Medialny rozbiór Polski

Gdy Polacy świętowali upadek komunizmu, mało kto zwracał uwagę na proces, który w cieniu wielkiej polityki miał zdecydować o tym, kto przez kolejne dekady będzie kształtował opinię publiczną w Polsce. Emocje budziły wybory, zmiany rządów i reformy gospodarcze. Tymczasem równolegle trwała batalia o coś równie ważnego – o prasę, wydawnictwa, kolportaż i przyszłość rynku informacji.

Dziś, po ponad trzech dekadach od transformacji ustrojowej, coraz częściej powraca pytanie: czy Polska odzyskała pełną niepodległość informacyjną? A może wraz z likwidacją komunistycznego monopolu prasowego doszło do stworzenia warunków, które pozwoliły zagranicznym koncernom przejąć znaczną część rynku medialnego?

Kiedy 4 czerwca 1989 roku Polacy ruszyli do urn wyborczych, większość społeczeństwa wierzyła, że rozpoczyna się proces odzyskiwania niepodległości. Mało kto zdawał sobie jednak sprawę, że równolegle do przemian politycznych rozpoczął się proces, który w ciągu następnych lat doprowadzi do największej zmiany własnościowej w historii polskich mediów.

To właśnie wtedy rozpoczął się proces, który dziś coraz częściej określany jest mianem medialnego rozbioru Polski.

W centrum wydarzeń znalazł się gigantyczny komunistyczny koncern wydawniczy RSW „Prasa-Książka-Ruch”, przez dziesięciolecia będący jednym z najważniejszych narzędzi propagandowych Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To właśnie na jego majątku, jego gazetach, drukarniach, nieruchomościach i sieci kolportażu miała zostać zbudowana nowa rzeczywistość medialna III RP.

Pytanie brzmi: czy rzeczywiście została?

Komunistyczne imperium stworzone na sowieckich bagnetach

Aby zrozumieć skalę późniejszych decyzji, trzeba cofnąć się do początków Polski Ludowej.

Pierwowzorem RSW była powołana przez komunistyczne władze 18 września 1944 roku Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”. Powstała jeszcze w czasie, gdy Polska znajdowała się pod faktyczną kontrolą Związku Sowieckiego, a władzę przejmowali politycy wyniesieni do rządzenia przez Armię Czerwoną.

We władzach „Czytelnika” zasiedli najważniejsi przedstawiciele nowego reżimu: Edward Osóbka-Morawski, Stefan Matuszewski oraz Jerzy Borejsza. W krótkim czasie spółdzielnia przejęła ogromną część rynku wydawniczego.

Gdy jednak w 1948 roku komunistyczna partia uznała, że Borejsza zaczął prowadzić zbyt samodzielną politykę, został odsunięty od władzy. W jego miejsce powołano nowy twór – Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą „Prasa”, całkowicie podporządkowaną kierownictwu PPR.

W jej władzach znaleźli się najważniejsi funkcjonariusze komunistycznego aparatu: Jakub Berman, Roman Zambrowski, Aleksander Zawadzki, Zenon Kliszko, Stefan Jędrychowski, Franciszek Mazur i wielu innych działaczy odpowiedzialnych za budowę systemu totalitarnego w Polsce.

Przez następne dekady RSW stała się prasowym monopolem PRL. Kontrolowała setki tytułów prasowych, drukarnie, wydawnictwa, kolportaż i ogromny majątek nieruchomościowy.

Ostatni skok nomenklatury

Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych system komunistyczny zaczął się chwiać, kierownictwo RSW doskonale wiedziało, że nadchodzą wielkie zmiany.

I zaczęło działać.

Już w grudniu 1988 roku utworzono spółkę Transakcja, której udziałowcami zostały RSW „Prasa-Książka-Ruch” oraz Akademia Nauk Społecznych przy KC PZPR.

W radzie nadzorczej znaleźli się między innymi: Wiesław Huszcza, skarbnik PZPR, a także późniejsi politycy III RP – Marek Siwiec i Jerzy Szmajdziński.

Następnie powstały kolejne spółki zależne: Transrad, Transpol, Transbiel, Topexim i Muza.

W lutym 1989 roku, na polecenie Komitetu Centralnego PZPR, do spółki Transakcja przelano ponad 2,1 miliarda złotych, a kilka tygodni później kolejne 600 milionów złotych.

Dziś nie ma wątpliwości, że był to klasyczny mechanizm wyprowadzania majątku z instytucji, której likwidacja była już przesądzona.

Komunistyczna nomenklatura wiedziała, że stary system się kończy. Chciała więc zabezpieczyć swoje interesy jeszcze przed zmianą ustroju.

Komisja Likwidacyjna i narodziny nowego rynku medialnego

22 marca 1990 roku Sejm przyjął ustawę o likwidacji RSW „Prasa-Książka-Ruch”.

Powstała Komisja Likwidacyjna, która miała przeprowadzić jedną z największych operacji własnościowych w historii polskich mediów.

Na jej czele stanął Jerzy Drygalski. W składzie znaleźli się między innymi Kazimierz Strzyczkowski, Andrzej Grajewski, Jan Bijak, Alfred Klein, Krzysztof Koziełł-Poklewski, Maciej Szumowski oraz mało znany wówczas działacz liberalny z Gdańska – Donald Tusk.

To właśnie decyzje tej komisji w ogromnym stopniu ukształtowały współczesny krajobraz medialny Polski.

W ciągu kilku miesięcy powstało około 250 spółdzielni dziennikarskich, które przejmowały dawne tytuły prasowe.

Brzmiało to jak model obywatelski.

Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.

Większość nowych podmiotów nie dysponowała odpowiednim kapitałem, zapleczem finansowym ani możliwościami inwestycyjnymi. W krótkim czasie rozpoczęło się poszukiwanie inwestorów.

Najpierw pojawili się inwestorzy francuscy, później norwescy, a następnie niemieccy.

To był początek procesu, którego skutki odczuwamy do dziś.

Tutaj pisałam o redaktorze naczelnym tygodnika „Polityka”: https://dorotakania.pl/2026/03/18/jerzy-baczynski-i-tajemnice-akt-sb-pseudonim-boguslaw/

Niemcy przejmują polską prasę

W latach dziewięćdziesiątych doszło do zjawiska bezprecedensowego w Europie.

Regionalna prasa w Polsce zaczęła przechodzić pod kontrolę zagranicznych koncernów medialnych.

Najpierw część tytułów przejął francuski koncern Roberta Hersanta. Następnie kolejne gazety trafiły do norweskiej Orkli.

Finalnie znaczna część rynku została przejęta przez niemieckie grupy medialne.

W efekcie całe regiony Polski znalazły się pod wpływem wydawców, których centra decyzyjne znajdowały się poza granicami kraju.

Sytuacja była tym bardziej niezwykła, że państwa zachodnie stosowały w tym samym czasie daleko idące ograniczenia wobec zagranicznego kapitału medialnego.

Niemcy chroniły niemieckie media. Francja chroniła francuskie media. Polska otworzyła rynek niemal bez żadnych zabezpieczeń.

W rezultacie powstała sytuacja, w której ogromna część lokalnej debaty publicznej była prowadzona za pośrednictwem mediów kontrolowanych przez zagranicznych właścicieli.

Tutaj pisałam o komisji likwidacyjnej: https://dorotakania.pl/2025/09/10/dzielenie-prasowego-tortu/

Szkodnik demokracji

Równolegle do likwidacji RSW powstawały nowe podmioty medialne. Jednym z najważniejszych była Agora, spółka utworzona wokół środowiska „Gazety Wyborczej”, która bardzo szybko stała się jednym z najpotężniejszych graczy na rynku medialnym.

„Gazeta Wyborcza”, stworzona w 1989 roku jako organ Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, z czasem przekształciła się w największy opiniotwórczy dziennik III RP. Jej redaktorem naczelnym został Adam Michnik, poseł Sejmu Kontraktowego.

W kolejnych latach Agora rozbudowywała swoje wpływy, inwestując w prasę, radio, reklamę zewnętrzną, internet oraz inne przedsięwzięcia medialne. Krytycy tego modelu wskazywali, że w Polsce doszło do niespotykanej koncentracji wpływów medialnych skupionych wokół jednego środowiska ideowego – lewicowo-liberalnego.

W debacie publicznej wielokrotnie pojawiał się również temat inwestycji funduszy związanych z amerykańskim finansistą George’em Sorosem. Fundusze inwestycyjne zarządzające jego kapitałem przez lata pojawiały się wśród akcjonariuszy wielu międzynarodowych spółek medialnych, w tym także notowanych na giełdach podmiotów działających na rynku polskim. To kolejny dowód na rosnący wpływ globalnych grup finansowych na rynek informacji.

Od gazet do internetu

Proces nie zatrzymał się na prasie drukowanej – wraz z rozwojem internetu rozpoczęła się walka o nowe pole wpływu.

Jednym z symboli tej transformacji był portal Onet, który z czasem znalazł się pod kontrolą koncernu Ringier Axel Springer, grupy z dominującym kapitałem niemieckim.

Do tego samego właściciela należą również takie marki jak Newsweek Polska czy Fakt.

W praktyce oznaczało to, że wpływ zagranicznych właścicieli rozszerzył się z rynku gazet na rynek internetowy, który stał się głównym źródłem informacji dla milionów Polaków.

To właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie, czy po roku 1989 Polska rzeczywiście odzyskała pełną suwerenność informacyjną.

Rozbiór bez czołgów

W historii Polski rozbiory kojarzą się z obcymi armiami przekraczającymi granice państwa.

Tym razem nie było ani czołgów, ani armat. Były za to umowy handlowe, decyzje właścicielskie, prywatyzacje i przejęcia.

Efekt okazał się jednak równie trwały.

Przez trzy dekady kolejne pokolenia Polaków kształtowały swoje poglądy polityczne, społeczne i kulturowe za pośrednictwem mediów, których właściciele coraz częściej znajdowali się poza Polską – głównie w Berlinie

Po ponad trzydziestu latach od upadku komunizmu Polska nie odzyskała kontroli nad własną przestrzenią informacyjną.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki „Resortowe dzieci. Media: Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz, wydawnictwo FRONDA

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania