10 lutego 1982 roku w samym centrum Warszawy doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło aparatem władzy PRL. Zaledwie 16-letni Emil Barchański wraz z kolegami oblał farbą i podpalił pomnik Feliksa Dzierżyńskiego – symbol sowieckiego terroru i patron komunistycznych służb bezpieczeństwa.
O sowieckim terrorze pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/01/24/nkwd-fabryka-terroru-stalina/
Monument stał niemal pod nosem komendy Milicji Obywatelskiej w Pałacu Mostowskich. Gdy posąg zapłonął jak pochodnia, stało się jasne, że nie była to młodzieńcza prowokacja, lecz otwarty policzek wymierzony państwu przemocy.
„Piłsudczycy” i akcja „Cokół”
W chwili wprowadzenia stanu wojennego Emil Barchański miał 16 lat i uczył się w warszawskim XI Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Reja. Był postacią nietypową jak na swój wiek: malował dojrzałe obrazy, czytał filozofię, współtworzył szkolny kabaret „Wywrotowiec” i wydawał satyryczno-polityczne pismo „Kabel” razem ze swoimi przyjaciółmi wśród których był Leszek Czajkowski.
Po 13 grudnia 1981 roku nie zamierzał pozostać bierny. Wraz z Arturem Nieszczerzewiczem i Markiem Marciniakiem współtworzył konspiracyjną organizację „Piłsudczycy”, wzorowaną na strukturach Armii Krajowej. Drukował ulotki, książki drugiego obiegu, uczestniczył w demonstracjach i kolportażu.
Kulminacją ich działalności była akcja „Cokół” – podpalenie pomnika Dzierżyńskiego 10 lutego 1982 roku. Dla SB była to kompromitacja. Dla opozycji – symbol odwagi.
Ucieczka z trzynastego piętra i tortury SB
3 marca 1982 roku funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wtargnęli do mieszkania, w którym Emil drukował podziemne materiały. Znajdowało się ono na trzynastym piętrze. Chłopak próbował ucieczki przez okno, schodząc po piorunochronie. Zrezygnował, gdy esbecy zaczęli mierzyć do niego z broni palnej i głośno zastanawiać się, czy „lepiej go odstrzelić, czy poczekać aż sam spadnie”.
Po zatrzymaniu trafił do Pałacu Mostowskich – mimo że był nieletni. Tam rozpoczęło się brutalne śledztwo. Bito go, kopano, poniżano. Próbowano wymusić przyznanie się do „aktów terroru”, konstruowania bomb, a nawet zabójstwa milicjanta. Żądano nazwisk współpracowników.
Nie podał żadnego.
Sąd i słowa, które przesądziły o jego losie
Proces ruszył błyskawicznie – w „wojennym” trybie. Na salę sądową wpuszczono również zagranicznych dziennikarzy. Gdy Emil dostał głos, odwołał wszystkie wcześniejsze zeznania, mówiąc wprost, że zostały wymuszone biciem.
Zapytany, czy jest w stanie wskazać funkcjonariuszy, którzy go torturowali, odpowiedział:
„Ci panowie, kiedy biją, nie przedstawiają się. Ale w każdej chwili mogę ich rozpoznać”.
Sąd przerwał rozprawę i… wypuścił go na wolność do następnego terminu, wyznaczonego na 17 czerwca 1982 roku. Decyzja ta – jak się wkrótce okazało – nie służyła oskarżonemu.
„Znikający przyjaciel”
Po wyjściu z aresztu w życiu Emila pojawił się nowy znajomy – młody mężczyzna podający się za studenta. Miał identyczne zainteresowania, czytał te same książki, znał tych samych filozofów i artystów. Twierdził, że wynajmuje pokój w tym samym bloku.
Spotykali się niemal codziennie. Chodzili do Biblioteki Uniwersyteckiej. Rozmawiali godzinami. Emil brał udział w demonstracjach 1, 3 i 13 maja – wracał z nich pobity, z oczami zapuchniętymi od gazu.
3 czerwca 1982 roku wyszedł z domu w towarzystwie owego „studenta”. Był widziany żywy po raz ostatni.
Wisła, która miała zamknąć sprawę
5 czerwca 1982 roku z Wisły wyłowiono ciało Emila Barchańskiego. Oficjalna wersja: utonięcie. Milicja i prokuratura odmówiły wszczęcia śledztwa, twierdząc, że nie było udziału osób trzecich.
Zignorowano fakt, że Emil cierpiał na hydrofobię, nie umiał pływać i panicznie bał się wody – co potwierdzali rodzina i przyjaciele. Zignorowano sprzeczne zeznania ostatniego świadka. Zignorowano opóźnioną sekcję zwłok.
„Student” zniknął bez śladu.
Nowe tropy: wywiad PRL i Departament I
Po latach śledztwo podjął Instytut Pamięci Narodowej. Prokurator Mariusz Rębacz dotarł do dokumentów wskazujących na udział wywiadu PRL (Departamentu I MSW) w sprawie Emila Barchańskiego.
W śledztwie przesłuchano m.in. Aleksandra Makowskiego – oficera SB zajmującego się inwigilacją ks. Franciszka Blachnickiego oraz Jana Pawła II.
O Makowskim pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/02/07/czlowiek-od-najbrudniejszych-zadan-departamentu-i-msw-aleksander-makowski-twarze-bezpieki/
Ustalono również, że Hubert Iwanowski, ostatnia osoba widząca Emila żywego, miał związki z wojskowym wywiadem – Oddziałem Y Zarządu II Sztabu Generalnego.
Wiedział za dużo
Emil Barchański zginął trzy dni przed siedemnastymi urodzinami. Jego matka, Krystyna Barchańska, do końca życia była przekonana, że syn został zamordowany, bo rozpoznał milicjantów, którzy go bili, i powiedział o tym publicznie.
Sprawę umorzono. Dokumenty latami pozostawały niedostępne. Funkcjonariusze nigdy nie zostali osądzeni.
W 2008 roku Emil został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego.
Sprawa śmierci Emila Barchańskiego – najmłodszej ofiary stanu wojennego – wciąż pozostaje jednym z najmroczniejszych symboli stanu wojennego.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
