Wybuch w Gdańsku. W tle tajne akta. DOKUMENTY

17 kwietnia 1995 roku, wczesnym rankiem, w wieżowcu przy al. Wojska Polskiego 39 w Gdańsku doszło do potężnej eksplozji gazu. W jednej chwili zwykły blok zamienił się w rumowisko, a świąteczny poranek w scenę jak z wojennego koszmaru. Zginęły 22 osoby, kilkanaście zostało rannych, a całe miasto przez wiele dni żyło dramatem ratowników wydobywających ofiary spod gruzów.

Przez lata wydawało się, że sprawa została definitywnie zamknięta. Śledczy uznali, że za tragedię odpowiada jeden z mieszkańców budynku, który miał celowo rozszczelnić instalację gazową. Jednak po latach do tej katastrofy powrócił prof. Sławomir Cenckiewicz, stawiając hipotezę, która wywołała prawdziwą burzę.

Czy wybuch gazu w Gdańsku był czymś więcej niż tragedią?

Historyk przypomniał o sprawie w sierpniu 2016 roku. To właśnie wtedy opublikował dokumnety , które – jeśli byłyby prawdziwe – rzucałyby zupełnie nowe światło na jedną z najtragiczniejszych katastrof lat 90.

Prof. Cenckiewicz ujawnił, że gdy przez lata pracował nad sprawą Lecha Wałęsy i materiałami do książki „SB a Lech Wałęsa”, spotykał ludzi, którzy przekazywali mu niepokojące informacje. Jak podkreślał, nie była to jedna osoba, jeden anonimowy donos czy jedna sensacyjna plotka. Byli to – jak twierdził – ludzie z różnych środowisk, którzy niezależnie od siebie mieli mówić to samo.

Jak relacjonował historyk:

„Kiedy pracowałem kilka lat nad sprawą Lecha Wałęsy, przygotowując książkę ‘SB a Lech Wałęsa’, spotkałem się z kilkoma osobami – urzędnikami miejskimi, pracownikami tajnych służb, strażakami, a nawet byłym wiceministrem spraw wewnętrznych, którzy niezależnie od siebie mówili tak: wybuch gazu w Gdańsku był operacją UOP, zaś ofiary niezamierzonym wypadkiem przy pracy.”

To zdanie wystarczyło, by po latach ciszy wokół katastrofy znów zrobiło się głośno.

Mieszkanie Adama Hodysza miało być celem?

W opowieści prof. Cenckiewicza centralną postacią tej historii staje się Adam Hodysz – były funkcjonariusz SB, a później oficer UOP, człowiek o niezwykle skomplikowanym życiorysie. To właśnie on miał mieszkać w zawalonym budynku.

Historyk twierdził, że według przekazywanych mu relacji służby miały podejrzewać, iż Hodysz przechowuje w mieszkaniu kopie dokumentów agenturalnych Lecha Wałęsy, w tym materiały dotyczące sprawy TW „Bolka”.

Tutaj pisałam o TW „Bolku”: https://dorotakania.pl/2026/02/18/wizyta-walesy-w-szkole-wywiadu/

Jak wspominał Cenckiewicz, jedna z osób, z którymi rozmawiał, tłumaczyła mu mechanizm rzekomej operacji w sposób niemal filmowy:

„Dopytywałem: jak to możliwe?! Pewien funkcjonariusz b. SB, ale świetnie ustosunkowany w środowisku UOP/ABW, tłumaczył mi, że w zawalonym bloku mieszkał płk Adam Hodysz, którego ekipa prezydenta Lecha Wałęsy z delegatury UOP w Gdańsku podejrzewała o przetrzymywanie kopii dokumentów agenturalnych Wałęsy ‘Bolka’.”

Według tej relacji plan miał być prosty, ale zarazem przerażający w swojej cynicznej logice.

„Upozorowali wybuch gazu – mówił – żeby wyprowadzić później wszystkich mieszkańców i wejść do mieszkania Hodysza. Przesadzili, budynek się zawalił i zginęli ludzie. Ale do mieszkania i tak weszli.”

To właśnie ten cytat najmocniej wstrząsnął opinią publiczną. Jeśli bowiem przyjąć taką wersję wydarzeń, katastrofa z Gdańska przestawałaby być jedynie skutkiem szaleństwa jednego człowieka, a stawałaby się makabrycznym efektem nieudanej operacji służb.

„Czyścili archiwa ze wszystkich kompromateriałów”

Prof. Cenckiewicz nie ograniczał się jedynie do przytaczania samych relacji. Nadawał im również polityczny kontekst. Twierdził, że miało to się dziać w czasie, gdy – jak mówił – ludzie z otoczenia Lecha Wałęsy mieli usuwać dokumenty, które mogły go obciążać.

Jak podkreślał:

„Było to w czasach, gdy prezydent Wałęsa i jego ludzie czyścili wówczas archiwa ze wszystkich kompromateriałów.”

W tej narracji tragedia z Gdańska staje się częścią dużo większej układanki – opowieści o archiwach, służbach, tajnych dokumentach i desperackiej walce o ukrycie przeszłości.

Co ważne, sam Adam Hodysz – jak relacjonował historyk – nie chciał szerzej mówić o sprawie.

„Nie chcę mówić o Wałęsie, bo przez niego ledwie życia nie straciłem.”

Dokument z akt sprawy Zbigniewa G.

Cenckiewicz tłumaczył, że wrócił do sprawy po odtajnieniu akt prokuratorskich dotyczących Zbigniewa G., którego określał jako człowieka zaufanego dla środowiska związanego z Wałęsą, a później funkcjonariusza UOP i ABW.

Historyk pisał, że właśnie w tych materiałach natrafił na dokument, który szczególnie go poruszył. Chodziło o wniosek dowodowy z 28 września 2005 roku, w którym – jak twierdził – pojawia się wzmianka o znalezisku w mieszkaniu Hodysza właśnie podczas tragedii gdańskiego bloku.

Jak relacjonował:

„W aktach sprawy Grzegorowskiego znalazłem niesamowity dokument: wniosek dowodowy Grzegorowskiego z 28 września 2005 r., w którym pisze on o znalezisku w mieszkaniu Hodysza właśnie w czasie tragedii bloku przy ulicy Wojska Polskiego. I dodaje, że UOP miał te informacje od swojego agenta!”

To właśnie ten fragment sprawił, że historyk zaczął publicznie zadawać pytanie, czy wieloletnie opowieści jego rozmówców mogły jednak zawierać prawdę.

„Może więc wstrząsające opowieści moich źródeł informacji polegały na prawdzie? Tyle razy mówiłem, że sprawa Wałęsy ma wiele pięter i wymiarów.”

Oficjalna wersja śledczych była od początku zupełnie odmienna od hipotezy Cenckiewicza. Prokuratura badająca sprawę katastrofy uznała, że wybuch został spowodowany przez jednego z mieszkańców budynku, Jerzego Szachowskiego, który miał rozszczelnić instalację gazową. Mężczyzna zginął na miejscu.

Śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci sprawcy. Po latach przedstawiciele prokuratury przypominali również, że ewentualne rozważania dotyczące samego sprawcy i tak zostały objęte przedawnieniem.

To właśnie zderzenie dwóch opowieści – urzędowej i nieoficjalnej – do dziś sprawia, że temat wybuchu w Gdańsku powraca z ogromną siłą.

Adam Hodysz. Człowiek, który wiedział zbyt wiele

Dodatkowego ciężaru tej historii nadaje biografia samego Adama Hodysza. To postać nietuzinkowa, niemal symboliczna dla skomplikowanych losów PRL i pierwszych lat III RP.

Hodysz był funkcjonariuszem SB, ale od końca lat 70. współpracował również z opozycją demokratyczną. Ostrzegał działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i „Solidarności”, przekazując informacje o działaniach aparatu bezpieczeństwa. W 1984 roku sam stał się celem represji, został aresztowany i skazany. Po 1989 roku wrócił do służby w wolnej Polsce, a w latach 1990–1992 pełnił funkcję dyrektora Delegatury UOP w Gdańsku.

To właśnie pod jego kierownictwem delegatura przekazała Antoniemu Macierewiczowi, ministrowi spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego dokumenty dotyczące TW „Bolka”, czyli akt, które od lat stanowiły polityczny dynamit. Po ujawnieniu tzw. listy Macierewicza Hodysz stracił stanowisko.

W tej historii nie jest więc postacią przypadkową. Wręcz przeciwnie – jawi się jako człowiek znajdujący się w samym centrum początków III RP.

Tragedia, która wciąż nie daje spokoju

O samym wybuchu wiadomo jedno na pewno: skala dramatu była potężna. Eksplozja rozerwała najniższe kondygnacje budynku. Wieżowiec nie zawalił się całkowicie od razu, lecz osiadł na gruzowisku. Ponieważ groził runięciem, dzień później podjęto decyzję o jego wysadzeniu. Akcja ratunkowa trwała niemal cztery doby, a pod gruzami ratownicy odnajdywali ciała ofiar.

Przez lata ta katastrofa funkcjonowała w pamięci mieszkańców Gdańska jako jeden z najbardziej wstrząsających dramatów lat 90. Jednak po publikacjach Cenckiewicza tragedia ta zyskała jeszcze jeden wymiar – wymiar politycznej i historycznej zagadki.

Bo jeśli rzeczywiście ktoś próbował wejść do mieszkania Hodysza, by szukać dokumentów, to pytanie brzmi nie tylko kto i dlaczego, ale także jak daleko mogły sięgać działania służb w walce o archiwa i tajemnice przeszłości.

Pytania, które do dziś wiszą nad Gdańskiem

Prof. Cenckiewicz nie twierdził, że posiada ostateczny i niepodważalny dowód rozstrzygający sprawę raz na zawsze. Ale wskazał na dokumenty, relacje i kontekst, które – jego zdaniem – nie pozwalają przejść obok tej historii obojętnie.

Dlatego właśnie temat wybuchu przy al. Wojska Polskiego w Gdańsku wciąż budzi emocje. Z jednej strony mamy zamknięte śledztwo i oficjalne ustalenia. Z drugiej – relacje ludzi ze służb, tajemniczy dokument, milczenie Adama Hodysza i przekonanie historyka, że katastrofa mogła mieć drugie, ukryte dno.

A to oznacza, że po ponad trzech dekadach od tragedii nadal aktualne pozostaje jedno zasadnicze pytanie:

czy w Gdańsku doszło wyłącznie do wybuchu gazu, czy też wydarzyło się coś znacznie mroczniejszego?

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania