Marzec 1968 roku był jednym z najważniejszych momentów powojennej historii komunistycznej Polski. Zaczęło się od zdjęcia z afisza „Dziadów” Adama Mickiewicza, a skończyło na brutalnym tłumieniu protestów studenckich, masowych represjach, czystkach na uczelniach i rozpętaniu antysemickiej kampanii, która zmusiła tysiące ludzi do opuszczenia kraju. Reżim Władysława Gomułki nie zamierzał rozmawiać z młodzieżą. Odpowiedział pałką, propagandą i polityczną nagonką. Działania KC były uzgodnione z Moskwą, podobnie jak antysemicka nagonka
Z wydarzeń marcowych zachowały się nagrania zrobione przez Służbę Bezpieczeństwa – film na końcu tekstu.
Tutaj pisałam o Grudniu 70: https://dorotakania.pl/2025/12/14/partia-strzela-do-robotnikow-grudzien-70-zbrodnia-bez-kary/
„Chcemy prawdy Mickiewicza”. Od „Dziadów” zaczęła się lawina
Wieczorem 30 stycznia 1968 roku kilkuset warszawskich studentów przemaszerowało spod Teatru Narodowego pod pomnik Adama Mickiewicza. Na transparentach nieśli hasła: „Chcemy prawdy Mickiewicza” oraz „Żądamy dalszych przedstawień”. Protest był reakcją na decyzję władz o zdjęciu z afisza spektaklu „Dziady” po zaledwie dwóch miesiącach wystawiania.
Powód był oczywisty. Publiczność żywiołowo reagowała na fragmenty dramatu odczytywane jako antysowieckie, a komunistyczne władze uznały, że przedstawienie zbyt mocno uderza w fundamenty oficjalnej propagandy. Dla reżimu była to sprawa polityczna, nie artystyczna.
Po ostatnim spektaklu milicja zaatakowała młodzież składającą pod pomnikiem wieszcza biało-czerwone kwiaty. Zatrzymano 35 osób. Jednocześnie na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęto zbiórkę podpisów przeciw zakazowi wystawiania „Dziadów”. W samej Warszawie protest poparło 3145 osób, a we Wrocławiu 1098.
To był dopiero początek.
Narastający bunt inteligencji przeciwko władzy
W kolejnych tygodniach konflikt między środowiskami inteligenckimi a komunistycznym państwem gwałtownie się zaostrzał. Na początku lutego na 3 lata więzienia skazano Janusza Szpotańskiego, autora satyrycznej opery „Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta”.
Z kolei 29 lutego 1968 roku odbyło się burzliwe Nadzwyczajne Zebranie Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich. Przyjęto rezolucję domagającą się przywrócenia „Dziadów” i potępiającą działania cenzury. Władze skrytykowali m.in. Antoni Słonimski, Paweł Jasienica, Jerzy Andrzejewski i Stefan Kisielewski.
To właśnie Kisielewski wypowiedział słynne słowa o tym, że „ciemniacy w Polsce uzbrojeni są w monopol władzy”. Kilkanaście dni później został pobity przez „nieznanych sprawców”. Inni krytycy systemu stali się celem brutalnych ataków propagandowych.
W wyjątkowo nikczemny sposób propaganda zaszczuła także Pawła Jasienicę – żołnierza niepodległościowego podziemia, walczącego w Wileńskiej Brygadzie mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Autor popularnych książek historycznych zapłacił za tę nagonkę zdrowiem i przedwczesną śmiercią.
Tutaj pisałam o mjr. Szendzielarzu: https://dorotakania.pl/2026/02/08/z-bogiem-panowie-wiernosc-ktorej-nie-dalo-sie-zabic/
Iskra padła na Uniwersytecie Warszawskim
4 marca 1968 roku minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński zdecydował o relegowaniu z Uniwersytetu Warszawskiego dwóch studentów: Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Obaj byli zaangażowani w protesty wokół „Dziadów” i związani ze środowiskiem tzw. komandosów – lewicowej młodzieży kontestującej system Gomułki.
W odpowiedzi na tę decyzję 8 marca 1968 roku na dziedzińcu UW zorganizowano wiec protestacyjny. Rozdawano ulotki, w których powoływano się na art. 71 Konstytucji PRL i wzywano do obrony podstawowych swobód obywatelskich. Studenci uchwalili rezolucję domagającą się przywrócenia praw studenckich Michnikowi i Szlajferowi oraz zaprzestania represji wobec innych studentów.
Wiec miał spokojny charakter. Ale władza już szykowała odpowiedź.
Pacyfikacja 8 marca. „Wycieczka”, ZOMO i aktyw robotniczy
Kiedy studenci zaczęli się rozchodzić, na teren uniwersytetu wjechały autokary z napisem „wycieczka”. Wysiedli z nich funkcjonariusze ZOMO, ORMO i tzw. aktywu robotniczego, często ubrani po cywilnemu. Do akcji dołączyli członkowie Związku Młodzieży Socjalistycznej, którzy skandowali hasła wymierzone w protestujących.
Napastnicy zaczęli wyłapywać pojedyncze osoby i wywozić je poza teren uczelni. Studenci odpowiadali okrzykami: „Usunąć tajniaków!”, „Gestapo!”, „Wolność!”.
Około godziny 13 profesor Zygmunt Rybicki wezwał studentów do rozejścia się. Chwilę później zgodził się na rozmowę delegacji studenckiej z władzami. W skład delegacji weszli m.in. Ryszard Bugaj, Marcin Król, Irena Lasota, Jadwiga Staniszkis i Barbara Toruńczyk. Domagali się usunięcia z uczelni milicji i ormowców, uwolnienia zatrzymanych oraz zwrotu legitymacji i indeksów.
Na krótko wydawało się, że napięcie opadnie. Jednak około godziny 14 na teren UW ponownie wkroczyli ormowcy, a o 14:30 pojawiły się umundurowane oddziały milicji uzbrojone w długie pałki, hełmy i okulary ochronne. Rozpoczęła się brutalna pacyfikacja. Bito nie tylko studentów, ale również pracowników naukowych.
Po akcji na uniwersytecie milicja przez resztę dnia prowadziła walki uliczne w Warszawie. Według danych MSW do działań przeciw studentom skierowano 1335 funkcjonariuszy umundurowanych, 510 cywilnych i 400 ormowców.
Władza nie chciała dialogu. Chciała propagandy
Już 9 marca ruszyły pierwsze procesy studentów oskarżonych o zakłócanie porządku. W tym samym czasie władze zdecydowały o organizowaniu w zakładach pracy tzw. masówek, czyli starannie wyreżyserowanych zebrań poparcia dla polityki partii.
Na tych wiecach skandowano hasła, które do dziś pozostają symbolem marcowej propagandy: „Literaci do pióra, studenci do nauki”, „Syjoniści do Syjonu”, „Oczyścić partię z syjonistów”. Masówki transmitowano w telewizji. Zdarzało się nawet, że do transmisji dogrywano sztuczne odgłosy aplauzu, bo rzeczywiste reakcje robotników nie spełniały oczekiwań propagandy.
Komunistyczna władza od początku odrzucała możliwość rozmowy z młodzieżą. Zamiast tego uruchomiła aparat represji i medialnej nienawiści.
Warszawa znów wyszła na ulice
9 marca demonstracje wybuchły na Politechnice Warszawskiej, a w kilku punktach stolicy doszło do kolejnych starć z milicją. Ściągnięto dodatkowe siły ze szkół milicyjnych w Szczytnie i Pile. Milicjanci bili także kobiety, mimo okrzyków tłumu: „Nie bijcie kobiet!”.
11 marca w Warszawie odbyła się następna demonstracja studencka. Przyjęto kolejną rezolucję, którą następnie rozplakatowano na wydziałach Uniwersytetu Warszawskiego. Dokument przekazano do Sejmu, premierowi Józefowi Cyrankiewiczowi oraz Henrykowi Jabłońskiemu.
Studenci protestowali przeciw łamaniu konstytucji, przemocy milicji i ORMO, ingerencji służb bezpieczeństwa w życie akademickie oraz antysemityzmowi. Domagali się przywrócenia praw relegowanym studentom.
Wiec szybko przeniósł się na ulice. Jeden z pochodów ruszył w kierunku gmachu Komitetu Centralnego PZPR, inny pod ambasadę ZSRR, kolejny na Rakowiecką, w stronę więzienia, gdzie przetrzymywano więźniów politycznych. Demonstracje rozbijano przy użyciu gazu łzawiącego i armatek wodnych.
Kraków: „Prasa kłamie” i „Gestapo!”
Wiadomości o brutalności władz bardzo szybko dotarły do innych ośrodków akademickich. Już 10 marca w akademikach w Krakowie pojawiły się pierwsze ulotki solidarnościowe. Dzień później odbył się pierwszy wiec na Rynku Głównym, a następnie w Collegium Novum. Studenci domagali się ukarania funkcjonariuszy MO i SB odpowiedzialnych za brutalne akcje oraz poszanowania podstawowych praw obywatelskich.
Jeszcze 11 marca w Rynku zebrało się około 4 tysięcy osób, które przyjęły rezolucję solidarnościową i potępiły Związek Młodzieży Socjalistycznej. Gdy lokalna prasa nie opublikowała uchwały studentów, napięcie w mieście tylko wzrosło.
13 marca kilka tysięcy studentów zebrało się przed akademikiem „Żaczek”. Dołączyli do nich studenci AGH, a pochód ruszył do centrum. Doszło do starć z milicją i aktywem robotniczym. Wznoszono hasła: „Prasa kłamie”, „Niech żyją Dziady”, „Gestapo!”.
Milicja wtargnęła również do Collegium Witkowskiego i Collegium Novum, używając gazu łzawiącego i pałek. Pobici zostali także pracownicy naukowi, m.in. prof. Karol Estreicher, prof. Konstanty Grzybowski i dr Lesław Pauli. Uderzony petardą został prorektor Adam Bielański.
Wieczorem Senat UJ potępił działania MO, SB, ORMO i aktywu robotniczego. Mimo to represje trwały. Tylko w Krakowie zatrzymano 137 osób.
Marzec ’68 objął całą Polskę
Kraków był jednym z jedenastu miast, w których doszło do starć młodzieży z milicją i strajków na uczelniach. Protesty i demonstracje miały miejsce m.in. w Gdańsku, Gliwicach, Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie i Radomiu.
W wielu miejscach do protestów przyłączała się także młodzież szkół średnich. W ponad stu miastach i miasteczkach pojawiały się ulotki, plakaty i spontaniczne demonstracje. Manifestacje odbyły się również poza ośrodkami akademickimi, m.in. w Przemyślu, Legnicy, Bielsku-Białej i Tarnowie.
W Tarnowie 20 marca pod pomnikiem Adama Mickiewicza zebrało się około 2 tysięcy osób. Demonstrację rozbiła milicja, zatrzymując 43 osoby. Następnego dnia protest powtórzył się, choć na mniejszą skalę.
Uczestnikiem strajków studenckich był Antoni Macierewicz, za co był tymczasowo aresztowany od 28 marca do 3 sierpnia 1968, a w związku z tym został następnie zawieszony w prawach studenta. Do strajkujących dołączył Kornel Morawiecki – po stłumieniu strajków, wspólnie z Jerzym Petryniakiem, Zdzisławem Ojrzyńskim, Piotrem Plenkiewiczem oraz Ryszardem Trąbskim, wydrukował i kolportował ulotki potępiające ówczesne władze komunistyczne za represje wobec protestujących.
Antysemicka nagonka jako narzędzie walki politycznej
W obronie bitej młodzieży wystąpili intelektualiści i Episkopat Polski, który przypomniał, że „pałka gumowa nigdy nie jest argumentem dla wolnego społeczeństwa”. Interpelację w Sejmie złożyli posłowie koła „Znak”.
Władza odpowiedziała jednak nie refleksją, lecz zmasowaną kampanią propagandową. Zaczęto sugerować, że inspiratorami protestów są studenci pochodzenia żydowskiego, dzieci wpływowych działaczy partyjnych. Rozpętano antyinteligencką i antysemicką nagonkę, prowadzoną pod hasłami walki z „syjonizmem”.
W wydawanym przez Pax „Słowie Powszechnym” ukazał się tekst, w którym genezy protestów szukano w rzekomym spisku Izraela i RFN przeciw Polsce. Anonimowe ulotki ostrzegały studentów przed „bananową młodzieżą” i wskazywały nazwiska osób rzekomo stojących za „antypaństwowym spiskiem”.
Była to klasyczna metoda władzy: zamiast odpowiedzieć na żądania wolności i przestrzegania praw obywatelskich, wskazać wroga i skierować na niego gniew.
Wiec Gomułki. Partia sankcjonuje nagonkę
Kulminacją kampanii był wiec PZPR w Sali Kongresowej 19 marca 1968 roku. W obecności około trzech tysięcy aktywistów partyjnych przemawiał Władysław Gomułka. Potępił liderów protestów, krytykował „Dziady”, zaatakował Związek Literatów Polskich, Stefana Kisielewskiego, Janusza Szpotańskiego i Pawła Jasienicę.
Najbardziej brzemienny w skutki był jednak fragment dotyczący „syjonistów”. Gomułka w praktyce zalegalizował kampanię wymierzoną w obywateli polskich żydowskiego pochodzenia. Choć próbował różnicować tę grupę, jego wystąpienie stało się politycznym sygnałem do dalszej czystki.
Podobny ton miały wystąpienia innych dygnitarzy. Edward Gierek ostrzegał przed „mąceniem śląskiej wody”, która może „pogruchotać kości”.
Czystki na uczelniach i „marcowi docenci”
Represje po protestach nie ograniczyły się do studentów. 21 marca na Politechnice Warszawskiej ogłoszono 48-godzinny strajk okupacyjny, a na UW odbył się kolejny wiec. Tymczasem decyzją Henryka Jabłońskiego z uczelni usuwano naukowców pochodzenia żydowskiego. W wojsku antysemickie czystki prowadził Wojciech Jaruzelski. Usuwano naukowców i żołnierzy za pochodzenie – także tych, którzy wcześniej wiernie służyli komunistycznemu aparatowi represji jak np. Zygmunt Baumann.
Tutaj pisałam o przeszłości Zygmunta Baumanna: https://dorotakania.pl/2026/01/10/major-kbw-jako-moralny-autorytet-przeszlosc-zygmunta-baumana/
Władze uczelni skreślały studentów z list, zawieszały ich w prawach studenta, a całe kierunki lub roczniki były faktycznie rozbijane. Na samym Uniwersytecie Warszawskim z listy studentów usunięto 1616 osób. Wielu relegowanych wcielono następnie do wojska.
Zwalnianych naukowców zastępowali lojalni wobec partii aktywiści, którym ułatwiano awans naukowy. Tak narodziło się pojęcie „marcowych docentów”. W ten sposób, z pominięciem habilitacji, awansowano 575 osób, czyli około 13 procent ogółu samodzielnych pracowników nauki.
Deklaracja Ruchu Studenckiego. Ostatni głos wolności
28 marca 1968 roku w Warszawie odbył się ostatni wielki wiec studencki. Uchwalono wtedy „Deklarację Ruchu Studenckiego”, przygotowaną przez Jakuba Karpińskiego, Andrzeja Mencwela i Jadwigę Staniszkis.
Był to dokument niezwykle ważny, bo jasno wykraczał poza doraźny protest przeciw represjom. Studenci domagali się wolności opinii, swobody zrzeszeń, zniesienia cenzury, społecznej kontroli własności państwowej, przestrzegania praw obywatelskich, niezawisłego sądownictwa i powołania Trybunału Konstytucyjnego.
Te postulaty były dla komunistycznej władzy nie do przyjęcia.
Represje po Marcu ’68. Tysiące zatrzymanych
Do 25 marca 1968 roku zatrzymano 2549 osób. Do października liczba ta wzrosła do 2732. Obejmowało to uczestników demonstracji, autorów i kolporterów ulotek, a także emisariuszy wysyłanych do innych miast akademickich.
Większość zatrzymanych zwolniono, ale setki ukarano kolegiami karno-administracyjnymi, setki objęto śledztwami, a dziesiątki stanęły przed sądem w trybie przyspieszonym.
Na masową skalę relegowano studentów. Na Uniwersytecie Wrocławskim z listy usunięto 1553 osoby. Po Marcu reżim Gomułki jeszcze mocniej zwiększył skalę inwigilacji społeczeństwa przez SB.
Masowa emigracja. Dworzec Gdański stał się symbolem
Jednym z najbardziej tragicznych skutków Marca ’68 była masowa emigracja. W wyniku antyżydowskiej kampanii Polskę opuściło – według różnych źródeł – od 13 do 20 tysięcy osób. Byli wśród nich ludzie kultury, nauki – także ci, którzy wcześniej wiernie służyli systemowi (m.in Helena Wolińska , stalinowska prokurator) oraz zwykli obywatele, których zmuszono do wyjazdu.
Antysemicka kampania zaczęła wygasać dopiero w połowie 1968 roku. 5 maja Gomułka mówił już o „wypaczeniach” i przyznawał, że jedno to praca polityczna, a drugie „polowanie na Żydów”. Pod koniec maja polecił zakończyć akcję rozliczeniową, a w czerwcu cenzura otrzymała zalecenie, by wygaszać kampanię.
W partyjnych dokumentach zaczęto nawet przyznawać, że pojawiły się „nietrafne i niesprawiedliwe decyzje”. W praktyce jednak nadal zwalniano ludzi za pochodzenie a wojsku żydowscy oficerowie byli degtradowani.
Marzec ’68 – lekcja przemocy, propagandy i politycznej zemsty
Marzec 1968 roku był czymś znacznie większym niż studencką rewoltą. Był momentem, w którym komunistyczna władza pokazała swoje prawdziwe oblicze: strach przed wolnością, pogardę dla obywateli, gotowość do użycia przemocy.
Dla młodzieży akademickiej był to bolesny moment utraty złudzeń. Dla wielu intelektualistów – ostateczne zerwanie z komunizmem. Dla tysięcy obywateli żydowskiego pochodzenia – początek dramatycznej drogi na emigrację. A dla komunistycznej Polski – jedna z najbardziej wstydliwych kart powojennej historii.
Bo Marzec ’68 nie był tylko buntem studentów. Był także aktem oskarżenia wobec komunistycznego państwa, które zamiast słuchać własnych obywateli, postanowiło ich pałować, upokarzać i wypędzać.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
