Polska Golgota na Wołyniu

Tysiące polskich wsi przestały istnieć. Wołyńskie doły śmierci wciąż czekają na krzyże i godny pochówek

Ponad 1500 polskich miejscowości na Wołyniu zostało całkowicie zniszczonych. W latach 1943–1946 na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej oraz na Lubelszczyźnie ukraińscy nacjonaliści zamordowali nawet około 100 tys. Polaków. Zginęli w blisko 4 tys. miejscowości. Większość ofiar do dziś nie doczekała się ekshumacji, imiennego upamiętnienia ani chrześcijańskiego pogrzebu. Ich szczątki nadal spoczywają w anonimowych mogiłach, dołach śmierci, lasach, na polach i dawnych terenach nieistniejących już wsi.

Tutaj pisałam o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów https://dorotakania.pl/2026/03/12/rzez-polakow-dokonana-przez-ss-galizien-upa-i-bojowki-oun/

Tragedię polskich mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej oraz dramatyczną walkę o zachowanie pamięci o ofiarach opisał historyk dr Leon Popek w artykule „Pamięć o Wołyniu i Małopolsce Wschodniej”, opublikowanym w „Biuletynie IPN” nr 4/2017. Badacz nie tylko przywołał skalę ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię, ale również przedstawił losy miejsc, w których ginęli Polacy, oraz nielicznych znaków pamięci, które udało się tam postawić.

Z ponad 2500 polskich miejscowości istniejących przed wojną na Wołyniu około 1500 zostało całkowicie zniszczonych. Niektóre przestały istnieć w ciągu jednej nocy. Domy spalono, dobytek zrabowano, kościoły zburzono, a mieszkańców zamordowano lub zmuszono do ucieczki.

Na samym Wołyniu życie straciło około 60 tys. Polaków. Jak wylicza dr Leon Popek, zaledwie niespełna 3 tys. ofiar miało religijny pochówek. Oznacza to, że dziesiątki tysięcy ludzi nadal spoczywają w miejscach przypadkowych, anonimowych i nieoznaczonych.

Ofiary grzebano w studniach, rowach, leśnych jarach, na polach, w piwnicach spalonych domów i w wykopanych pospiesznie dołach. Niejednokrotnie ciała przez wiele dni pozostawały niepogrzebane. Rodziny zamordowanych, które ocalały i zostały po wojnie wypędzone z Kresów, przez dziesięciolecia nie mogły nawet odwiedzić miejsc śmierci swoich najbliższych.

Dr Popek wskazuje, że część pierwszych powojennych upamiętnień została postawiona jeszcze przez władze sowieckie. Napisy na nich nie informowały jednak wprost, że ofiarami byli Polacy zamordowani przez OUN-UPA. Stosowano charakterystyczną dla komunistycznej propagandy formułę:

„Obywatelom radzieckim narodowości polskiej, którzy zginęli z rąk burżuazyjnych nacjonalistów ukraińskich”.

Po 1989 roku polskim instytucjom, stowarzyszeniom, rodzinom ofiar i osobom ocalałym z zagłady udało się postawić na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jedynie kilkadziesiąt krzyży, tablic, pomników i innych znaków pamięci. Powstały one między innymi w Porycku, Janowej Dolinie, Borszczówce, Lidawce i Ludwikówce.

Każdy z tych krzyży oznacza jednak tylko niewielką część wielkiej mapy polskich mogił. Na godne upamiętnienie nadal czekają tysiące miejsc, w których polskie rodziny zostały wymordowane przez ukraińskich nacjonalistów.

Parośla – początek masowej zagłady

Za pierwszy masowy mord na polskiej ludności Wołynia uznawana jest zbrodnia dokonana 9 lutego 1943 roku w kolonii Parośla I, położonej w powiecie sarneńskim.

Do wsi przybyła sotnia UPA dowodzona przez Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszkę-Korobkę”. Napastnicy podawali się początkowo za partyzantów sowieckich. Mieszkańców przekonywano, że dla własnego bezpieczeństwa powinni dać się związać. Następnie skrępowanych ludzi mordowano siekierami i innymi narzędziami.

Zginęło ponad 150 osób – mężczyźni, kobiety, dzieci i starcy.

Zamordowani zostali pochowani w zbiorowej mogile. W 1974 roku miejscowy Ukrainiec Anton Dorofijewicz Kowalczuk postawił na usypanym nad mogiłą kurhanie pamiątkowy krzyż. Umieszczona na nim informacja wskazywała, że zbrodni dokonali jego rodacy.

Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości obok krzyża ustawiono tablicę z nazwiskami wymordowanych rodzin. Widnieje na niej napis:

„Za nimi trudy, za nimi męka… Tym, co na zawsze odeszli – Pamięć Święta”.

Huta Stepańska – polska samoobrona i zagłada 37 miejscowości

W nocy z 10 na 11 lutego 1943 roku bojówki OUN dokonały jednego z pierwszych napadów na polską ludność w okolicach Huty Stepańskiej. Zginęło wówczas czterech Polaków.

Mieszkańcy, świadomi narastającego zagrożenia, rozpoczęli organizowanie samoobrony. Jej dowódcą został kierownik miejscowej szkoły Władysław Kurkowski.

Do Huty Stepańskiej zaczęli napływać Polacy z okolicznych wsi i kolonii. Miejscowość stała się jednym z najważniejszych punktów polskiej obrony na Wołyniu. Ludzie budowali umocnienia, wystawiali posterunki i próbowali zdobyć broń.

W dniach 17–19 lipca 1943 roku doszło do zaciętych walk. Oddziały UPA ostatecznie zdobyły miejscowość. W trakcie akcji zniszczono 37 pobliskich polskich miejscowości, mordując ich mieszkańców.

Ofiary Huty Stepańskiej upamiętniono na miejscowym cmentarzu. W jego centralnej części stoi krzyż-pomnik z dramatycznym napisem:

„Jezu, ratuj nas”.

Borszczówka – pacyfikacja dokonana przez ukraińską policję

Od 3 do 19 marca 1943 roku ukraińska policja, działając samodzielnie lub wspólnie z niemiecką żandarmerią, przeprowadzała pacyfikacje polskich wsi.

Zginęło kilkuset Polaków. W samej Borszczówce zamordowano ponad 200 osób, a gospodarstwa zostały spalone.

Polski cmentarz w Borszczówce został otwarty w 2003 roku. W uroczystościach uczestniczyła ówczesna pierwsza dama Jolanta Kwaśniewska. Jej ojciec przeżył napad przeprowadzony przez esesmanów i ukraińskich policjantów.

Lipniki – nocny napad sotni „Dubowego”

W nocy z 26 na 27 marca 1943 roku sotnia UPA dowodzona przez Iwana Łytwynczuka „Dubowego” napadła na polską wieś Lipniki.

Zamordowano 184 Polaków.

Wśród ocalałych był między innymi późniejszy polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski, wówczas małe dziecko. Jego rodzina zdołała wydostać się z atakowanej miejscowości, jednak wielu jej członków zginęło.

W 1975 roku władze sowieckie przeprowadziły ekshumację szczątków ofiar zbrodni w Lipnikach. Zostały one pochowane na cmentarzu prawosławnym w Białce. Zamordowanych upamiętnia także pomnik nagrobny.

Małe Hołoby – zamordowany kapłan i spalony kościół

5 kwietnia 1943 roku ksiądz Józef Szostak oraz brat zakonny Piotr Mojsijonek zostali zamordowani przez ukraińskich policjantów pozostających w służbie niemieckiej.

Ksiądz Szostak wracał z Lubieszowa, gdzie pomagał w spowiadaniu wiernych. Został zabity na drodze między Pniewnem a Skomorochami.

W tym samym roku UPA spaliła kościół w Małych Hołobach. Na terenie dawnej świątyni znajduje się dziś grób księdza Józefa Szostaka i brata Piotra Mojsijonka.

Janowa Dolina – sześciuset zamordowanych w Wielki Czwartek

Jedna z największych zbrodni dokonanych w 1943 roku na Wołyniu rozegrała się w Janowej Dolinie.

Była to nowoczesna osada pracowników kamieniołomów bazaltu. W Wielki Czwartek, w nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku, oddziały UPA otoczyły miejscowość, podpaliły zabudowania i rozpoczęły mordowanie mieszkańców.

Zginęło około 600 Polaków.

Współczesna miejscowość Bazaltowe zajmuje nieco ponad połowę dawnej powierzchni Janowej Doliny. Na zarośniętym terenie można jeszcze odnaleźć układ przedwojennych ulic oraz fundamenty części domów. Za wsią pozostały również ślady rzymskokatolickiego cmentarza.

W 1998 roku rodziny zamordowanych postawiły na zbiorowej mogile krzyż i pomnik. Ukraiński wykonawca samowolnie usunął jednak datę „23 kwietnia 1943”. Na pomniku pozostał wyłącznie napis:

„Pamięci Polaków z Janowej Doliny”.

Nie doszło wówczas do poświęcenia monumentu. Nacjonaliści z organizacji „Ruch” nie dopuścili do miejsca uroczystości przybyłych Polaków oraz miejscowych Ukraińców.

Dopiero w 2011 roku odprawiono tam mszę świętą i panachidę, czyli nabożeństwo żałobne obrządku wschodniego.

Ugły – ponad stu Polaków zamordowanych przez sotnię „Jaremy”

12 maja 1943 roku sotnia UPA dowodzona przez Nikona Semeniuka „Jaremę” zaatakowała miejscowość Ugły.

Zamordowano ponad 100 Polaków.

Nazwa miejscowości została umieszczona na tablicy przy warszawskim Pomniku Rzezi Wołyńskiej.

Niemilia – obelisk, który zniknął

Do napadu na Niemilię doszło o świcie 26 lub 27 maja 1943 roku. Według innych relacji zbrodnia mogła zostać dokonana w nocy z 24 na 25 maja.

Zginęło od 126 do 128 Polaków. Wśród ofiar było również sześć osób nieznanych z imienia i nazwiska, pochodzących prawdopodobnie z pobliskiej ukraińskiej wsi Komarnia albo Jackowicze. Ludzie ci mieli szukać schronienia w Niemilii.

W 1964 roku władze sowieckie postawiły na zbiorowej mogile obelisk. Współcześnie pomnik już nie istnieje.

Przebraże – ośrodek polskiej samoobrony

W dniach 4–5 lipca 1943 roku oddziały UPA zaatakowały w okolicach Przebraża 24 polskie miejscowości. Zamordowano około 550 Polaków.

Samo Przebraże stało się jednym z największych i najlepiej zorganizowanych ośrodków polskiej samoobrony na Wołyniu. Schronienie znalazły tam tysiące ludzi uciekających z atakowanych kolonii i wsi.

Po upadku komunizmu polskie organizacje rozpoczęły starania o odbudowę miejscowego cmentarza. Prace rekonstrukcyjne zakończono w listopadzie 2001 roku. Cmentarz znajduje się na skraju lasu.

Kisielin – mord podczas niedzielnej mszy

11 lipca 1943 roku, w dniu określanym później jako Krwawa Niedziela, oddziały UPA zaatakowały kościół w Kisielinie.

W świątyni znajdowali się Polacy z Kisielina i okolicznych wsi. Zamordowano około 90 osób. Część wiernych zdołała przedostać się na piętro plebanii, zabarykadować wejście i przez wiele godzin bronić przed napastnikami.

Pomnik postawiony przez miejscowe władze ukraińskie znajduje się na zbiorowej mogile ofiar. W 1993 roku ustawiono przy nim krzyże.

Poryck – Polacy mordowani w kościele

W dniach 11–12 lipca 1943 roku w Porycku, noszącym obecnie nazwę Pawliwka, zamordowano od 200 do 220 Polaków.

Część ofiar zginęła w kościele podczas niedzielnego nabożeństwa.

Dokładnie 60 lat później, 11 lipca 2003 roku, prezydenci Polski i Ukrainy – Aleksander Kwaśniewski oraz Leonid Kuczma – odsłonili w Pawliwce pomnik pojednania polsko-ukraińskiego.

Umieszczono na nim napis:

„Pamięć. Żałoba. Jedność”.

Był to pierwszy pomnik ofiar ukraińskich nacjonalistów, którego postawienie zostało zaakceptowane przez władze Ukrainy.

Kołodno – mogiła odnaleziona po kilkudziesięciu latach

14 lipca 1943 roku oddziały UPA zamordowały pięć lub sześć polskich rodzin oraz kilka pojedynczych osób w Kołodnie-Lisowszczyźnie albo Kołodnie-Siedlisku.

Dopiero w 1996 roku rodziny ofiar odnalazły pod lasem jedną ze zbiorowych mogił. Postawiono na niej drewniany krzyż.

Na cmentarzu w Kołodnie rodziny wzniosły także pomnik będący symboliczną mogiłą zamordowanych.

Ostrówki i Wola Ostrowiecka – setki ludzi w dołach śmierci

Do największych masakr doszło 30 sierpnia 1943 roku.

W Woli Ostrowieckiej zamordowano 628 Polaków, w kolonii Gaj około 600, w Ostrówkach 521, a w rejonie Kołodna 516.

Dziś na miejscu Ostrówek i Woli Ostrowieckiej znajdują się pokołchozowe pola uprawne, lasy, pastwiska i łąki. Na części zbiorowych mogił widoczne są ślady wypasu bydła.

Z dawnej polskiej miejscowości pozostał zdewastowany i zarośnięty cmentarz parafialny w Ostrówkach, a także pojedyncze oraz zbiorowe mogiły.

Dzięki staraniom dr. Leona Popka w latach 1992, 2011 i 2015 przeprowadzono tam prace ekshumacyjne. W dołach śmierci znajdujących się na terenach nieistniejących wsi odnaleziono szczątki należące do blisko 670 osób.

Wszystkie wydobyte szczątki zostały pochowane na cmentarzu parafialnym w Ostrówkach.

Cmentarz oraz częściowo zniszczona figurka Matki Bożej, za którą znajdował się niegdyś kościół, pozostają dziś jedynymi widocznymi śladami dawnej miejscowości. Przed wojną Ostrówki były siedzibą parafii istniejącej od ponad dwustu lat.

Ekshumacje nie zostały zakończone. Na odnalezienie, godny pochówek i upamiętnienie nadal czekają szczątki ponad 400 osób, spoczywające w okolicznych dołach śmierci.

Około 300 Polaków zamordowanych 30 sierpnia 1943 roku upamiętnia krzyż stojący na tak zwanym Trupim Polu. To miejsce, na którym przez co najmniej kilka dni leżały niepogrzebane ciała kobiet i dzieci zabitych przez UPA.

Miejscami pamięci są także:

krzyż misyjny stojący przed dawnym kościołem w Ostrówkach, krzyż na mogile określanej jako „stodoła u Strażyca”, mogiła na terenie gospodarstwa Jana Trusiuka oraz miejsce w zabudowaniach rodziny Suszków.

Z mogiły „stodoła u Strażyca” w 1992 roku ekshumowano szczątki 243 mieszkańców Woli Ostrowieckiej.

Gaj – sześciuset zabitych jednego dnia

W kolonii Gaj 30 sierpnia 1943 roku zamordowano około 600 Polaków.

Po wielu latach podjęto prace poszukiwawcze i ekshumacyjne. 20 października 2013 roku na cmentarzu parafialnym odbył się pogrzeb odnalezionych szczątków ofiar rzezi.

Galicja Wschodnia – ludobójstwo przenosi się poza Wołyń

Masowe mordy nie zakończyły się wraz z największą falą zbrodni na Wołyniu. W kolejnych miesiącach i latach antypolska akcja została rozszerzona na teren województw lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego.

Polacy ginęli w swoich domach, kościołach i gospodarstwach. Zabijano całe rodziny, a wsie palono i rabowano. W części zbrodni uczestniczyły oddziały UPA, lokalne bojówki OUN, ukraińska policja pomocnicza, a także formacje związane z dywizją SS „Galizien”.

Mosty Wielkie – 73 ofiary ukraińskich nacjonalistów

W nocy z 27 na 28 stycznia 1944 roku w Mostach Wielkich zamordowano 17 Polaków.

Łącznie w latach 1943–1944 z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło 73 mieszkańców miejscowości.

W 1996 roku na cmentarzu w Mostach Wielkich odsłonięto pomnik poświęcony ofiarom.

Berezowica Mała – kobiety i dzieci w zbiorowej mogile

W nocy z 22 na 23 lutego 1944 roku ukraińscy nacjonaliści napadli na Berezowicę Małą.

Zamordowano od 130 do 135 mieszkańców.

W 2007 roku odsłonięto w Berezowicy Małej krzyż oraz dwie tablice zawierające listę ofiar. Na krzyżu znalazł się napis:

„Pamięci spoczywających tu około 130 Polaków, mieszkańców wsi Berezowica Mała, zamordowanych nocą z 22 na 23 lutego 1944 roku. Niech spoczywają w pokoju. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, Rodziny, 2007”.

Huta Pieniacka – wieś spalona wraz z mieszkańcami

Do zbrodni w zamieszkanej przez Polaków i nieistniejącej dziś wsi Huta Pieniacka doszło 28 lutego 1944 roku.

Według ustaleń badaczy IPN pacyfikacji dokonali ukraińscy żołnierze 4. Galicyjskiego Pułku Ochotniczego SS, złożonego z ochotników do Dywizji SS „Galizien”. Formacją dowodził niemiecki oficer. Napastników wspierały oddziały UPA oraz członkowie paramilitarnych struktur ukraińskich nacjonalistów.

Ofiarami byli mężczyźni, kobiety i dzieci.

Mieszkańców gromadzono w zabudowaniach, które następnie podpalano. Zabijano również osoby próbujące uciekać.

W Hucie Pieniackiej schronili się także Polacy z innych miejscowości, którzy uciekali przed mordami dokonywanymi przez ukraińskich nacjonalistów i wspierających ich miejscowych chłopów.

Pion śledczy IPN ocenił, że zginęło około 850 osób. Pomnik postawiony w Hucie Pieniackiej upamiętnia około 1000 Polaków zamordowanych przez UPA i ukraińskie oddziały policyjne SS.

Podkamień – rzeź w klasztorze dominikanów

12 marca 1944 roku oddziały UPA oraz żołnierze dywizji SS „Galizien” zaatakowali klasztor dominikanów w Podkamieniu i okoliczne wsie.

W klasztorze schronili się Polacy uciekający z zagrożonych miejscowości. Napastnicy wtargnęli na teren świątyni i rozpoczęli masakrę.

Łącznie w klasztorze oraz pobliskich wsiach zamordowano około 800 Polaków.

W 2012 roku odsłonięto i poświęcono pomnik upamiętniający ofiary zbrodni. Składa się on z granitowego krzyża oraz sześciu tablic zawierających nazwiska zamordowanych.

Władze ukraińskie nie zgodziły się jednak na wymienienie wszystkich ofiar.

Na pomniku umieszczono godło Polski oraz napis:

„Pamięci mieszkańców Podkamienia i okolic, którzy zginęli w marcu 1944 r. Niech spoczywają w Pokoju”.

Palikrowy – setki rozstrzelanych na łące

Tego samego dnia, 12 marca 1944 roku, doszło do masakry w Palikrowach.

Zbrodni dokonali żołnierze 4. Pułku Policji SS, utworzonego z ukraińskich ochotników do 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”, oraz miejscowe bojówki UPA i Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów.

Zamordowano od 365 do 367 Polaków.

Ofiary zgromadzono na łące, podzielono na grupy i rozstrzelano. Na miejscu zbiorowej mogiły ustawiono pomnik z liczbą zabitych.

Chodaczków Wielki – liczba ofiar do dziś nieustalona

W dniach 15–16 maja 1944 roku oddziały związane z dywizją SS „Galizien” dokonały zbrodni w Chodaczkowie Wielkim.

Źródła podają bardzo różną liczbę zamordowanych – od 250 do 854 Polaków.

Ofiary zostały pochowane w zbiorowej mogile.

Po wojnie ocalałych mieszkańców Chodaczkowa Wielkiego wysiedlono na tak zwane Ziemie Odzyskane. Część z nich zamieszkała w Łące Prudnickiej i Gajkowie.

Na cmentarzu rzymskokatolickim usypali symboliczną mogiłę, zwieńczoną krzyżem. U jego stóp umieszczono urnę z ziemią przywiezioną ze zbiorowej mogiły w Chodaczkowie Wielkim.

Bryńce Zagórne – mord z udziałem miejscowych chłopów

22 maja 1944 roku oddział UPA, wspierany przez miejscowych ukraińskich chłopów, zaatakował Bryńce Zagórne.

Zamordowano od 100 do 145 Polaków.

Nazwa miejscowości znajduje się na tablicy przy Pomniku Rzezi Wołyńskiej w Warszawie.

Worochta – śmierć w noc sylwestrową

W nocy z 31 grudnia 1944 roku na 1 stycznia 1945 roku oddział UPA dowodzony przez Hawryłę Dederczuka zaatakował Polaków mieszkających w Worochcie.

Zamordowano 72 osoby.

Pomnik nagrobny upamiętniający ofiary znajduje się na cmentarzu przy cerkwi greckokatolickiej. Został ustawiony na zbiorowej mogile zamordowanych.

Puźniki – kobiety i dzieci zamordowane w 1945 roku

Zbrodnia w Puźnikach została dokonana w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku przez sotnię UPA dowodzoną przez Petra Chamczuka „Bystrego”.

Według zachowanych relacji zginęły co najmniej 82 osoby. Aż 70 ofiar stanowiły kobiety i dzieci.

Zamordowani zostali pogrzebani w zbiorowej mogile.

W związku z 80. rocznicą ludobójstwa wołyńskiego premier Mateusz Morawiecki odwiedził cmentarz na terenie nieistniejącej już wsi Puźniki, gdzie prowadzono poszukiwania zbiorowej mogiły.

Puźniki pozostają jednym z symboli wieloletniej walki rodzin ofiar o zgodę na poszukiwanie, ekshumację, identyfikację i godny pochówek zamordowanych Polaków.

Krwawa Niedziela – kulminacja ludobójstwa

Największa, skoordynowana fala ataków na polską ludność Wołynia nastąpiła 11 i 12 lipca 1943 roku.

Oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zaatakowały miejscowości położone przede wszystkim w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim dawnego województwa wołyńskiego.

Na dzień rozpoczęcia operacji wybrano niedzielę. Ukraińscy nacjonaliści wiedzieli, że Polacy będą gromadzić się na mszach świętych. Kościoły, zamiast miejscem schronienia, miały stać się pułapkami.

Według części ustaleń 11 lipca zaatakowano 99 miejscowości. Inne szacunki wskazują, że od wieczora 11 lipca do rana następnego dnia ataki objęły nawet 167 miejsc.

W kolejnych dniach zbrodnie były kontynuowane. W całym lipcu 1943 roku zaatakowano około 520 polskich wsi i osad, mordując od 10 do 11 tys. Polaków.

Krwawa Niedziela była kulminacyjnym momentem ludobójstwa, ale nie jego początkiem ani końcem. Masowe mordy rozpoczęły się już w lutym 1943 roku i trwały na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej oraz na terenach Lubelszczyzny do 1946 roku.

Plan usunięcia Polaków

Sprawcami ludobójstwa byli członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery, podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia, struktury Służby Bezpieczeństwa OUN, lokalne bojówki oraz część ukraińskiej ludności cywilnej.

W wielu miejscach w mordach uczestniczyli sąsiedzi polskich rodzin, niekiedy związani z nimi więzami rodzinnymi.

OUN-UPA określała swoje działania jako „antypolską akcję”. Jej celem było usunięcie polskiej ludności z terenów, które ukraińscy nacjonaliści uznawali za obszar przyszłego państwa ukraińskiego.

Nie chodziło jedynie o zastraszenie Polaków czy zmuszenie ich do emigracji. Sposób przeprowadzania ataków, mordowanie dzieci, kobiet i osób starszych oraz niszczenie wszystkich śladów polskiej obecności wskazują, że celem było fizyczne unicestwienie ludności oraz doprowadzenie do tego, aby polskie wsie „zniknęły z powierzchni ziemi”.

Dmytro Klaczkiwski i rozkaz masowej eksterminacji

Za jednego z najważniejszych organizatorów ludobójstwa na Wołyniu uznawany jest Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, dowódca UPA-Północ.

Według ustaleń przywoływanych w śledztwach IPN Klaczkiwski w okresie od marca do maja 1943 roku podjął decyzję o rozszerzeniu mordów na cały Wołyń.

W czerwcu 1943 roku wydał tajną dyrektywę dotyczącą przeprowadzenia wielkiej akcji likwidacji polskiej ludności, początkowo wskazując na mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat.

W dokumencie nakazywano wykorzystanie momentu wycofywania się wojsk niemieckich do osłabienia polskich sił. Leśne wsie i osady położone w pobliżu kompleksów leśnych miały zostać całkowicie zniszczone.

W praktyce oddziały UPA nie ograniczały się do mordowania mężczyzn zdolnych do walki. Zabijano całe rodziny, w tym niemowlęta, kobiety w ciąży, dzieci i starców.

Odpowiedzialność za organizowanie i kierowanie zbrodniami ponosili także inni dowódcy OUN-UPA, między innymi Wasyl Iwachów, Iwan Łytwynczuk „Dubowyj” oraz Petro Olijnyk „Enej”.

Bezpośrednią odpowiedzialność polityczną i dowódczą za antypolską akcję ponosili przywódcy struktur OUN-B i UPA. W późniejszym okresie jednym z najważniejszych dowódców UPA był Roman Szuchewycz.

Zeznania dowódcy okręgu „Turiw”

Po wojnie dowódca okręgu UPA „Turiw” Jurij Stelmaszczuk „Rudyj” został aresztowany przez NKWD.

W zeznaniach twierdził, że w czerwcu 1943 roku spotkał się w lesie kołkowskim z Dmytrem Klaczkiwskim oraz przedstawicielem sztabu głównego. Według Stelmaszczuka „Kłym Sawur” wydał mu rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w okręgu kowelskim.

Do końca czerwca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zamordowali na Wołyniu od 9 do 15 tys. Polaków.

Lipiec miał przynieść jeszcze większą, skoordynowaną operację.

Propagandowe przygotowanie zbrodni

Pierwszy lipcowy numer gazety UPA „Do zbroji” zapowiadał „haniebną śmierć” wszystkim Polakom, którzy pozostaną na Ukrainie.

Plany UPA zakładały jednoczesne uderzenie na jak największą liczbę miejscowości. Chodziło o zaskoczenie mieszkańców i uniemożliwienie im zorganizowania obrony albo ostrzeżenia sąsiednich wsi.

Atak w powiecie włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich.

Na kilka dni przed rozpoczęciem operacji do ukraińskich wsi przybyli agitatorzy z Małopolski Wschodniej. Podczas spotkań przekonywali ludność, że Polaków należy wymordować.

Jednocześnie prowadzono akcję dezinformacyjną. Dwa dni przed rozpoczęciem masakry rozprowadzano ulotki nawołujące Polaków i Ukraińców do wspólnej walki przeciw Niemcom oraz Sowietom.

Miało to uśpić czujność przyszłych ofiar.

Zamordowana polska delegacja

Polskie podziemie próbowało zatrzymać narastającą falę mordów poprzez rozmowy z przedstawicielami OUN-B.

7 lipca 1943 roku w okolicach Świnarzyna przeprowadzono wstępne rozmowy z lokalnym dowódcą Służby Bezpieczeństwa OUN, Szabaturą.

Na kolejne spotkanie, wyznaczone na 10 lipca, udała się polska delegacja.

W jej skład weszli pełnomocnik Okręgowej Delegatury Rządu na Wołyniu Zygmunt Rumel „Krzysztof Poręba”, przedstawiciel Okręgu Wołyńskiego Armii Krajowej Krzysztof Markiewicz „Czort” oraz woźnica Witold Dobrowolski.

Markiewicz znał Szabaturę z czasów szkolnych. W geście dobrej woli polscy wysłannicy zrezygnowali z uzbrojonej eskorty.

Po przybyciu do wsi Kustycze zostali aresztowani i zamordowani. Według części relacji ich ciała rozerwano końmi.

Następnego dnia rozpoczęła się Krwawa Niedziela.

Masakry 11 lipca

W nocy z 10 na 11 lipca 1943 roku oddziały UPA, wspierane przez zmobilizowanych ukraińskich chłopów należących do tak zwanych Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów, rozpoczęły skoordynowany atak.

Jedną z pierwszych masakr przeprowadzono w Dominopolu. Oprócz mieszkańców rozstrzelano tam także polski oddział partyzancki dowodzony przez Stanisława lub Celestyna Dąbrowskiego, który wcześniej współpracował z UPA.

Sprawcami byli prawdopodobnie członkowie zahonu „Sicz” dowodzonego przez Antoniuka. Zamordowano około 220 Polaków.

Około godziny 2.30 napastnicy zaatakowali Gurów, zabijając 200 osób.

Pół godziny później ci sami sprawcy dotarli do Wygranki, gdzie zamordowali 150 Polaków.

Zbrodnie przeprowadzano według wcześniej przygotowanego schematu. Jedne grupy otaczały wieś kordonem, aby nikt nie zdołał uciec. Inne wchodziły do miejscowości, wyprowadzały mieszkańców z domów i gromadziły ich w wyznaczonych punktach.

Kolejne grupy dokonywały egzekucji. Miejscowi chłopi zajmowali się wyszukiwaniem ukrywających się ludzi, zabijaniem niedobitków i rabowaniem mienia.

Po wymordowaniu jednej miejscowości oddziały UPA szybko przenosiły się do następnej.

Kościoły zamienione w miejsca egzekucji

W Chrynowie, Krymnie, Kisielinie, Porycku i Zabłoćcach zaatakowano Polaków zgromadzonych na niedzielnych mszach.

W Chrynowie zamordowano około 150 osób, w Krymnie 40, w Porycku około 200, a w Zabłoćcach 76.

W Kisielinie zginęło około 90 Polaków, jednak część wiernych zdołała zabarykadować się na piętrze plebanii i podjąć obronę.

W atakach na kościoły zginęli księża Józef Aleksandrowicz z Zabłoćców oraz Jan Kotwicki z Chrynowa.

Ksiądz Witold Kowalski z Kisielina został ciężko ranny.

Los księdza Bolesława Szawłowskiego z Porycka przedstawiany jest w relacjach niejednoznacznie. Według jednej wersji zginął 11 lipca w kościele. Według innej został wówczas ranny, a następnego dnia odnaleziony i dobity przez napastników.

Zbrodnie dokonywane z wyjątkowym okrucieństwem

Polaków mordowano przy użyciu broni palnej, ale również siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi gospodarskich.

Wiele zbrodni miało charakter wyjątkowo brutalny. Ofiary przed śmiercią torturowano. Zabijano dzieci na oczach rodziców, a rodziców na oczach dzieci.

Polskich domów nie zawsze podpalano natychmiast po napadzie. Niekiedy pozostawiano je przez kilka dni, aby osoby, które zdołały uciec lub ukryć się w lesie, uznały, że zagrożenie minęło i wróciły po żywność albo dobytek.

Powracających chwytano i mordowano. Dopiero później zabudowania palono, aby zatrzeć ślady polskiego osadnictwa.

Okupacja sowiecka, niemiecka i narastanie przemocy

Zbrodnie OUN-UPA dokonywane były w warunkach dwóch następujących po sobie okupacji.

Po agresji Niemiec i Związku Sowieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku ziemie województwa wołyńskiego znalazły się pod okupacją ZSRR.

Granica między obydwoma okupantami została ustalona w niemiecko-sowieckim traktacie o granicach i przyjaźni z 28 września 1939 roku.

Aby stworzyć pozory legalności aneksji polskich ziem, Sowieci przeprowadzili 22 października 1939 roku fikcyjne wybory do zgromadzeń ludowych. Odbywały się one w atmosferze terroru, aresztowań i represji.

W latach 1939–1941 mieszkańcy Kresów doświadczyli deportacji, egzekucji, konfiskaty majątków i niszczenia polskich elit przez NKWD.

Po ataku Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku Wołyń znalazł się pod okupacją niemiecką i został włączony do Komisariatu Rzeszy Ukraina.

Od 1942 roku rozpoczęła się masowa zagłada ludności żydowskiej. Ukraińska policja pomocnicza współpracowała z niemiecką policją i SS podczas obław w gettach, konwojowania Żydów na miejsca egzekucji, a w wielu przypadkach również w samych mordach.

W czasie Holocaustu na Wołyniu zamordowano około 150 tys. Żydów, a w Małopolsce Wschodniej około 455 tys.

Publiczne, masowe mordy dokonywane przez niemieckiego okupanta, podobnie jak wcześniejsze deportacje i egzekucje prowadzone przez NKWD, stworzyły atmosferę przyzwolenia na przemoc oraz przekonanie, że całe grupy narodowe można bezkarnie usuwać.

Ukraińscy nacjonaliści wykorzystali chaos okupacyjny, osłabienie państwa polskiego i doświadczenie zdobyte przez część członków ukraińskiej policji pomocniczej do przeprowadzenia własnego projektu czystki etnicznej.

Ekshumacje jako obowiązek państwa

Ekshumacje ofiar ludobójstwa OUN-UPA obejmują poszukiwanie miejsc pochówku, wydobywanie szczątków, podejmowanie prób identyfikacji oraz organizowanie godnych pogrzebów.

Nie są jedynie przedsięwzięciem archeologicznym lub historycznym. Dla rodzin ofiar stanowią warunek zakończenia trwającej od dziesięcioleci żałoby.

Od 2017 roku utrudnienia dotyczące prowadzenia polskich prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Ukrainie należą do najtrudniejszych kwestii w relacjach polsko-ukraińskich.

Rodziny zamordowanych domagają się prawa do odnalezienia grobów, wydobycia szczątków i pochowania bliskich zgodnie z ich wiarą oraz tradycją.

Nie chodzi o polityczny rewanż ani budowanie wrogości wobec współczesnych Ukraińców. Chodzi o podstawowe prawo człowieka do grobu, imienia i pamięci.

Tysiące miejsc nadal bez krzyża

Artykuł dr. Leona Popka pokazuje, jak niewielka część ofiar doczekała się godnego pochówku.

Z około 60 tys. Polaków zamordowanych na Wołyniu religijnie pochowano niespełna 3 tys. osób. Oznacza to, że zdecydowana większość nadal spoczywa w bezimiennych mogiłach.

Część miejsc zbrodni została całkowicie zatarta. Na terenach dawnych polskich wsi powstały pola, pastwiska, lasy lub zabudowania. Po kościołach pozostały fundamenty, pojedyncze figury, krzyże misyjne albo zarośnięte cmentarze.

Niekiedy jedynym świadectwem istnienia miejscowości są wspomnienia ocalałych, dokumenty, przedwojenne mapy i listy nazwisk.

Po 1989 roku polskie instytucje oraz rodziny ofiar zdołały postawić tylko kilkadziesiąt znaków pamięci. Wobec skali zbrodni jest to liczba dramatycznie mała.

Każda z opisanych miejscowości – Parośla, Huta Stepańska, Borszczówka, Lipniki, Małe Hołoby, Janowa Dolina, Ugły, Niemilia, Przebraże, Kisielin, Poryck, Kołodno, Ostrówki, Wola Ostrowiecka, Gaj, Mosty Wielkie, Berezowica Mała, Huta Pieniacka, Podkamień, Palikrowy, Chodaczków Wielki, Bryńce Zagórne, Puźniki i Worochta – jest tylko fragmentem znacznie większej mapy zagłady.

Za każdą nazwą kryją się konkretni ludzie: rodziny, dzieci, nauczyciele, księża, rolnicy, urzędnicy, rzemieślnicy i osoby, które przez pokolenia budowały swoje domy na Kresach.

Ich śmierć miała doprowadzić nie tylko do fizycznej likwidacji Polaków, lecz także do wymazania pamięci o ich obecności.

Pamięć, której nie wolno porzucić

Ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA nie może zostać sprowadzone do anonimowej „tragedii”, „konfliktu” ani „wojny sąsiedzkiej”.

Była to zaplanowana i zorganizowana akcja wymierzona w polską ludność cywilną, której celem było usunięcie Polaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej.

Zamordowano około 100 tys. osób. Zniszczono tysiące polskich osad. Wiele miejscowości przestało istnieć, a nazwy części z nich zniknęły z map.

Pamięć o ofiarach wymaga prawdy, wskazania sprawców i umożliwienia prowadzenia prac ekshumacyjnych.

Wymaga też przywrócenia imion ludziom, których przez dziesięciolecia określano jedynie liczbami.

Dopóki szczątki polskich kobiet, dzieci i mężczyzn leżą w nieoznaczonych dołach śmierci, dopóty sprawa ludobójstwa wołyńskiego nie jest wyłącznie historią.

Jest nadal niespełnionym obowiązkiem wobec zamordowanych.

Źródło podstawowe: dr Leon Popek, „Pamięć o Wołyniu i Małopolsce Wschodniej”, „Biuletyn IPN” nr 4/2017. Omówienie przygotowano również na podstawie informacji dotyczących miejsc pamięci, ustaleń badaczy i śledztw Instytutu Pamięci Narodowej oraz materiału źródłowego zawartego w przedstawionym opracowaniu.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania