Z bolszewickiej niewoli uciekł po marszu przez setki kilometrów, wcześniej bombardował wrogie oddziały nad frontem wojny 1920 roku, a później podbił Hollywood jako twórca „King Konga”. Merian Cooper to jedna z najbardziej sensacyjnych i nieprawdopodobnych postaci XX wieku — amerykański lotnik, polski bohater i człowiek, który już za życia stał się legendą.
Sowieci nienawidzili zarówno Coopera, jak i pamięci o polskim zwycięstwie nad bolszewikami. Po 1945 roku zniszczono niemal wszystkie kopie filmu „Gwiaździsta Eskadra” – przedwojennej superprodukcji inspirowanej losami amerykańskich lotników walczących za Polskę i triumfem nad Armią Czerwoną w wojnie 1920 roku. „Gwiaździsta Eskadra” w pierwszej wersji jako fil niemy w Polsce miał premierę 10 kwietnia 1930, natomiast światową, już w wersji udźwiękowionej w 1933 roku. 92 lata później odbyła się premiera filmu dokumnetalnego
Niewiarygodna historia Meriana Coopera
Niektóre życiorysy wyglądają tak, jakby napisał je szalony scenarzysta, któremu nikt nie odważył się powiedzieć: „to już przesada”.
Bo jak uwierzyć w historię człowieka, który najpierw walczył za Polskę z bolszewikami, potem przeszedł setki kilometrów przez wrogie terytorium po brawurowej ucieczce z niewoli, następnie wrócił do Ameryki, podbił Hollywood i stworzył jeden z najsłynniejszych filmów wszech czasów – „King Konga”?
A jednak to wszystko wydarzyło się naprawdę. Nazywał się Merian Caldwell Cooper. I do końca życia powtarzał jedno zdanie:
„Dobrze było walczyć za Polskę.”
Rodzinna przysięga z pola bitwy
Historia zaczęła się na długo przed jego narodzinami.
W 1779 roku, podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, generał Kazimierz Pułaski śmiertelnie ranny leżał pod Savannah. Obok niego miał stać amerykański oficer – pułkownik John Cooper, pradziad przyszłego reżysera.
Rodzinna legenda głosiła, że wtedy padła przysięga.
Jeśli Polska kiedyś będzie potrzebować pomocy, ród Cooperów spłaci dług wdzięczności wobec człowieka, który oddał życie za Amerykę.
Przez pokolenia opowiadano o tym przy stołach, w domach, przy kominkach. Dla większości byłaby to piękna opowieść.
Dla Meriana stała się rozkazem.
Chłopak, którego nie interesowało spokojne życie
Urodził się 24 października 1893 roku w Jacksonville na Florydzie. Miał wszystko, czego potrzeba do wygodnego życia: dobre nazwisko, możliwości, przyszłość.
Ale spokój go nudził. Chciał latać. Chciał ryzykować. Chciał żyć szybciej niż inni.
Poszedł do Akademii Marynarki Wojennej, lecz porzucił ją bez żalu. Potem został dziennikarzem, ale i to było za mało.
Gdy świat stanął w ogniu I wojny światowej, Cooper wiedział jedno – jego miejsce jest tam, gdzie świszczą kule.
Został pilotem.
Latał nad Europą, bombardował cele, ryzykował życie codziennie. Jesienią 1918 roku jego samolot runął. Został ciężko poparzony i trafił do niemieckiej niewoli.
Większość ludzi po takim doświadczeniu wróciłaby do domu.
On dopiero się rozpędzał.
Polska – kraj, który dopiero się rodził
W 1919 roku Europa przypominała pobojowisko. Imperia się rozsypały. Granice przesuwały się jak linie na piasku.
Na mapę wróciła Polska – biedna, poraniona, otoczona wrogami.
Cooper przyjechał tu z amerykańską misją humanitarną. Oficjalnie miał pomagać głodnym.
Nieoficjalnie szukał miejsca, gdzie znów trzeba walczyć.
We Lwowie zobaczył młodych polskich żołnierzy w okopach. Zobaczył ludzi, którzy bronili dopiero co odzyskanej ojczyzny.
I zrozumiał, że właśnie tu prowadzi go rodzinna przysięga.
„Najemników nie potrzebujemy”
Merian dotarł do Warszawy i przedstawił swoją propozycję. Chciał zorganizować oddział amerykańskich lotników, którzy będą walczyć za Polskę.
Józef Piłsudski miał spojrzeć chłodno.
– Najemników nie potrzebujemy.
To mogło zakończyć sprawę. Ale Cooper nie był najemnikiem.
Napisał list, który przeszedł do historii:
„Gen. Pułaski oddał życie za mój kraj, dlatego moją służbę Polsce, gdy ta walczy o wolność, rodzina moja traktuje jako obowiązek.”
To nie była prośba o kontrakt. To była spłata długu honorowego.
Piłsudski zmienił zdanie.
Eskadra, która stała się legendą
Cooper wrócił do Paryża. Zebrał ochotników – twardych, doświadczonych pilotów, którzy wojny znali aż za dobrze.
Wkrótce przybyli do Polski.
Przydzielono ich do 7. Eskadry Myśliwskiej, która wkrótce otrzymała nową nazwę:
Eskadra Kościuszkowska
Na samolotach pojawiło się niezwykłe godło:
- polska rogatywka,
- skrzyżowane kosy Kościuszki,
- amerykańskie barwy.
Był to znak dwóch narodów połączonych wspólną walką o wolność.
Nikt wtedy nie wiedział, że symbol ten przeżyje pokolenia i trafi później na samoloty Dywizjonu 303.
Wojna z bolszewikami
Wiosną 1920 roku niebo nad Ukrainą i Wołyniem przecięły polskie samoloty.
W kabinie jednego z nich siedział Cooper.
Lotnicy atakowali pociągi pancerne, rozbijali kolumny piechoty, bombardowali kawalerię Budionnego, prowadzili zwiad. Lecieli nisko, bardzo nisko – tak nisko, że widzieli twarze żołnierzy na ziemi.
Polski oficer meldował:
„Amerykańscy lotnicy walczą jak opętani.”
Budionny pisał do Moskwy ze złością, że jego oddziały są dziesiątkowane z powietrza. Na froncie zaczęto szeptać jedno nazwisko:
Cooper.
Dzień, w którym spadł z nieba
13 lipca 1920 roku szczęście się skończyło. Samolot Coopera został trafiony. Maszyna spadała za linią wroga.
Przymusowe lądowanie. Krzyk żołnierzy. Lufy skierowane w twarz. Niewola.
Wiedział, że jako amerykański oficer walczący po polskiej stronie może zostać natychmiast rozstrzelany. Zaryzykował więc blef.
Przedstawił się jako robotnik nazwiskiem Frank Mosher, rzekomo siłą wcielony do polskiego lotnictwa.
Uwierzyli.
To ocaliło mu życie.
700 kilometrów wolności
Wysłano go do pracy przy torach kolejowych pod Moskwą. Tam czekał. Obserwował. Planował.
W końcu uciekł wraz z dwoma polskimi oficerami.
Przed nimi była tylko noc, lasy, głód, mróz, pościg i setki kilometrów obcej ziemi. Szli dniami i nocami. Padali z wyczerpania. Wstawali.
Łącznie pokonali około 700 kilometrów.
Kiedy wreszcie dotarł do Polski, wyglądał jak cień człowieka. Ale wrócił wolny.
Piłsudski wręcza Virtuti Militari
Warszawa przyjęła go jak bohatera.
10 maja 1921 roku Józef Piłsudski osobiście udekorował pilotów Eskadry Kościuszkowskiej.
Na piersi Coopera zawisł Virtuti Militari – najwyższe polskie odznaczenie bojowe.
Dla Amerykanina był to jeden z najważniejszych dni życia.
Hollywood
Po wojnie wrócił do Stanów Zjednoczonych. Mógł osiąść, odpocząć, wspominać.
Zamiast tego ruszył na kolejny podbój. Tym razem nie nieba, lecz kina.
Kręcił filmy dokumentalne w Azji, Afryce, miejscach, gdzie inni bali się jechać. Potem trafił do Hollywood.
I tam wymyślił potwora, który miał podbić świat.
King Kong
Gigantyczny goryl wspinający się na Empire State Building stał się ikoną XX wieku.
Film odniósł gigantyczny sukces.
Mało kto wiedział, że człowiek, który go stworzył, wcześniej bombardował bolszewików.
Jeszcze jedna wojna
Kiedy wybuchła II wojna światowa, Cooper znów wrócił do munduru.
Służył w Azji i na Pacyfiku. Współpracował z generałami MacArthurem i Chennaultem. Dosłużył się stopnia generała brygady.
Niektórzy całe życie uciekają przed wojną. On – walczył o wolność.
Nigdy nie zapomniał o Polsce
W 1939 roku organizował pomoc dla Polski.
W Wielkiej Brytanii odwiedzał pilotów Dywizjonu 303 – spadkobierców Eskadry Kościuszkowskiej.
Po wojnie spotykał się z polskimi lotnikami na emigracji. W sercu wciąż nosił biało-czerwone skrzydła.
Pod koniec życia napisał:
„Kiedy wspominam dni, gdy lataliśmy pod sztandarem Orła Białego, mówię tak samo jak moi koledzy: dobrze było walczyć za Polskę.”
Ostatni lot
Zmarł 21 kwietnia 1973 roku w San Diego.
Pozostawił po sobie legendę większą niż niejeden film.
Bo kim był naprawdę?
- Amerykańskim lotnikiem?
- Polskim bohaterem wojny 1920 roku?
- Uciekinierem z sowieckiej niewoli?
- Twórcą „King Konga”?
- Generałem?
Prawdopodobnie wszystkim naraz.
I może dlatego jego historia wciąż brzmi niewiarygodnie.
Bo czasem życie pisze scenariusze, których kino nie potrafi przebić.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
