Zamordowani za wierność Polsce

21 lipca 1952 roku zapadły wyroki, które miały złamać honor polskiej armii. Zamiast sprawiedliwości był pokazowy proces, zamiast dowodów – tortury, sfabrykowane zeznania i polityczne polecenia z Kremla. Trzech wybitnych oficerów Marynarki Wojennej zamordowano strzałem w tył głowy w więzieniu mokotowskim. Ich ciała ukryto w bezimiennych dołach śmierci. Dopiero po ponad sześciu dekadach Polska mogła oddać im należny hołd. Historia tzw. procesu komandorów pozostaje jednym z najbardziej wstrząsających symboli komunistycznego terroru.

Tutaj pisałam o procesie WiN: https://dorotakania.pl/2026/03/01/zgineli-bo-nie-uznali-moskwy/

Zbrodnia

21 lipca 1952 roku w gmachu Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie zapadł wyrok, który do dziś pozostaje symbolem stalinowskiego bezprawia. Siedmiu wybitnych oficerów Marynarki Wojennej oskarżono o działalność szpiegowską, próbę obalenia ustroju i przygotowywanie zbrojnego przewrotu. Żaden z tych zarzutów nie został poparty rzeczywistymi dowodami. Cała sprawa została zbudowana na wymuszonych zeznaniach, torturach i politycznym zapotrzebowaniu władz komunistycznych. Na karę śmierci skazano:

kmdr. por. Roberta Kasperskiego. Na dożywotnie więzienie skazano:

kmdr. Stanisława Mieszkowskiego,

kmdr. Jerzego Staniewicza,

kmdr. por. Zbigniewa Przybyszewskiego,

kmdr. Mariana Wojcieszka,

  • kmdr. por. Wacława Krzywca,
  • kmdr. por. pil. Kazimierza Kraszewskiego.

Kilka miesięcy później Bolesław Bierut zamienił wyroki śmierci wobec Mariana Wojcieszka i Roberta Kasperskiego na karę dożywotniego więzienia. Dla trzech pozostałych nie było już ratunku.

12 grudnia 1952 roku w więzieniu mokotowskim zamordowano kmdr. Jerzego Staniewicza.

16 grudnia 1952 roku ten sam los spotkał kmdr. Stanisława Mieszkowskiego oraz kmdr. por. Zbigniewa Przybyszewskiego.

Egzekucję wykonano metodą charakterystyczną dla sowieckiego aparatu terroru – strzałem w tył głowy.

Przez następne dziesięciolecia rodziny nie znały nawet miejsca pochówku swoich bliskich.

Cel – zniszczenie polskiej kadry oficerskiej

Proces komandorów nie był odosobnionym wydarzeniem. Stanowił element znacznie większego planu podporządkowania Polski Związkowi Sowieckiemu i całkowitej przebudowy Wojska Polskiego.

Tworzone od maja 1943 roku na terytorium ZSRS tzw. Ludowe Wojsko Polskie od początku pozostawało pod ścisłą kontrolą Kremla. Kluczowe stanowiska obejmowali oficerowie Armii Czerwonej delegowani do Polski lub obywatele sowieccy pełniący służbę w polskim mundurze.

Szczególne znaczenie miała Informacja Wojskowa – formalnie kontrwywiad wojskowy, w rzeczywistości jedna z najbardziej brutalnych policji politycznych w powojennej Polsce. Początkowo była niemal całkowicie obsadzona przez oficerów sowieckich, którzy odpowiadali bezpośrednio przed Moskwą.

Komunistyczne władze doskonale rozumiały, że armia jest fundamentem utrzymania nowego ustroju. Miały jednak poważny problem – brakowało własnej, ideologicznie lojalnej kadry dowódczej. Dlatego po zakończeniu wojny do służby przyjmowano również oficerów II Rzeczypospolitej, żołnierzy Armii Krajowej, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz byłych jeńców wojennych. Byli oni niezbędni ze względu na swoje doświadczenie i kwalifikacje.

Jednocześnie od pierwszych dni traktowano ich jako ludzi politycznie niepewnych. „Różne elementy”. Tak komuniści planowali przyszłą czystkę

Już w sierpniu 1945 roku przygotowano dokument zatytułowany „Wytyczne dla tworzenia kadr oficerskich Wojska Polskiego”, który doskonale pokazuje sposób myślenia nowych władz.

Przyznawano w nim otwarcie, że stworzenie własnego korpusu oficerskiego wymaga czasu. Do tego momentu armia miała korzystać z przejściowej kadry złożonej z ludzi reprezentujących „różne elementy”.

Pod tym określeniem kryli się przede wszystkim:

  • oficerowie przedwojennego Wojska Polskiego,
  • żołnierze Armii Krajowej,
  • oficerowie walczący na Zachodzie,
  • uczestnicy kampanii wrześniowej,
  • byli jeńcy niemieckich oflagów.

Komunistyczne kierownictwo od początku zakładało jednak, że ich obecność jest jedynie rozwiązaniem tymczasowym.

Docelowo Wojsko Polskie miało zostać całkowicie przebudowane.

Nowy korpus oficerski miał składać się wyłącznie z ludzi odpowiednich „klasowo”, całkowicie podporządkowanych partii komunistycznej i gotowych wykonywać każde polityczne polecenie.

Pierwsze represje

Już jesienią 1944 roku rozpoczęły się pierwsze czystki wśród oficerów związanych z Armią Krajową, którzy zostali wcieleni do nowo tworzonego wojska.

Po sfałszowanym referendum z czerwca 1946 roku, a następnie po sfałszowanych wyborach parlamentarnych w styczniu 1947 roku, komuniści mogli przystąpić do znacznie szerszej przebudowy państwa.

Kolejnym przełomowym momentem było utworzenie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w grudniu 1948 roku oraz całkowite zwycięstwo frakcji Bolesława Bieruta, wspieranej przez Stalina.

Rozpoczynała się zimna wojna.

Moskwa oczekiwała pełnego podporządkowania armii państw satelickich.

Polska nie była wyjątkiem.

Wręcz przeciwnie – stała się jednym z najważniejszych poligonów stalinowskich represji.

Marszałek Stalina przejmuje polską armię

Symbolem całkowitego podporządkowania Wojska Polskiego Związkowi Sowieckiemu była nominacja marszałka ZSRS Konstantego Rokossowskiego na stanowisko ministra obrony narodowej oraz marszałka Polski.

Stało się to 6 listopada 1949 roku.

Kilka miesięcy wcześniej kierownictwo Informacji Wojskowej zaczęło przedstawiać władzom materiały o rzekomych przygotowaniach do wojskowego spisku.

Atmosfera narastającej paranoi, wszechobecnej szpiegomanii i walki z wyimaginowanym „wrogiem klasowym” stworzyła idealne warunki do rozpoczęcia największej czystki w historii powojennego Wojska Polskiego.

Jej pierwszym wielkim etapem był proces TUN, który otworzył drogę do kolejnych pokazowych procesów.

To właśnie z niego narodziła się później sprawa siedmiu komandorów Marynarki Wojennej.

Proces TUN

Jeżeli proces siedmiu komandorów był kulminacją stalinowskiego terroru w Wojsku Polskim, to jego początkiem był proces TUN – pierwsza wielka pokazowa rozprawa wymierzona w przedwojenną kadrę oficerską. To właśnie wtedy komunistyczny aparat bezpieczeństwa wypracował metody, które później zastosowano wobec oficerów Marynarki Wojennej: wielomiesięczne tortury, wymuszanie zeznań, tworzenie fikcyjnych siatek szpiegowskich oraz podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości decyzjom politycznym.

Proces TUN nie był próbą ukarania rzeczywistych przestępstw. Był elementem planu całkowitego podporządkowania Wojska Polskiego interesom Kremla.

Armia miała należeć do partii, a nie do Polski

Po zakończeniu II wojny światowej komuniści doskonale zdawali sobie sprawę, że największym zagrożeniem dla ich władzy nie są wyłącznie żołnierze podziemia niepodległościowego. Równie niebezpieczna była kadra zawodowych oficerów wychowanych w tradycji II Rzeczypospolitej.

Byli to ludzie doświadczeni, często odznaczeni za walkę z Niemcami i Sowietami, posiadający autorytet wśród żołnierzy. Wielu z nich służyło wcześniej w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, inni przeszli przez niemieckie oflagi lub walczyli w strukturach Armii Krajowej.

Dla władz komunistycznych ich życiorysy stanowiły dowód politycznej nielojalności.

Stalin nie ufał oficerom, którzy składali przysięgę Rzeczypospolitej, a nie partii komunistycznej. W jego przekonaniu w razie konfliktu z Zachodem mogliby stanąć po stronie aliantów. Tak narodziła się koncepcja, która stała się podstawą późniejszych represji.

Koń trojański” w polskim mundurze

Na przełomie lat 1948–1949 w kierownictwie Informacji Wojskowej opracowano teorię tzw. „konia trojańskiego”.

Według tej koncepcji oficerowie przedwojennego Wojska Polskiego jedynie pozornie zaakceptowali nową rzeczywistość polityczną. W rzeczywistości mieli tworzyć zakonspirowaną siatkę, która w chwili wybuchu wojny pomiędzy blokiem wschodnim i państwami zachodnimi przeprowadzi przewrót w Polsce, a następnie przejdzie na stronę „imperialistów”.

Nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających istnienie takiego spisku.

Hipoteza została jednak uznana za obowiązującą linię polityczną.

Od tej chwili zadaniem śledczych nie było ustalenie prawdy, lecz znalezienie ludzi, którzy pod wpływem tortur potwierdzą z góry przygotowaną wersję wydarzeń.

Proces TUN – początek wielkiej czystki

Pierwszym celem stali się:

  • gen. Stanisław Tatar,
  • płk Marian Utnik,
  • płk Stanisław Nowicki.

Od pierwszych liter ich nazwisk powstał skrót TUN, który przeszedł do historii jako nazwa jednego z najgłośniejszych procesów politycznych okresu stalinowskiego.

Ironią losu było to, że wszyscy trzej po wojnie zaufali nowej władzy.

Powrócili z Zachodu i zdecydowali się służyć w odbudowywanym Wojsku Polskim. Co więcej, przekazali komunistycznym władzom środki finansowe zgromadzone w Funduszu Drawa, czyli aktywa Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie.

Zostali nawet odznaczeni.

Nie uchroniło ich to jednak przed represjami.

Wręcz przeciwnie.

Komunistyczne kierownictwo uznało, że ich autorytet można wykorzystać do stworzenia mitu wielkiego wojskowego spisku.

Najpierw odznaczenia. Potem aresztowania

W listopadzie 1949 roku rozpoczęły się aresztowania.

Do więzień trafili:

  • gen. Stanisław Tatar,
  • płk Marian Utnik,
  • płk Stanisław Nowicki,

a wraz z nimi kolejni oficerowie, między innymi:

  • mjr Władysław Roman,
  • kmdr ppor. Szczepan Wacek.

To był dopiero początek.

Każdy zatrzymany miał wskazać następnych uczestników rzekomego spisku.

W ten sposób aparat bezpieczeństwa budował coraz większą siatkę nieistniejącej organizacji.

Według śledczych miała ona obejmować nawet 200–300 oficerów Wojska Polskiego, w tym wielu wysokich dowódców Marynarki Wojennej.

63 dni niemal bez snu

Najważniejszym narzędziem śledczych nie były dowody.

Były nim tortury.

Podczas przesłuchań stosowano metody przejęte bezpośrednio z praktyki sowieckiego NKWD.

Jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów jest sposób przesłuchiwania płk. Mariana Utnika.

Przez 63 kolejne dni przesłuchiwano go niemal bez przerwy.

Na sen przeznaczano jedynie dwie godziny – od około trzeciej do piątej nad ranem.

Krótkie przerwy przewidywano wyłącznie na posiłki.

Przesłuchania prowadzono dniem i nocą.

Do tego dochodziły:

  • wielogodzinne stanie,
  • izolacja,
  • presja psychiczna,
  • groźby wobec rodzin,
  • bicie,
  • wymuszanie podpisów pod gotowymi protokołami.

Celem nie było ustalenie faktów.

Celem było złamanie człowieka.

Po tygodniach takiego traktowania wielu więźniów podpisywało wszystko, co podsunęli śledczy.

Informacja Wojskowa

Kluczową rolę w całym mechanizmie odgrywała Informacja Wojskowa.

Formalnie była wojskowym kontrwywiadem.

W praktyce funkcjonowała jako polityczna policja podporządkowana Moskwie.

To jej funkcjonariusze prowadzili śledztwa, przygotowywali akty oskarżenia i decydowali, jakie zeznania znajdą się w aktach.

W pierwszych latach działalności kadra kierownicza tej formacji składała się w ogromnej mierze z oficerów sowieckich lub osób całkowicie związanych z ZSRS.

Nie przypadkiem historycy określają Informację Wojskową mianem jednego z najważniejszych narzędzi sowietyzacji Wojska Polskiego.

Pokazowy proces

Proces TUN rozpoczął się 31 lipca 1951 roku przed Najwyższym Sądem Wojskowym.

Zakończył się 13 sierpnia.

Był klasycznym procesem pokazowym.

Oskarżeni odpowiadali za rzekome:

  • szpiegostwo,
  • dywersję,
  • działalność przeciwko państwu.

Mimo ciężaru zarzutów nie zapadły wyroki śmierci.

Nie oznaczało to jednak złagodzenia polityki represji.

Wręcz przeciwnie.

Proces TUN miał przede wszystkim stworzyć podstawę do kolejnych postępowań.

Komunistyczny aparat uznał, że udowodnił istnienie wojskowego spisku.

Teraz należało wskazać jego następnych uczestników.

Marynarka Wojenna na celowniku

W kolejnych miesiącach śledczy skierowali uwagę na Marynarkę Wojenną.

Była ona wyjątkowo niewygodna dla komunistów.

Służyło w niej wielu oficerów przedwojennej floty oraz ludzi, którzy walczyli podczas wojny u boku aliantów zachodnich.

Posiadali ogromny autorytet.

Byli doskonale wykształceni.

Często szkolili się za granicą.

Dla stalinowskich władz oznaczało to jedno – byli politycznie podejrzani.

Rozpoczęły się kolejne aresztowania.

Tym razem ofiarami mieli stać się najwyżsi oficerowie Marynarki Wojennej.

Śledczy nie musieli już wymyślać nowej historii.

Wystarczyło dopisać ich nazwiska do fikcyjnego spisku stworzonego podczas procesu TUN.

Tak rozpoczęła się droga prowadząca do jednej z najgłośniejszych zbrodni sądowych w historii Polski Ludowej – procesu siedmiu komandorów.

Władza Kremla

Po zakończeniu procesu TUN aparat bezpieczeństwa nie zakończył czystek. Wręcz przeciwnie – uznał, że udowodnił istnienie rzekomego „spisku wojskowego”, który należało teraz rozbudować o kolejne nazwiska. Wybór padł na Marynarkę Wojenną, formację skupiającą wielu przedwojennych oficerów, ludzi o wysokich kwalifikacjach, doświadczeniu bojowym i niekwestionowanym autorytecie.

Dla komunistycznych władz byli oni podwójnie niewygodni. Po pierwsze, większość z nich służyła jeszcze w Marynarce Wojennej II Rzeczypospolitej. Po drugie, wielu miało za sobą służbę na Zachodzie, pobyt w oflagach lub udział w kampanii 1939 roku. Ich lojalność wobec państwa polskiego była niepodważalna, ale właśnie to – w logice stalinowskiego systemu – czyniło ich politycznie podejrzanymi.

W atmosferze narastającej szpiegomanii i obsesji na punkcie „wroga wewnętrznego” rozpoczęto przygotowania do kolejnego pokazowego procesu.

Śledztwo i tortury

Podobnie jak w sprawie TUN, śledczy Informacji Wojskowej nie dysponowali żadnymi dowodami świadczącymi o istnieniu organizacji konspiracyjnej w Marynarce Wojennej. Ich zadaniem nie było jednak ustalenie prawdy, lecz stworzenie spójnej narracji odpowiadającej politycznym oczekiwaniom kierownictwa PZPR i Kremla.

Aresztowani oficerowie byli przez wiele miesięcy brutalnie przesłuchiwani. Stosowano metody charakterystyczne dla stalinowskiego aparatu represji:

  • pozbawianie snu,
  • wielogodzinne przesłuchania,
  • izolację od świata zewnętrznego,
  • bicie i przemoc fizyczną,
  • presję psychiczną,
  • groźby wobec rodzin,
  • wymuszanie podpisów pod wcześniej przygotowanymi protokołami.

To właśnie w śledztwie, a nie na sali sądowej, zapadały faktyczne „wyroki”. Protokoły przesłuchań, sporządzane pod dyktando funkcjonariuszy, miały później posłużyć jako jedyny „dowód” winy.

Spisek, którego nie było

Według aktu oskarżenia komandorowie mieli już od 1946 roku budować tajną organizację działającą wewnątrz Marynarki Wojennej. Jej celem miało być przygotowanie przewrotu oraz przejęcie kontroli nad flotą w chwili wybuchu wojny pomiędzy blokiem zachodnim a Związkiem Sowieckim.

Śledczy twierdzili również, że oficerowie utrzymywali kontakty z uczestnikami procesu TUN i stanowili część jednej wielkiej siatki szpiegowskiej.

Nie przedstawiono jednak żadnych wiarygodnych dokumentów, meldunków ani materiałów operacyjnych potwierdzających te zarzuty.

Cały „spisek” istniał wyłącznie w protokołach sporządzonych podczas brutalnych przesłuchań.

Po latach, gdy sprawę ponownie zbadano, Najwyższy Sąd Wojskowy stwierdził jednoznacznie, że nie istniały żadne dowody świadczące o winie oskarżonych.

Sowiecki oskarżyciel

Jedną z najbardziej wymownych postaci tego procesu był Leonard Azarkiewicz.

Pełnił funkcję wojskowego prokuratora i występował jako oskarżyciel w procesie komandorów. Był obywatelem Związku Sowieckiego, oddelegowanym do służby w polskim wojsku w okresie jego intensywnej sowietyzacji.

To właśnie Azarkiewicz podpisał akt oskarżenia, zarzucając siedmiu oficerom między innymi:

  • próbę „usunięcia przemocą organów władzy ludowej”,
  • działalność szpiegowską,
  • tworzenie organizacji konspiracyjnej,
  • przygotowywanie dywersji na rzecz państw zachodnich.

W swoich wystąpieniach przedstawiał oskarżonych jako szczególnie niebezpiecznych wrogów państwa, choć nie był w stanie przedstawić rzeczywistych dowodów potwierdzających te tezy.

Już sam fakt, że polskich oficerów sądził i oskarżał funkcjonariusz wywodzący się z sowieckiego aparatu wojskowego, był symbolem utraty suwerenności przez powojenną Polskę.

Sąd podporządkowany polityce

Rozprawa rozpoczęła się 15 lipca 1952 roku przed Najwyższym Sądem Wojskowym.

Odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Opinia publiczna nie miała dostępu do procesu, nie dopuszczono niezależnych obserwatorów, a rodziny oskarżonych pozostawały praktycznie pozbawione informacji o jego przebiegu.

Składowi sędziowskiemu przewodniczył:

  • płk Piotr Parzeniecki – również obywatel sowiecki, pełniący służbę w polskim wymiarze sprawiedliwości wojskowej.

Ławnikami byli:

  • ppłk Juliusz Krupski,
  • mjr Teofil Karczmarz.

Ich zadaniem nie było rozstrzygnięcie sporu na podstawie dowodów. Wyrok miał charakter polityczny i został przygotowany jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Sala sądowa stała się jedynie miejscem jego formalnego ogłoszenia.

Wyroki śmierci

Po czterech dniach tajnej rozprawy, 21 lipca 1952 roku, Najwyższy Sąd Wojskowy ogłosił wyrok.

Na karę śmierci skazano:

  • kmdr. Stanisława Mieszkowskiego,
  • kmdr. Jerzego Staniewicza,
  • kmdr. por. Zbigniewa Przybyszewskiego,
  • kmdr. Mariana Wojcieszka,
  • kmdr. por. Roberta Kasperskiego.

Na karę dożywotniego więzienia skazano:

  • kmdr. por. Wacława Krzywca,
  • kmdr. por. pil. Kazimierza Kraszewskiego.

Data ogłoszenia wyroku nie była przypadkowa.

Nastąpiło to na dzień przed wejściem w życie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, uchwalonej 22 lipca 1952 roku – w święto propagandowo przedstawiane jako początek nowej epoki.

Komunistyczne władze chciały pokazać, że wraz z narodzinami nowego ustroju ostatecznie rozprawiają się z elitami wiernymi przedwojennej Polsce.

Jednym z najbardziej dramatycznych paradoksów tej sprawy pozostaje fakt, że komandorów skazano jeszcze w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.

Dzień później państwo formalnie zmieniło nazwę na Polską Rzeczpospolitą Ludową.

Dla oskarżonych miało to wymiar szczególnie bolesny. Byli oficerami, którzy całe życie służyli Rzeczypospolitej, walczyli pod jej banderą i składali przysięgę na wierność państwu polskiemu.

To właśnie w imieniu tego państwa ogłoszono wobec nich wyroki śmierci oparte na sfabrykowanych oskarżeniach.

Historia zna niewiele równie przejmujących przykładów instrumentalnego wykorzystania prawa do realizacji celów politycznych.

Ostatnia decyzja Bieruta

Po ogłoszeniu wyroków do Bolesława Bieruta – namiestnika Moskwy, agenta NKWD obsadzonego w fotelu prezydenta Polski, trafiły prośby o ułaskawienie.

Bierut nie zdecydował się jednak na ocalenie wszystkich skazanych.

Zamienił wyroki śmierci jedynie wobec:

  • Mariana Wojcieszka,
  • Roberta Kasperskiego.

Pozostałym odmówił prawa do życia.

Ich los był już przesądzony.

W grudniu 1952 roku zostali wyprowadzeni z cel śmierci więzienia mokotowskiego i zamordowani metodą stosowaną przez NKWD – strzałem w tył głowy.

Elita polskiej Marynarki Wojennej

Komunistyczna propaganda przedstawiała ich jako „agentów imperializmu”, „szpiegów” i „organizatorów wojskowego przewrotu”. W rzeczywistości byli jednymi z najlepiej wykształconych i najbardziej doświadczonych oficerów polskiej floty.

Łączyło ich kilka cech, które w realiach stalinowskiej Polski wystarczały, aby znaleźć się na liście wrogów państwa. Wszyscy służyli II Rzeczypospolitej, większość walczyła podczas II wojny światowej, a po jej zakończeniu zdecydowali się pozostać w kraju, wierząc, że będą mogli odbudować polską Marynarkę Wojenną.

To właśnie ta decyzja okazała się dla wielu z nich wyrokiem.

Kmdr Stanisław Mieszkowski – twórca powojennej Marynarki Wojennej

Spośród wszystkich oskarżonych kmdr Stanisław Mieszkowski należał do najwybitniejszych oficerów polskiej floty.

Był absolwentem Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu, a następnie ukończył specjalistyczne szkolenia we Francji. Służył na najważniejszych okrętach II Rzeczypospolitej i należał do pokolenia oficerów, które budowało nowoczesną polską flotę.

Po wybuchu II wojny światowej uczestniczył w działaniach wojennych, a po jej zakończeniu zdecydował się wrócić do kraju.

Nie wybrał emigracji.

Uznał, że jego obowiązkiem jest odbudowa polskiej Marynarki Wojennej.

W nowych realiach powierzano mu odpowiedzialne stanowiska dowódcze. Dzięki ogromnemu doświadczeniu został jednym z najważniejszych organizatorów powojennej floty.

Paradoks polegał na tym, że człowiek, który odbudowywał Marynarkę Wojenną, kilka lat później został oskarżony o próbę jej zniszczenia.

Nie przedstawiono żadnego dowodu potwierdzającego te absurdalne zarzuty.

16 grudnia 1952 roku został zamordowany w więzieniu mokotowskim.

Miał 51 lat.

Kmdr Jerzy Staniewicz – oficer wierny przysiędze do końca

Jerzy Staniewicz należał do grona najbardziej cenionych oficerów przedwojennej Marynarki Wojennej.

Był zawodowym oficerem wychowanym w tradycji II Rzeczypospolitej. Przez lata służby zdobył opinię człowieka niezwykle kompetentnego i wymagającego, ale również bezwzględnie uczciwego.

Po wojnie nie zdecydował się na emigrację.

Podobnie jak wielu jego kolegów uznał, że niezależnie od zmieniających się realiów politycznych Polska potrzebuje doświadczonych marynarzy.

Komuniści odczytali to zupełnie inaczej.

Przedwojenny rodowód, wojenne doświadczenie i ogromny autorytet uczyniły go jednym z głównych celów Informacji Wojskowej.

12 grudnia 1952 roku został zamordowany strzałem w tył głowy.

Jego rodzinie przez dziesięciolecia odmawiano prawa do poznania miejsca pochówku.

Kmdr por. Zbigniew Przybyszewski – bohater obrony Helu

Jedną z najbardziej tragicznych postaci procesu był kmdr por. Zbigniew Przybyszewski.

We wrześniu 1939 roku należał do grona obrońców Helu, dowodząc baterią artylerii nadbrzeżnej.

Do historii przeszedł jako jeden z najwybitniejszych specjalistów artylerii morskiej II Rzeczypospolitej.

Po kapitulacji trafił do niemieckiej niewoli.

Po wojnie wrócił do Polski.

Mimo wojennych doświadczeń nie odmówił służby w odbudowywanej Marynarce Wojennej.

Komunistyczne śledztwo całkowicie pominęło jego wojenne zasługi.

W dokumentach przedstawiano go wyłącznie jako uczestnika nieistniejącego spisku.

16 grudnia 1952 roku został zamordowany razem ze Stanisławem Mieszkowskim.

Był jednym z najwybitniejszych polskich artylerzystów morskich.

Kmdr Marian Wojcieszek – skazany na śmierć, ułaskawiony

W przeciwieństwie do trzech zamordowanych kolegów Marian Wojcieszek uniknął egzekucji.

Najwyższy Sąd Wojskowy skazał go na karę śmierci.

Dopiero decyzja Bolesława Bieruta zamieniła wyrok na dożywotnie więzienie.

Nie oznaczało to jednak końca dramatu.

Lata spędzone w stalinowskich więzieniach oznaczały wyniszczenie zdrowia, utratę kariery i złamanie życia rodzinnego.

Po październiku 1956 roku został zrehabilitowany.

Nigdy jednak nie odzyskał lat odebranych przez komunistyczny aparat terroru.

Kmdr por. Robert Kasperski – drugi z ułaskawionych

Podobny los spotkał Roberta Kasperskiego.

Także wobec niego zapadł wyrok śmierci.

Także jego uratowała decyzja Bieruta o zamianie kary na dożywotnie więzienie.

Przez kilka miesięcy żył jednak w celi śmierci, nie wiedząc, czy kolejnego dnia nie zostanie wyprowadzony na egzekucję.

To doświadczenie na trwałe odcisnęło piętno na jego dalszym życiu.

Po rehabilitacji nigdy nie doczekał się pełnego rozliczenia osób odpowiedzialnych za jego skazanie.

Kmdr por. Wacław Krzywiec – skazany na powolne wyniszczenie

Choć nie usłyszał wyroku śmierci, kara dożywotniego więzienia oznaczała w realiach początku lat pięćdziesiątych niemal pewną śmierć.

Warunki panujące w więzieniach stalinowskich były katastrofalne.

Więźniowie cierpieli z powodu głodu, chorób, wielomiesięcznej izolacji i ciągłych szykan.

Krzywiec, podobnie jak pozostali oskarżeni, został całkowicie pozbawiony dobrego imienia.

Dopiero po 1956 roku państwo przyznało, że został skazany bez żadnych podstaw.

Kmdr por. pil. Kazimierz Kraszewski – lotnik wśród marynarzy

Najmniej znanym spośród oskarżonych pozostaje Kazimierz Kraszewski.

Był oficerem lotnictwa morskiego i jednym z pionierów tej specjalności w polskiej Marynarce Wojennej.

Podobnie jak pozostali został oskarżony na podstawie tych samych sfabrykowanych zarzutów.

Nie przedstawiono wobec niego żadnych indywidualnych dowodów winy.

O jego losie zdecydowała polityczna potrzeba pokazania opinii publicznej, że rzekomy spisek obejmował całe kierownictwo Marynarki Wojennej.

Wyrok nie kończył zbrodni

Komunistyczne władze nie poprzestały na wykonaniu wyroków.

Rodziny nie otrzymały informacji o miejscu pochówku.

Nie wydano ciał.

Nie pozwolono na godny pogrzeb.

Przez kolejne dziesięciolecia bliscy żyli w niepewności, często nawet nie wiedząc, gdzie zapalić znicz.

Zwłoki zamordowanych oficerów zostały potajemnie pogrzebane w bezimiennych dołach śmierci na terenie Cmentarza Wojskowego na Powązkach – w miejscu, które po latach nazwano Łączką.

Komunistyczna władza chciała nie tylko odebrać im życie.

Chciała wymazać ich z historii.

Nie udało się.

Po ponad sześćdziesięciu latach ich nazwiska wróciły do narodowej pamięci dzięki pracy zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka

Tutaj pisałam o „Łupaszce”, którego szczątki zostały odnalezione na „Łączce”: https://dorotakania.pl/2026/02/08/z-bogiem-panowie-wiernosc-ktorej-nie-dalo-sie-zabic/

Proces siedmiu komandorów Marynarki Wojennej nie był pomyłką wymiaru sprawiedliwości ani skutkiem błędnie przeprowadzonego postępowania. Był świadomie zaplanowaną zbrodnią sądową, przygotowaną przez podporządkowany Moskwie aparat bezpieczeństwa i zatwierdzoną przez najwyższe władze komunistycznej Polski.

Śledztwo prowadzone przez Informację Wojskową oparto na torturach, wymuszonych zeznaniach i sfabrykowanych dokumentach. Akt oskarżenia przygotował wojskowy prokurator wywodzący się z sowieckiego aparatu represji. Rozprawa odbyła się za zamkniętymi drzwiami, a skład sędziowski nie miał rozstrzygać o winie lub niewinności oskarżonych. Jego zadaniem było jedynie nadać pozory legalności decyzjom, które zapadły znacznie wcześniej – w gabinetach kierownictwa PZPR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Informacji Wojskowej i pod czujnym okiem Kremla.

Wyrok był w istocie elementem politycznej operacji wymierzonej w przedwojenną elitę Wojska Polskiego. Po uchyleniu wyroku w 1956 roku mordercy sądowi nie ponieśli odpowiedzialności karnej za udział w tej zbrodni sądowej.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania