21 maja 1949 roku w niewielkiej miejscowości Dąbrówka koło Łęcznej rozegrał się jeden z najbardziej dramatycznych epizodów powojennego podziemia niepodległościowego. Otoczony przez ponad 150 funkcjonariuszy UB, MO i KBW, legendarny dowódca partyzancki kpt. Zdzisław Broński „Uskok” stanął przed wyborem: poddać się komunistycznym oprawcom albo umrzeć na własnych warunkach.
Wybrał śmierć.
W chwili, gdy ubecy byli już o krok od sforsowania bunkra ukrytego pod stodołą gospodarstwa Lisowskich, potężna eksplozja wstrząsnęła ziemią. „Uskok” wysadził się granatem. Nie chciał dostać się żywy w ręce bezpieki.
Tak narodziła się legenda jednego z najgroźniejszych przeciwników komunistycznej władzy na Lubelszczyźnie.
Tutaj pisałam o ostatnim partyzancie: https://dorotakania.pl/2025/10/21/antykomunista-jozef-franczak-ps-lalus-ostatni-partyzant/
Polski oficer, którego bali się komuniści
Kapitan Zdzisław Broński „Uskok” należał do najbardziej bezkompromisowych dowódców antykomunistycznego podziemia po 1944 roku. Jego oddziały przez lata skutecznie paraliżowały działania aparatu terroru na Lubelszczyźnie.
Skala zagrożenia, jakie stanowił dla komunistów, była tak duża, że w operacji jego likwidacji uczestniczył osobiście dyrektor Departamentu III MBP płk Jan Tataj. To właśnie on prowadził wielogodzinne negocjacje z „Uskokiem” przez właz bunkra.
W pewnym momencie usłyszał od osaczonego oficera słowa, które przeszły do historii:
— „Niech mi pan już nie przeszkadza, bo piszę listy…”
Kilka chwil później bunkier eksplodował.
Od kampanii wrześniowej do partyzantki AK
Wojna dla Zdzisława Brońskiego rozpoczęła się we wrześniu 1939 roku. Zmobilizowany jako dowódca plutonu ciężkich karabinów maszynowych walczył w szeregach Wojska Polskiego od Borów Tucholskich aż po okolice Grudziądza.
Po dostaniu się do niemieckiej niewoli trafił do stalagu II B w Hammerstein. Uciekł z obozu już w 1940 roku i wrócił na Lubelszczyznę, gdzie niemal natychmiast zaangażował się w konspirację.
Najpierw działał w Polskiej Organizacji Zbrojnej, później w Armii Krajowej. Szybko objął dowództwo placówki AK w Radzicu Starym, a pod koniec 1943 roku stworzył własny oddział partyzancki.
To właśnie wtedy narodził się legendarny pseudonim — „Uskok”.
Akcja „Burza” i walka z Niemcami
Latem 1944 roku oddział „Uskoka” został podporządkowany 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Partyzanci staczali walki zarówno z Niemcami, jak i później z Sowietami.
W rejonie Ludwina oddział „Uskoka” starł się z pododdziałem Wehrmachtu. Partyzanci zabili kilku Niemców, siedmiu wzięli do niewoli.
Dla Brońskiego wojna jednak nie skończyła się wraz z wejściem Armii Czerwonej.
Po „wyzwoleniu” rozpoczęło się nowe piekło
Gdy wielu żołnierzy AK składało broń, „Uskok” postanowił walczyć dalej. Doskonale rozumiał, czym naprawdę jest nowa komunistyczna władza narzucona Polsce przez Moskwę.
Od 1945 roku jego oddziały prowadziły regularną walkę przeciwko:
- UB
- MO
- działaczom PPR
- agenturze komunistycznej
- konfidentom
Broński został komendantem struktur WiN na Lubelszczyźnie i podlegał bezpośrednio legendarnemu mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”.
Komuniści polowali na „Uskoka” jak na zwierzę
Przez lata bezpieka nie mogła go schwytać. „Uskok” stosował doskonałą taktykę konspiracyjną — działał małymi patrolami, zmieniał kryjówki, unikał otwartych bitew.
Jedną z najważniejszych kryjówek był bunkier pod stodołą gospodarstwa Lisowskich w Dąbrówce.
Ukryte pod ziemią pomieszczenie wyposażone było w:
- broń,
- radioaparaty,
- dokumenty,
- zapasy żywności.
To tam „Uskok” pisał pamiętniki, które po latach odnaleziono w archiwach UB. Dziś stanowią one jedno z najważniejszych świadectw życia Żołnierzy Wyklętych.
Zdrada, tortury i agent UB
Komunistom udało się dopaść Brońskiego dopiero dzięki zdradzie.
Kluczową rolę odegrał były żołnierz podziemia Franciszek Kasperek „Hardy”, który po brutalnych przesłuchaniach został agentem UB o pseudonimie „Janek”.
To on doprowadził bezpiekę do zastępcy „Uskoka” — Zygmunta Libery „Babinicza”.
„Babinicz” został bestialsko torturowany. Świadkowie wspominali jego opuchnięte, zmasakrowane stopy i twarz zniszczoną biciem.
W końcu zdradził miejsce ukrywania się dowódcy.
Ostatnia noc „Uskoka”
Rankiem 21 maja 1949 roku gospodarstwo Lisowskich zostało otoczone przez ogromną grupę operacyjną UB, KBW i MO.
Komuniści próbowali wszystkiego:
- podania środka nasennego,
- zalania bunkra,
- negocjacji,
- obietnic darowania życia.
Do akcji zmuszono nawet młodą łączniczkę, która miała podać „Uskokowi” zatrutą kawę.
Broński natychmiast wyczuł podstęp.
Przez wiele godzin prowadził rozmowy z ubekami. W pewnym momencie przemawiał nawet do żołnierzy otaczających gospodarstwo, odwołując się do ich patriotyzmu i honoru.
Gdy negocjacje zawiodły, funkcjonariusze zaczęli rozbijać sklepienie bunkra kilofami i łopatami.
Wtedy zapadła decyzja.
Eksplozja, która przeszła do historii
Około godziny 9 rano ziemia eksplodowała.
Kiedy funkcjonariusze zeszli do wnętrza bunkra, zobaczyli makabryczny widok. Ciało „Uskoka” było rozerwane wybuchem granatu.
Nie został schwytany.
Nie uklęknął.
Nie podpisał współpracy.
Do końca pozostał oficerem Wojska Polskiego.
Tutaj pisałam o likwidatorach antykomunistycznego podziemia: https://dorotakania.pl/2026/03/27/polskie-nkwd-korpus-bezpieczenstwa-wewnetrznego/
Miejsce pochówku do dziś pozostaje tajemnicą
Ciało kapitana Brońskiego zabrali funkcjonariusze UB. Do dziś nie wiadomo, gdzie został pochowany.
Komuniści chcieli wymazać go z historii.
Nie udało się.
Dziś kpt. Zdzisław Broński „Uskok” jest jednym z symboli walki o niepodległość po 1945 roku i jednym z najbardziej znanych Żołnierzy Wyklętych.
Został odznaczony:
- Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari
- Krzyżem Walecznych
W Kijanach stoi dziś jego pomnik — świadectwo pamięci o człowieku, który wybrał śmierć zamiast komunistycznej niewoli.
Koniec powstania antykomunistycznego na Lubelszczyźnie
Śmierć „Uskoka” oznaczała początek końca zorganizowanego oporu na Lubelszczyźnie.
Jeszcze przez kilka lat walczyli jego podkomendni:
- Edward Taraszkiewicz „Żelazny”
- Stanisław Kuchcewicz „Wiktor”
- oraz inni żołnierze podziemia.
Ale aparat terroru był coraz brutalniejszy.
Jedni ginęli w walce. Innych mordowano po sfingowanych procesach. Wielu do końca życia nie doczekało rehabilitacji.
Legenda „Uskoka” przetrwała jednak PRL.
I przetrwała do dziś.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
