Patochroniska. Koszmarny biznes na psach

Nie widać krwi. Nie słychać strzałów. Nie ma sensacyjnych nagrań. A jednak w setkach miejsc w Polsce psy padają, zamknięte za bramami prywatnych schronisk, które z pomocą publicznych pieniędzy zamieniły ratowanie zwierząt w dochody bez odpowiedzialności. Każdy pies ma swoją cenę. Każdy kolejny to następny przelew z gminy. Gdy zwierzę znika – system działa dalej, jakby nic się nie stało. Dokumenty się zgadzają, kontrole „nic nie wykazują”, a martwe zwierzęta wywozi się nocą. Dopiero gdy w jednym miejscu znajduje się 26 martwych psów, gdy wchodzą kamery, prokuratura i celebryci, zaczyna się zainteresowanie. I tak jest od lat.

Sobolew. Schronisko zamknięte, 26 martwych psów i prokuratura w akcji

Po likwidacji schroniska „Happy Dog” w Sobolewie (woj. mazowieckie) Prokuratura Okręgowa w Siedlcach wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Do Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach trafiły ciała 26 martwych psów, gdzie wykonano sekcje zwłok i badania toksykologiczne.

Sprawę nagłośniła Dorota Rabczewska (Doda), a temat szeroko omawiał Krzysztof Stanowski na Kanale Zero. Schronisko zamknięto dwa tygodnie wcześniej, choć organizacje prozwierzęce alarmowały o nieprawidłowościach od lat.

Postępowanie zostało zainicjowane po zawiadomieniu złożonym przez Fundację Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska”. Na teren weszli policjanci oraz pracownicy Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Garwolinie. Oględziny były nagrywane, przesłuchano lekarzy weterynarii i inspektorów.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt.

Dwa tygodnie wcześniej przedstawiciele wojewody nie stwierdzili tam żadnych nieprawidłowości. Tymczasem w szczytowym momencie w schronisku przebywało ponad 300 psów, część trzymano w klatkach przeznaczonych dla królików. Zatrudniony do opieki mężczyzna – z poważnym problemem alkoholowym – mieszkał na terenie schroniska. Był bezdomny, ściągnięty z Monaru. Warunki dla niego były lepsze niż wcześniej. Dla zwierząt – dramatycznie niewystarczające.

„Pralnia psów”. Najniższe stawki, dziesiątki gmin, setki zwierząt

Dlaczego doszło do przepełnienia? Właściciel azylu miał podpisanych ponad 30 umów z gminami – m.in. Garwolin, Siedlce, Ryki, Radzyń Podlaski, Góra Kalwaria. Oferował najniższe możliwe stawki, co przyciągało kolejne samorządy.

Jednorazowa opłata za psa wynosiła od 1900 do 2500 zł. Dzierżawa gruntu pod schronisko? 500 zł miesięcznie.

DIOZ. Od interwencji do imperium

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt – Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt – to jedna z najbardziej rozpoznawalnych organizacji prozwierzęcych w Polsce. I jedna z najbardziej kontrowersyjnych.

W 2022 roku organizacja zamknęła rok z wynikiem 4,5 mln zł na plusie. W 2023 – 9 mln zł „na czysto”. Liczba psów wzrosła do 500, liczba pracowników – do ponad 80. Jednocześnie portal RatujemyZwierzaki.pl zablokował możliwość zakładania nowych zbiórek, wskazując na brak rozliczeń poprzednich. Cały czas DIOZ korzysta ze zbiórek na Patronite. Miesięczne wpływy – ponad 42 tys zl.

Zgłoszenia od ludzi brzmiały podobnie:
„Alarmowałam gminę o zagłodzonym psie – cisza”.
„Dzwoniłem na policję – nic”.
„Jesteście ostatnią deską ratunku”.

Wtedy pojawiały się czarne kamizelki z napisem „inspektor ds. ochrony zwierząt”. Jeśli trzeba – wejście przez okno, przecięta kłódka, interwencyjne odebranie psa.

Sprawa Emi. Jeden pies, zniszczone życie

Media – m.in Gazeta Wyborcza opisuje kulisy działania DIOZ

Łukasz Paczyński, przewodnik psich zaprzęgów ze Świeradowa-Zdroju, kilkukrotny mistrz Polski, pamięta ten dzień dokładnie. Wiosna 2021 roku. Do jego bacówki pukają dwie osoby w czarnych kamizelkach.

Dziesięć minut. Kilka nagrań telefonem. Jedno zdanie o „interwencyjnym odbiorze”. Zabierają 10-letnią suczkę Emi.

Kilka dni później Paczyński widzi na Facebooku jej zdjęcie z opisem:
„Konała z głodu u mistrza świata psich zaprzęgów”.
Obok – link do zbiórki. Jego twarz z paskiem na oczach.

Komentarze? Groźby śmierci. Klienci przestają kupować jego sery.

Powiatowy inspektor weterynarii przyjeżdża tydzień po interwencji. W protokole zapisuje:
„Kondycja wszystkich zwierząt dobra. Brak oznak znęcania się”.

Tymczasem Emi… leży na kanapie u nowych właścicieli. Paczyński sam do nich dociera. Widzi umowę adopcyjną zawartą z DIOZ. Organizacja nie miała prawa oddać psa do adopcji, a zrobiła to po dwóch miesiącach.

Zbiórki, emocje i pieniądze

Internetowe zbiórki stały się remedium na ciągły brak pieniędzy. Drastyczne zdjęcia, filmy z interwencji, łańcuchy, nieocieplone budy. Internauci są poruszeni – i hojni.

Siedziba organizacji przenosi się z domu babci do dzierżawionego pałacu w Dziwiszowie, potem do gospodarstwa w Pietrzykowie, które organizacja kupuje.

W październiku 2025 roku zapada prawomocny wyrok, w którym sąd uznaje działania przedstawicieli DIOZ za kradzież psa. W tle – śledztwo CBŚP dotyczące zbiórek i odbierania zwierząt.

W listopadzie 2025 „Gazeta Wyborcza” publikuje reportaż o nieprawidłowościach. Miesiąc później w Sejmie odbywa się wystawa „Bracia mniejsi”, współorganizowana przez DIOZ, oglądana m.in. przez Włodzimierz Czarzasty.

Pałac Prezydencki i Sejm. Politycy reagują

W lutym 2026 roku w Pałacu Prezydenckim odbywa się spotkanie z nowym prezydentem – Karol Nawrocki. Uczestniczą m.in. Doda, Krzysztof Stanowski i poseł Łukasz Litewka. Temat: pato-schroniska w Sobolewie i Bytomiu, zaostrzenie kar, zakazy posiadania zwierząt.

W styczniu 2026 roku Doda bierze udział w posiedzeniu sejmowej komisji. Padają słowa o „mordowniach”, lukach w prawie, braku nadzoru, potrzebie obowiązkowego czipowania zwierząt.

Radysy. Sprawa, która wciąż trwa

Ponad pięć lat temu byłam w schronisku w Radysach, realizując reportaż do programu „Koniec systemu”. Widok – trudny do opisania. Głód, fetor, policja i prokuratura na miejscu.

11 lutego 2025 roku przed Sądem Rejonowym w Piszu rusza proces trzech osób oskarżonych o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura zarzuca wieloletnie, systemowe okrucieństwo, brak leczenia, ciasnotę, głód, nieleczone choroby. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

System, który pozwalał

Te historie łączy jedno: system, który przez lata pozwalał na działanie „fabryk cierpienia”. Gminy oszczędzały. Kontrole bywały iluzoryczne. A tam, gdzie w grę wchodziły emocje i pieniądze z darowizn – odpowiedzialność się rozmywała.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania