Warszawa, maj 1999 roku.
Było już po północy, gdy funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa ruszyli do akcji. Samochody bez oznaczeń zatrzymywały się pod kolejnymi adresami. Drzwi otwierali zaspani emerytowani wojskowi. Jeszcze kilka lat wcześniej należeli do elity Wojskowych służb Informacyjnych. Dziś usłyszeli zarzut, który brzmiał jak echo najciemniejszych czasów zimnej wojny:
Szpiegostwo.
W ręce śledczych wpadli byli oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych a wcześniej Wojskowej Służby Wewnętrznej. Ludzie, którzy mieli chronić polską armię przed obcymi służbami, sami znaleźli się pod lupą kontrwywiadu.
Najważniejszy z nich — Czesław W. — był absolwentem kursu w Moskwie. Według śledczych miał przekazywać Rosjanom tajne dokumenty. Sąd skazał go na cztery lata więzienia i degradację wojskową. Dwaj inni oficerowie — Zbigniew P. i Zbigniew H. — również trafili za kratki.
Ale prawdziwy szok dopiero nadchodził.
Bo śledczy zaczęli odkrywać coś znacznie groźniejszego niż działalność pojedynczych agentów.
Służby stworzone przez Sowietów
Po 1989 roku Polacy uwierzyli, że kończy się epoka komunizmu. Zmieniono flagi, nazwy instytucji i polityczne dekoracje. Jednak w wojskowych służbach specjalnych stare układy przetrwały niemal nietknięte.
WSI, czyli Wojskowe Służby Informacyjne, oficjalnie były nową formacją wolnej Polski. W praktyce budowano je na fundamentach komunistycznej wojskowej bezpieki.
Do nowych struktur bez przeszkód przeszli ludzie, którzy wcześniej:
- kończyli kursy KGB i GRU,
- współpracowali z Sowietami,
- rozpracowywali opozycję,
- ścigali działaczy „Solidarności”,
- kontrolowali Kościół w armii.
W czasach PRL takie kontakty nie były powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie. Oficer, który miał dobre relacje z Moskwą, mógł liczyć na szybki awans.
W Wojskowej Służbie Wewnętrznej oficjalnie działali rezydenci KGB. Sowieccy oficerowie swobodnie poruszali się po polskich strukturach wojskowych. Ostatni z nich opuścił Polskę dopiero w 1990 roku.
I właśnie z tego środowiska rekrutowali się ludzie WSI.
Człowiek, który znał wszystkie tajemnice
Jednym z najpotężniejszych ludzi tamtego systemu był generał Edmund Buła.
Jego kariera wyglądała jak gotowy scenariusz szpiegowskiego serialu.
Do wojskowego kontrwywiadu wstąpił już w 1945 roku. Polska była wtedy krajem podporządkowanym Stalinowi, a służby specjalne budowano według sowieckiego wzorca. Trafił do Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego odpowiedzialnego za masowe represje, inwigilację i terror wobec żołnierzy oraz oficerów Wojska Polskiego.
Buła szybko piął się po szczeblach kariery. Trafiał do najbardziej elitarnych struktur wojskowej bezpieki. W latach 50. został wysłany na specjalistyczne szkolenie do Wyższej Szkoły KGB w Moskwie.
To nie było zwykłe seminarium.
Do Moskwy wysyłano wyłącznie najbardziej zaufanych funkcjonariuszy. Uczono ich metod kontrwywiadu, pracy operacyjnej, werbunku i prowadzenia tajnych operacji. I wiernego oddania Sowietom.
Po powrocie Buła robił błyskawiczną karierę. W końcu został szefem Wojskowej Służby Wewnętrznej — jednej z najbardziej wpływowych struktur wojskowych PRL.
W czasie stanu wojennego należał do ludzi generała Wojciech Jaruzelski. Komunistyczne władze nagradzały go za „szczególne zasługi dla socjalistycznej Ojczyzny”.
Gen Buła skupił w swoich rękach wszelkie decyzje personalne, co zaowocowało dobieraniem ludzi na stanowiska według kryterium posłuszeństwa, nie zaś według kryteriów merytorycznych. Co więcej, ludzie uzależniani byli przez niego materialnie, gdyż decydował on o nagrodach pieniężnych, asygnatach na samochody czy też przydziałach na mieszkania. Ważnym mechanizmem uzależniania były decyzje o wyjazdach zagranicznych, zarówno krótkoterminowych, służbowych, bądź wypoczynkowych, jak i długoterminowych na placówki dyplomatyczne bądź na misje wojskowe.
Ale prawdziwa bomba wybuchła dopiero pod koniec PRL.
Akta dla Moskwy
Lata 1988–1989. Komunistyczny system zaczyna się chwiać. W Polsce trwa polityczna gorączka. Opozycja rośnie w siłę. W Moskwie imperium zaczyna pękać.
I właśnie wtedy — według ustaleń śledczych — w wojskowych służbach rusza tajna operacja.
Na rozkaz generała Buły zaczęto niszczyć ogromną część archiwów Wojskowej Służby Wewnętrznej oraz Głównego Zarządu Informacji MON.
Chodziło o dokumenty dotyczące:
- agentury,
- operacji kontrwywiadowczych,
- tajnych współpracowników,
- wojskowych operacji specjalnych.
Ale najważniejsze było coś jeszcze.
Zanim akta trafiły do niszczarek, wcześniej je fotografowano. Tworzono mikrofilmy. Według ustaleń śledczych kopie zostały przekazane Sowietom.
Moskwa otrzymała gigantyczną bazę wiedzy o polskich służbach, armii i agenturze.
To był jeden z największych skandali transformacji ustrojowej.
A jednak po latach generał Buła usłyszał zaskakująco łagodny wyrok — dwa lata więzienia w zawieszeniu.
Alkohol, prostytutki i ludzie STASI
Prawdziwy koszmar zaczął wychodzić na jaw dopiero wiele lat później, po publikacji słynnego „Raportu z weryfikacji WSI” przygotowanego pod nadzorem wiceministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza, który doprowadził do rozwiązania i zlikwidowania WSI.
Raport opisywał środowisko wojskowych służb jako podatne na wpływy obcych wywiadów, biznesowych układów i dawnych agenturalnych relacji.
Tutaj pisałam o „Raporcie z weryfikacji WSI”: https://dorotakania.pl/2026/02/16/raport-wsi-dokument-ktory-wstrzasnal-iii-rp/
Jedna ze spraw wyglądała jak scenariusz filmu szpiegowskiego.
W centrum wydarzeń znalazł się tajemniczy biznesmen oznaczony inicjałami A.B. — obywatel RFN urodzony w Polsce, mający kontakty z ludźmi dawnej STASI i środowiskami powiązanymi z postsowieckim Wschodem.
Oficjalnie prowadził interesy transportowe. Nieoficjalnie – organizował coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
A.B. zaczął obracać się w środowisku polskich oficerów. Zapraszał ich:
- na alkoholowe libacje,
- do luksusowych willi,
- na zagraniczne wyjazdy,
- do agencji towarzyskich.
Według raportu spotkania były fotografowane i nagrywane kamerami wideo. Materiały kompromitujące miały później trafiać za granicę.
Mechanizm wyglądał jak klasyczna operacja werbunkowa:
- budowanie relacji,
- uzależnianie finansowe,
- kompromitacja obyczajowa,
- potencjalny szantaż.
Polscy oficerowie i mundury Bundeswehry
Jedna ze scen opisana w dokumentach wyglądała wręcz surrealistycznie.
Podczas imprezy organizowanej w „willach generalskich” A.B. i jego żona mieli chodzić w mundurach Bundeswehry w obecności kompletnie pijanych polskich oficerów.
Na innych spotkaniach pojawiali się ludzie związani z dawną STASI oraz absolwenci sowieckich akademii wojskowych.
Organizowano nawet wyjazdy na zawody strzeleckie w Niemczech. Według raportu część polskich oficerów przyjeżdżała tam w mundurach Wojska Polskiego — bez zgody przełożonych.
Najbardziej niepokojące było jednak to, że A.B. interesował się przede wszystkim ludźmi:
- mającymi perspektywy awansu,
- zajmującymi ważne stanowiska,
- szkolonymi wcześniej w ZSRR.
W dokumentach nazwano ich wręcz „naturalną bazą werbunkową”.
Państwo, które bało się ruszyć własne służby
Najbardziej niewiarygodne jest jednak coś innego.
O tych powiązaniach mówiono od początku lat 90. Ostrzegały komisje sejmowe, dziennikarze i część polityków.
Mimo to przez wiele lat:
- nie przeprowadzono pełnej weryfikacji,
- nie odsunięto ludzi szkolonych przez Sowietów,
- nie przecięto dawnych układów.
Jeszcze w 2006 roku w WSI służyli oficerowie po kursach KGB i GRU.
Tutaj pisałam o Marku Dukaczewskim, człowieku po kursie w Moskwie: https://dorotakania.pl/2026/04/28/dukaczewscy-od-ub-i-wsi-po-wladze-wplywy-i-tajemnice-iii-rp/
Dla wielu ludzi był to dowód, że po 1989 roku Polska zmieniła ustrój, ale część mechanizmów dawnego państwa przetrwała w ukryciu.
A pytanie, ile wpływów Moskwa zachowała w polskich służbach po upadku komunizmu, do dziś pozostaje jednym z najbardziej niewygodnych tematów III RP.
Przy pisaniu tekstu korzystałam między innymi z „Raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych”
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
