Rafał Gan-Ganowicz: Wojna z komunizmem

Był jednym z najbardziej niezwykłych Polaków XX wieku. Żył tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim. Nie znosił kompromisów, gardził tchórzostwem i wierzył, że ze złem nie prowadzi się rozmów – ze złem się walczy. 23 kwietnia 1932 roku urodził się Rafał Gan-Ganowicz.

Korespondent Radia Wolna Europa, wróg Związku Sowieckiego i bohater dla wielu środowisk niepodległościowych. Gdy inni uciekali przed wojną, on szedł tam, gdzie można było walczyć z komunizmem z bronią w ręku. Kongo. Jemen. Afryka. Bliski Wschód. Wszędzie tam szukał jednego przeciwnika – czerwonego imperium.

To historia człowieka, który twierdził, że antykomunizmu nauczyli go sami komuniści.

Antykomunista

Rafał Gan-Ganowicz to jedna z najbardziej fascynujących postaci polskiej emigracji XX wieku. Był nazywany polskim kondotierem, psem wojny, a także jednym z najsłynniejszych polskich najemników obok Jan Zumbach.

Nie walczył jednak dla pieniędzy. Sam podkreślał, że liczyło się dla niego przede wszystkim z kim walczy i przeciw komu. Jeśli przeciwnikiem byli komuniści wspierani przez Moskwę – był gotów ruszać natychmiast.

Los od początku nie oszczędzał Rafała Gana-Ganowicza.

We wrześniu 1939 roku niemiecka kula zabiła jego matkę. Kilka lat później, podczas Powstania Warszawskiego, zginął ojciec. Młody Rafał ukrywał się wtedy w piwnicy z kobietami i dziećmi. O śmierci ojca dowiedział się od polskiego żołnierza, który tylko rzucił krótkie zdanie: „Ojciec zginął.”

Po wojnie został sam. Bez rodziców. Bez normalnego dzieciństwa. Bez złudzeń.

Armia Czerwona

Po wejściu Sowietów do Polski Gan-Ganowicz zobaczył rabunki, zniszczenia i brutalność Armii Czerwonej. Wspominał później, że właśnie wtedy zrodziła się w nim nienawiść do komunizmu.

Jak mówił:

„Antykomunizmu nie wyniosłem z domu. Nauczyli mnie go komuniści.”

Już jako nastolatek zaangażował się w działalność konspiracyjną przeciw nowej władzy. Rozrzucał ulotki, malował hasła, zbierał broń. Gdy bezpieka wpadła na trop organizacji, musiał uciekać.

Pod pociągiem do Berlina

W 1950 roku podjął decyzję, która odmieniła jego życie. W czerwcu 1950 roku komunistyczna Służba Bezpieczeństwa rozpracowała organizację, w której działał Gan-Ganowicz. Wiedział, że nie ma czasu do stracenia – jedyną szansą była ucieczka z Warszawy. Najpierw przedostał się do Wrocławia, skąd niemal przypadkiem ruszył dalej – do Berlina Zachodniego.

Drogę do wolnego świata odbył w niezwykły sposób – ukryty pod pociągiem. Po latach wspominał: „Między metalowymi poprzeczkami podwozia a podłogą wagonu była szczelina, w którą ktoś tak szczupły jak ja mógł się wcisnąć. Decyzję podjąłem natychmiast”.

Tak rozpoczęła się jego emigracyjna droga.

Służba na Zachodzie i szkolenie wojskowe NATO

Na Zachodzie Gan-Ganowicz wstąpił do Polskich Kompanii Wartowniczych, tworzonych przy armii amerykańskiej. Wielu Polaków wierzyło wtedy, że Zachód przygotowuje siły do przyszłej wojny z ZSRR.

Później trafił do Francji. Ukończył szkołę średnią, zdał maturę, a następnie przeszedł szkolenie oficerskie prowadzone pod auspicjami NATO.

To był dopiero początek.

Kongo. Narodziny legendy

Afryka lat 60. była polem bitwy zimnej wojny. W Kongu ścierały się interesy wielkich mocarstw, biznesu i lokalnych frakcji.

Tam pojawił się Rafał Gan-Ganowicz.

Nie przyjechał po przygodę. Przyjechał walczyć z wpływami komunistycznymi. Dowodził oddziałami, uczestniczył w ciężkich starciach, zyskał reputację człowieka skutecznego, twardego i nieustępliwego.

Gan-Ganowicz walczył po stronie sił sprzeciwiających się wpływom wspieranym przez Związek Sowiecki. Dowodził oddziałami, brał udział w ciężkich walkach i szybko zdobył opinię skutecznego żołnierza.

To właśnie wtedy narodziła się jego legenda polskiego najemnika walczącego z komunizmem.

Nie walczył za pieniądze

Gan-Ganowicz odrzucał prosty obraz najemnika jako człowieka sprzedającego karabin za stawkę dnia.

Dla niego znaczenie miało coś innego:

  • kto płaci,
  • z kim walczy,
  • przeciw komu walczy.

Jeśli po drugiej stronie stali ludzie Moskwy – decyzję podejmował szybko.

Jemen. Z Sowietami twarzą w twarz

Jeszcze większą sławę przyniósł mu wyjazd do Jemenu w 1967 roku.

Tam, podczas wojny domowej, po jednej stronie stali rojaliści wspierani przez Arabię Saudyjską, po drugiej – siły wspierane przez Egipt i Związek Sowiecki.

Gan-Ganowicz szkolił lokalne oddziały, planował działania bojowe i brał udział w operacjach przeciw siłom proradzieckim. Według relacji uczestniczył także w akcjach, które miały ujawnić bezpośrednie zaangażowanie ZSRR w konflikt. Z jego udziałem Jemeńczycy zestrzelili sowiecki myśliwiec MiG-21. Dokumenty odnalezione we wraku samolotu stały się ważnym dowodem, dzięki któremu Jemen mógł wykazać na forum ONZ, że w konflikt bezpośrednio zaangażowany był Związek Sowiecki.

Dla niego była to osobista wojna z komunizmem. Konflikt lokalny szybko stał się kolejnym starciem globalnych sił.

To nie była już walka z ideologią.

To była walka z imperium.

Czerwona zaraza zabija. Zabija ciało, gdy nie może zabić ducha. Szliśmy przez spalone wioski. Sowieci już wtedy stosowali tu ludobójcze metody, które po latach obrócili przeciw Afganom i Czeczenom. Ich lotnictwo atakowało bezlitośnie każde skupisko ludzkie. Niszczonymi rakietami i bombami wioskach ginęły kobiety i dzieci. Płonęły skromne zbiory podpalane napalmem. Ginęły stada bydła, barany masakrowane z rozmysłem przez sowieckich pilotów. Ta wojna przeciw bezbronnym nie była objawem szczególnego sadyzmu czy zezwierzęcenia doradców. Były to zimne, planowane w Moskwie zasady prowadzenia wojny”. – wspominał Gan-Ganowicz.

Radio Wolna Europa i Solidarność Walcząca

Po powrocie do Francji nie złożył broni ideologicznie. Pracował jako:

  • tłumacz
  • elektryk
  • kierowca
  • dziennikarz
  • współpracownik Radio Wolna Europa

W latach 80. został przedstawicielem Solidarność Walcząca we Francji. Otwarcie krytykował ugodę z komunistami i porozumienia Okrągłego Stołu. Działał politycznie, wspierał emigrację niepodległościową. Nie pogodził się z komunizmem ani na chwilę.

Kiedy w Polsce rozpoczęto rozmowy z władzami PRL, patrzył na nie z gniewem. Uważał, że z systemem odpowiedzialnym za zbrodnie nie wolno zawierać układów.

Powrót do Polski

Na stałe wrócił do ojczyzny dopiero w 1997 roku. Był już legendą – znaną środowiskom patriotycznym, emigracyjnym i antykomunistycznym. Spotykał się z młodzieżą, opowiadał o historii, przestrzegał przed komunizmem i słabością państwa.

Nie szukał wygody. Nie zabiegał o salony.

Mówił to, co myślał.

Został bohaterem filmu „Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza” w reżyserii Piotra Zarębskiego.

Choć produkcja uzyskała wcześniejszą akceptację TVP, podczas kolaudacji w 1997 roku została wstrzymana. Oficjalnie mówiono o rzekomej „pochwale przemocy”, jednak wielu komentatorów wskazywało, że rzeczywiste powody były polityczne. Film pokazywał bowiem bezkompromisowego antykomunistę, ostro krytykującego zarówno system PRL, jak i porozumienia zawierane po 1989 roku.

Sprawę nagłośnił dziennik „Życie”, publikując głośne materiały – w tym tekst Andrzeja Rafała Potockiego zatytułowany „Kto się boi Rafała Gan-Ganowicza?”. Presję zwiększyły również działania polityczne. Aż 62 posłów złożyło interpelacje domagające się wyjaśnień i emisji filmu. Ostatecznie dokument trafił na antenę TVP w atrakcyjnym paśmie oglądalności i stał się szeroko komentowanym wydarzeniem medialnym. Dzięki tej kampanii Rafał Gan-Ganowicz został przypomniany tysiącom Polaków, a jego niezwykła biografia wróciła do debaty publicznej.

Pamięć

Rafał Gan-Ganowicz zmarł 22 listopada 2002 roku w Lublinie. Odszedł człowiek, którego życiorys wydaje się nieprawdopodobny nawet jak na burzliwy XX wiek.

Pośmiertnie został odznaczony przez prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Rafał Gan-Ganowicz należał do ludzi, których historia nie oszczędzała, ale których nie potrafiła złamać.

Stracił rodzinę. Stracił ojczyznę. Stracił spokojne życie.

Ale zachował coś ważniejszego: wolę walki.

Nie dowodził armią. Nie miał państwa za plecami. Nie dysponował wielkimi pieniędzmi.

A mimo to przez całe życie był groźny dla systemu.

Bo istnienie takich ludzi przypominało światu, że nawet najpotężniejsze imperium może mieć jednego nieprzejednanego wroga.

Przy pisaniu tekstu korzystałam między innymi z  książki Rafała Gan-Ganowicza pt. „Kondotierzy”.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania