Był jednym z największych sportowców II Rzeczypospolitej. Trzykrotny olimpijczyk, mistrz Polski, taternik, ratownik górski, pilot szybowcowy i instruktor narciarski. Kiedy wybuchła wojna, nie uciekł za granicę i nie szukał bezpiecznego schronienia. Został kurierem polskiego podziemia. Gdy Niemcy zaproponowali mu współpracę, odmówił. Za tę decyzję zapłacił życiem. 5 czerwca 1944 roku Bronisław Czech zmarł w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz.
W słoneczne czerwcowe południe 1944 roku na terenie Auschwitz wydarzyła się scena, którą po latach wspominał wybitny rzeźbiarz Xawery Dunikowski, również więzień obozu.
Przed jednym z baraków grupa romskich więźniów grała wesołe melodie. Nagle rozeszła się wiadomość, że zmarł Bronisław Czech. Muzyka ucichła. Po chwili zabrzmiał Marsz żałobny Fryderyka Chopina.
Tak odchodził człowiek, którego przed wojną znała niemal cała Polska.
Chłopak z Zakopanego
Bronisław Czech przyszedł na świat 25 lipca 1908 roku w Zakopanem. Dorastał w rodzinie ludzi niezwykle utalentowanych. Ojciec był mechanikiem, muzykiem i znanym cyklistą, matka zajmowała się haftem i sztuką ludową. Także rodzeństwo wyróżniało się artystycznymi i sportowymi talentami.
Od najmłodszych lat góry były jego żywiołem.
Kiedy rówieśnicy bawili się na podwórkach, on godzinami przemierzał tatrzańskie szlaki. Bardzo szybko okazało się, że posiada niezwykły talent sportowy. Jeszcze jako nastolatek zaczął odnosić pierwsze sukcesy narciarskie.
Nikt nie przypuszczał wtedy, że chłopak z Zakopanego stanie się jednym z symboli polskiego sportu.
Człowiek, który potrafił niemal wszystko
Dzisiaj trudno znaleźć sportowca o podobnej wszechstronności.
Bronisław Czech był narciarzem klasy światowej, taternikiem, ratownikiem TOPR, szybownikiem, instruktorem sportowym, malarzem, rzeźbiarzem i poetą.
Uprawiał lekkoatletykę, pływał kajakiem, jeździł motocyklem, grał na skrzypcach i akordeonie. Malował obrazy na szkle i rzeźbił w drewnie. Współcześni wspominali, że wszędzie wnosił pogodę ducha, skromność i życzliwość.
Największą sławę przyniosło mu jednak narciarstwo.
Zdobył 24 tytuły mistrza Polski, triumfował na zawodach międzynarodowych, został mistrzem Austrii i Czechosłowacji. Reprezentował Polskę podczas trzech zimowych igrzysk olimpijskich: w Sankt Moritz, Lake Placid i Garmisch-Partenkirchen.
W 1928 roku ustanowił rekord Wielkiej Krokwi skokiem na odległość 61 metrów. W plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca kraju ustąpił jedynie złotej medalistce olimpijskiej Halinie Konopackiej.
Dla tysięcy młodych Polaków był bohaterem.
Król Tatr
Sport był jednak tylko częścią jego życia.
Bronisław Czech należał do najwybitniejszych polskich taterników okresu międzywojennego. Wytyczał nowe drogi wspinaczkowe, uczestniczył w akcjach ratunkowych, zdobywał ściany uznawane za niemożliwe do pokonania.
Był jednym z pionierów narciarstwa wysokogórskiego. Zjeżdżał na nartach trasami, które nawet dziś budzą respekt. Wspinał się tam, gdzie inni bali się postawić stopę.
Tatry znał jak własną kieszeń.
Ta wiedza miała okazać się bezcenna po wybuchu wojny.
Wojna wystawiła go na najtrudniejszą próbę
Wrzesień 1939 roku zmienił wszystko.
Polska znalazła się pod niemiecką okupacją. Wielu sportowców próbowało przeczekać trudny czas. Bronisław Czech wybrał inną drogę.
Zaangażował się w działalność konspiracyjną jako kurier tatrzański. Przeprowadzał przez góry ludzi zagrożonych aresztowaniem, żołnierzy, emisariuszy i działaczy podziemia. Utrzymywał jeden z najważniejszych szlaków łączności pomiędzy okupowaną Polską a Węgrami.
Każda wyprawa oznaczała ryzyko śmierci.
Mimo to nie zrezygnował.
Donos, który przesądził o jego losie
Jeszcze przed wojną nie ufał Austriakowi Seppowi Röhrlowi, trenerowi związanym ze środowiskiem narciarskim.
Jego obawy okazały się uzasadnione.
Według licznych relacji to właśnie Röhrl miał przekazać Niemcom informacje o działalności Bronisława Czecha.
14 maja 1940 roku do domu sportowca przyszło gestapo.
Był wtedy zajęty malowaniem. Kilka chwil później został aresztowany.
Miesiąc później znalazł się wśród pierwszych Polaków deportowanych do nowo utworzonego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.
Otrzymał numer obozowy 349.
Niemcy złożyli mu propozycję
Władze III Rzeszy doskonale wiedziały, kim jest ich więzień.
Bronisław Czech był znany w całej Europie. Dlatego otrzymał propozycję, której wielu ludzi nie potrafiłoby odrzucić. Niemcy chcieli, aby szkolił młodych niemieckich narciarzy. W zamian mógł liczyć na lepsze warunki, a być może nawet odzyskać wolność.
Odpowiedział krótko.
Nie.
Nie chciał pracować dla okupanta. Nie chciał wspierać państwa, które niszczyło jego ojczyznę.
Ta decyzja praktycznie przypieczętowała jego los.
Piekło Auschwitz
Pobyt w Auschwitz trwał niemal cztery lata.
Pracował w stolarni, później przy produkcji drewnianych przedmiotów, a następnie w obozowym muzeum. Głód, choroby i niewolnicza praca każdego dnia odbierały więźniom siły.
Bronisław Czech nie przestał jednak być sobą. Pomagał słabszym współwięźniom. Dzielił się jedzeniem. Podtrzymywał innych na duchu.
Jeden z więźniów wspominał po wojnie, że Czech oddał mu część własnej porcji chleba, mimo że sam był skrajnie wycieńczony.
Jednocześnie zaangażował się w działalność konspiracyjną organizowaną przez rotmistrza Witolda Pileckiego.
Nawet za drutami obozu nadal walczył.
Tatry nosił w sercu do końca
W Auschwitz nie przestał także tworzyć.
Malował akwarele przedstawiające tatrzańskie krajobrazy. Rzeźbił i szkicował. Dzięki temu choć na chwilę mógł wrócić myślami do rodzinnego Zakopanego.
Do ukochanych gór, których już nigdy nie miał zobaczyć.
Współwięźniowie wspominali, że gdy opowiadał o Tatrach, przez moment wszyscy zapominali o otaczającym ich piekle.
Ostatnia droga mistrza
Wiosną 1944 roku organizm Bronisława Czecha był już skrajnie wyczerpany. Lata głodu, ciężkiej pracy i chorób zrobiły swoje. Trafił do obozowego szpitala.
5 czerwca 1944 roku zmarł. Miał zaledwie 35 lat.
Informację o jego śmierci przekazał rodzinie Xawery Dunikowski.
List rzeźbiarza do siostry sportowca należy do najbardziej przejmujących świadectw pozostawionych przez więźniów Auschwitz.
Opisywał nie tylko śmierć przyjaciela, ale także niezwykły moment, gdy więźniowie przerwali granie wesołych melodii i oddali mu hołd marszem żałobnym Chopina.
Bohater, którego nie złamano
Po wojnie Bronisław Czech stał się symbolem nie tylko sportowych sukcesów, ale przede wszystkim wierności zasadom.
Jego imię noszą szkoły, ulice, szlaki turystyczne i obiekty sportowe. Od 1946 roku organizowany jest Memoriał Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. Patronem sportowca została również Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie.
Pośmiertnie odznaczono go najwyższymi polskimi odznaczeniami państwowymi. Jednak najważniejszym pomnikiem pozostaje pamięć.
Bo historia Bronisława Czecha nie jest wyłącznie opowieścią o wielkim narciarzu. To historia człowieka, który stanął przed wyborem między wygodą a honorem. Między współpracą z okupantem a wiernością Polsce.
Wybrał honor.
I dlatego jego nazwisko przetrwało dłużej niż ci, którzy chcieli je wymazać.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
