Mercosur. Zwyciężył niemiecki interes

Umowa UE–Mercosur to niemiecki plan ratowania własnego przemysłu. Europejscy rolnicy protestują. Umowa handlowa Unii Europejskiej z Mercosur budzi coraz większy sprzeciw społeczny — nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Protesty rolników, które przetaczają się przez stolice państw UE, pokazują, że porozumienie postrzegane jest jako projekt skrajnie asymetryczny, faworyzujący interesy największych gospodarek kosztem rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego wspólnoty.

W centrum tej układanki znajdują się Niemcy, które od lat konsekwentnie naciskają na finalizację umowy. Dla Berlina Mercosur nie jest bowiem problemem — lecz rozwiązaniem własnych kłopotów gospodarczych.

Dlaczego Niemcy forsują Mercosur

Niemiecka gospodarka znalazła się w wyraźnym kryzysie: wysokie ceny energii, spadająca konkurencyjność przemysłu, problemy sektora motoryzacyjnego i chemicznego oraz napięcia handlowe z USA i Chinami. W tej sytuacji rząd w Berlinie szuka nowych rynków zbytu, które pozwolą utrzymać eksport i miejsca pracy.

Mercosur — obejmujący ponad 260 milionów konsumentów w Ameryce Południowej — jawi się jako idealny kierunek ekspansji. Zniesienie ceł i barier handlowych oznacza dla niemieckich firm łatwiejszy dostęp do rynku na samochody, maszyny i produkty chemiczne. Dla Niemiec to instrument ratunkowy, który ma złagodzić skutki strukturalnych problemów gospodarki.

Dywersyfikacja czy przerzucanie kosztów?

Oficjalnie mówi się o dywersyfikacji handlu i wzmacnianiu pozycji UE w globalnej rywalizacji. W praktyce jednak porozumienie oznacza otwarcie europejskiego rynku na masowy import taniej żywności, produkowanej w warunkach niedopuszczalnych w Unii Europejskiej.

To właśnie ten punkt stał się iskrą zapalną masowych protestów.

„To nie jest wolny handel, to likwidacja europejskiego rolnictwa”

Rolnicy protestujący przeciwko umowie UE–Mercosur mówią wprost o podwójnych standardach, które uderzają w nich bezpośrednio:

„Od nas wymaga się norm środowiskowych, dobrostanu zwierząt, zakazu środków ochrony roślin, a jednocześnie wpuszcza się żywność produkowaną bez tych zasad. To nie jest konkurencja — to likwidacja”

Inny uczestnik protestu podkreślał absurd sytuacji, w której europejscy producenci są obciążani kolejnymi regulacjami, a jednocześnie muszą konkurować z importem spoza UE:

„Jeśli mamy grać na tym samym rynku, to wszyscy powinni grać według tych samych zasad. Dziś Unia mówi nam: bądźcie bardziej ekologiczni, a potem sprowadza mięso i zboże, które z ekologią nie mają nic wspólnego”

W ocenie protestujących skutki umowy najmocniej uderzą w małe i średnie gospodarstwa, które stanowią fundament europejskiego rolnictwa:

„To nie są protesty ideologiczne. My bronimy prawa do pracy i do przetrwania. Jeśli ta umowa wejdzie w życie, tysiące gospodarstw po prostu zniknie”

W tej sytuacji szczególne kontrowersje wywołała wypowiedź szefa PSL, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który próbował sugerować odpowiedzialność prezydenta za możliwe skutki umowy UE–Mercosur. Tego rodzaju narracja została odebrana jako skandaliczna próba przerzucenia winy oraz politycznego skonfliktowania prezydenta Karol Nawrocki z protestującymi rolnikami.

Z wpisu opublikowanym przez Kosiniaka-Kamysza na platformie X wynika, że strona rządowa liczy na skuteczność działań prezydenta Karola Nawrockiego na arenie międzynarodowej. Taka konstrukcja przekazu budzi jednak pytania o spójność stanowiska władzy: z jednej strony oczekiwanie aktywności głowy państwa, z drugiej — próba obarczania jej odpowiedzialnością za decyzje podejmowane przez rząd i instytucje unijne.

Sprzeciw ponad granicami

Co istotne, sprzeciw wobec Mercosur nie ogranicza się do jednego kraju. Protesty wybuchły m.in. w Polska, Francja, Irlandia, Austria i Węgry — państwach, które ostatecznie głosowały przeciwko umowie. To pokazuje, że mamy do czynienia nie z lokalnym protestem, lecz z systemowym konfliktem interesów w UE.

„Unia mówi o suwerenności strategicznej, a jednocześnie oddaje produkcję żywności poza Europę. To jest absurd, który zapłacą konsumenci i rolnicy”

„To jest dziś, tu i teraz”. Odpowiedzialność obecnej władzy

W Warszawie protesty nabrały dodatkowego, wyraźnie politycznego wymiaru. Rolnicy zaczęli otwarcie kwestionować narrację rządu, który próbuje rozmywać odpowiedzialność, wskazując na decyzje sprzed lat.

Jeden z uczestników protestu, w rozmowie z reporterem Telewizja wPolsce24, mówił wprost:

„Mamy już dość ciągłego mówienia, że winni są poprzednicy. Jest dziś, tu i teraz. Polska miała prezydencję, poza tym kilka lat temu były inne warunki hodowli czy produkcji roślinnej. Co oni teraz podpisują, skoro mówią, że ktoś kiedyś coś podpisał?”

W tej wypowiedzi wybrzmiewa zasadniczy zarzut: dzisiejsze decyzje zapadają w zupełnie innych realiach, a powoływanie się na przeszłość nie zwalnia z odpowiedzialności. Rolnicy oczekują, że konsekwencje umowy wezmą na siebie obecni decydenci — w tym premier Donald Tusk i właściwi ministrowie.

„Niech minister i Tusk biorą odpowiedzialność”

Europa dwóch prędkości

Spór o Mercosur obnaża głęboki problem Unii Europejskiej: nierównowagę interesów między krajami UE. To, co dla Niemiec jest sposobem na ratowanie własnego przemysłu, dla wielu państw oznacza destabilizację rolnictwa i utratę bezpieczeństwa żywnościowego.

Umowa UE–Mercosur nie jest technicznym porozumieniem handlowym. Jest politycznym wyborem, który jasno pokazuje, kto w Unii zyskuje, a kto ponosi koszty — i dlaczego sprzeciw wobec niej staje się jednym z najpoważniejszych społecznych konfliktów ostatnich lat.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania