Najpierw podsłuch, potem pałki. Odwet SB

W celi było zimno jak w kostnicy. W korytarzu – metaliczny stuk hełmów, krótkie komendy i oddechy ludzi, którzy przyszli nie rozmawiać, tylko „uspokajać”. 13 lutego 1982 roku w Ośrodku Odosobnienia w Wierzchowie Pomorskim ogłoszono alarm. Oficjalnie – by zapobiec „zadymie”. W praktyce – by przeprowadzić odwet, który miał złamać internowanych i przypomnieć im, że w stanie wojennym nie ma praw, są tylko drzwi, kraty i pałka. Chwilę później zaczęto wyciągać ludzi z cel. Na korytarzu ustawiono szpaler. „Ścieżka zdrowia” – cyniczna nazwa dla przemocy – miała nauczyć„Solidarność” posłuszeństwa. Uczyła przede wszystkim tego, jak działa system, w którym rządzi bezprawie i wojskowa junta.

Wierzchowo Pomorskie nie znalazło się na mapie stanu wojennego przypadkiem. Ośrodek odosobnienia utworzono na mocy zarządzenia nr 50/81 Ministra Sprawiedliwości z 13 grudnia 1981 r. – tego samego dnia, w którym w Polsce ogłoszono stan wojenny. W nocy z 12 na 13 grudnia faktyczną władzę przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON) na czele z gen. Wojciechem Jaruzelskim.

Ministrem sprawiedliwości w randze prokuratora generalnego był wówczas Sylwester Zawadzki. „Autoryzował” stan wojenny, przekazując do Jaruzelskiemu pismo z dokumentem zatytułowanym „Przesłanki wprowadzenia stanu wojennego w PRL, jego podstawy prawne i międzynarodowe uwarunkowania”. Mechanizm był prosty: najpierw papier i uzasadnienia, potem praktyka – internowania, izolacje, przemoc.

O kopalni „Wujek” pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/02/09/wyroki-dla-ofiar-kopalnia-wujek/

W Wierzchowie przetrzymywano działaczy „Solidarności” z województw szczecińskiego i koszalińskiego. W lutym 1982 r. przebywało tam 88 internowanych.


„Jak kryminaliści”: szykany, zimno, zamknięte cele i narastający konflikt

Warunki były więzienne, a internowanych traktowano według regulaminu, który obowiązywał więźniów kryminalnych. To rodziło sprzeciw niemal automatycznie: bo internowanie było decyzją polityczną, a codzienność – upokorzeniem.

Pojawiają się skargi na:

  • izolatki jako kara bez jasnych podstaw,
  • presję psychiczną (m.in. straszenie „zsyłką na Syberię”),
  • groźby „kompromitowania sfabrykowanymi dowodami”,
  • złą opiekę medyczną i warunki sanitarne.

Styczeń 1982 r. przynosi eskalację: część internowanych podejmuje głodówkę, część odmawia wykonywania poleceń strażników. Domagają się otwarcia cel, poprawy opieki medycznej, zaprzestania represji. W takich miejscach konflikt nie potrzebuje wielkich haseł – wystarczy zamknięty zamek, zimno i poczucie, że człowieka sprowadzono do numeru.

10 lutego: podsłuch w celi. Ktoś wyjął mikrofon ze ściany

W dniu 10 lutego 1982 r. w jednej z cel odkryto zainstalowany podsłuch. Osadzeni mieli wyłuskać ze ściany „malutki mikrofon z przewodem” i poinformować o tym pozostałych internowanych. Ta informacja musiała działać jak iskra: w miejscu, gdzie i tak wszyscy żyją w lęku, podsłuch jest dowodem, że nawet prywatne słowo nie należy do człowieka.

Reakcja służb była natychmiastowa: próby odzyskania urządzenia, przeszukanie całego pawilonu, wielogodzinne przesłuchania. Zamiast rozładować napięcie, władze ośrodka postanowiły je spacyfikować: ukarać najbardziej aktywnych.

Protest o izolowanych kolegów i decyzja o alarmie

Po odkryciu podsłuchu dwóch działaczy z Koszalina zostało osadzonych w izolatce. Reszta internowanych zareagowała tak, jak reagują ludzie zamknięci i bezsilni: sygnałem wspólnoty.

Kiedy wyprowadzano kolegów, internowani gwizdali, uderzali miskami w drzwi i kraty, manifestując sprzeciw. Nie mieli broni. Mieli tylko hałas, który w więziennych murach staje się politycznym komunikatem: jesteśmy razem.

W odpowiedzi 13 lutego 1982 r. komendant ośrodka, p.o. naczelnika mjr Marek Gadomski, po konsultacji z KWMO w Koszalinie i w porozumieniu z miejscową SB, ogłosił alarm dla Wierzchowa. Internowani nazywali go „katem z Czarnego” w nawiązaniu do wcześniejszych wydarzeń w tamtejszym więzieniu.

Ten moment jest kluczowy: decyzja nie jest już tylko więzienną procedurą. To sygnał, że do gry wchodzą struktury bezpieczeństwa – a więc „logika” stanu wojennego w najczystszej postaci.

„Ścieżka zdrowia”: przemoc jako pokaz, „kto tu rządzi”

Akcja była odwetowa, wymierzona w internowanych jako zbiorowość. Pod pretekstem zapobieżenia „zadymie” wydano polecenie użycia siły. Na korytarzu pojawili się funkcjonariusze wyposażeni w pałki, tarcze, kaski i miotacze gazu. Wyprowadzano ludzi z cel i urządzano im „ścieżkę zdrowia” – bicie pałkami biegnących między dwoma szpalerami.

W czasie interwencji usunięto z cel 11 internowanych, by przenieść ich do oddziału dyscyplinarnego. Dotkliwie pobito 46 osób.

Nazwa „ścieżka zdrowia” brzmi jak szyderstwo – i dokładnie tym była. W PRL ten język nie był przypadkiem: miał poniżyć ofiarę i jednocześnie dać sprawcy komfort „procedury”.

Skargi, komisje, Czerwony Krzyż.

Po wydarzeniach lutowych rozpoczęły się działania kontrolne i „naprawcze”, które wielu sprawach stanu wojennego powtarzają się jak schemat:

  1. najpierw przemoc,
  2. potem skargi internowanych i rodzin,
  3. następnie komisje, lustracje, wizytacje,
  4. na końcu – wymiana części kadry i kosmetyczna poprawa warunków.

W Wierzchowie do poprawy warunków miały przyczynić się m.in.:

  • lustracje prowadzone przez komisję z Centralnego Zarządu Zakładów Karnych,
  • wizytacje przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża,
  • nagłośnienie sprawy pobicia.

Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Koszalinie wszczęła postępowanie w sprawie pobicia internowanych – i umorzyła je 13 stycznia 1983 r. To samo w sobie jest streszczeniem epoki: państwo „badało” przemoc własnego aparatu tak długo, jak długo musiało.

O najmłodszej ofierze stanu wojennego pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/02/10/podpalil-pomnik-dzierzynskiego-i-zginal-zbrodnia-komunistycznej-bezpieki/

Spóźniona sprawiedliwość

Najbardziej gorzka puenta tej historii brzmi: dopiero w 2008 r. postawiono w stan oskarżenia komendanta ośrodka i podległych mu funkcjonariuszy, zarzucając im zbrodnię komunistyczną: przekroczenie uprawnień oraz psychiczne i fizyczne znęcanie się nad internowanymi.

  • 20 czerwca 2013 r. zapadł wyrok Sądu Rejonowego w Szczecinie: skazanie 11 osób na kary od 1,5 do 2 lat pozbawienia wolności,
  • 4 lutego 2015 r. wydano prawomocny wyrok: kary orzeczono w zawieszeniu (od 2 do 5 lat).

Trzeba dodać jeszcze jedno zdanie, które mówi więcej niż publicystyczne komentarze: „Niektórzy ze sprawców już nie żyją”. Taki jest rachunek czasu w sprawach przemocy państwowej – im później, tym mniej odpowiedzialnych da się rozliczyć.

W historii internowanych w Wierzchowie Pomorskim widać pełną konstrukcję systemu:

prawo na papierze,

izolacja jako narzędzie polityczne,

SB w korytarzu i podsłuch w celi,

„alarm” jako hasło do użycia siły,

przemoc jako komunikat, nie „wypadek”,

umorzenie śledztwa w PRL

wyroki dopiero w wolnej Polsce

W tekście wykorzystałam informacje pochodzące z Instytutu Pamięci Narodowej oraz Encyklopedii Solidarności

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania