Służyli Gestapo a potem UB. Mroczna historia konfidentów

Rozbili wywiad AK i wydali setki ludzi. Po wojnie nie zniknęli – odnaleźli się w nowym systemie

W centrum tej historii stoją dwa nazwiska: Blanka Kaczorowska i Ludwik Kalkstein. Ich działalność nie zakończyła się jednak wraz z upadkiem III Rzeszy. Jak pokazują dokumenty i powojenne śledztwa, ludzie, którzy wcześniej donosili akowców gestapo, po wojnie potrafili odnaleźć się również w rzeczywistości komunistycznej Polski.

„Ci, którzy zdradzali swoich konspiracyjnych kolegów Niemcom, później nadal donosili na akowców komunistycznym służbom bezpieczeństwa.”

To zdanie wyjątkowo trafnie oddaje logikę tej historii. Zdrada nie skończyła się w 1945 roku. Zmienił się tylko okupant, metody i instytucje.

Tutaj pisałam o współpracy z Gestapo: https://dorotakania.pl/2026/02/17/operacja-komunistow-i-gestapo-przeciw-ak/

Kim byli Blanka Kaczorowska i Ludwik Kalkstein?

Na temat Blanki Kaczorowskiej i Ludwika Kalksteina napisano już wiele, ale ich powojenna działalność nadal budzi wstrząs. Żeby zrozumieć skalę tej sprawy, trzeba wrócić do początku.

Ludwik Kalkstein-Stoliński urodził się 13 marca 1920 roku w Warszawie. Wiosną 1939 roku ukończył gimnazjum. We wrześniu wyjechał do Wilna, gdzie – według późniejszych zeznań – miał zetknąć się z konspiracją – Związkiem Walki Zbrojnej. W styczniu 1940 roku został wysłany do Warszawy i wszedł w struktury siatki wywiadowczej „Stragan”. Uchodził za człowieka zdolnego, energicznego, odważnego. Powierzano mu zadania odpowiedzialne, proponowano nawet wyjazd na tereny okupowane przez ZSRS z misją wywiadowczą. Tego wyjazdu odmówił.

Wiosną 1941 roku zaczął organizować własną grupę obserwacyjno-wywiadowczą, znaną jako „Hanka”. W jej skład wchodzili m.in. jego szwagier Eugeniusz Świerczewski, brat cioteczny Jerzy Kopczewski oraz przyszła żona, Blanka Kaczorowska „Sroka”. Sama Kaczorowska, urodzona 13 października 1922 roku w Brześciu nad Bugiem, wcześniej działała w konspiracji w Siedlcach. Później została przeniesiona do Warszawy, gdzie trafiła właśnie do środowiska Kalksteina.

Oboje uchodzili za ludzi zaangażowanych w działalność podziemną. Oboje otrzymali nawet Krzyż Walecznych.

I właśnie to sprawia, że ta historia jest tak wstrząsająca.

Od bohaterów wywiadu do agentów gestapo

Grupa Kalksteina była ważnym elementem wywiadu AK. Według jednej wersji liczyła około 10 pracowników i nawet 150 informatorów, według innej – około siedmiu osób. Tak czy inaczej, „Hanka” miał opinię człowieka skutecznego. W konspiracji szło mu dobrze. Za dobrze, by jego późniejszy upadek dało się wytłumaczyć wyłącznie przypadkiem.

Wszystko załamało się wiosną 1942 roku. W końcu marca lub na początku kwietnia Kalkstein został aresztowany przez gestapo. Później zatrzymano także jego matkę, siostrę i ludzi z jego otoczenia. Z własnych powojennych zeznań wynikało, że po kilku miesiącach brutalnego śledztwa załamał się i zaczął sypać. Wydał ludzi, adresy, punkty kontaktowe, struktury wywiadu.

Po wyjściu z al. Szucha w listopadzie 1942 roku nie był już tym samym człowiekiem. Wyszedł jako agent gestapo o kryptonimie „97”.

Niedługo później odnalazł Blankę Kaczorowską. 14 listopada 1942 roku wzięli ślub. Ona również weszła w układ z Niemcami. W gestapo miała funkcjonować pod kryptonimem „V-98”, a Świerczewski – jako agent „100”. Kalkstein pracował w komórce kierowanej przez SS-Untersturmführera Ericha Mertena, zajmującej się rozpracowywaniem wywiadu AK i siatek powiązanych z aliantami.

Od tego momentu ruszyła lawina aresztowań.

Wydawali akowców Niemcom

W wyniku działalności tej grupy aresztowano dziesiątki ludzi, a wiele osób trafiło przed pluton egzekucyjny. Szczególnie dramatyczne były skutki działalności Blanki Kaczorowskiej, która znała ludzi z konspiracji jeszcze z wcześniejszej pracy w Siedlcach i Warszawie. Dzięki tej wiedzy gestapo mogło trafiać dokładnie tam, gdzie chciało.

Wśród osób wydanych przez tę siatkę znaleźli się m.in. ludzie związani z wywiadem i łącznością AK. Aresztowano całe ogniwa konspiracyjne. Rozbijano kolejne struktury. W maju 1943 roku zdradzony został kpt. Karol Trojanowski „Radwan”, kierownik referatu zachodniego wywiadu ofensywnego „Straganu”. To właśnie Kaczorowska miała wskazać go Kalksteinowi.

Tak zaczęła się droga do najgłośniejszej zdrady.

Kto wydał gen. Stefana Roweckiego „Grota”?

30 czerwca 1943 roku przy ul. Spiskiej 14 został aresztowany gen. Stefan Rowecki „Grot”, komendant Armii Krajowej. To jedna z najbardziej bolesnych dat w historii Polskiego Państwa Podziemnego.

Według powojennych zeznań Ludwika Kalksteina, kluczową rolę miał odegrać Eugeniusz Świerczewski, który znał Roweckiego jeszcze sprzed wojny. Miał zauważyć go na ulicy, śledzić, a następnie telefonicznie zawiadomić gestapo o miejscu jego pobytu.

W jednym z przesłuchań Kalkstein opisywał ten mechanizm wprost: Świerczewski miał rozpoznać Roweckiego, doprowadzić gestapo pod właściwy adres, a potem potwierdzić, że zatrzymanym jest rzeczywiście „Grot”.

„Aresztowanie Grota-Roweckiego umożliwił szwagier mój Świerczewski Eugeniusz, agent gestapo.”

To zdanie wraca w tej sprawie jak refren. Ale rola samego Kalksteina nie była marginalna. W grudniu 1953 roku przyznał on, że brał udział w rozpracowaniu „w sprawie Grota-Roweckiego”. Oznacza to, że nie był biernym obserwatorem, lecz elementem operacji prowadzącej do jednego z największych sukcesów gestapo w okupowanej Polsce.

Po zatrzymaniu Rowecki trafił na al. Szucha, a potem został przewieziony do Berlina.

Po „Grocie” przyszły kolejne ofiary

Aresztowanie komendanta głównego AK nie zatrzymało działalności siatki. Wręcz przeciwnie. W następnych miesiącach posypały się kolejne uderzenia.

Aresztowani zostali m.in.:

  • mjr Stanisław Rogiński „Górski”,
  • Janina Despont-Zenowicz „Nina”,
  • ppłk Władysław Szczekowski „Leszczyc”,
  • ppłk Wacław Berka „Brodowicz”,
  • ppłk Marian Drobik „Dzięcioł”,
  • mjr Otton Pawłowicz „Siostra”.

W grudniu 1943 roku uderzenie objęło także Biuro Studiów Oddziału II KG AK. Aresztowano kilkunastu jego pracowników. Blanka Kaczorowska, nierozpoznana przez kontrwywiad AK, przez pewien czas nadal funkcjonowała w strukturach konspiracyjnych, co czyniło ją szczególnie groźną. Była dla Niemców kimś więcej niż informatorką. Była wewnętrznym źródłem rozkładającym podziemie od środka.

„Wydali na śmierć w niemieckich katowniach setki akowców.”

To nie jest retoryczna przesada. Skala szkód wyrządzonych przez tę grupę była ogromna i wielowarstwowa: od dekonspiracji ludzi, przez rozbicie siatek wywiadowczych, po zniszczenie zaufania w konspiracji.

AK rozszyfrowała zdrajców. Zapadły wyroki śmierci

W końcu kontrwywiad AK dotarł do prawdy. Według części relacji już 25 marca 1944 roku Wojskowy Sąd Specjalny wydał wyrok śmierci na Kalksteina, Kaczorowską i Świerczewskiego. Inne świadectwa sugerują, że pełna skala zdrady została odsłonięta po późniejszych zeznaniach samego Świerczewskiego, który próbował jeszcze wejść w kontakt z podziemiem.

20 czerwca 1944 roku Świerczewski został zlikwidowany przy ul. Krochmalnej. Zajmował się tym kontrwywiad AK. To był moment, w którym jedno z ogniw zdrady zostało przerwane. Ale Kalkstein i Kaczorowska wymknęli się sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego.

Kaczorowskiej miała sprzyjać ciąża. Kalkstein schronił się po stronie niemieckiej.

Kalkstein w mundurze SS. Walczył przeciw Warszawie

Dwa tygodnie przed wybuchem Powstania Warszawskiego Kalkstein otrzymał dokumenty pozwalające mu nosić mundur SS. Przyjął nazwisko Konrad Stark. To nie był już tylko konfident. To był człowiek, który przeszedł na drugą stronę w pełnym znaczeniu tego słowa.

Tutaj pisałam o kolaborancie Symie: https://dorotakania.pl/2026/03/11/wyrok-na-aktorze-kolaborancie/

W czasie powstania występował po stronie niemieckiej. Potem opuścił Warszawę. Po upadku zrywu pracował wraz z Mertenem w placówkach gestapo w Grójcu, Skierniewicach i Sochaczewie. Gdy III Rzesza się chwiała, on wciąż próbował znaleźć dla siebie miejsce.

Także Blanka Kaczorowska zdołała wydostać się z Warszawy. Po wojnie oboje mieli znów spróbować ułożyć sobie życie — tym razem pod nową władzą.

Zmienili patronów

To właśnie ten etap historii jest dla wielu najbardziej szokujący. Ludzie, którzy współpracowali z gestapo, po wojnie nie zawsze trafiali natychmiast za kratki. Niektórzy byli rozgrywani, chronieni, a nawet wykorzystywani przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa.

W przypadku Blanki Kaczorowskiej trop ten jest szczególnie wyraźny. Już w drugiej połowie lat 40. wojskowe i cywilne organa bezpieczeństwa miały materiały wskazujące na jej okupacyjną działalność. Pojawiały się nazwiska świadków, protokoły, doniesienia agenturalne i informacje, że sprawa mogła być „zarzucona” z uwagi na rodzinne i środowiskowe powiązania.

Kaczorowska po wojnie studiowała historię sztuki, pracowała naukowo, próbowała wyjechać za granicę, a jednocześnie znajdowała się w zainteresowaniu bezpieki. W dokumentach pojawiały się nawet adnotacje sugerujące możliwość jej werbunku.

„Opracować w celu werbunku” – taki zapis miał pojawić się przy jej nazwisku w materiałach bezpieki.

To niezwykle wymowne. Człowiek obciążony tak ciężką okupacyjną przeszłością nie był dla komunistycznej bezpieki wyłącznie obiektem śledztwa. Mógł być także narzędziem.

19 grudnia 1952 roku Blanka Kaczorowska została zatrzymana. W śledztwie badano jej kontakty z gestapo, udział w rozpracowywaniu Oddziału II KG AK oraz związek z działalnością Kalksteina. Ostatecznie 12 czerwca 1953 roku została skazana za współpracę z gestapo na dożywotnie więzienie.

W końcowym przesłuchaniu przyznała, że od listopada 1942 do lutego 1944 roku wydała Niemcom szereg osób z Oddziału II KG AK, ale zaprzeczała, jakoby była agentką gestapo. Twierdziła, że z Niemcami kontaktowała się jedynie jako żona Kalksteina.

Wyrok z czasem złagodzono. W 1958 roku wyszła na wolność.

I wtedy wydarzyło się coś, co w tej historii brzmi niemal jak ponury ciąg dalszy zdrady. Podczas odbywania kary miała być agentem celnym, czyli więzienną donosicielką. A po wyjściu na wolność, pod pseudonimem „Katarzyna”, miała ponownie współpracować z Departamentem II. W dokumentach z początku lat 60. figurowała jako osoba „długoletnio związana” z organami bezpieczeństwa.

To znaczy, że kobieta skazana za współpracę z gestapo znów stała się użyteczna dla państwa policyjnego.

Ludwik Kalkstein po wojnie. Ucieczki, nowe nazwiska i współpraca z UB

Powojenne losy Ludwika Kalksteina są niemal podręcznikowym przykładem życia prowadzonego na fałszywych tożsamościach. Po 1945 roku występował jako Wojciech Świecki, później Wojciech Mieczysław Świerkiewicz, a z czasem przybierał kolejne nazwiska.

Przebywał w Krakowie, Koszalinie, Chorzowie, Szczecinie, później także pod Warszawą. Pracował, ukrywał się, zmieniał środowiska. W 1949 roku został zatrzymany przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy i – jak wynika z materiałów – zwerbowany przez WUBP w Szczecinie. Otrzymał pseudonim „Granica”.

Także on próbował więc zagrać swoją dawną specjalnością: przetrwać dzięki współpracy z kolejną bezpieką.

Dopiero 20 sierpnia 1953 roku został ponownie aresztowany. Rok później, 13 listopada 1954 roku, skazano go na dożywocie. Ale i ten wyrok z czasem złagodzono. Wyszedł z więzienia prawdopodobnie w lipcu 1965 roku, co wywołało oburzenie środowisk akowskich i komentarze Radia Wolna Europa.

Nawet po wyjściu z więzienia oferował usługi władzy

To kolejny szokujący element tej historii. Już po wyjściu na wolność Kalkstein miał proponować Ministerstwu Spraw Wewnętrznych swoją dalszą współpracę. Przypominał, że wcześniej współdziałał z organami śledczymi, i deklarował gotowość wykorzystania go na dowolnym odcinku.

Jedna z propozycji dotyczyła nawet zwalczania „wrogiej propagandy” płynącej z Zachodu.

„W każdej sprawie pomoże” – to zdanie mogłoby być gorzkim podsumowaniem jego powojennej postawy.

Nie ideologia, nie lojalność, nie skrucha. Przetrwanie i użyteczność wobec silniejszego – to wydaje się kluczem do zrozumienia zarówno Kalksteina, jak i Kaczorowskiej.

Nowe życie, stare nazwiska, ta sama ciemna przeszłość

Po wyjściu z więzienia Kalkstein nadal zmieniał nazwiska, miejsca pobytu i tożsamości. Mieszkał m.in. w Mysiadle, pracował na fermie, później wyjechał do Francji, a ostatecznie znalazł się w Monachium, gdzie zmarł 26 października 1994 roku.

Kaczorowska również wyjechała do Francji. Jej nazwisko jeszcze przez lata powracało w aktach i materiałach służb. Dokumentami obojga interesowano się długo. W latach 80. zaglądano do nich wielokrotnie. Zainteresowanie sprawą nie wygasło także po 1989 roku.

W 1992 roku do akt obu spraw wróciła Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, a w 2003 roku IPN podjął śledztwo dotyczące okoliczności aresztowania gen. Stefana Roweckiego „Grota”.

Historia Ludwika Kalksteina i Blanki Kaczorowskiej nie jest wyłącznie opowieścią o dwójce ludzi, którzy złamali przysięgę. To także opowieść o tym, jak systemy totalitarne potrafią wykorzystywać tych samych ludzi, niezależnie od sztandaru i barw politycznych.

Najpierw gestapo, potem UB, następnie MBP i kolejne komórki bezpieki. Raz donosili Niemcom, potem komunistom. Raz rozpracowywali AK, później byli użyteczni dla państwa, które żołnierzy podziemia traktowało jak wrogów.

Właśnie dlatego ta historia wciąż budzi tak wielkie emocje.

Bo nie kończy się na wojnie.

Bo pokazuje, że zdrada może przeżyć zmianę ustroju.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej w tym z opracowania dr. hab. Waldemara Grabowskiego

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania