Mapa likwidacji oddziałów położniczych przeraża
Jeszcze kilka lat temu poród w szpitalu powiatowym był czymś oczywistym. Dziś dla tysięcy kobiet w Polsce przestaje nim być. Mapa likwidowanych porodówek pokazuje skalę problemu, o którym rząd mówi niechętnie, a kobiety odczuwają go najbardziej – w chwili, gdy potrzebują spokoju, bezpieczeństwa i natychmiastowej pomocy medycznej.
Czerwone plamy na mapie nie oznaczają statystyki. Oznaczają realne miejsca, w których kobiety w ciąży tracą dostęp do opieki położniczej, a poród zaczyna przypominać logistyczny wyścig z czasem.
Likwidacja porodówek przyspiesza. Oficjalny powód: niż demograficzny
Ministerstwo Zdrowia tłumaczy zamykanie oddziałów ginekologiczno-położniczych spadkiem liczby urodzeń. Dane są bezlitosne:
w pierwszym półroczu 2025 roku w Polsce zarejestrowano ok. 115,5 tys. urodzeń żywych, czyli o ponad 10 tys. mniej niż rok wcześniej. Dla porównania – w latach 80. rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie.
Tyle że ta argumentacja budzi coraz większy sprzeciw lekarzy, położnych i samorządów. Bo mniej urodzeń nie oznacza, że porody stały się mniej ryzykowne. Wręcz przeciwnie – im trudniejsza sytuacja demograficzna, tym większe znaczenie ma bezpieczeństwo kobiet i noworodków.
Mapa Polski pokazuje prawdę. To już nie są wyjątki
Na mapie likwidowanych porodówek widać, że problem nie dotyczy jednego regionu.
Z początkiem 2026 roku zamknięto lub zapowiedziano likwidację oddziałów m.in. w Lesku i Leżajsku, wcześniej zniknęły porodówki w Przeworsku, Nisku, Ustrzykach Dolnych i Sanoku.
Od stycznia 2024 do lipca 2025 roku:
- zlikwidowano 29 oddziałów położniczych,
- 18 kolejnych zawieszono,
- w drugiej połowie 2025 roku proces ten znacząco przyspieszył.
Czerwone obszary na mapie to głównie szpitale powiatowe – dokładnie te, które dla kobiet z mniejszych miejscowości były pierwszym i często jedynym realnym miejscem porodu.
„Rodźcie na SOR-ach”. Rozporządzenie, które budzi grozę
Największe emocje budzi zapowiadane rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia, które dopuszcza przyjmowanie porodów na szpitalnych SOR-ach lub izbach przyjęć. To rozwiązanie ma być odpowiedzią na masową likwidację porodówek.
Problem w tym, że SOR to miejsce chaosu, bólu i dramatów, a nie bezpiecznej, intymnej opieki okołoporodowej. Trafiają tam:
- ofiary ciężkich wypadków,
- osoby nietrzeźwe,
- pacjenci w stanie zagrożenia życia.
Dla rodzącej kobiety – która potrzebuje spokoju, skupienia i szybkiej reakcji personelu położniczego – taki scenariusz oznacza dodatkowy stres i realne zagrożenie zdrowia.
Jedna karetka neonatologiczna na całe województwo
Położne i lekarze alarmują, że system po prostu nie jest przygotowany na takie rozwiązania. Na Podkarpaciu funkcjonuje jedna karetka neonatologiczna, stacjonująca w Rzeszowie. W przypadku komplikacji liczy się każda minuta.
— Wydłużenie czasu reakcji w tak newralgicznej chwili może zakończyć się tragedią — ostrzegają położne.
— Kobiety już dziś boją się zachodzić w ciążę. Pieniądze nie wystarczą, jeśli państwo nie gwarantuje bezpieczeństwa porodu.
Cięcia w NFZ. Prawdziwy powód likwidacji?
Za decyzjami o zamykaniu porodówek stoi również finansowanie ochrony zdrowia. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaproponowała w 2026 roku cięcia wydatków NFZ o co najmniej 10,3 mld zł, a łączne oszczędności mają sięgnąć nawet ponad 20 mld zł.
Wśród planowanych ograniczeń znalazły się m.in.:
- 700 mln zł mniej dla szpitali powiatowych,
- 3,4 mld zł mniej na specjalistów,
- 1,3 mld zł mniej na diagnostykę (TK i rezonans),
- ograniczenia płac w ochronie zdrowia.
To właśnie szpitale powiatowe już wiedzą, że w 2026 roku nie dostaną żadnych dodatkowych środków, a porodówki – przynoszące straty – stają się pierwszą ofiarą oszczędności.
Wadowice kolejnym symbolem problemu
Od 1 lutego 2026 roku ma zniknąć oddział ginekologiczno-położniczy oraz oddział noworodków i wcześniaków w szpitalu w Wadowicach. Decyzja wywołała sprzeciw lokalnych polityków i mieszkańców.
— To zagrożenie bezpieczeństwa kobiet w ciąży i dzieci — alarmuje poseł Filip Kaczyński.
Szpital tłumaczy likwidację koniecznością inwestycji i zapowiada ograniczoną działalność ginekologiczną w trybie „jednego dnia”.
Porody mają przejąć ościenne placówki – w Suchej Beskidzkiej, Chrzanowie, Oświęcimiu, Myślenicach i Żywcu. Tylko że dla wielu kobiet oznacza to dziesiątki dodatkowych kilometrów w trakcie porodu.
Polska bez porodówek to nie przyszłość, to teraźniejszość
Mapa likwidowanych porodówek nie jest prognozą. To stan faktyczny.
Państwo, które deklaruje walkę o wyższą dzietność, jednocześnie wycofuje się z podstawowej opieki w jednym z najważniejszych momentów życia.
Jeśli poród ma się odbywać na SOR-ze, a do najbliższego oddziału położniczego trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów, pytanie „czy decydować się na dziecko” przestaje być abstrakcyjne. Staje się dramatycznie realne.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
