Niemiecka manipulacja historyczna w podręcznikach. Agresja Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku – wydarzenie, które zapoczątkowało najkrwawszy konflikt w dziejach świata – w niemieckich podręcznikach historii bywa sprowadzana do kilkunastu linijek. Ofiary wojny przedstawiane są głównie jako Żydzi i Niemcy, a narracja historyczna coraz częściej zmierza w stronę nieuprawnionej symetrii win i cierpień. Pojawiają się zdania w rodzaju: „w czasie wojny obie strony dopuszczały się wielkich okropieństw” – pisał Kamil Frymark z Ośrodka Studiów Wschodnich w artykule opublikowanym 23 stycznia 2026 roku na łamach Gazety Wyborczej.
Już sama lektura jego tekstu powinna była zapalić czerwone światło. Tymczasem odpowiedź, która ukazała się 10 lutego 2026 roku, pokazuje coś znacznie groźniejszego: systemowe fałszowanie pamięci historycznej.
O niemieckich zbrodniach pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/02/03/niemieckie-zbrodnie-akcja-t4/
„Niemieccy uczniowie dowiedzą się, kto był ofiarą wojny”? Naprawdę?
Autorkami i autorami odpowiedzi są prof. dr hab. Violetta Julkowska oraz prof. dr Hans-Jürgen Bömelburg, ze Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Przekonują oni, że niemieckie podręczniki rzetelnie pokazują, kto naprawdę był ofiarą II wojny światowej.
Wystarczy jednak sięgnąć po cytowane przez nich fragmenty, by zobaczyć, że mamy do czynienia nie z rzetelnością, lecz z manipulacją językiem, faktami i proporcjami.
„Wojska sowieckie przekroczyły granicę Polski”?
W podręczniku Kursbuch Geschichte (Cornelsen, 2020, Oberstufe), używanym w Berlinie, Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorzu Przednim, czytamy:
„II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku niemieckim napadem na Polskę. 17 września wojska sowieckie przekroczyły wschodnią granicę Polski”.
To jedno zdanie doskonale pokazuje istotę problemu. Sowieci nie „przekroczyli granicy”. Związek Sowiecki dokonał zbrojnej agresji na Polskę, realizując postanowienia paktu Ribbentrop–Mołotow. Wkroczyli z czołgami, bagnetami i listami do aresztowań. Przynieśli ze sobą masowe mordy, deportacje, grabież i terror, dokładnie tak samo jak Niemcy.
Język „wkroczenia” to język propagandy, nie historii.
„Spory pamięciowe” wokół paktu Ribbentrop–Mołotow?
Ten sam podręcznik, a także Geschichte. Neue Ausgabe Brandenburg, zachęcają uczniów do „krytycznej refleksji nad sporami pamięciowymi wokół paktu Ribbentrop–Mołotow”.
Jakimi sporami?
Między kim a kim?
Nie istnieje żaden poważny spór historyczny co do faktu, że pakt Ribbentrop–Mołotow był zbrodniczym porozumieniem dwóch totalitaryzmów, które doprowadziło do rozbioru Polski, masowych zbrodni i czterdziestu pięciu lat zniewolenia Europy Środkowo-Wschodniej. Mówienie o „sporach pamięciowych” to relatywizacja odpowiedzialności i próba rozmycia jednoznacznych ocen.
Wrzesień 1939 bez Pomorza, bez Piaśnicy, bez Stutthofu
W niemieckich podręcznikach praktycznie nie istnieje kampania wrześniowa jako doświadczenie polskiego społeczeństwa. Nie ma informacji o tym, co działo się w pierwszych tygodniach okupacji:
- o ludobójstwie na Pomorzu,
- o masowych egzekucjach w Piaśnicy,
- o planowej eksterminacji polskiej inteligencji, duchowieństwa i elit lokalnych,
- o fakcie, że Konzentrationslager Stutthof funkcjonował już od 22 września 1939 roku.
Do Stutthofu trafiali przedstawiciele polskiej inteligencji z Gdańska i Pomorza – nauczyciele, księża, działacze społeczni. Ten obóz nie był „późnym epizodem wojny”. Był narzędziem natychmiastowego terroru.
O potworze z Buchenwaldu pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/01/15/potwor-z-buchenwaldu/
Armia Krajowa w 1939 roku? Fałsz elementarny
W odpowiedzi Komisji pada stwierdzenie, że niemieckie podręczniki piszą o polskim ruchu oporu, a nawet o Armii Krajowej:
„W Polsce już w 1939 roku powstała własna Armia Krajowa”.
To rażący błąd faktograficzny.
Armia Krajowa powstała 14 lutego 1942 roku i była największą podziemną armią w okupowanej Europie. Cofanie jej genezy do 1939 roku nie jest drobną pomyłką – to dowód braku zrozumienia polskiego doświadczenia wojny.
Powstanie Warszawskie – temat niewygodny
Niemieckie podręczniki wspominają Powstanie w getcie warszawskim, ale milczą o Powstaniu Warszawskim – wydarzeniu kluczowym dla polskiej pamięci historycznej.
To milczenie nie jest przypadkowe. Gdyby o nim napisać uczciwie, trzeba byłoby zmierzyć się z faktami:
- rzezi Woli, gdzie zamordowano ponad 50 tysięcy cywilów,
- masowych egzekucji kobiet, dzieci i starców,
- planowego niszczenia miasta,
- zbrodni popełnianych przez niemieckie formacje wojskowe i policyjne.
Łatwiej więc ten temat pominąć.
Dzieci, germanizacja i Zamojszczyzna – biała plama
Niemieccy uczniowie nie dowiadują się, że:
- w okupowanej Polsce istniał obóz koncentracyjny dla dzieci w Łodzi,
- tysiące polskich dzieci zostało porwanych do germanizacji,
- transportowano je w bydlęcych wagonach, gdzie umierały z głodu i chorób,
- na Zamojszczyźnie Niemcy planowali masowe osadnictwo, wyrzucając Polaków z domów „bez niczego”.
To nie są marginalne epizody. To zbrodnie przeciwko ludzkości.
Łagodzenie winy i odpowiedzialności
Autorzy odpowiedzi przyznają wprawdzie, że istnieją „dysproporcje” w ukazywaniu cierpień niemieckiej ludności cywilnej i że skala polskich strat bywa niedostatecznie przedstawiana. Ale zaraz potem pada zdanie, że zarzuty o marginalizację Polski są „nieuprawnionym uogólnieniem”.
To nie jest uogólnienie.
To opis systemowego problemu.
O niemieckim bestialstwie pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/01/17/niemiecka-zbrodnia-1500-ofiar-spalonych-zywcem/
MSZ i „Europa. Nasza historia”
Szczególnie niepokojący jest fragment dotyczący podręcznika Europa. Nasza historia, w którym sugeruje się, że poprzedni polski rząd „sabotował” projekt mający poprawić wiedzę Niemców o historii Polski. Jednocześnie podkreśla się zaangażowanie polskiego Ministerstwa Spraw Zzagranicznych w jego upowszechnianie.
Jeśli rzeczywiście polska dyplomacja angażuje się w łagodzenie niemieckiej narracji o II wojnie światowej, to mamy do czynienia nie z polityką historyczną, lecz z jej kapitulacją.
A co z Norymbergą?
Na koniec warto zapytać: czego niemieccy uczniowie dowiadują się o procesach norymberskich?
Czy uczą się, że ogromna część niemieckich sprawców uniknęła kary, wróciła do normalnego życia, robiła kariery polityczne, urzędnicze i akademickie w RFN?
To także jest element prawdy o II wojnie światowej. I także on bywa niewygodny.
Nie mamy tu do czynienia z drobnymi brakami czy uproszczeniami. Mówimy o konsekwentnym przesuwaniu akcentów, rozmywaniu odpowiedzialności i budowaniu narracji, w której Polska przestaje być centralną ofiarą niemieckiej agresji, a staje się jedną z wielu „stron konfliktu”.
Historia nie znosi symetrii tam, gdzie była zbrodnia i ofiara.
A edukacja historyczna nie może być narzędziem wygody politycznej.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
