Afera FOZZ: miliardy, służby i układ, który przetrwał

Nie kradnie się miliardów przypadkiem. Zwłaszcza nie w państwie, które właśnie udaje, że się kończy, a w rzeczywistości — tylko zmienia dekoracje. FOZZ miał skupować długi PRL po groszowych cenach i „ratować” finanse. Zamiast tego stał się kanałem, którym publiczny pieniądz znikał w spółkach, pożyczkach, wekslach i zagranicznych operacjach. W tej historii są nazwiska, które przez lata wracały w polityce i bankowości. Są też ludzie, którzy zobaczyli za dużo — i znikali z opowieści w najmniej wygodnym momencie. FOZZ to nie legenda. To mechanizm. A mechanizmy, gdy raz zadziałają, potrafią żyć dłużej niż państwa.

Tutaj pisałam o jednym z członków rady nadzorczej FOZZ: https://dorotakania.pl/2025/09/20/aresztowanie-prezesa-nbp-20-wrzesnia-1991-dzien-ktory-wstrzasnal-iii-rp/

FOZZ — Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego — powołano ustawą z 15 lutego 1989 r., w samym środku politycznego przesilenia. Dwa W założeniu miał gromadzić środki, finansować operacje oddłużeniowe i skupować na rynku wtórnym zagraniczne zobowiązania PRL. W praktyce stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych instrumentów finansowych przełomu: funduszem dysponującym miliardami, powiązanym ze spółkami i kredytami, nadzorowanym przez osoby pełniące później ważne role publiczne.

W skład rady nadzorczej FOZZ, powołanej w marcu przez ministra Wróblewskiego, weszli:

• Janusz Sawicki (KO „Jasa„, ”Kmityn”, Dep. I), przewodniczący rady nadzorczej (od 14.03.1989 do 31.12.1990), wiceminister finansów nadzorujący działalność FOZZ (1989–1991), prezes rady nadzorczej Banku Handlowego (1989–1990), poprzednio odpowiedzialny w Ministerstwie Finansów za obsługę polskiego zadłużenia zagranicznego;

Grzegorz Wójtowicz (KO „Camelo„ i ”Camel”), dyrektor Departamentu Zagranicznego Narodowego Banku Polskiego, członek zarządu (1984–1989), wiceprezes (1989–1990), prezes NBP (1991) i członek Rady Polityki Pieniężnej (1998–2004);

Jan Boniuk (kontakt służbowy Departamentu V [wywiad gospodarczy] o ps. „Bon„ oraz jako KO Departamentu I ps. ”Donek”), dyrektor Departamentu Zagranicznego Ministerstwa Finansów i sekretarz Rady Nadzorczej FOZZ, były I sekretarz egzekutywy PZPR w resorcie (1981–1983), sekretarz FOZZ, od 1983 do 1988 r. radca finansowy w Ambasadzie PRL w Waszyngtonie;

• Dariusz Rosati (KO „Buyer”), dyrektor Instytutu Koniunktur i Cen, członek zespołu doradców ekonomicznych premiera Rakowskiego, pracownik Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ w Genewie (1991–1995), minister spraw zagranicznych (1995–1997), członek Rady Polityki Pieniężnej (1998–2004);

Zdzisław Sadowski ( TW „Robert”), wicepremier w rządzie Messnera;

Jan Wołoszyn (KO Dep. I ps. „Okal”), były prezes NBP, wówczas doradca prezesa NBP i wiceprezes Banku Handlowego;

• Sławomir Marczuk, w latach 1986–1989 członek zarządu BIG S.A., od maja 1989 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

FOZZ utworzono jako państwowy fundusz celowy ustawą z 15 lutego 1989 r., czyli 9 dni po otwarciu obrad okrągłego stołu. Formalnie miał robić coś, co w realiach PRL brzmiało jak finansowa akrobacja: skupować na wolnym rynku część zagranicznych długów Polski po cenach 20–30 centów za dolara, korzystając z pośredników i instrumentów, których przeciętny obywatel nawet nie umiałby nazwać.

Źródła finansowania wyglądały jak lista wszystkiego, co może dać pieniądz państwowy: dotacje budżetu centralnego, zagraniczne pożyczki państwowe, lokaty Banku Handlowego, wpływy z udziału FOZZ w spółkach i przedsiębiorstwach, emisje obligacji, działalność kredytowa. Fundusz mógł więc jednocześnie gromadzić środki, udzielać kredytów i wchodzić w spółki w kraju i za granicą. W praktyce dawało to narzędzie: pieniądz publiczny można było „przepuszczać” przez konstrukcje, w których kontrola państwa staje się mgłą.

Zamiast legalnej operacji oddłużeniowej powstał mechanizm, który miał „wyprowadzić spod kontroli państwa spory kawałek majątku publicznego”. To sedno napięcia tej historii: fundusz jako instytucja i fundusz jako kanał.

Afera FOZZ. Operacja, która zaczęła się zanim skończył się PRL

Niektóre afery rodzą się z chciwości. Inne — z chaosu. A są też takie, które wyglądają jak projekt: z planem, obsadą, przykryciem, mechanizmem wyprowadzania pieniędzy i bezpiecznikami na wypadek wpadki.

FOZZ — Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego — do dziś działa na wyobraźnię jak kod dostępu do najciemniejszej szuflady polskiej transformacji. W tej historii nie ma przypadkowych postaci. Są za to: fundusz z państwowymi pieniędzmi, sieć spółek i pośredników, kredyty, weksle, zagraniczne konta, a w tle nazwiska, które przez lata przewijały się w polityce, bankowości, mediach i biznesie.

Jedni mówią: „gigantyczna defraudacja”. Inni: „matka afer”. Są tacy, którzy idą dalej — jak Antoni Macierewicz w wywiadzie dla „Nowego Państwa” — i twierdzą, że FOZZ miał charakter operacji osłanianej przez aparat służb PRL i późniejsze struktury wojskowych służb informacyjnych. To nie jest detal. To zmienia perspektywę: z kryminału „złodzieje okradli państwo” w opowieść o państwie, które nie potrafiło — albo nie chciało — złapać własnych złodziei.

A jeśli ktoś próbował zapalić światło, kończył często w miejscu, w którym gasną wszystkie latarki.

Śledztwo i ujawnienie afery FOZZ

Afera FOZZ została ujawniona w 1991 r., jednak jej sądowy finał nastąpił dopiero w 2009 r. Postępowanie przygotowawcze prowadził prokurator Janusz Kalwas, do którego trafiały wcześniej sprawy o szczególnym ciężarze politycznym, często powiązane z działalnością służb specjalnych.

Kalwas trafił do Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie w 1975 r., wcześniej pracował jako inspektor BHP w przedsiębiorstwie Transbud. Jednym z pierwszych śledztw, jakie prowadził, była sprawa nielegalnego przekroczenia granicy na podstawie podrobionych dokumentów. Oskarżonym był funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa – pracownik wydziału paszportów Komendy Stołecznej MO. Postępowanie objęło cały wydział i prowadzone było na terenie całego kraju, lecz w 1980 r. zostało warunkowo umorzone.

W latach 80. Kalwas zajmował się także sprawami, w których pojawiały się wątki wojskowych służb specjalnych. Należała do nich sprawa Jana Załuski, właściciela firmy „Carpatia”, zarejestrowanego jako współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego LWP o pseudonimie „Merc”. Jak wynikało z raportu z weryfikacji WSI, Oddział „Y” udzielił mu w 1988 r. rocznej pożyczki w wysokości 50 tys. dolarów oprocentowanej na 20 proc., a Załuska wykorzystywany był m.in. do pozyskiwania urządzeń objętych zachodnimi embargami. Na początku lat 90. posiadał już kilka firm działających w Polsce i za granicą.

Prokurator prowadził również postępowanie dotyczące nadużyć w RSW „Prasa-Książka-Ruch”, przedstawiane wówczas jako przykład walki władz PRL z przestępczością gospodarczą. W latach 90. powierzono mu najważniejsze postępowanie III RP — śledztwo w sprawie FOZZ.

Tutaj pisałam o Januszu Czarzastym ps. Fik pracującym razem z Żemkiem: https://dorotakania.pl/2026/02/05/rodzina-czarzastych-zemek-fozz-i-bankowe-zaplecze-postkomunistycznych-elit/

Michał Falzmann: kontrola, która uruchomiła lawinę

Do ujawnienia afery doprowadził kontroler Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann. Badając działalność spółki Universal należącej do Dariusza Przywieczerskiego, natrafił na nieprawidłowości wskazujące na ogromną skalę nadużyć finansowych. Swoje ustalenia opisał we wrześniu 1990 r. w „Głosie Wolnego Robotnika”. Artykuł zapoczątkował kontrolę NIK w styczniu 1991 r., do której Falzmann dołączył jako główny specjalista.

Kluczowym momentem było wysłanie przez niego pisma do Narodowego Banku Polskiego z żądaniem udostępnienia informacji objętych tajemnicą bankową dotyczących przepływów pieniędzy FOZZ. Wkrótce po tej decyzji został odwołany z funkcji.

14 czerwca 1991 r., dzień przed odwołaniem, w kancelarii premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego odbyła się narada z udziałem m.in. prezesa NIK Waleriana Pańki, Michała Falzmanna, Leszka Balcerowicza i Janusza Sawickiego, podczas której zaprezentowano raport dotyczący FOZZ i Banku Handlowego.

Śmierć Falzmanna i wypadek prezesa NIK

Cztery dni po spotkaniu, 19 czerwca 1991 r., Michał Falzmann zmarł — oficjalnie na skutek zawału serca. Towarzyszący mu w ostatnich chwilach Kornel Morawiecki wspominał, że w drodze do szpitala kontroler opowiadał o swoich ustaleniach i wymieniał nazwiska osób korzystających z działalności FOZZ. Z kolei jego żona, Izabella Brodacka-Falzmann, po latach mówiła, iż żałuje, że nie zdecydowała się na sekcję zwłok.

Mimo atmosfery napięcia Najwyższa Izba Kontroli przygotowała raport o działalności funduszu. Jednak tuż przed jego publicznym ogłoszeniem w wypadku samochodowym zginął prezes NIK Walerian Pańko, którego podpis znajdował się pod dokumentem. Okoliczności zdarzenia do dziś budzą wątpliwości, choć postępowania prokuratorskie uznały je za wypadek losowy.

Pierwsze zarzuty i akt oskarżenia

Raport Najwyższej Izby Kontroli doprowadził do wszczęcia śledztwa przez Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie. Postępowanie powierzono prokuratorowi Januszowi Kalwasowi, którego zadaniem było prześledzenie przepływów finansowych i ustalenie odpowiedzialnych za ogromne nadużycia.

W sierpniu 1991 r. zarzuty postawiono dyrektorowi generalnemu FOZZ Grzegorzowi Żemkowi — wskazywanemu w dokumentach jako współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego o pseudonimie „Dik” — oraz jego zastępczyni Janinie Chim. Oboje zostali tymczasowo aresztowani; Chim opuściła areszt w 1992 r., a Żemek rok później.

W lutym 1993 r. do warszawskiego sądu trafił akt oskarżenia obejmujący m.in.: Grzegorza Żemka, Janinę Chim, byłego wiceministra finansów Janusza Sawickiego, byłego dyrektora departamentu zagranicznego Ministerstwa Finansów Jana Boniuka, byłego prezesa Narodowego Banku Polskiego Grzegorza Wójtowicza oraz przedsiębiorcę Krzysztofa Komornickiego.

Śledztwo wraca do prokuratury

Już we wrześniu 1993 r. sąd zwrócił sprawę prokuraturze do uzupełnienia, wskazując m.in. konieczność sporządzenia opinii biegłych z zakresu bankowości. Postępowanie przygotowawcze przeciągnęło się o kolejne pięć lat — dopiero 16 stycznia 1998 r. akt oskarżenia ponownie trafił do sądu.

Na ławie oskarżonych zasiedli wówczas: Grzegorz Żemek, Janina Chim, Janusz Sawicki oraz przedsiębiorcy Zbigniew Olawa, Dariusz Przywieczerski, Krzysztof Komornicki i Irena Ebbinghaus. Proces rusza po latach

Przewód sądowy w sprawie afery FOZZ rozpoczął się dopiero w 2000 r., dwa lata po ponownym skierowaniu aktu oskarżenia do sądu. Początkowo media zapowiadały szybki finał i surowe wyroki — sprawa trafiła bowiem do sędzi Barbary Piwnik, uznawanej za jedną z najbardziej doświadczonych w warszawskim sądzie.

Proces został jednak przerwany już w 2001 r., gdy premier Leszek Miller powołał Piwnik na stanowisko ministra sprawiedliwości. Postępowanie wznowiono we wrześniu 2002 r., tym razem pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Kryże. Od tego momentu sprawa zaczęła się przeciągać: składano kolejne wnioski dowodowe, przekładano terminy rozpraw, a część oskarżonych nie stawiała się na posiedzeniach.

Wyrok pierwszej instancji

Po trzech latach procesu, 29 marca 2005 r., zapadł nieprawomocny wyrok sądu pierwszej instancji. Oskarżeni zostali skazani na kary więzienia i grzywny.

  • Grzegorz Żemek — uznany za winnego przywłaszczenia 41,9 mln dolarów, 9,5 mln marek niemieckich, 125 tys. franków belgijskich i 47,5 tys. zł — otrzymał 9 lat więzienia, 720 tys. zł grzywny oraz obowiązek naprawienia szkody.
  • Janina Chim — oskarżona o dysponowanie środkami na cele niezwiązane z działalnością FOZZ (m.in. zakup mieszkania) o wartości 3,8 mln dolarów — została skazana na 6 lat więzienia i 500 tys. zł grzywny.
  • Dariusz Przywieczerski — oskarżony o przywłaszczenie 500 tys. dolarów — otrzymał karę 3,5 roku pozbawienia wolności.

Przedawnienia i apelacje

Już miesiąc później doszło do pierwszego przedawnienia — wyroki wobec Ireny Ebbinghaus (2,5 roku więzienia i 195 tys. zł grzywny) oraz Krzysztofa Komornickiego (2 lata więzienia i 320 tys. zł grzywny) uznano za niebyłe. Oboje byli oskarżeni o przywłaszczenie wraz z Żemkiem 3 mln marek i 1,5 mln dolarów.

Pozostali skazani odwołali się od wyroków. W 2006 r. Sąd Apelacyjny złagodził kary:

  • Żemkowi do 8 lat więzienia i 5 tys. zł grzywny,
  • Chim do 5 lat więzienia i 5 tys. zł grzywny,
  • Przywieczerskiemu do 3 lat i 6 miesięcy więzienia.

Ostateczne rozstrzygnięcie

W 2007 r. rozpatrywano jeszcze wątek niegospodarności w FOZZ. Ostatecznie w 2009 r. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok, zamykając jeden z najdłużej prowadzonych procesów gospodarczych w historii III RP.

Ekstradycja „mózgu” FOZZ

Dariusz Przywieczerski, określany w mediach mianem „mózgu” FOZZ, po skazaniu w 2005 r. uniknął odbycia kary i od 2006 r. był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. W latach 2007–2010 Polska wielokrotnie uzupełniała kierowany do władz Stanów Zjednoczonych wniosek o ekstradycję, przekazując szczegółowe materiały dowodowe. Sprawa była regularnie omawiana podczas polsko-amerykańskich konsultacji ekspertów do spraw karnych, a przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości podkreślali jej znaczenie i potrzebę szybkiego rozstrzygnięcia.

W czerwcu 2016 r. Departament Sprawiedliwości USA poinformował, że wniosek Sądu Okręgowego w Warszawie trafił do Biura Prokuratora Federalnego dla Środkowego Okręgu Florydy w Tampie w celu wszczęcia postępowania ekstradycyjnego. W lutym 2017 r. zapowiedziano możliwość rychłego zatrzymania ściganego, a w lipcu 2018 r. wskazano, że ostateczna decyzja będzie należeć do Sekretarza Stanu USA.

24 sierpnia 2018 r. polskie Ministerstwo Sprawiedliwości otrzymało notę dyplomatyczną informującą o zgodzie na ekstradycję wydanej trzy dni wcześniej. Przywieczerskiego przewieziono z Tampy do Chicago, gdzie 7 września 2018 r. przekazano go polskim funkcjonariuszom. Następnego dnia przyleciał do Polski i został osadzony w areszcie śledczym na warszawskim Służewcu.

Kto nie odpowiedział za FOZZ

Na ławie oskarżonych — a później wśród skazanych — zabrakło części osób wskazywanych w raporcie Najwyższej Izby Kontroli jako odpowiedzialne za nieprawidłowości w działalności funduszu. W dokumencie zapisano, że odpowiedzialność ponoszą przede wszystkim dyrekcja FOZZ (Grzegorz Żemek i Janina Chim), następnie rada nadzorcza, a także — z tytułu braku skutecznego nadzoru nad państwową jednostką — minister finansów.

W toku śledztwa część tych wątków nie trafiła jednak do sądu. W 1997 r. prokurator Janusz Kalwas zmodyfikował zarzuty: umorzono postępowanie wobec byłego prezesa NBP Grzegorza Wójtowicza, a w działaniach innych członków rady nadzorczej, w tym m.in Dariusza Rosatiego, nie dopatrzono się znamion przestępstwa. Podobnie jak w przypadki Leszka Balcerowicza i

Wśród oskarżonych nie znaleźli się również przedsiębiorcy i późniejsi potentaci medialni korzystający z finansowania FOZZ. Paradoksalnie przez wiele lat jedyną osobą prawomocnie skazaną w kontekście publikacji o aferze był dziennikarz Andrzej Krasnowolski, autor artykułów odsłaniających kulisy sprawy. Po procesie wytoczonym mu przez osoby związane z funduszem został skazany wyrokiem sądu.

Raporty i nowe tropy

Kolejne informacje o mechanizmach działania FOZZ pojawiły się wraz z publikacją raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Dokument wskazywał nowe przepływy finansowe i powiązania personalne, w tym relacje Grzegorza Żemka z wojskowymi służbami PRL. W ocenie autorów raportu pozwalało to szerzej spojrzeć na skalę i charakter operacji prowadzonych wokół funduszu.

Wątki medialne i finansowanie

W przestrzeni publicznej pojawiały się również pytania o możliwe powiązania afery FOZZ z rodzącym się na początku lat 90. rynkiem medialnym. W relacjach składanych w toku postępowań przez Grzegorza Żemka — ekonomistę skazanego za defraudację środków publicznych i jednego z głównych uczestników afery — pojawiały się odniesienia do kontaktów ze służbami specjalnymi oraz do kierunków przepływu części środków finansowych. Żemek wskazywał, że operacje funduszu bywały powiązane z zadaniami realizowanymi w ramach struktur wywiadowczych.

Jednym z elementów szeroko komentowanych w mediach był wątek kredytu udzielonego w 1989 r. przez Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Zygmuntowi Solorzowi, późniejszemu właścicielowi Polsatu. Sam zainteresowany określał go jako „kredyt kupiecki”, jednak informacja ta stała się podstawą licznych spekulacji dotyczących źródeł finansowania wczesnych przedsięwzięć medialnych okresu transformacji.

W zeznaniach Żemka pojawiał się również wątek transferów środków do spółki ITI Jana Wejcherta i Mariusz Waltera. Według dostępnych opracowań FOZZ przekazywał pieniądze do różnych podmiotów gospodarczych, a raporty kontrolne wskazywały rolę tzw. firm pośredniczących — m.in. PHZ Universal kierowanego przez Dariusza Przywieczerskiego — które mogły uczestniczyć w inwestycjach na początku lat 90. Wiele z tych operacji do dziś pozostaje przedmiotem sporów interpretacyjnych i publicystycznych analiz, ponieważ nie wszystkie kwestie zostały jednoznacznie wyjaśnione w toku postępowań sądowych.

Tutaj pisałam o Mariuszu Walterze: https://dorotakania.pl/2026/01/04/mariusz-walter-czlowiek-systemu/

Cena dociekliwości

Przez lata wokół FOZZ narastało przekonanie, że wyjaśnianie sprawy wiąże się z realnymi konsekwencjami dla osób zajmujących się jej nagłaśnianiem. Wydawca Marcin Dybowski, który opublikował książkę Via bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski, został zatrzymany na 48 godzin, a w tym czasie z jego samochodu zniknęły dokumenty. Innym razem pojazd przewożący książki został spalony.

Podobnych doświadczeń doświadczył publicysta Piotr Bączek, zajmujący się w latach 90. tematyką FOZZ — został napadnięty i pobity przez nieznanych sprawców.

Świadek, który budził niepokój

Jednym ze świadków w sprawie FOZZ był Anatol Lawina — w 1991 r. dyrektor Zespołu Analiz Systemowych NIK i współautor raportu dotyczącego funduszu. W okresie PRL działał w opozycji, był internowany, a po zwolnieniu współpracował z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności oraz współtworzył Obywatelski Komitet Przeciwko Przemocy.

W 1989 r. rozpoczął pracę w Najwyższej Izbie Kontroli, jednak w 1992 r. został z niej zwolniony decyzją ówczesnego prezesa Lecha Kaczyńskiego — oficjalnie z powodu słabych wyników kierowanego przez niego departamentu i braku aktywności kontrolnej. W trakcie procesu FOZZ Lawina prezentował w mediach zmienne relacje dotyczące przebiegu afery i jej uczestników, sprawiając wrażenie osoby obawiającej się konsekwencji swoich wypowiedzi.

W 2006 r., gdy ważyły się losy ostatecznego wyroku, został ciężko pobity przez nieznanych sprawców. Zmarł kilka miesięcy później.

Historia bez końca

Sprawa FOZZ zakończyła się wyrokami, lecz nie zakończyła pytań. Część osób wskazywanych w dokumentach kontrolnych nigdy nie stanęła przed sądem, część wątków wygasła wraz z upływem czasu, a wiele okoliczności do dziś pozostaje przedmiotem sporów i interpretacji.

Dlatego FOZZ funkcjonuje w pamięci publicznej nie tylko jako afera finansowa, lecz jako symbol epoki — momentu, w którym państwo próbowało rozliczyć własną przeszłość, ale nie zdołało już ustalić wszystkich granic odpowiedzialności.

 Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki „Resortowe dzieci. Biznes” Autorzy: Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz. Wydawnictwo Fronda.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania