12 marca 1944 roku wieś Palikrowy w powiecie brodzkim stała się miejscem jednej z najbardziej przerażających zbrodni dokonanych na ludności polskiej na Kresach Wschodnich. Tego dnia ochotnicy ukraińscy służący w 4 Pułku Policji SS, formacji tworzonej z ludzi kierowanych następnie do 14 Dywizji Grenadierów SS „Galizien”, przy wsparciu oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz lokalnych bojówek OUN-B, dokonali masowej egzekucji Polaków. Zamordowano co najmniej 365 osób, choć nazwiska udało się ustalić jedynie dla części ofiar.
To nie była przypadkowa pacyfikacja. Nie był to również epizod wojennego chaosu. Zbrodnia w Palikrowach była elementem szerszej akcji wymierzonej w polską ludność cywilną w Małopolsce Wschodniej. Była częścią procesu, który polscy badacze określają jako czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa, a wielu historyków i prawników wprost nazywa ludobójstwem dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach.
Tutaj pisałam na temat Operacji Polskiej: https://dorotakania.pl/2026/01/25/operacja-polska-nkwd-zgineli-bo-byli-polakami/
Dziś, po latach przemilczeń, Palikrowy powinny wrócić do polskiej pamięci historycznej jako symbol zbrodni na Polakach, dokonanej z zimną premedytacją, przy udziale ukraińskich i niemieckich formacji zbrojnych , które chciały usunąć polską obecność z tych ziem raz na zawsze.
Palikrowy przed zbrodnią – wieś na skraju katastrofy
W 1944 roku Palikrowy były dużą wsią liczącą około 1880 mieszkańców i blisko 360 gospodarstw. Znaczną część ludności stanowili Polacy. Mieszkały tam również rodziny ukraińskie, a także małżeństwa mieszane polsko-ukraińskie. Po fali mordów na Wołyniu we wsi znaleźli schronienie również uciekinierzy z rzezi wołyńskiej, którzy próbowali ocalić życie na terenach położonych bardziej na południe.
Ale i tam nadciągała śmierć.
Od połowy 1943 roku wśród części ukraińskiej ludności województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego zaczęły narastać nastroje antypolskie. Najpierw ofiarą padali pojedynczy Polacy: osoby znane, szanowane, wpływowe, duchowni, leśnicy, byli wojskowi. Potem zaczęto mordować całe rodziny. W końcu przyszła fala masowych mordów, których celem było nie tylko zabijanie, ale także wywołanie paniki i doprowadzenie do ucieczki tych, którzy jeszcze żyli.
W lutym 1944 roku liczba napadów z udziałem UPA, lokalnych bojówek OUN-B oraz innych współdziałających formacji zaczęła lawinowo rosnąć. Mordowano Polaków w Firlejowie, Bokowie, Berezowicy Małej, Hucie Pieniackiej, Korościatynie i wielu innych miejscowościach. Palikrowy znalazły się na trasie tej krwawej ofensywy.
Niedziela śmierci
W sobotę 11 marca 1944 roku w okolice Podkamienia przybył pododdział 4 Pułku Policji SS złożony z ukraińskich ochotników oraz oddziały UPA kurenia Maksa Skorupskiego „Maksa”, wspierane przez lokalne bojówki OUN-B. Część tych sił uczestniczyła w ataku na klasztor w Podkamieniu, gdzie schronienia szukali cywile, w tym również mieszkańcy Palikrów. Pozostała grupa skierowała się w stronę wsi.
Następnego dnia, 12 marca około godziny ósmej rano, napastnicy otoczyli Palikrowy i otworzyli ogień do zabudowań. Po wkroczeniu do wsi rozkazano mieszkańcom zgromadzić się na łące nad rzeką. Zgromadzono tam około 1200 osób.
Wtedy rozpoczęła się selekcja narodowościowa.
Ukraińców oddzielano od Polaków. W ustalaniu, kto jest kim, uczestniczyli miejscowi Ukraińcy, a według niektórych relacji także miejscowe Ukrainki. Po rozdzieleniu ludności Ukraińców puszczono wolno. Polaków ścieśniono w jednym miejscu, obstawiono z trzech stron przez karabiny maszynowe, a następnie rozpoczęto masowe rozstrzeliwanie.
Była to regularna egzekucja bezbronnych ludzi.
Gdy pierwsze serie zmiotły tłum, napastnicy ruszyli dobijając rannych bagnetami. Relacje świadków mówią o niewyobrażalnej rzezi. Zginęło ponad 360 osób, najczęściej przyjmuje się liczbę 365 ofiar. Ocalało tylko kilku rannych, których uznano za martwych.
Po egzekucji: rabunek, pożoga i dobijanie ocalałych
Po masakrze rozpoczął się rabunek polskich domów. Z ciał zdejmowano ubrania i buty. Ograbiano gospodarstwa, wynoszono dobytek, a następnie wiele polskich zabudowań spalono. Odnalezieni w kryjówkach Polacy również zostali zamordowani.
To bardzo istotne, bo pokazuje pełny charakter tej zbrodni. Palikrowy nie zostały jedynie „spacyfikowane”. Tu dokonano nie tylko mordu, ale również próby zniszczenia polskiej wspólnoty – ludzi, domów, majątku, pamięci i śladów obecności.
Ustalono nazwiska 265 ofiar z łącznej liczby 365 zabitych. Na miejscu zbiorowej mogiły stanął później pomnik, upamiętniający zamordowanych mieszkańców wsi.
Tutaj pisałam o współpracy NKWD i Gestapo: https://dorotakania.pl/2026/02/20/gestapo-nkwd-wspolny-plan-zniszczenia-polskiej-elity/
Palikrowy i Podkamień – jedna operacja, jeden cel
Nie sposób opowiadać o Palikrowach bez wspomnienia o Podkamieniu. W tych samych dniach te same formacje uderzyły również na klasztor i ludność cywilną ukrywającą się w jego murach. Wśród osób szukających schronienia byli również mieszkańcy Palikrów.
To nie były dwa odrębne epizody. To była skoordynowana operacja przeciw polskiej ludności cywilnej. W Palikrowach zamordowano ludzi na łące, w Podkamieniu mordowano tych, którzy schronili się w miejscu świętym, licząc, że mury klasztoru dadzą im bezpieczeństwo.
Właśnie dlatego zbrodnia w Palikrowach jest jednym z najbardziej dobitnych dowodów na współdziałanie formacji związanych z SS „Galizien”, oddziałów UPA i lokalnych struktur OUN w eksterminacji Polaków.
Tło zbrodni – Małopolska Wschodnia w ogniu antypolskiej czystki
Aby zrozumieć, dlaczego doszło do masakry w Palikrowach, trzeba spojrzeć na szerszy kontekst wydarzeń w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Po agresji Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 roku Kresy Wschodnie zostały rozerwane pomiędzy dwóch okupantów. Najpierw przyszła okupacja sowiecka, potem niemiecka. W warunkach totalitarnej przemocy, załamania porządku państwowego i brutalizacji życia dojrzewały również projekty nacjonalistyczne.
OUN-B i podporządkowana jej politycznie UPA uznały, że przyszłe państwo ukraińskie powinno powstać bez obecności polskiej ludności. W ocenie wielu badaczy decyzje dotyczące szerokiej akcji antypolskiej w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim zapadły pod koniec 1943 roku, a ich realizacja gwałtownie nasiliła się w pierwszej połowie 1944 roku.
Najpierw była rzeź wołyńska, później fala masakr przetoczyła się przez Małopolskę Wschodnią. Palikrowy były jednym z jej najkrwawszych ogniw.
Leon Popek: pamięć jest obowiązkiem wobec zamordowanych
Właśnie w tym miejscu trzeba przywołać głos Leona Popka, historyka Instytutu Pamięci Narodowej, który od lat podkreśla, że pamięć o ofiarach nie jest kwestią politycznego wyboru, lecz moralnego obowiązku wobec tych, którzy zginęli bez grobu, bez pogrzebu i często bez nazwiska w oficjalnych rejestrach.
Jak mówił Leon Popek:
„Zawsze podkreślałem, że dla mnie i setek innych rodzin, które znam, pamięć wiąże się z tymi, którzy zginęli w wyniku ludobójstwa popełnionego przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich (OUN) i Ukraińską Armię Powstańczą (UPA) na Wołyniu w czasie II wojny światowej.”
To zdanie ma ogromny ciężar. Pokazuje, że za historycznymi statystykami kryją się konkretne rodziny, konkretne straty i konkretna krzywda, która nie kończy się wraz z ostatnim strzałem. Ona trwa tak długo, jak długo nie ma prawdy, nie ma imion, nie ma grobów i nie ma godnego upamiętnienia.
Popek zwracał też uwagę na rzecz fundamentalną: do dziś nie znamy pełnej liczby ofiar i nie mamy pełnej mapy wszystkich mogił. Jak pisał:
„Do dziś więc nie znamy dokładnej liczby ofiar OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nie dysponujemy też spisem wszystkich miejscowości, w których ginęli ci ludzie.”
Właśnie dlatego takie miejsca jak Palikrowy mają dziś znaczenie szczególne. To nie są jedynie lokalne punkty na mapie. To miejsca, w których rozstrzyga się sprawa polskiej pamięci historycznej.
Ludobójstwo czy „tragiczny konflikt”? Spór o nazwanie prawdy
Wokół zbrodni dokonanych na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przez lata toczył się spór o słowa. Część środowisk próbowała mówić o „konflikcie”, „wojnie chłopskiej”, „wojnie bratobójczej” lub „tragicznych wydarzeniach pogranicza”. Jednak skala, sposób działania, wybór ofiar i zasięg akcji wskazują jasno, że nie chodziło o spontaniczne starcia dwóch równorzędnych stron.
W Palikrowach nie toczyła się bitwa. Tam dokonano egzekucji ludności cywilnej wyselekcjonowanej według narodowości.
Wielu polskich historyków, w tym Ewa Siemaszko i Grzegorz Motyka, uznaje, że termin ludobójstwo oddaje istotę tych wydarzeń. Taką interpretację wzmacniają również prace prawne, w tym publikacja Tomasza Turlejki „Zbrodnia wołyńska w świetle prawa międzynarodowego”. Również śledztwa prowadzone przez IPN kwalifikowały te czyny jako ludobójstwo.
Palikrowy jako część większej hekatomby Polaków
Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 tysięcy Polaków. Na samym Wołyniu zginęło od 40 do 60 tysięcy osób, natomiast w Galicji Wschodniej i innych częściach południowo-wschodniej II RP kolejne dziesiątki tysięcy.
W notatkach i opracowaniach przywoływane są ustalenia Władysława i Ewy Siemaszków, wedle których liczba ofiar sięgała rozmiarów, których długo nie chciano przyjąć do wiadomości. Leon Popek przypominał z kolei, że mowa o zbrodni obejmującej nie pojedyncze wsie, lecz tysiące miejscowości i ogromną liczbę rodzin.
To właśnie dlatego Palikrowy nie mogą być traktowane jako odosobniony epizod. Były częścią większego planu: wypędzenia, zastraszenia i fizycznej eksterminacji Polaków.
Śledztwa i bezkarność sprawców
Po wojnie próbowano ścigać niektórych sprawców zbrodni w rejonie Palikrów, Podkamienia i Huty Pieniackiej. Byli mieszkańcy rozpoznali ukrywającego się pod przybranym nazwiskiem Włodzimierza Czerniawskiego, dowódcę oddziału UPA z Czernicy. Oskarżono go o udział w licznych zabójstwach Polaków, a według aktu oskarżenia miał on także kierować masakrą w Palikrowach. W 1950 roku zapadł wobec niego wyrok śmierci.
Jednak zdecydowana większość sprawców nigdy nie poniosła odpowiedzialności. Po dziesięcioleciach śledztwa prowadzone przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu obejmowały również wydarzenia z 12 marca 1944 roku, ale część postępowań została umorzona z powodu niewykrycia sprawców.
To jedna z największych ran tej historii. Pamięć o ofiarach przetrwała, ale sprawiedliwość w ogromnej mierze nie nadeszła.
Ofiary Palikrów – wspólnota zniszczonego życia
Najłatwiej mówić o 365 ofiarach, o 265 ustalonych nazwiskach, o kilku ocalałych. Ale za każdą z tych liczb stoi dramat konkretnej osoby, rodziny, gospodarstwa i wspólnoty.
Wśród tych, którzy przeżyli, byli m.in. Katarzyna i Dymitr Wasylinkowie, ukrywający Żyda Daniela Schapiro, później uznani przez Instytut Jad Waszem za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Wśród zamordowanych była natomiast Maria Marciniak, która wraz z mężem ukrywała czworo Żydów.
To niezwykle ważne świadectwo. Pokazuje, że nawet w samym centrum piekła istnieli ludzie, którzy wybierali dobro i ratowali innych. Tym bardziej zbrodnia w Palikrowach domaga się pamięci uczciwej, pełnej i wolnej od uproszczeń.
Pamięć i pojednanie nie mogą opierać się na przemilczeniu
Przez lata wielokrotnie powracano do pytania, czy możliwe jest pojednanie polsko-ukraińskie bez pełnego rozliczenia zbrodni na Kresach. W debatach publicznych padały słowa o wybaczeniu, wspólnej modlitwie i potrzebie dialogu. Ale dla rodzin ofiar i dla badaczy takich jak Leon Popek oczywiste było jedno: pojednanie nie może zostać zbudowane na wybielaniu sprawców, relatywizowaniu zbrodni czy unikaniu słowa ludobójstwo.
Popek wielokrotnie podkreślał, że dla rodzin ofiar niezwykle ważne jest odnalezienie mogił i godne ich oznaczenie. Chodzi o elementarną sprawiedliwość wobec tych, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami.
W odniesieniu do takich miejsc jak Palikrowy pamięć nie jest więc wyłącznie sprawą historyków. To kwestia sumienia.
W polskiej pamięci zbiorowej mocno obecne są nazwy takie jak Wołyń, Huta Pieniacka, Korościatyn czy Podkamień. Palikrowy wciąż zbyt często pozostają w cieniu tych symboli. A przecież to jedna z najbardziej drastycznych zbrodni dokonanych na polskiej ludności cywilnej w 1944 roku.
Palikrowy są ważne, bo pokazują:
- współdziałanie UPA, OUN i formacji związanych z SS „Galizien”,
- selekcję ofiar według narodowości,
- masową egzekucję bezbronnej ludności,
- rabunek i niszczenie śladów polskiego życia,
- oraz mechanizm terroru, który miał doprowadzić do depolonizacji Kresów Wschodnich.
To miejsce, w którym historia odsłania swoje najciemniejsze oblicze. I właśnie dlatego nie wolno go usuwać z opowieści o losie Polaków na Kresach.
12 marca 1944 roku w Palikrowach rozstrzelano 365 Polaków. Nie byli żołnierzami. Nie prowadzili działań bojowych. Byli mieszkańcami wsi, rodzinami, sąsiadami, uchodźcami, dziećmi, kobietami i starcami.
Zostali wyselekcjonowani dlatego, że byli Polakami.
Po ich śmierci przyszły rabunek, ogień i cisza. Ta cisza trwała długo. Zbyt długo.
Dlatego dziś Palikrowy muszą wrócić do polskiej pamięci jako symbol rzezi Polaków na Kresach, jako jedno z najbardziej przejmujących świadectw ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA i współdziałające z nimi formacje, a także jako przestroga przed światem, w którym ideologia nienawiści narodowej prowadzi do masowego mordu.
Jak przypomina Leon Popek, pamięć o tych wydarzeniach nie jest wyborem politycznym ani doraźnym gestem. Jest obowiązkiem wobec tych, którzy zginęli i często do dziś nie mają nawet własnego imienia w zbiorowej świadomości.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej oraz z opracowań Władysława i Ewy Siemaszków
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
