Strzały padały co pięć minut. Najpierw zginął mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, jeden z najsłynniejszych dowódców powojennego podziemia. Chwilę później komunistyczny kat Piotr Śmietański mordował kolejnych jego żołnierzy: „Rysia”, „Żbika”, „Mundka”, „Junaka”, „Białego” i „Zawadę”. 7 marca 1949 roku w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie władze komunistyczne przeprowadziły jedną z najbardziej symbolicznych egzekucji Żołnierzy Wyklętych. Ciała bohaterów potajemnie zakopano w bezimiennych dołach śmierci na powązkowskiej „Łączce”, licząc, że pamięć o nich zniknie na zawsze. Nie przewidziano jednego – że po latach ich historia wróci z jeszcze większą siłą.
Dla komunistycznych władz byli „bandytami”. Dla swoich rodzin – synami, braćmi, narzeczonymi, ojcami. Dla wielu mieszkańców Lubelszczyzny pozostali tymi, którzy po odejściu Niemców nie zgodzili się na sowiecką okupację i nowy terror narzucony Polsce przez Moskwę. Ich śmierć miała być końcem pamięci. Stała się początkiem legendy.
To nie jest tylko opowieść o Żołnierzach Wyklętych. To historia ludzi, którzy po 1944 roku zrozumieli, że wojna się nie skończyła — zmienił się tylko okupant, metody przemocy i mundury oprawców.
Tutaj pisałam o walce „Łupaszki” o wolną Polską: https://dorotakania.pl/2026/02/08/z-bogiem-panowie-wiernosc-ktorej-nie-dalo-sie-zabic/
Hieronim Dekutowski „Zapora” – cichociemny, który nie uznał niewoli

Hieronim Kazimierz Dekutowski „Zapora” urodził się 24 września 1918 roku w Dzikowie. Wychował się w domu, w którym patriotyzm był codziennością. Ojciec, Jan Henryk Dekutowski, był piłsudczykiem i działaczem PPS, matka Maria z Sudackich zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. W rodzinie żywa była pamięć o Legionach Polskich i wojnie polsko-bolszewickiej.
Młody Hieronim uczył się w Tarnobrzegu, działał w harcerstwie, był aktywny społecznie, dojrzewał w duchu służby dla Polski. Gdy we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, jego plany o studiach przekreśliły dwie agresje — niemiecka i sowiecka. Najprawdopodobniej walczył w obronie Lwowa, a po wkroczeniu Armii Czerwonej przedostał się na Węgry. Internowanie nie złamało go. Uciekł z obozu, przez Jugosławię i Włochy dotarł do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii.
Tam rozpoczęła się droga, która uczyniła go jednym z najbardziej znanych dowódców polskiego podziemia. Ukończył szkolenia wojskowe z wyróżnieniem, służył w jednostkach spadochronowych i zgłosił się ochotniczo do służby w kraju. 4 marca 1943 roku został zaprzysiężony jako cichociemny. W nocy z 16 na 17 września 1943 roku zrzucono go do okupowanej Polski.
Na Lubelszczyźnie szybko stał się jednym z najskuteczniejszych dowódców Kedywu AK. Jego oddział przeprowadził dziesiątki akcji przeciw Niemcom. Walczył z okupantem, likwidował konfidentów, osłaniał ludność, wspierał ukrywających się. Jednym z najbardziej znanych starć była bitwa pod Krężnicą Okrągłą w maju 1944 roku, gdy oddział „Zapory” rozbił niemiecką kolumnę transportową, zadając jej bardzo poważne straty.
Po wejściu Sowietów nie złożył ducha, choć zgodnie z rozkazem czasowo rozwiązał oddział. Szybko stało się jasne, że „wyzwolenie” oznacza nowy system przemocy. W styczniu 1945 roku „Zapora” wrócił do konspiracji — tym razem przeciwko UB, NKWD, MO i całemu komunistycznemu aparatowi zniewolenia. Dowodził akcjami odwetowymi, rozbijaniem posterunków, uwalnianiem więźniów i walką o przetrwanie podziemia niepodległościowego.
Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych został awansowany do stopnia majora i objął dowództwo nad wszystkimi oddziałami partyzanckimi w Inspektoracie „Lublin”. Był symbolem oporu, ale też celem numer jeden dla bezpieki. Po amnestiach, zdradach i prowokacjach został podstępnie ujęty w Nysie 16 września 1947 roku. W mokotowskim więzieniu przechodził brutalne śledztwo. Bito go, łamano, poniżano. Gdy stanął przed sądem, wyrok był już napisany.
15 listopada 1948 roku skazano go na siedmiokrotną karę śmierci. Prośby o łaskę odrzucono. 7 marca 1949 roku został zamordowany. Według relacji, w chwili śmierci miał zaledwie 30 lat, ale wyglądał jak człowiek wyniszczony całym stuleciem cierpienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Przyjdzie zwycięstwo! Jeszcze Polska nie zginęła!”
Stanisław Łukasik „Ryś” – wierny towarzysz „Zapory”

Stanisław Łukasik „Ryś” urodził się 2 sierpnia 1918 roku w Lublinie. Był zawodowym podoficerem Wojska Polskiego, wychowanym w dyscyplinie, obowiązku i wojskowym etosie. Przed wojną ukończył Szkołę Podoficerską dla Małoletnich w Koninie, a po jej zakończeniu trafił do 23 pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim.
We wrześniu 1939 roku walczył jako żołnierz Armii „Pomorze”, zdobył Krzyż Walecznych i awans. Po powrocie na Lubelszczyznę niemal natychmiast wszedł do konspiracji. Był członkiem Związku Czynu Zbrojnego, później działał w strukturach AK, organizował szkolenie wojskowe, dowodził bojówkami, budował zaplecze podziemia.
W czasie okupacji niemieckiej dowodził oddziałem partyzanckim, uczestniczył w akcjach zbrojnych, a podczas akcji „Burza” jego oddział liczył około 120 ludzi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej został rozbrojony, a niedługo później aresztowany przez NKWD. Zdołał jednak brawurowo uciec z aresztu, wyskakując z drugiego piętra budynku przy ul. Chopina w Lublinie.
W marcu 1945 roku utworzył własny lotny oddział partyzancki, który później wszedł w skład zgrupowania Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W strukturach powojennego podziemia był jednym z najważniejszych dowódców terenowych. Podczas amnestii część jego ludzi się ujawniła, ale on sam dobrze rozumiał, że dla takich jak on komunistyczna Polska nie przewiduje przebaczenia.
Jesienią 1947 roku razem z grupą „Zapory” próbował przedostać się na Zachód. Został aresztowany 16 września 1947 roku w Nysie, pod przybranym nazwiskiem Stanisław Nowakowski. Trafił na Mokotów, gdzie przeszedł ciężkie śledztwo. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego został skazany na śmierć. 7 marca 1949 roku został rozstrzelany pięć minut po swoim dowódcy.
Był mężem i ojcem. Komuniści nie zamordowali więc wyłącznie żołnierza podziemia. Zamordowali także człowieka, który miał rodzinę, dzieci i życie, którego nie pozwolono mu dożyć.
Roman Groński „Żbik” – młody żołnierz „Zapory”, który wrócił do walki

Roman Groński „Żbik”, „Andrzej Szumski” urodził się 28 lutego 1926 roku w Kraśniku. Był synem Konstantego i Janiny z domu Ciechońskiej. Z zawodu ślusarz, uczył się w szkole mechanicznej. W czasie niemieckiej okupacji, obawiając się wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy, od listopada 1943 roku ukrywał się.
W marcu 1944 roku nawiązał kontakt z Hieronimem Dekutowskim „Zaporą” i wstąpił do jego oddziału Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Żbik”. Trafił do patrolu Januarego Rusena „Kordiana” i uczestniczył w kilku akcjach bojowych wymierzonych w niemieckie transporty. Był bardzo młody, ale wojna szybko odebrała mu młodość i wrzuciła go w rzeczywistość konspiracyjnej walki.
Po wejściu wojsk sowieckich na Lubelszczyznę, zgodnie z rozkazem „Zapory”, wrócił do domu. Nie na długo. Już w lipcu 1945 roku ponownie wszedł do oddziału, tym razem działającego przeciw nowej komunistycznej władzy. Brał udział w licznych akcjach przeciwko aparatowi bezpieczeństwa. Jedną z najbardziej brawurowych było odbicie ze szpitala rannego partyzanta Henryka Pałki „Modrzewia”, pilnowanego przez milicjantów.
W 1946 roku był już dowódcą grupy likwidacyjnej, czyli żandarmerii, o kryptonimie „3/IV”, a w styczniu 1947 roku „Zapora” powierzył mu dowództwo jednego z pododdziałów. To pokazuje, jak szybko z młodego konspiratora wyrósł na zaufanego żołnierza dowódcy.
Nie ujawnił się podczas amnestii 1947 roku. Widział, że była ona pułapką, a nie szansą na normalne życie. Jesienią tego samego roku ruszył z grupą „Zapory” na Zachód. Podobnie jak pozostali, wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez UB w Katowicach. 16 września 1947 roku został aresztowany w Nysie, przewieziony na Mokotów i poddany brutalnemu śledztwu.
Wyrokiem komunistycznego sądu skazano go na śmierć. 7 marca 1949 roku zginął razem ze swoimi towarzyszami. Jego ciało ukryto potajemnie na „Łączce”. Po wielu dekadach jego szczątki zostały odnalezione i zidentyfikowane, a pamięć o nim wróciła do historii wolnej Polski. Roman Groński „Żbik” został pochowany w Panteonie – Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych na Powązkach.
Edmund Tudruj „Mundek” – łagier, powrót i kolejna walka

Edmund Tudruj „Mundek” urodził się 22 października 1923 roku w Stasinie. Pochodził z rodziny chłopskiej, był synem Pawła i Teofili z domu Kozak. W czasie niemieckiej okupacji ukończył gimnazjum i zdał maturę na tajnych kompletach. Już w 1941 roku, niedługo po zdaniu egzaminu dojrzałości, wstąpił do konspiracji.
Po ukończeniu tajnej podchorążówki walczył w oddziale Stanisława Łukasika „Rysia”. Brał udział we wszystkich akcjach oddziału przeciw Niemcom. Należał do tego pokolenia młodych Polaków, których edukacja, młodość i marzenia musiały ustąpić wojnie.
Po wejściu Armii Czerwonej na Lubelszczyznę jego oddział został rozwiązany, a on sam podjął pracę na kolei. Szybko jednak przekonał się, że nowa rzeczywistość nie oznacza wolności. Już w październiku 1944 roku został aresztowany przez NKWD i wywieziony do łagru w Borowiczach za Moskwą, gdzie przetrzymywano wielu żołnierzy Armii Krajowej. Wrócił stamtąd dopiero w marcu 1945 roku.
Więzienie i łagier nie złamały go. W maju 1945 roku ponownie dołączył do oddziału „Rysia”, pełniąc funkcję oficera prowiantowego. Potem znowu został aresztowany i skazany, ale po odzyskaniu wolności jeszcze raz wrócił do konspiracji. W strukturach zgrupowania „Zapory” objął nawet dowództwo piętnastoosobowego oddziału działającego na terenie powiatu lubartowskiego. Gdy był już intensywnie ścigany przez UB, musiał zmieniać miejsca pobytu i ukrywać się w różnych częściach kraju.
Jesienią 1947 roku przyjął propozycję wspólnego wyjazdu na Zachód. Wraz z innymi zagrożonymi żołnierzami „Zapory” znalazł się w punkcie kontaktowym w Nysie, gdzie czekała już na nich komunistyczna prowokacja. 16 września 1947 roku został aresztowany, a później osadzony w więzieniu mokotowskim.
Wyrok był przesądzony. Edmund Tudruj został skazany na karę śmierci i rozstrzelany 7 marca 1949 roku wraz z „Zaporą” i pozostałymi. Po latach jego szczątki zostały odnalezione i zidentyfikowane. Dziś jest jednym z tych, których nazwiska wydobyto nie tylko z bezimiennych dołów śmierci, ale i z komunistycznego zapomnienia.
Tadeusz Pelak „Junak” – żołnierz, który nie złożył broni

Tadeusz Pelak „Junak” urodził się 1 października 1922 roku w Wilkołazie. Pochodził z wielodzietnej rodziny chłopskiej, był synem Władysława i Agaty z domu Rachwał. Ukończył siedem klas szkoły powszechnej, a w czasie wojny związał się z konspiracją niepodległościową.
W 1941 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a później został żołnierzem Kedywu Okręgu AK Lublin. Od jesieni 1943 roku służył już w oddziale Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych i dywersyjnych przeciw Niemcom, między innymi w rozbiciu więzienia w Opolu Lubelskim.
Kiedy po lipcu 1944 roku na Lubelszczyznę weszła Armia Czerwona, komunistyczne władze próbowały wciągać dawnych akowców do nowego wojska. Pelak nie podporządkował się wezwaniu i wrócił do oddziału „Zapory”, kontynuując walkę o niepodległą Polskę. W podziemiu przyjął pseudonim „Junak” i brał udział w najważniejszych akcjach zgrupowania.
Nie skorzystał z amnestii 1945 roku. W sierpniu 1946 roku został aresztowany w rodzinnej miejscowości, lecz zdołał się uwolnić po dramatycznym starciu, w którym zginęło trzech milicjantów. Ten epizod jeszcze mocniej utwierdził komunistów w przekonaniu, że „Junak” musi zostać zlikwidowany.
Wiosną 1947 roku ujawnił się, ale nadal utrzymywał kontakt z „Zaporą”. Wkrótce, widząc kolejne aresztowania i narastające zagrożenie, zdecydował się na próbę ucieczki na Zachód. Tak jak inni, padł ofiarą zdrady i prowokacji. 16 września 1947 roku został zatrzymany w Nysie.
Na Mokotowie przeszedł śledztwo, po którym zapadł wyrok śmierci. 7 marca 1949 roku został rozstrzelany wraz z sześcioma towarzyszami. Przez lata jego ciało spoczywało w ukryciu. Dopiero po dziesięcioleciach odnaleziono i zidentyfikowano jego szczątki, przywracając mu imię, twarz i miejsce w narodowej pamięci.
Arkadiusz Wasilewski „Biały” – człowiek, który ratował innych i sam zginął z rąk bezpieki

Arkadiusz Wasilewski „Biały”, „Tadeusz Krzysiak” urodził się 4 stycznia 1925 roku w Sterdyni w powiecie sokołowskim. Był synem Stanisława i Heleny z domu Paszkiewicz. Z zawodu był elektromonterem. Ukończył jedną klasę gimnazjum. Wojna bardzo szybko zmieniła jego życie — został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec, ale zdołał stamtąd uciec i wrócić w rodzinne strony.
W 1943 roku wstąpił do oddziału AK „Czarnego”, przyjmując pseudonim „Biały”. Już wtedy wykazał się nie tylko odwagą bojową, ale też ludzką przyzwoitością — w domu rodziny w Sokołowie Podlaskim przechowywał Żydówkę z Janowa Lubelskiego, ratując ją przed śmiercią. Później został żołnierzem oddziału „Małego” działającego na Lubelszczyźnie.
Po wejściu Sowietów zgłosił się ochotniczo do służby wojskowej i trafił do struktur KBW, jednak szybko stamtąd uciekł. Zrozumiał, że nowa „ludowa” armia nie służy Polsce, lecz komunistycznej władzy. Wrócił więc na Lubelszczyznę i związał się z oddziałem „Zapory”.
W czasie amnestii z sierpnia 1945 roku ujawnił się i zamieszkał w Urzędowie, ale już w grudniu został aresztowany przez UB i oskarżony o współpracę z „leśnymi”. Przeszedł brutalne śledztwo w więzieniu na Lubelskim Zamku. Mimo tortur nie załamał się. Zwolniono go z braku dowodów, a po wyjściu z więzienia podleczył się dzięki pomocy przekazanej przez „Zaporę”. Wkrótce znów wrócił do podziemia.
Jesienią 1947 roku wraz z grupą zagrożonych aresztowaniem żołnierzy podjął próbę ucieczki na Zachód. 16 września 1947 roku został zatrzymany w Nysie i przewieziony na Mokotów. Tak jak pozostali, usłyszał wyrok śmierci i został zamordowany 7 marca 1949 roku. Jego ciało ukryto na „Łączce”, lecz po latach udało się je odnaleźć i zidentyfikować.
Historia „Białego” jest szczególnie przejmująca. To biografia człowieka, który najpierw uciekł z niewolniczej pracy w Niemczech, później ratował innych, a na końcu sam padł ofiarą komunistycznej machiny śmierci.
Jerzy Miatkowski „Zawada”. Adiutant „Zapory”

Jerzy Miatkowski ps. „Zawada” urodził się 8 czerwca 1923 roku w Jabłonnej pod Warszawą. Był żołnierzem Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a po wojnie jednym z najbliższych współpracowników mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.
Jerzy Miatkowski dorastał w Warszawie, gdzie jego rodzina mieszkała przy ulicy Mokotowskiej 45. Wychowywał się w atmosferze typowej dla wielu rodzin II Rzeczypospolitej – w duchu szacunku dla niepodległości i patriotycznej tradycji.
Gdy wybuchła II wojna światowa miał zaledwie 16 lat. Kilka lat później, jako dwudziestolatek, wstąpił do Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Zawada”. Podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku Miatkowski służył w 3. kompanii batalionu AK „Kiliński”. W czasie powstańczych walk wyróżnił się odwagą i determinacją. Za postawę na polu walki został odznaczony Krzyżem Walecznych. Po upadku Powstania Warszawskiego kapral „Zawada” trafił do niewoli niemieckiej. Osadzono go w Stalagu 344 Lamsdorf (dzisiejsze Łambinowice). Pod koniec wojny jeńcy zostali ewakuowani w głąb Rzeszy, nad Ren. Tam obóz został wyzwolony przez oddziały armii amerykańskiej. Po kilku miesiącach Miatkowski zdecydował się wrócić do Polskii. W drodze powrotnej do kraju, w grudniu 1945 roku, poznał Zbigniewa Sochackiego „Zbyszka”, który wprowadził go w struktury antykomunistycznego podziemia.
Dzięki temu Miatkowski trafił do oddziału kpt. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, jednego z najbardziej znanych i najskuteczniejszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie.
Oddział „Zapory” prowadził walkę z:
- funkcjonariuszami UB,
- oddziałami KBW,
- jednostkami NKWD.
- Na przełomie 1944 i 1945 roku, gdy Polska znalazła się pod nową – sowiecką – okupacją, oddział mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” rozpoczął jedną z najbardziej aktywnych i brawurowych kampanii zbrojnych przeciwko komunistycznemu aparatowi terroru na Lubelszczyźnie. Partyzanci „Zapory” uderzali przede wszystkim w struktury UB, NKWD i KBW, które wprowadzały w regionie brutalne rządy nowej władzy. Jedną z najbardziej znanych akcji była operacja przeprowadzona 7 kwietnia 1945 roku w Lublinie, podczas której oddział zdobył pieniądze z banku państwowego przeznaczone na działalność konspiracyjną. W czasie odwrotu partyzanci starli się z grupą operacyjną UB, w której zginął naczelnik jednej z sekcji wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa.
- Kilka tygodni później, 26 kwietnia 1945 roku, „Zapora” wraz z oddziałami „Podkowy” i „Mata” przeprowadził spektakularną akcję w Janowie Lubelskim. Partyzanci opanowali miasto, rozbili posterunek Milicji Obywatelskiej, wykonali wyrok na funkcjonariuszu UB odpowiedzialnym za represje wobec ludności cywilnej oraz uwolnili więźniów z miejscowego aresztu. Podczas tej operacji zdobyto broń, mundury i pieniądze z urzędów państwowych, a także kilka samochodów ciężarowych, które później wykorzystywano w kolejnych akcjach partyzanckich.
- Oddziały „Zapory” przeprowadzały również liczne akcje przeciwko posterunkom MO i UB w Bełżycach, Urzędowie i Kazimierzu Dolnym, gdzie aparat bezpieczeństwa słynął z brutalnych represji wobec mieszkańców podejrzewanych o pomoc partyzantom. W maju 1945 roku partyzanci rozbili posterunek w Kazimierzu Dolnym, eliminując funkcjonariuszy odpowiedzialnych za aresztowania i tortury. W wielu miejscowościach akcje „Zaporczyków” kończyły się uwolnieniem więźniów politycznych, przejęciem broni i zniszczeniem dokumentacji UB.
- W szczytowym okresie działalności zgrupowanie „Zapory” liczyło ponad trzystu żołnierzy podzielonych na dziewięć grup bojowych, które operowały na obszarze od Lubartowa po Tarnobrzeg i od Zamojszczyzny po wschodnią Kielecczyznę. Według historyków tylko w latach 1945–1946 oddziały te przeprowadziły dziesiątki akcji zbrojnych, paraliżując działalność komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i stając się symbolem oporu przeciwko narzuconej władzy.
- Komunistyczne władze doskonale zdawały sobie sprawę, że „Zapora” jest jednym z najgroźniejszych dowódców powojennego podziemia. Dlatego przeciwko jego oddziałom kierowano ogromne siły KBW, UB i NKWD, organizując wielkie obławy z udziałem setek żołnierzy. Mimo to partyzanci przez długi czas potrafili wymykać się z okrążeń, korzystając z poparcia miejscowej ludności oraz doskonałej znajomości terenu.
Działalność obejmowała przede wszystkim Lubelszczyznę, ale również Rzeszowszczyznę. 3 lipca 1946 roku w walce z komunistyczną grupą operacyjną pod Zawieprzycami poległ pierwszy adiutant „Zapory” – Zbigniew Sochacki „Zbyszek”.
Po jego śmierci Jerzy Miatkowski „Zawada” został mianowany adiutantem majora Dekutowskiego.
Był jednym z najbardziej zaufanych żołnierzy dowódcy.
W sierpniu 1946 roku oddziały „Zapory” przekroczyły San, gdzie zostały zaatakowane przez ogromne zgrupowanie KBW i UB liczące około tysiąca ludzi. Partyzantom udało się wyrwać z obławy.
W czasie dalszych walk starli się także z oddziałami Armii Czerwonej stacjonującymi w rejonie Dęby, niszcząc jeden z pojazdów pancernych.
Amnestia i prowokacja UB
Na przełomie lat 1946–1947 „Zapora” ograniczył działania zbrojne oddziału do samoobrony. W Radecznicy prowadził rozmowy z przedstawicielami Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.
Komunistyczne władze ogłosiły wówczas tzw. amnestję dla podziemia.
W kwietniu 1947 roku w Lublinie ujawnił się również Jerzy Miatkowski „Zawada”.
Szybko jednak okazało się, że amnestia była w dużej mierze operacją mającą doprowadzić do rozpracowania struktur podziemia.
Jesienią 1947 roku Dekutowski wraz z najbardziej zaufanymi żołnierzami postanowił przedostać się na Zachód przez Czechosłowację.
Była to jednak prowokacja zorganizowana przez UB.
Aresztowanie
17 września 1947 roku w Nysie w wyniku prowokacji funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali:
- Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”,
- Jerzego Miatkowskiego „Zawadę”,
- Stanisława Łukasika „Rysia”,
- Romana Grońskiego „Żbika”,
- Edmunda Tudruja „Mundka”,
- Tadeusza Pelaka „Junaka”,
- Arkadiusza Wasilewskiego „Białego”.
Wszyscy trafili do więzienia mokotowskiego w Warszawie.
Tortury i pokazowy proces
Podczas śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego więźniowie byli brutalnie torturowani.
Podczas procesu sądowego zostali dodatkowo upokorzeni – ubrano ich w mundury Wehrmachtu, aby stworzyć propagandowy obraz „faszystowskich bandytów”.
15 listopada 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem mjr. Józefa Badeckiego skazał ich na karę śmierci.
Prośby o łaskę zostały odrzucone przez Bolesława Bieruta.
Egzekucja na Rakowieckiej
7 marca 1949 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci.
Egzekucję przeprowadził kat UB Piotr Śmietański, który mordował skazańców strzałem w tył głowy.
Tutaj pisałam o katach z Mokotowa: https://dorotakania.pl/2026/03/01/kaci-z-mokotowa/
Kolejno zginęli:
- 19:00 – Hieronim Dekutowski „Zapora”
- 19:05 – Stanisław Łukasik „Ryś”
- 19:10 – Roman Groński „Żbik”
- 19:15 – Edmund Tudruj „Mundek”
- 19:20 – Tadeusz Pelak „Junak”
- 19:25 – Arkadiusz Wasilewski „Biały”
- 19:30 – Jerzy Miatkowski „Zawada”
Ciała zamordowanych potajemnie zakopano w bezimiennych dołach śmierci na tzw. „Łączce” na Powązkach Wojskowych.
Egzekucja była przeprowadzona w podobny sposób, co egzekucja Łukasza Cieplińskiego i jego żołnierzy. Pisałam o tym tutaj: https://dorotakania.pl/2026/03/01/zgineli-bo-nie-uznali-moskwy/
Odnalezienie szczątków i przywrócenie pamięci
W 2007 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie majora Hieronima Dekutowskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta). Zamordowani z nim żołnierze zostali odznaczeni Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Po dziesięcioleciach komunistycznego milczenia szczątki „Zaporczyków” zostały odnalezione w 2012 roku podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka.
W 2015 roku odbył się uroczysty państwowy pogrzeb.
Po dziesięcioleciach ich szczątki zostały odnalezione, a bohaterowie powrócili do narodowej pamięci. Żołnierze „Zapory” pozostali symbolem niezłomności – ludzi, którzy mimo tortur, więzienia i wyroków śmierci nie wyrzekli się Polski i jej niepodległości.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
