Zapłacili okup. Zrzucili torbę z pieniędzmi w Warszawie, z Trasy AK na ul. Gwiaździstą – dokładnie tam, gdzie kazał „głos z telefonu”. A jednak Krzysztof Olewnik nie wrócił. Zginął 5 września 2003 roku.
I wtedy zaczęło się drugie, równie mroczne śledztwo – nie o porywaczach, lecz o tym, dlaczego państwo przez miesiące i lata gubiło tropy, lekceważyło sygnały i pozwalało, by sprawa wymykała się spod kontroli. W kluczowym czasie nadzór nad postępowaniem miał sprawować prokurator Jerzy Kopeć, dziś wymieniany wśród ważnych ludzi środowiska Waldemara Żurka. To właśnie jego pytano później o decyzje i zaniechania – również w Sejmie, gdy 13 lutego 2009 roku powołano komisję śledczą do zbadania okoliczności porwania i zabójstwa Olewnika.
Porwanie, które szybko zamieniło w koszmar
W nocy z 26 na 27 października 2001 roku Krzysztof Olewnik znika z rodzinnego domu w Świerczynku, pod Drobinem. W tej historii od pierwszych godzin pojawiają się elementy, które później będą wracać jak bumerang: pogłoski o imprezie, o policyjnych znajomościach, o zadziwiającej pewności sprawców, że mogą grać z rodziną i organami ścigania jak z pionkami.
Dwa dni po uprowadzeniu przychodzi żądanie okupu. Rodzina słyszy kwotę, która brzmi jak rachunek za życie: 300 tysięcy dolarów. A potem – jakby ktoś chciał dodatkowo pokazać, kto tu dyktuje warunki – pojawia się „kara” za nieposłuszeństwo i finalna kwota, przeliczona na inną walutę.
Noc, której nie da się zapomnieć
24 lipca 2003 roku dochodzi do przekazania pieniędzy. I tu sprawa wchodzi na poziom, który do dziś działa na wyobraźnię: okup zostaje zrzucony w Warszawie z Trasy AK na ul. Gwiaździstą. Miejsce oznaczone lampkami i zniczami, precyzja „na długość samochodu”, wcześniej wykonany otwór w ekranie dźwiękochłonnym.
To nie wygląda jak spontaniczna akcja. To wygląda jak plan.
Plan, w którym ktoś jest pewny, że zdąży, że nikt mu nie przeszkodzi — i że po pieniądze można przyjść bez ryzyka.
Porywacze pieniądze podnoszą. Krzysztof nie wychodzi na wolność.
Zapłacili – a i tak go zabito
5 września 2003 roku Krzysztof Olewnik zostaje zamordowany. W ustaleniach śledztwa pojawiają się opisy nieludzkiego traktowania: bicie, przetrzymywanie w warunkach urągających godności, przymus przyjmowania leków.
Rodzina zapłaciła. Państwo wiedziało, że są kontakty. A jednak finał jest najgorszy z możliwych.
I właśnie wtedy pojawia się pytanie, które do dziś jest rdzeniem tej sprawy:
czy to była tylko kompromitacja, czy coś znacznie gorszego?
Nadzór prokuratorski i teza o „samouprowadzeniu”. Kim był Jerzy Kopeć w tej układance?
W pewnym momencie śledztwo zaczyna skręcać w kierunek, który dla rodziny brzmi jak policzek: pojawia się teza, że Olewnik mógł upozorować porwanie.
To w tym okresie – jak wynika z opisu, który podajesz – sprawę miał nadzorować prokurator Jerzy Kopeć. Później zeznawał przed komisją śledczą. „Dociskany” pytaniamiez, miał nie odpowiadać na kluczowe kwestie, a jego pozycja w prokuraturze została osłabiona.
W tej historii nie chodzi o jedno nazwisko. Chodzi o mechanizm:
kto podejmował decyzje, kto je akceptował i dlaczego przez tak długi czas nie naciskano tam, gdzie trzeba. W śledztwo był zaangażowany miedzy innymi Jerzy Kopeć, obecnie jeden z najważniejszych ludziprokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Prokurator Kopeć nadzorował sprawę uprowadzenia Krzysztofa Olewnika w czasie, gdy śledczy forsowali tezę o samo uprowadzeniu. Zeznawał w tej sprawie na komisji śledczej. ” Dociskany” na komisji śledczej powołanej do zbadania okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika przez posła PiS Zbigniewa Wassermana nie potrafił odpowiedzieć na kluczowe pytania. Jerzy Kopeć został odwołany z funkcji naczelnika wydziału PZ Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przeciwko niemu toczyło się postępowanie dyscyplinarne w związku z błędami w nadzorze nad śledztwem, wskutek których doszło do śmierci jednego z pokrzywdzonych.
Zwłoki odnalezione po latach. A potem jeszcze ekshumacja
Ciało Krzysztofa odnaleziono dopiero 28 października 2006 roku – w lesie koło Różana. To ponad trzy lata po zabójstwie. Później była ekshumacja i badania DNA, które potwierdziły tożsamość zwłok.
W normalnym świecie to powinien być moment domknięcia.
W sprawie Olewnika to był dopiero moment, gdy zaczęły się kolejne pytania.
„Samobójstwa”, które wyglądają jak podpis pod sprawą
O tajemniczej śmierci wicepremiera pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/01/23/wicepremier-iii-rp-agent-artur-i-zaginione-dowody/
Za zabójstwo skazano m.in. Roberta Pazika („Pedro”) i Sławomira Kościuka. Jest też wątek Wojciecha Franiewskiego, domniemanego szefa grupy.
Tyle że ta sprawa ma jeszcze jeden rozdział, w którym logika zaczyna się sypać:
kolejni ważni osadzeni umierają w więzieniach, a oficjalna wersja mówi o samobójstwach.
- Franiewski umiera przed procesem,
- Kościuk – w celi, wśród doniesień o psychotropach i obrażeniach,
- Pazik – mimo szczególnego nadzoru jako „więzień niebezpieczny”.
Dla opinii publicznej to nie jest „dodatek”. To jest sygnał alarmowy:
jeśli ci, którzy mogą mówić, nagle milkną, to sprawa zaczyna żyć własnym życiem. Stanowisko traci ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.
13 lutego 2009: Sejm powołuje komisję. Państwo staje pod ścianą
Gdy emocje nie gasną, a z mediów i akt wypływają kolejne historie o zaniedbaniach, Sejm robi krok, który jest de facto przyznaniem: „to nie jest zwykła sprawa kryminalna”.
13 lutego 2009 roku powołano komisję śledczą do zbadania okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika.
Jej istnienie było jak reflektor ustawiony na instytucje.
I jak pytanie wypowiedziane na głos: kto zawiódł — i czy to było tylko „zawiedzenie”?
W spawie uprowadzenia i śmierci Krzysztofa Olewnika zostali przesłuchani kluczowi politycy SLD:
- Andrzej Piłat – były wiceminister infrastruktury, płocki polityk, znajomy rodziny Olewników.
- Leszek Miller – były premier
- Krzysztof Janik – były minister spraw wewnętrznych i administracji.
- Ryszard Kalisz – były minister spraw wewnętrznych i administracji.
- Zbigniew Ćwiąkalski – były minister sprawiedliwości.
- Waldemar Pawlak – lider PSL, polityk z regionu płockiego.
Komisja śledcza i prokuratura przesłuchiwały również wielu funkcjonariuszy policji (w tym komendantów głównych) oraz prokuratorów, a łącznie w śledztwie badającym nieprawidłowości przewinęło się kilkunastu polityków wyższego i niższego szczebla, w tym lokalnych włodarzy z Mazowsza.
Mroczny wątek: Maciej Książkiewicz
Jednym z najbardziej elektryzujących – i zarazem najbardziej wrażliwych – wątków medialno-publicystycznych jest sprawa śmierci inspektora Macieja Książkiewicza, byłego komendanta płockiej policji.
O śmierci kluczowego świadka ws. zabójstwa byłego komendanta policji pisałam tutaj: https://dorotakania.pl/2026/01/03/swiadek-ktory-wiedzial-za-duzo-smierc-iwana/
Według oficjalnej wersji miał umrzeć w nocy z 20 na 21 września 2003 roku, a przyczyną miał być zawał serca. W publicystyce i relacjach pojawiają się jednak pytania o okoliczności:
- brak powszechnie znanych świadków widzących ciało,
- zamknięta trumna,
- wątek kremacji i rozsypania prochów,
- brak klasycznego śledztwa w sprawie śmierci osoby o takiej randze.
Dodatkowo przewija się hipoteza, że Książkiewicz mógł być kluczowym świadkiem i że termin jego śmierci zbiega się czasowo z wydarzeniami w sprawie Olewnika – co w oczach części obserwatorów wygląda jak zbyt „wygodna” koincydencja.
Sensacyjny trop z 2009 roku
Funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadził czynności operacyjne w sprawie podejrzenia wręczenia korzyści majątkowej znacznej wartości jednemu z lokalnych polityków. W toku działań ustalono, że z politykiem kontaktuje się obywatel innego państwa, posługujący się biegle językiem polskim i występujący jako przedstawiciel prywatnej spółki planującej w 2009 roku rozpoczęcie działalności na terenie Polski.
Zarejestrowano niejawnie rozmowę obu mężczyzn. Cudzoziemca objęto stałą obserwacją operacyjną, a jego telefon poddano kontroli. Ustalono również, że przemieszcza się po kraju pojazdem pochodzącym z wypożyczalni. W trakcie postoju samochodu zabezpieczono ślady linii papilarnych z klamki drzwi.
Po przeprowadzeniu analizy porównawczej stwierdzono zgodność zabezpieczonych odcisków z danymi daktyloskopijnymi należącymi do Macieja Książkiewicza, osoby oficjalnie zmarłej niemal sześć lat wcześniej.
W zarejestrowanych materiałach rozmów obserwowany wielokrotnie wskazywał na posiadanie rozległych kontaktów w Płocku. Funkcjonariusz sporządził notatkę służbową z wnioskiem o pilne ustalenie tożsamości osoby objętej czynnościami. Postępowania jednak nie dokończył. Kilka tygodni później, po tzw. aferze hazardowej, odwołano ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, a wraz z nim ze służby odeszła grupa funkcjonariuszy — w tym prowadzący sprawę agent. Według uzyskanych informacji wątek tajemniczego cudzoziemca nie był już później kontynuowany i utknął w martwym punkcie.
Najważniejsze pytanie – bez odpowiedzi
Sprawa Olewnika ma wiele dat, nazwisk i procedur. Ale w gruncie rzeczy sprowadza się do jednego:
Czy państwo zrobiło wszystko, żeby uratować człowieka, którego rodzina spełniła żądania porywaczy?
A jeśli nie – to kto i dlaczego na to pozwolił?
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
