Wołyń. Relacja świadka – żołnierza AK

Feliks Kostecki, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Akcji „Burza”, świadek wydarzeń na Wołyniu i późniejszy oficer pożarnictwa, przez całe życie nosił w pamięci obrazy, których nie da się wymazać. Jego wspomnienia są jednym z najbardziej przejmujących świadectw dotyczących Rzezi Wołyńskiej, jednej z największych tragedii w historii Kresów Wschodnich.

Urodzony 1 stycznia 1925 roku w Zabłociu na pograniczu Polesia i Wołynia, już jako dziecko doświadczył dramatu utraty ojca, który zaginął bez śladu tuż przed jego narodzinami. Później przyszły sowieckie represje, konspiracja, wojna, a wreszcie wydarzenia, które na zawsze odmieniły życie tysięcy polskich rodzin.

Tutaj pisałam o rzezi Polaków na Kresach: https://dorotakania.pl/2026/03/12/rzez-polakow-dokonana-przez-ss-galizien-upa-i-bojowki-oun/

Wołyń 1943. „To były najgroźniejsze miesiące”

Według Feliksa Kosteckiego kulminacja tragedii nastąpiła latem 1943 roku.

– Największe i najgroźniejsze momenty były w lipcu 1943 roku – wspominał po latach.

Polskie wsie były atakowane, a mieszkańcy żyli w ciągłym strachu. Ci, którym udało się przeżyć pierwszą falę napadów, zaczęli organizować samoobronę, tworzyć straże nocne oraz oddziały partyzanckie Armii Krajowej.

Kostecki należał później do formującej się 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, największej jednostki partyzanckiej Polskiego Państwa Podziemnego, powołanej m.in. do ochrony ludności cywilnej przed kolejnymi atakami.

„Miał zabić własnego brata”

Wśród wielu tragicznych wydarzeń jedno szczególnie zapadło Feliksowi Kosteckiemu w pamięć.

W jednej z kolonii mieszkał Ukrainiec Iwan, który poślubił Polkę – Jankę Kiedybównę. Młode małżeństwo doczekało się córki. Wydawało się, że rodzinne więzi są silniejsze od narodowych podziałów.

Stało się inaczej.

Jak relacjonował Kostecki, młodszy brat Iwana miał należeć do oddziałów UPA. Gdy doszło do napadu na wieś, otrzymał rozkaz likwidacji własnego brata i jego rodziny.

Napastnik miał odnaleźć żonę Iwana wraz z dzieckiem w domu matki. Według relacji świadka kobieta i roczna córka zostały zabite. Chwilę później zginął także sam Iwan.

To jedna z najbardziej dramatycznych historii pokazujących, jak wojna i skrajny nacjonalizm niszczyły nie tylko sąsiedzkie relacje, ale również rodziny.

„Ocalało tylko dwóch ludzi”

Kostecki wspomina również zagładę jednej z polskich kolonii.

Mieszkańcy zaczęli organizować nocne warty. Wiedzieli, że zagrożenie jest realne. Jednak pewnej jesiennej nocy gęsta mgła spowiła okolicę.

Dwaj wartownicy schronili się w stodole.

Gdy usłyszeli pierwsze strzały, było już za późno.

Napastnicy znajdowali się na terenie osady.

Według relacji świadka przy życiu miało pozostać jedynie dwóch mieszkańców – ojciec i syn. Przez dwa dni ukrywali się w lasach i na bagnach, zanim dotarli do Kowla.

Za nimi została wymordowana wieś.

Po wojnie odbudowywał Polskę

Po rozbrojeniu 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK w lipcu 1944 roku Kostecki trafił na Dolny Śląsk. Tam rozpoczął nowe życie. Organizował ochronę przeciwpożarową na Ziemiach Odzyskanych, ukończył Oficerską Szkołę Pożarniczą i przez dziesięciolecia służył w straży pożarnej. Stał się jednym z pionierów dolnośląskiego pożarnictwa.

Mimo zawodowych sukcesów nigdy nie zapomniał o Wołyniu.

„Moim obowiązkiem jest opisać to, co przeżyłem”

W jednej ze swoich książek Feliks Kostecki napisał, że czuje obowiązek przekazania świadectwa kolejnym pokoleniom.

To właśnie dlatego jego wspomnienia mają dziś tak ogromną wartość.

Nie są analizą historyka ani politycznym komentarzem.

Są głosem człowieka, który widział wydarzenia na własne oczy.

I który do końca życia nosił w pamięci obrazy wojny, utraty bliskich oraz tragedii polskich rodzin na Wołyniu.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania