Męczennik miłości

8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli urodził się człowiek, który w XX wieku pokazał, że wiara nie jest dekoracją ani hasłem na sztandarze, lecz decyzją – czasem ostateczną. Maksymilian Maria Kolbe (właśc. Rajmund Kolbe; ur. 8 stycznia 1894, zm. 14 sierpnia 1941 w KL Auschwitz) był franciszkaninem konwentualnym, misjonarzem, wydawcą i męczennikiem. Kapłanem, który oddał życie za drugiego człowieka.

Był założycielem Rycerstwa Niepokalanej (Militia Immaculatae), miesięcznika „Rycerz Niepokalanej”, a także twórcą i pierwszym gwardianem Niepokalanowa – klasztoru, który przed wojną stał się największą wspólnotą zakonną na świecie (w 1939 roku ponad 700 zakonników i kandydatów). Z Niepokalanowa wychodziły pisma religijne i społeczne, działała potężna drukarnia, powstawały śmiałe projekty radiowe i techniczne. Kolbe rozumiał, że nowoczesność może być narzędziem dobra – jeśli odda się ją w służbę człowieka.

Dzieciństwo i rodzinny dom

Rajmund przyszedł na świat w Zduńskiej Woli, w rodzinie wielodzietnej. Jego rodzice – Juliusz i Marianna z domu Dąbrowska – wywodzili się ze środowiska tkaczy i byli związani z duchowością franciszkańską. Warunki życia były skromne, a dom – jak wspominali bliscy – miał w sobie coś z małego sanktuarium. W jednym pomieszczeniu mieściły się warsztaty tkackie i kuchnia, a w wydzielonym kącie stał domowy ołtarzyk z wizerunkiem Matki Bożej.

Rodzina przenosiła się, szukając pracy i stabilizacji. Po Łodzi zamieszkali w Pabianicach, gdzie ojciec pracował w fabryce, a matka prowadziła sklep, później była położną. Były to lata trudne: Kolbowie pomagali uboższym, dawali towar na kredyt, zbankrutowali i wrócili do tkactwa. Wielokrotnie zmieniali mieszkanie i zajęcie. A mimo to pragnęli wykształcić synów i wychować ich „prosto”, uczciwie, bez zgody na bylejakość.

Rajmund był chłopcem żywym i bystrym, czasem krnąbrnym – ale w oczach matki najbardziej posłusznym i pomocnym. Kiedy rodzice wychodzili do pracy, potrafił zająć się domem i rodzeństwem. W czerwcu 1902 roku przystąpił do pierwszej komunii, w 1907 przyjął bierzmowanie.

W rodzinnych przekazach szczególne miejsce zajmuje wydarzenie z jego dzieciństwa – opowieść o wizji Matki Bożej z dwiema koronami: białą (czystość) i czerwoną (męczeństwo). Kolbe miał – według relacji matki – przyjąć obie. Dla wielu to legenda pobożna, dla innych punkt zwrotny. Niezależnie od interpretacji jedno jest pewne: od pewnego momentu chłopiec „zmienił się do niepoznania” – stał się skupiony, poważny, wewnętrznie zdyscyplinowany.

Droga zakonna i Rzym

W 1907 roku Rajmund rozpoczął naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie. W 1910 rozpoczął nowicjat i przyjął imię Maksymilian, później dodał „Maria”. Studiował w Krakowie, a następnie w Rzymie, gdzie spędził lata 1912–1919. Tam dojrzewała w nim idea „walki dla Niepokalanej” – nie walki z człowiekiem, lecz walki o człowieka: o jego sumienie, wolność, ocalenie.

W 1917 roku wraz ze współbraćmi założył Militia Immaculatae – Rycerstwo Niepokalanej. Studiował intensywnie: uzyskał doktorat z filozofii i teologii, interesował się też matematyką i fizyką. 28 kwietnia 1918 roku przyjął święcenia kapłańskie w Rzymie.

„Rycerz”, Niepokalanów i odwaga nowoczesności

Po powrocie do Polski w 1919 roku rzucił się w wir pracy duszpasterskiej i organizacyjnej. W 1922 roku zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej”. To nie była tylko gazetka religijna – to był pomysł na masowe apostolstwo: proste, konsekwentne, nastawione na formację wiary i sumienia.

W 1927 roku, na podwarszawskim ściernisku, powstał Niepokalanów – klasztor-wydawnictwo, który w kilka lat urósł do rozmiarów fenomenu. Wydawano tam pisma (m.in. „Rycerza”, „Mały Dziennik”, tytuły dla dzieci), rozbudowywano drukarnię, planowano radio, film, a nawet lotnisko. Kolbe chciał użyć „wszelkich zdobyczy techniki” do dobra – i nie mówił tego w teorii: on to po prostu robił.

Paradoks polegał na tym, że był człowiekiem ciężko chorym na gruźlicę. Wielu uważało, że nie jest zdolny do takiego tempa. Przełożeni wysyłali go do sanatoriów, ograniczali aktywność. A on, mimo osłabienia, wracał do pracy – jakby miał świadomość, że czas jest krótki.

Misje w Japonii

W 1930 roku wyjechał do Japonii. Bez znajomości języka, bez wygód, za to z niebywałą determinacją. W Nagasaki powstał klasztor nazwany „Ogrodem Niepokalanej” (Mugenzai no Sono), a obok niego wydawano japoński odpowiednik „Rycerza”. Misja rozwijała się szybko: pojawiały się nawrócenia, powołania, struktury formacyjne. Kolbe wrócił do Polski w 1936 roku – w czasie, gdy Niepokalanów osiągał największy rozkwit.

Wojna, aresztowanie i Auschwitz

Wojna przerwała wszystko. We wrześniu 1939 roku został aresztowany wraz z braćmi, później zwolniony, ale w lutym 1941 aresztowany ponownie. Trafił na Pawiak, a 28 maja 1941 został deportowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 16670.

Pracował w komandzie „Babice”, przy wyrębie drzew i ciężkich robotach. Potajemnie pełnił posługę kapłańską: spowiadał, podtrzymywał ludzi, dodawał otuchy, mówił o Bogu tak, jakby obóz nie miał nad nim władzy. Dla współwięźniów stał się kimś więcej niż księdzem – stał się punktem oparcia w miejscu zaprojektowanym po to, by człowiek nie miał już nic.

Pod koniec lipca 1941 roku po ucieczce jednego z więźniów Niemcy wybrali dziesięciu skazanych na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek, który rozpaczał, że zostawia żonę i dzieci. Wtedy Kolbe wystąpił z szeregu i poprosił, by zająć jego miejsce. Świadkiem tego zdarzenia był też więzień tego bloku Michał Micherdziński:

O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Cała świta, która dokonywała selekcji, wszyscy stali i patrzyli po sobie, nie wiedzieli, co robić. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu i wściekły, zapytał swojego zastępcę:
– „Was will dieses polnische Schwein?” (Czego chce ta polska świnia?).
Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:
– „Ich will für ihn sterben” (Chcę umrzeć za niego)
i wskazał lewą ręką na stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:
– „Wer bist du?” (Kim jesteś?)
– „Ich bin polnischer katholischer Priester” (Jestem polskim księdzem katolickim.)
O. Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:
– „Warum wollen Sie für ihn sterben?” ( Dlaczego chce pan umrzeć za niego?)
O. Maksymilian odpowiedział:
– „Er hat eine Frau und Kinder” (On ma żonę i dzieci.)
Po chwili esesman powiedział:
– „Gut” ( Dobrze).

To nie była scena „pod publiczkę”. Tam nie było publiczności – była tylko przemoc, strach i obojętność systemu. A jednak w tym miejscu wydarzyło się coś, co nie pasowało do logiki obozu: dobrowolna ofiara.

W bunkrze głodowym w bloku 11 Kolbe przez wiele dni modlił się z innymi, podtrzymywał ich, wprowadzał ciszę tam, gdzie wcześniej były krzyki. Gdy po dwóch tygodniach część skazanych wciąż żyła, Niemcy zakończyli to zastrzykiem fenolu. Maksymilian Maria Kolbe zmarł 14 sierpnia 1941 roku. Jego ciało spalono w krematorium.

Wyniesienie na ołtarze

W 1971 roku papież Paweł VI ogłosił go błogosławionym, a 10 października 1982 roku papież Jan Paweł II kanonizował go jako męczennika, nazywając jego czyn „męczeństwem miłości”. To określenie trafiło w sedno: Kolbe nie zginął „za ideę”. Zginął za człowieka – konkretnego, imiennego, przerażonego ojca rodziny.

Bo taka była jego wiara: nie na pokaz. Wiara, która nie kończy się na słowach, lecz potrafi przejść przez bramę z napisem „Arbeit macht frei” i nie zgubić człowieczeństwa. A nawet oddać je – dobrowolnie – komuś innemu.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z informacji ze strony franciszkanie.pl

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania