Jedno jest pewne: jego śmierć była wygodna dla bardzo wielu osób.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania