Państwo represji zamiast państwa pomocy

Zamiast realnej pomocy ofiarom przestępstw – polityczna krucjata. Zamiast sprawnego systemu wsparcia – demonstracyjna zemsta na przeciwnikach politycznych. Tak dziś wygląda rzeczywistość wokół Funduszu Sprawiedliwości, który przez lata – mimo niedoskonałości – realnie funkcjonował. Dziś został sparaliżowany decyzjami o charakterze czysto politycznym, których skutki ponoszą nie politycy, lecz tysiące pokrzywdzonych. Sprawa jest tak bulwersująca, ze zajęły się nią niemal wszystkie media – od prawej do lewej strony.

Za kilka dni ruszy proces osób oskarżonych w sprawie Funduszu Sprawiedliwości – wobec których wcześniej zastosowano najbardziej represyjne środki: areszt wydobywczy, kajdanki zespolone i metody powszechnie uznawane za skandaliczne. Wśród nich znaleźli się ks. Michał Olszewski, Urszula Dubejko oraz Karolina Święcicka – byli urzędnicy i współpracownicy resortu, którzy miesiącami przebywali w izolacji, zanim jeszcze cokolwiek zostało prawomocnie rozstrzygnięte.

Czuję złość, bo system, który generalnie działał, został zdemontowany. Na mocy absurdalnych decyzji, będących formą politycznej zemsty. Cierpią tysiące ofiar przestępstw, które nie rozumieją, dlaczego nagle odebrano im pomoc – mówiła portalowi wpolityce.pl Karolina Święcicka, była urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości zajmująca się Funduszem. Spędziła siedem miesięcy w areszcie wydobywczym. Podobny los spotkał Urszulę Dubejko oraz ks. Olszewskiego.

Tymczasem na jaw wychodzą kolejne fakty kompromitujące obecne kierownictwo resortu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, Ministerstwo Sprawiedliwości – już po odsunięciu dotychczasowych urzędników – zdecydowało się zlecić ocenę wniosków w ramach Funduszu Sprawiedliwości firmie zewnętrznej. Koszt? Blisko milion złotych.

Najpierw zatrudniono dodatkowych urzędników do oceny formalnej. Następnie ogłoszono przetarg na ocenę merytoryczną ofert konkursowych. Postępowanie ruszyło pod koniec lipca, termin składania ofert wyznaczono na 30 września. Rozstrzygnięcie zapadło dopiero pod koniec listopada. Do konkursu zgłosiła się tylko jedna firma – warszawska spółka Varsovia Capital – która wyceniła swoje usługi na 959 tysięcy złotych.

Efekt? Paraliż. Ministerstwo nie zdążyło rozstrzygnąć konkursu, a to oznacza, że ofiary przestępstw zostały pozbawione wsparcia. System stanął, pieniądze nie trafiły tam, gdzie powinny, a chaos pogłębia się z każdym tygodniem.

I wtedy pojawia się wątek, który wielu komentatorów określiło jednym słowem: absurd. Mecenas Adam Gomoła ujawnił, że w trakcie poszukiwania osób do oceny ofert… wysłano propozycję współpracy do Karoliny Święcickiej. Tej samej, która wcześniej była miesiącami przetrzymywana w areszcie jako rzekomy członek „zorganizowanej grupy przestępczej”.

Paradoks? Mało powiedziane. Ta sama osoba, którą państwo uznało za tak groźną, że należało ją izolować w najostrzejszym reżimie, nagle okazuje się wystarczająco wiarygodna, by oceniać wnioski w „nowym” konkursie Funduszu Sprawiedliwości.

To już nie tylko bałagan i kompromitacja. To obraz systemu, w którym represja zastępuje rozsądek, a polityczna demonstracja siły niszczy instytucje stworzone do ochrony najsłabszych. I w którym – jak zwykle – najmniej liczą się ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania