Występują jako komentatorzy i eksperci od bezpieczeństwa pojawiają . Pojawiają się się na antenach TVN, TVP w likwidacji, na łamach „Gazety Wyborczej”. Cytowani jako autorytety. Są momenty, kiedy ich medialna aktywność gwałtownie wzrasta. Tymczasem dokumenty opisane w publikacjach prasowych oraz w raporcie państwowej komisji pokazują, że w latach kierowania Służbą Kontrwywiadu Wojskowego gen. Janusz Nosek i gen. Piotr Pytel utrzymywali wielokrotne kontakty z przedstawicielami rosyjskiej FSB, w tym z oficerem działającym pod nazwiskiem Władimir Juzwik. Prokuratura po latach nie dopatrzyła się przestępstwa — ale skala i charakter tych spotkań do dziś pozostają jedną z najbardziej kontrowersyjnych historii polskich służb po 1989 roku.
Tutaj pisałam o występach. Piotra Pytla w TVP w likwidacji: https://dorotakania.pl/2025/07/11/413/
Na początku wszystko wyglądało jak rutyna. Warszawa, wrzesień 2012 roku.
Na biurko dowódcy trafia pismo — krótkie, wojskowe, formalne. Prośba o śmigłowiec Mi-2. Trasa: Warszawa – Braniewo. Delegacja trzyosobowa. Standardowa procedura logistyczna.
Takich dokumentów w archiwach państwa są tysiące. Ten jednak po latach przestaje być zwyczajny.
Bo na liście pasażerów, obok funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego, widnieje nazwisko, które wróci dopiero dekadę później — już nie w teczce operacyjnej, lecz w raporcie państwowej komisji badającej wpływy rosyjskie. Włodzimierz Jóźwik.
Tę historię opisałam w „Gazecie Polskiej” w 2016 roku, powstał tez materiał filmowy w Telewizji Republika w moim programie „Koniec systemu”. Po kilku latach był ciąg dalszy – sprawą w 2023 roku zajęła się rządowa komisja badająca rosyjskie wpływy w Polsce. Jej ustalenia są porażające, o czym można się przekonać czytając raport z jej prac na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Człowiek z dwóch światów
W papierach Włodzimierz Jóźwik to uczestnik delegacji SKW. W dyplomacji — radca ambasady Federacji Rosyjskiej. W rzeczywistości – oficer Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – FSB.

W raporcie pojawia się pod prawdziwym nazwiskiem: Władimir Juzwik.
To właśnie on odbył najwięcej spotkań z polskim kontrwywiadem wojskowym spośród rosyjskich przedstawicieli — co najmniej 76. W świecie służb taka liczba nie oznacza przypadkowego kontaktu.
Oznacza relację.
Kadyny — spotkanie „bratnich służb”
Jesień nad Zalewem Wiślanym bywa cicha.
W restauracji „Srebrny Dzwon” w Kadynach obsługa pamiętała jedynie zamkniętą salę i gości, których nikt nie przedstawiał. Po jednej stronie stołu — delegacja rosyjska, oficerowie kontrwywiadu Floty Bałtyckiej. Po drugiej — przedstawiciele Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Rozmowy trwały kilka godzin.
Służby nie sporządziły pełnej dokumentacji przebiegu spotkania.
Ale lokal miał monitoring. To właśnie zapis z kamer sprawił, że wydarzenie nie zniknęło całkowicie z historii.
Z późniejszej korespondencji wynikało, że dyskutowano projekt porozumienia o współpracy SKW–FSB.
Moskwa
W dokumentach wyjazdowych zachował się jeszcze jeden ślad — delegacja do Moskwy.
Nazwiska funkcjonariuszy, daty, polecenie wyjazdu służbowego.
W siedzibie FSB dochodzi do spotkania z dyrektorem służby.
Nie powstaje publiczny komunikat.
Nie ma notatki prasowej.
Informacja pozostaje w obiegu wewnętrznym.
Dla opinii publicznej wydarzenie właściwie nie istnieje.
Ułowo — blisko granicy
Jedno ze spotkań odbywa się w niewielkiej miejscowości przy granicy z obwodem królewieckim.
To już nie dyplomacja i nie stolica — to teren operacyjny.
Miejsce wybiera się po coś: cisza, krótki dojazd, brak świadków. Z punktu widzenia służb takie lokalizacje mają znaczenie. Z punktu widzenia historii — zostają dopiero wtedy, gdy ktoś po latach je odnajdzie.
Świąteczne spotkanie
Grudzień 2012 roku.
Siedziba SKW w Warszawie. Spotkanie przedświąteczne. Uczestniczy w nim także przedstawiciel rosyjskiej strony.
Z korespondencji wynika, że omawiano przygotowania wizyty w Rosji oraz podpisanie porozumienia o współpracy. Formalnie — kurtuazja.
W realiach kontrwywiadu — etap procesu.
Dekadę później dokumenty zaczynają żyć drugim życiem.
Najpierw publikacje prasowe.
Potem raport państwowej komisji.
Nazwiska, daty, miejsca — układają się w ciąg zdarzeń.
Równolegle rusza śledztwo.
Prokuratura bada, czy doszło do przestępstwa współpracy z obcą służbą.
Po dojściu do władzy Koalicji 13 grudnia i sformowaniu rządu Donalda Tuska postępowanie zostaje umorzone — brak dowodów czynu zabronionego. Następnie zapada prawomocne uniewinnienie w sprawie dokumentów niejawnych. Formalnie sprawa się kończy.
Dokument z lotem śmigłowcem jest tu symbolem.
Dziś uczestnicy tamtych wydarzeń funkcjonują publicznie jako komentatorzy i eksperci od bezpieczeństwa.
Ale archiwa pozostają niezmienne.
I dlatego czasem jeden krótki dokument — lista trzech pasażerów śmigłowca z 2012 roku — potrafi po latach opowiedzieć historię większą niż wszystkie konferencje prasowe.
Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Powstaje raport, w którym ujawniono część dokumentów — Raport Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2007–2022. Materiał został opublikowany na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. To dokument rządowy, w którym szczegółowo opisano kontakty Służby Kontrwywiadu Wojskowego z przedstawicielami FSB. Podległość polskich służb Moskiwe.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
