Od kampanii 2005 roku po współczesność. Czy polityka oparta na emocjach i podziałach ponownie staje się głównym narzędziem walki o władzę?
Polaryzacja społeczeństwa, wzmacnianie emocji, budowanie podziału na „nas” i „ich” oraz mobilizacja elektoratu poprzez konflikt – od lat stanowią przedmiot analiz politologów, socjologów i specjalistów od marketingu politycznego. Zwolennicy tej strategii przekonują, że pozwala ona skutecznie mobilizować wyborców. Krytycy ostrzegają jednak, że jej długofalowym skutkiem jest pogłębianie społecznych podziałów i osłabianie debaty publicznej.
Tutaj pisałam o rozbijaniu prawicy: https://dorotakania.pl/2026/07/23/rozbijanie-prawicy-cien-plk-lesiaka/
Pytanie powraca dziś ze zdwojoną siłą: czy historia ponownie zatacza koło? Czy model prowadzenia polityki, który – zdaniem wielu komentatorów – odegrał istotną rolę w zwycięstwach Platformy Obywatelskiej w latach 2007, 2011 i 2023, ponownie staje się dominującym sposobem prowadzenia kampanii politycznej także innych ugrupowań polkitycznych?
Już w 2019 roku na łamach „Nowego Państwa” opisywałam ten mechanizm w tekście zatytułowanym „Socjotechnika nienawiści”.
Strategia emocji
Jedną z postaci pojawiających się w tamtej analizie była Natalia de Barbaro – absolwentka psychologii i socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, wcześniej współpracująca ze sztabami Tadeusza Mazowieckiego i Jana Marii Rokity. Zajmowała się szkoleniami z zakresu komunikacji oraz przywództwa. Według pojawiających się wówczas nieoficjalnych informacji miała należeć do grona osób promujących strategię polityczną opartą na silnym oddziaływaniu na emocje wyborców oraz wzmacnianiu konfliktu politycznego jako sposobu mobilizacji elektoratu.
Do tych doniesień odniósł się w październiku 2006 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Dziennikiem”.
„Jeśli tam ciągle będzie obowiązywać reguła pani de Barbaro, że trzeba za wszelką cenę prowadzić wojnę, bo to droga do sukcesu – to my na tym nie stracimy. Ale Polska demokracja, która – choć ułomna – jakoś działa, może stracić wiele. I Polska może stracić.”
Była to jedna z pierwszych publicznych wypowiedzi, w której pojawiła się teza, że konflikt polityczny nie jest skutkiem ubocznym kampanii, lecz świadomie wykorzystywanym narzędziem komunikacji.
Donald Tusk nie pogodził się z porażką w wyborach parlamentarnych, kiedy to Platforma Obywatelska przegrała wybory. Dużo bardziej jednak dotknęła go przegrana z prof. Lechem Kaczyńskim w wyborach przeydenckich.
Polityka oparta na konflikcie
Od wyborów parlamentarnych w 2005 roku temperatura sporu politycznego systematycznie rosła. Coraz częściej kampanie wyborcze opierały się nie tyle na prezentowaniu programów, ile na budowaniu silnych emocji wokół przeciwnika politycznego.
Jedną z osób często zabierających głos w debacie publicznej był prof. Bogdan de Barbaro – psychiatra, psychoterapeuta oraz ojciec Natalii de Barbaro. W mediach przypominano również, że w przeszłości był związany ze środowiskiem Unii Wolności.
Po zabójstwie działacza PiS Marka Rosiaka w 2010 roku profesor w wywiadzie dla „Newsweeka” komentował atmosferę panującą po katastrofie smoleńskiej.
Odnosząc się do marszów organizowanych na Krakowskim Przedmieściu mówił:
„Nie trzeba jednak być psychologiem, by dostrzec, że tych ludzi niosła agresywna energia.”
W tym samym wywiadzie dodawał:
„Nie kwestionuję głębokiego sensu procesu żałoby, dostrzegam jedynie niebezpieczeństwo wykorzystywania jej dla celów politycznych i pobudzania zachowań agresywnych.”
Te skandaliczne wypowiedzi wpisywały się w narrację Donalda Tuska i związanych z nim polityków. A także mediów, które sprzyjały Tuskowi i jego partii
Spór o źródła społecznych emocji
Wypowiedzi prof. de Barbaro od początku wywoływały spory. Krytycy zwracali uwagę, że diagnoza dotycząca narastającej agresji koncentrowała się przede wszystkim na środowiskach prawicowych, podczas gdy znacznie rzadziej analizowano język oraz działania drugiej strony politycznego konfliktu.
W kolejnych latach profesor publicznie angażował się również w obronę historyka Jana Tomasza Grossa, krytykując działania podejmowane wobec niego przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Debata o źródłach społecznej agresji stopniowo przekształcała się więc w kolejny element ostrego sporu politycznego.
Narastająca polaryzacja III RP
Analizując wydarzenia ostatnich dwóch dekad trudno nie zauważyć, że kolejne konflikty polityczne coraz częściej przybierały charakter moralnej konfrontacji, w której przeciwnik przestawał być jedynie rywalem, a stawał się zagrożeniem wymagającym politycznej eliminacji.
W tym kontekście warto przypomnieć atmosferę towarzyszącą debatom wokół lustracji, działalności Instytutu Pamięci Narodowej, powołania Centralnego Biura Antykorupcyjnego czy rozliczeń z okresem PRL.
Każda z tych spraw prowadziła do gwałtownych sporów, w których – zdaniem wielu obserwatorów – argumenty merytoryczne coraz częściej ustępowały miejsca emocjom, ostrym oskarżeniom oraz budowaniu narracji o fundamentalnym zagrożeniu dla państwa lub demokracji.
Smoleńsk – punkt zwrotny
Szczególnym momentem eskalacji politycznych emocji była tragedia smoleńska z 10 kwietnia 2010 roku.
Już w pierwszych godzinach po tragedii rozpoczęła się publiczna dyskusja dotycząca odpowiedzialności za katastrofę. W przestrzeni medialnej pojawiały się paskudne sugestie, że prezydent Lech Kaczyński miał wywierać presję na pilotów, aby mimo trudnych warunków pogodowych podjęli próbę lądowania.
Rolę największego skandalisty odegrał Janusz Palikot, jeden z najbardziej skompromitowanych i agresywnych posłów.
To właśnie od tamtego momentu spór polityczny wszedł na zupełnie nowy poziom. Debata publiczna coraz częściej była prowadzona w atmosferze wzajemnych oskarżeń, a kolejne kampanie wyborcze opierały się na mobilizowaniu elektoratów poprzez wzmacnianie emocji i pogłębianie podziałów.
Czy historia się powtarza?
Dziś, po kolejnych kampaniach wyborczych, pytanie o rolę polaryzacji, emocji i społecznych podziałów ponownie powraca do debaty publicznej.
Czy konflikt stał się trwałym elementem polskiej polityki? Czy budowanie kampanii wokół silnych emocji jest skuteczną metodą mobilizacji wyborców, czy raczej prowadzi do dalszej erozji zaufania społecznego i jakości debaty publicznej?
Na te pytania nie ma jednej odpowiedzi. Nie ulega jednak wątpliwości, że polaryzacja pozostaje jednym z najważniejszych zjawisk kształtujących polską scenę polityczną od ponad dwóch dekad. I coraz bardziej widać, że polaryzacji i nienawiść nie jest spontanicznym skutkiem rywalizacji politycznej lecz świadomie wykorzystywaną strategią komunikacyjną.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
