Oficjalnie był to akt desperacji. Samobójstwo człowieka przygniecionego problemami, długami i groźbą więzienia. Taką wersję śmierci Ireneusza Sekuły przyjęła prokuratura. Trzy strzały oddane w brzuch, jeden niecelny. Zaginione zdjęcia ran. Prokurator, który przez ponad miesiąc nie przesłuchał ciężko rannego wicepremiera. Śledztwo umorzone. Dwukrotnie.
Nieoficjalnie — to jedna z najbardziej niewygodnych historii początków III RP.
Ireneusz Sekuła nie był politykiem drugiego planu. Był jednym z ludzi systemu: najpierw PRL, potem transformacji. Ministrem pracy, wicepremierem w rządzie Mieczysława Rakowskiego, prezesem ZUS, prezesem Głównego Urzędu Ceł. Uczestnikiem rozmów w Magdalence i obrad Okrągłego Stołu. Człowiekiem, który znał kulisy władzy, gospodarki i służb specjalnych. I który — jak się wydaje — wiedział zbyt wiele.
Człowiek aparatu
Sekuła urodził się 22 stycznia 1943 roku w Sosnowcu. Studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, później uzyskał doktorat z nauk politycznych. Karierę zaczynał w strukturach ZHP, ale szybko trafił do aparatu państwowego. Od lat 60. pracował w ministerstwach, a w połowie lat 70. wylądował w Wydziale Nauki i Oświaty KC PZPR — jednym z kluczowych zapleczy kadrowych systemu.
Od 1966 roku był członkiem PZPR. W latach 80. awansował do ścisłej elity: został prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a następnie ministrem pracy w rządzie Zbigniewa Messnera. W 1988 roku Rakowski powierzył mu stanowisko wicepremiera i przewodniczącego Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.
Podczas obrad Okrągłego Stołu Sekuła zasiadał w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. Oficjalnie był jednym z architektów kompromisu. Nieoficjalnie — człowiekiem, który rozumiał, że transformacja nie będzie tylko zmianą ustroju, ale także transferem majątku i wpływów.
„Artur” z wojskowego wywiadu
Równolegle do oficjalnej kariery Sekuła był tajnym współpracownikiem wojskowej bezpieki czyli Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego PRL. Była to ściśle tajna komórka wywiadowcza powstała w latach 60. XX wieku, część struktury Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, czyli wywiadu wojskowego PRL. Kulisy powstania i działania AWO opisał w swojej książce „Długie ramię Moskwy” (Wydawnictwo: Zysk i S-ka) prof. Sławomir Cenckiewicz.

Pozyskany do współpracy w 1969 roku Ireneusz Sekuła przyjął pseudonim „Artur”. Przeszedł szkolenie wywiadowcze, brał udział w ćwiczeniach operacyjnych, zbierał informacje podczas wyjazdów zagranicznych. Później pełnił rolę tzw. telefonu konspiracyjnego — pośrednika w kontaktach operacyjnych.
W latach 70. Czesław Kiszczak poznał Ireneusza Sekułę. Ich zażyła znajomość trwała wiele lat. Tuż przed Sylwestrem 1989 roku Kiszczak przekazał Sekule w prezencie pistolet typu CZ – „Czeska Zbrojeniówka”. Rok wcześniej Sekuła – wówczas wicepremier rządu PRL – uzyskał pozwolenie na broń.
A Kiszczak w latach 70 był zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a od 1979 szef Wojskowej Służby Wewnętrznej.
W 1981 przeszedł do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na stanowisko ministra i nadzorował całą bezpiekę – cywilną i wojskową.
Współpracę z „Arturem” czyli Sekułą oficjalnie zakończono w 1989 roku. Dokładnie w tym samym momencie, w którym dawni funkcjonariusze systemu bezpiecznie wchodzili w nową rzeczywistość polityczną. Ale wpływy pozostały.
Magdalenka, Okrągły Stół i pieniądze
Rozmowy w Magdalence i obrady Okrągłego Stołu do dziś przedstawiane są jako symbol narodzin wolnej Polski. W oficjalnej narracji były triumfem kompromisu. W praktyce — były także momentem, w którym przygotowywano zaplecze finansowe nowego ustroju.
Jednym z ludzi tego zaplecza był Sekuła, obok Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i Aleksandra Kwaśniewskiego, Stanisława Cioska.
Właśnie wtedy na jego drodze pojawił się Aleksander Gawronik — obrotny „prywaciarz”, znany w środowisku cinkciarzy jako Walizeczka. Człowiek, który wyczuł moment otwarcia systemu, były funkcjonariusz Służby Bezpieczenstwa. Ale żeby wejść pierwszy, potrzebował sygnału z góry.
Sylwestra 1989 roku Sekuła i Gawronik spędzili razem w rządowym ośrodku wypoczynkowym. Towarzyszył im Jerzy Urban, który przedstawił ich Mariuszowi Świtalskiemu — twórcy Elektromisu. Polityka, media i rodzący się wielki biznes spotkały się przy jednym stole.
Kilka tygodni później, 20 marca 1989 roku, minutę po północy, Gawronik otworzył pierwszy prywatny kantor wymiany walut w Polsce. Prawo dewizowe dopiero co weszło w życie. On był gotowy. Sprzęt i ludzie ruszyli spod hotelu Victoria w Warszawie. Na granicy pomagali funkcjonariusze służb. W trzy dni powstała sieć kantorów wzdłuż zachodniej granicy.
Tak wyglądał realny start transformacji — nie w salach obrad, lecz na przejściach granicznych.
Biznes i cła
W 1992 roku relacja Sekuła–Gawronik została sformalizowana. Powstała spółka SecAg, w której Gawronik objął 51 procent udziałów, a Sekuła 49 procent. Były wicepremier PRL i nowy finansowy potentat znaleźli się w jednym biznesie.
Gdy Sekuła został prezesem Głównego Urzędu Ceł, układ nabrał jeszcze większego znaczenia. W 1994 roku Gawronik zaproponował PKP budowę niskopodłogowych wagonów do przewozu tirów. Kilka dni po podpisaniu umowy Sekuła zapowiedział podwyższenie opłat tranzytowych dla transportu drogowego. Dwa lata wcześniej identyczny projekt realizowała spółka powiązana z Sekułą.
Oficjalnie — brak dowodów konfliktu interesów. W praktyce — polityczna decyzja i prywatny biznes zaczęły działać w tym samym rytmie.
Gdy prokuratura próbowała się temu przyjrzeć, Sejm blokował uchylenie immunitetów. Sekuła był chroniony. Gawronik był chroniony. Sprawa FOZZ ugrzęzła. Państwo było zbyt słabe, by skutecznie oddzielić władzę od pieniędzy.
Upadek
Dopiero afera Art-B zaczęła rozsadzać ten układ. Gawronik trafił do aresztu, a później na ławę oskarżonych. Sekuła stracił polityczną pozycję, stanął przed sądem, a w 2000 roku został znaleziony ciężko ranny w swoim biurze przy ul. Brackiej w Warszawie.
Zadzwonił do żony i córki. „Dobij mnie” — miał powiedzieć, wskazując rewolwer. Zdjęcia ran zniknęły. Trafił do szpitala MON przy ul. Szaserów. Prokurator zwlekał z przesłuchaniem. Sekuła przez miesiąc konał, nie zostając formalnie przesłuchany przez prokuraturę. Zdjęcia ran postrzałowych zniknęły. Klisza — jak stwierdzono — „nie znajdowała się w aparacie lub zaginęła”. Sekuła zmarł po miesiącu agonii. Rodzina zrzekła się spadku.
Śledztwo umorzono.
Długi, mafia i alternatywne wersje
W aktach sprawy pojawiły się zeznania świadków powiązanych z półświatkiem przestępczym. Padały nazwiska ludzi związanych z gangiem pruszkowskim, pojawiały się informacje o wielomilionowych długach i brutalnych próbach ich odzyskania. Świadek koronny Jarosław Sokołowski twierdził, że Sekuła był winien pieniądze Bogusławowi Bagsikowi, a egzekucją długu mieli zajmować się gangsterzy.
Prokuratura uznała te relacje za niewystarczające do postawienia zarzutów.
Model transformacji
Układ Sekuła–Gawronik nie był patologią transformacji. Był jej modelem. Politycy starego systemu zapewniali wiedzę, ochronę i moment startu. Nowi przedsiębiorcy dostarczali kapitał, ryzyko i bezwzględność. Magdalenka i Okrągły Stół stworzyły ramy polityczne, ale prawdziwa transformacja zaczęła się tam, gdzie państwo oddało pieniądz tym, którzy wiedzieli, kiedy po niego sięgnąć.
Jedni wyszli z tego układu jako milionerzy. Inni jako oskarżeni. Jeszcze inni — jak Ireneusz Sekuła — nie zdążyli już opowiedzieć swojej wersji historii.
Sekuła, Bagsik i mieszkanie przy Alei Róż
Jednym z najbardziej zagadkowych, a zarazem najmniej nagłaśnianych wątków w sprawie Ireneusza Sekuły pozostaje historia mieszkania przy Alei Róż w Warszawie — adresu, który łączył świat polityki, wielkich pieniędzy i ludzi z pogranicza przestępczości oraz służb.
Lokal ten w 1989 roku kupił od Skarbu Państwa Ireneusz Sekuła — wówczas jeden z najważniejszych ludzi władzy schyłkowego PRL. Cena zakupu, jak na prestiżową lokalizację w centrum Warszawy, była relatywnie niska. Trzy lata później Sekuła sprzedał to samo mieszkanie Bogusławowi Bagsikowi, współtwórcy Art-B, już wtedy postaci symbolizującej finansowy chaos i dziki kapitalizm początku lat 90.
Na tym jednak historia lokalu się nie kończy. Gdy Bagsik, przebywający już w Izraelu, wyzbywał się majątku w Polsce, mieszkanie przy Alei Róż trafiło do Wiesława P. — postaci o niejasnym statusie, przedstawiającej się jako biznesmen, właściciel firmy VIP, a według policyjnych ustaleń również człowiek utrzymujący kontakty z ludźmi półświatka i środowiskami przestępczymi. Co istotne, w 1994 roku policjanci ustalili, że w tym samym mieszkaniu byli jednocześnie zameldowani Wiesław P. oraz… Ireneusz Sekuła.
To właśnie w lokalu przy Alei Róż policja znalazła dokumenty, które rzucają nowe światło na relacje Sekuły z Bagsikiem i jego otoczeniem. Podczas przeszukania odkryto m.in. kopie listów Sekuły, dokumenty spółki Polnippon, korespondencję dotyczącą kontraktów kierowaną do byłego wicepremiera, a także pisma urzędowe z Urzędu Rady Ministrów adresowane do państwa Sekułów. W sejfie przechowywano również dokumenty dotyczące zobowiązań finansowych wobec właścicieli Art-B.
O Ireneuszu Sekule pisałam: https://dorotakania.pl/2025/05/05/ireneusz-sekula-prosze-mnie-nie-rehabilitowac-25-lat-od-tajemniczej-smierci-jednego-z-najpotezniejszych-ludzi-lewicy/
Świadkowie — w tym napastnicy z tzw. „gangu karateków”, którzy w 1994 roku napadli na dom Wiesława P. — zeznawali, że wśród dokumentów znajdowały się materiały świadczące o wielomilionowych długach różnych osób wobec Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego. Jeden z nich twierdził, że nazwisko Ireneusza Sekuły pojawiało się w kontekście pożyczek sięgających nawet miliona dolarów. Dokumenty te zniknęły — według sprawców zostały spalone, choć policja nigdy nie miała co do tego pewności.
Znaczenie mieszkania przy Alei Róż polega nie tylko na samej transakcji kupna i sprzedaży, ale na ciągłości osób, dokumentów i interesów, które się tam przewijały. To był punkt styku byłego wicepremiera, finansistów z Art-B, ludzi powiązanych z mafią pruszkowską i osób podszywających się pod funkcjonariuszy zachodnich służb.
Ten adres powraca w aktach śledztw, zeznaniach świadków i relacjach policjantów jak refren — cichy, ale uporczywy. I trudno nie odnieść wrażenia, że mieszkanie przy Alei Róż było czymś więcej niż tylko luksusowym lokalem. Było bezpiecznym miejscem obiegu dokumentów, długów i wpływów, których skala i znaczenie nigdy nie zostały do końca wyjaśnione.
W kontekście późniejszej śmierci Ireneusza Sekuły wątek ten nabiera szczególnego ciężaru. Pokazuje bowiem, że relacje byłego wicepremiera z ludźmi świata wielkich pieniędzy i półświatka nie były epizodem, lecz elementem trwałej sieci powiązań, której pełnego obrazu III RP nigdy nie chciała — lub nie potrafiła — zobaczyć.
Ireneusz Sekuła nie był politykiem drugiego planu. Jego śmierć w 2000 roku oficjalnie uznano za samobójstwo. Śledztwo było wznawiane i – ostatecznie umorzone. Ale liczba znaków zapytania rośnie z każdym rokiem. Są bowiem zeznania ludzi z półświatka, którzy twierdzili, że Sekuła był w pętli długów — i że ktoś upomniał się o swoje pieniądze. Rodzina Ireneusza Sekuły zrezygnowala ze spadku.
Przy pisaniu artykułu korzystałam z mojej książki „Gry tajnych służb”. Wydawnictwo M.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
