Warszawa obudziła się pod ciężkimi chmurami. Kilka godzin później całe miasto stanęło w ogniu. Tak rozpoczęło się Powstanie Warszawskie.
1 sierpnia 1944 roku nad Warszawą nie było błękitnego nieba. Od świtu nad miastem wisiały ciężkie chmury, a chłodne powietrze przynosiło przelotny deszcz. Termometry pokazywały zaledwie około 18 stopni Celsjusza. Jeszcze dzień wcześniej nad Polską przeszedł chłodny front atmosferyczny związany z niżem znad Bałtyku. Pogodę kształtował wyż rozciągający się nad Europą Środkową oraz głęboki niż u wybrzeży Irlandii.
Słońce wzeszło o 5.11, jednak jego promienie prawdopodobnie nie przebiły się przez gęste zachmurzenie. Trudno dziś o bardziej symboliczną scenerię. Stolica budziła się w półmroku. Za kilka godzin miała zamienić się w pole jednej z najbardziej dramatycznych bitew II wojny światowej.
Nikt nie przypuszczał, że walka planowana początkowo na kilka dni potrwa aż 63 dni, pochłonie życie dziesiątek tysięcy żołnierzy Armii Krajowej oraz około 150–180 tysięcy cywilów, a po jej zakończeniu Niemcy metodycznie zrównają Warszawę z ziemią.
Decyzja zapadła dzień wcześniej
Wieczorem 31 lipca 1944 roku, podczas narady Komendy Głównej Armii Krajowej przy ulicy Pańskiej, zapadła jedna z najważniejszych decyzji w historii Polski.
Komendant Okręgu Warszawskiego AK płk Antoni Chruściel „Monter” przekazał informację, że wojska radzieckie miały przełamać niemiecką obronę na przedpolach Pragi. Jak później się okazało, wiadomość była nieprawdziwa. Mimo to dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, po konsultacjach z najbliższymi współpracownikami oraz Delegatem Rządu na Kraj Janem Stanisławem Jankowskim, wydał ustny rozkaz rozpoczęcia walk.
Kilka godzin później „Monter” podpisał lakoniczny rozkaz mobilizacyjny:
„Alarm do rąk własnych Komendantom Obwodów. Dnia 31.7. godz. 19. Nakazuję W dnia 1.8. godzina 17.00. Adres m.p. Okręgu: Jasna 22 m. 20 czynny od godziny W. Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować.”
To właśnie ten krótki dokument uruchomił największą akcję zbrojną Polskiego Państwa Podziemnego.
Wyścig z czasem
Rozkaz wydano tuż przed godziną policyjną. Łącznicy nie mieli praktycznie całej nocy na jego przekazanie.
Dopiero 1 sierpnia od godziny 7.00 rozpoczęła się gigantyczna operacja kurierska. Tysiące młodych kobiet – łączniczek Armii Krajowej – ruszyły ulicami okupowanej Warszawy z meldunkami mobilizacyjnymi.
Do południa rozkazy dotarły do większości dowódców obwodów i zgrupowań. W kolejnych godzinach po mieście przemieszczało się już ponad sześć tysięcy gońców i łączniczek, którzy przenosili rozkazy, broń, amunicję oraz informacje między punktami konspiracyjnymi.
To była niezwykła operacja logistyczna prowadzona w mieście znajdującym się pod nieustanną kontrolą niemieckiego okupanta.
Mobilizacja daleka od planów
Problem polegał jednak na czasie.
Dowódcy zostali zaskoczeni terminem rozpoczęcia walk. Broń ukryta była w dziesiątkach konspiracyjnych magazynów rozsianych po całej Warszawie. Wielu żołnierzy przebywało daleko od swoich punktów koncentracji.
W chwili rozpoczęcia Powstania mobilizacja osiągnęła zaledwie około 50–60 procent planowanych stanów osobowych.
Jeszcze gorzej wyglądało uzbrojenie.
Choć Okręg Warszawski Armii Krajowej liczył ponad 40 tysięcy żołnierzy, do dyspozycji było jedynie około:
- 2500 pistoletów,
- 1475 karabinów,
- 420 pistoletów maszynowych,
- 94 ręczne karabiny maszynowe,
- 20 ciężkich karabinów maszynowych.
Do tego dochodziły własnej produkcji „Błyskawice”, „Filipinki”, „Sidolówki”, butelki zapalające oraz pojedyncze miotacze ognia.
W praktyce oznaczało to, że uzbroić można było zaledwie kilka tysięcy ludzi, podczas gdy dziesiątki tysięcy kolejnych czekały jedynie na możliwość zdobycia broni na przeciwniku.
Pierwsze strzały padły przed godziną „W”
Choć historia zapamiętała godzinę 17.00 jako moment rozpoczęcia Powstania Warszawskiego, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej dramatyczna.
Około 13.50 na ulicy Krasińskiego na Żoliborzu żołnierze transportujący broń dla zgrupowania „Żniwiarz” natknęli się na niemiecki patrol lotników.
Padły pierwsze strzały.
Niemcy błyskawicznie sprowadzili czołg oraz samochody z karabinami maszynowymi. Niedługo później przeczesując okolicę natrafili przy ulicy Suzina na grupę powstańców pobierających broń z kotłowni Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
W walce poległ między innymi dowódca Socjalistycznej Organizacji Bojowej Włodzimierz Kaczanowski.
Alarm został ogłoszony znacznie wcześniej, niż zakładali polscy dowódcy. Niemcy zaczęli obsadzać strategiczne skrzyżowania, wiadukty oraz obiekty wojskowe na Żoliborzu, stawiając garnizon w pełnej gotowości bojowej.O 16.00 alarm ogłosił dowódca SS i Policji w dystrykcie warszawskim Paul Otto Geibel.
Pół godziny później alarm zarządził również dowódca garnizonu Warszawy gen. Reiner Stahel.
Na odwrócenie biegu wydarzeń było już jednak za późno.
O godzinie 17.00 rozpoczęła się walka o wolną Warszawę.
Godzina „W”. Miasto rzuca wyzwanie okupantowi
O godzinie 17.00 Warszawa wyszła z konspiracji.
W jednej chwili tajne mieszkania, piwnice, magazyny broni, punkty kontaktowe i zakonspirowane lokale przestały być jedynie elementami podziemnego państwa. Stały się zapleczem regularnej walki. Na ulice wyszli żołnierze, którzy przez pięć lat okupacji żyli pod fałszywymi nazwiskami, przenosili meldunki, szkolili się, drukowali ulotki, wykonywali wyroki na niemieckich zbrodniarzach i przygotowywali się do chwili, w której będą mogli stanąć do otwartej walki.
Teraz ta chwila nadeszła.
Z bram wychodzili młodzi mężczyźni i kobiety. Jedni mieli karabiny, inni pistolety, granaty lub butelki zapalające. Wielu nie miało żadnej broni. Na ramionach pojawiały się biało-czerwone opaski, na twarzach napięcie, determinacja i niepewność. Dla tysięcy ludzi był to pierwszy moment od września 1939 roku, kiedy polski żołnierz jawnie wystąpił przeciwko niemieckiemu okupantowi w sercu stolicy.
Nie było już odwrotu.
Biało-czerwona flaga nad Prudentialem
Jednym z najbardziej symbolicznych wydarzeń pierwszych godzin walk było zdobycie przez żołnierzy batalionu „Kiliński” gmachu Prudentialu — najwyższego wówczas budynku Warszawy.
Gdy na jego dachu pojawiła się biało-czerwona flaga, zobaczyły ją tysiące mieszkańców miasta. Była widoczna z daleka, także z odległych przedmieść.
Dla warszawiaków nie była tylko znakiem wojskowego sukcesu. Była dowodem, że Polska wróciła do Warszawy.
Po pięciu latach niemieckiego terroru, łapanek, egzekucji ulicznych, wywózek, Pawiaka i codziennego strachu nad miastem znów powiewała polska flaga. Ludzie wychodzili z domów, patrzyli na nią, płakali, ściskali się i pomagali powstańcom.
Na ulicach zaczęły pojawiać się kolejne flagi, wyciągane z ukrycia i przechowywane przez całą okupację. Wieszano je na balkonach, bramach i barykadach.
Warszawa przez kilka godzin mogła poczuć się wolna.
Tamten moment został później utrwalony w słowach:
Pierwszy sierpień — dzień krwawy,
Powstał naród Warszawy,
By stolicę uwolnić od zła.
I zatknęli na dachy, barykady i gmachachBiało – czerwonych sztandarów las
Uderzenie na niemieckie centrum terroru
Punktualnie o godzinie „W” do walki ruszyła także 2. Kompania Batalionu „Ruczaj”, dowodzona przez kpt. Tadeusza Bartoszka „Cegielskiego”.
Jej celem było serce niemieckiego aparatu terroru — kompleks budynków przy alei Szucha, w tym pilnie strzeżona siedziba Gestapo.
Z Ogrodu Botanicznego powstańcy rozpoczęli ostrzał z trzycalowego moździerza pochodzącego z alianckich zrzutów. Na pozycje niemieckie spadło 49 ciężkich pocisków.
Był to jeden z najbardziej spektakularnych ataków pierwszego dnia walk.
W tym samym czasie oddziały Dywizjonu „Jeleń” nacierały dachami od strony ulicy Litewskiej, a kolejna kompania zaatakowała od strony ulicy Nowowiejskiej, zdobywając budynek kasyna przy alei Szucha 29.
Niemcy bronili się jednak zaciekle. Gmach Gestapo pozostał w ich rękach.
Podczas odwrotu zginął Tadeusz Bartoszek „Cegielski” oraz wielu jego żołnierzy.
Atak na aleję Szucha był symbolem odwagi, ale również tragicznej dysproporcji sił. Powstańcy uderzyli na jedno z najlepiej chronionych miejsc w okupowanej Warszawie, dysponując skromnym uzbrojeniem i ograniczoną ilością amunicji.
Sukces na Powiślu
Jeden z największych sukcesów pierwszego dnia powstańcy odnieśli na Powiślu, gdzie zaatakowali kompleks warszawskiej elektrowni.
Zdobycie tego obiektu miało ogromne znaczenie. Elektrownia dostarczała prąd nie tylko mieszkańcom, lecz także szpitalom, drukarniom, radiostacjom i warsztatom pracującym na potrzeby Powstania.
Walki trwały przez całą noc. Niemcy bronili się w podziemiach i części budynków, lecz nad ranem powstańcy opanowali kompleks.
Dzięki temu przez kolejne tygodnie znaczna część powstańczej Warszawy mogła korzystać z energii elektrycznej.
Było to zwycięstwo osiągnięte wysiłkiem ludzi, którzy znali zakład, jego korytarze i techniczną infrastrukturę. Wielu pracowników elektrowni od dawna działało w konspiracji i przygotowywało się do przejęcia obiektu.
Śródmieście — sukcesy i porażki
W Śródmieściu powstańcy zdobyli wiele budynków, lecz najważniejsze niemieckie punkty oporu pozostały w rękach okupanta.
Nie udało się opanować obu central telefonicznych. Nie zdobyto Dworca Głównego. Odparty został atak na Dom Prasy przy ulicy Marszałkowskiej 3/5, podczas którego poległa większość nacierających.
Kompleks budynków na placu Piłsudskiego został odcięty, lecz powstańcy nie mieli wystarczających sił, by przeprowadzić skuteczny szturm.
Każdy budynek stawał się osobnym polem bitwy.
Walki toczyły się na klatkach schodowych, podwórzach, dachach i w piwnicach. Strzelano z okien, zza kominów, z bram i barykad. W mieście pełnym wąskich ulic i zwartej zabudowy linia frontu mogła przebiegać przez ścianę kamienicy albo podwórze oddzielające dwa budynki.
Stare Miasto i niezdobyte mosty
Na Starym Mieście załamał się szturm na plac Zamkowy. Nie udało się także zdobyć mostów Kierbedzia i Poniatowskiego.
Mosty miały ogromne znaczenie strategiczne. Ich opanowanie mogło umożliwić połączenie lewobrzeżnej Warszawy z Pragą oraz ułatwić kontakt z nadciągającą Armią Czerwoną.
Niemcy byli jednak dobrze przygotowani. Dysponowali umocnionymi stanowiskami, karabinami maszynowymi, artylerią i pojazdami pancernymi.
Powstańcze natarcia zostały odparte.
W ten sposób już pierwszego dnia stało się jasne, że stolica zostanie podzielona na kilka odizolowanych obszarów walki.
Wola — żołnierze Kedywu ruszają do boju
Na Woli do walki weszły najbardziej doświadczone oddziały Armii Krajowej — żołnierze Kedywu pod dowództwem ppłk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”.
Wśród nich znajdowały się bataliony „Zośka”, „Parasol”, „Miotła” i „Czata 49”. Wielu ich żołnierzy miało za sobą udział w akcjach dywersyjnych, zamachach na funkcjonariuszy okupanta, odbijaniu więźniów i sabotażu.
Powstańcy opanowali część wyznaczonych obiektów, w tym niemieckie magazyny żywności i umundurowania przy ulicy Stawki.
W fabryce Kamlera przy zbiegu ulic Okopowej i Dzielnej ulokowała się Komenda Główna Armii Krajowej.
Sytuacja na Woli była jednak niebezpieczna. Oddziały III Obwodu AK nie zdołały oprzeć linii obrony na obwodowej linii kolejowej. Niemcy zachowali możliwość uderzenia w głąb dzielnicy.
Już 2 sierpnia rozpoczęli rozpoznawcze ataki. Trzy dni później ruszyło główne niemieckie natarcie, które przyniosło jedną z największych zbrodni na ludności cywilnej podczas II wojny światowej — rzeź Woli.
Pierwszego dnia Powstania mieszkańcy dzielnicy jeszcze nie wiedzieli, jak straszliwa zemsta zostanie na nich sprowadzona.
Żoliborz — walka rozpoczęta za wcześnie
Na Żoliborzu, gdzie pierwsze strzały padły jeszcze przed godziną „W”, Niemcy zdążyli obsadzić strategiczne skrzyżowania, wiadukt przy Dworcu Gdańskim, Cytadelę i inne ważne obiekty.
Powstańcy nie zdołali wykonać większości powierzonych zadań.
Wieczorem główne oddziały wycofały się do Puszczy Kampinoskiej. W mieście pozostała niewielka grupa walcząca w rejonie placu Wilsona.
Niepowodzeniem zakończyło się również natarcie na lotnisko bielańskie.
Żoliborz stał się pierwszym dowodem na to, jak bardzo przedwczesne wykrycie mobilizacji mogło wpłynąć na przebieg walk.
Mokotów — rozproszone oddziały i tragiczny atak na Okęcie
Na Mokotowie nie udało się opanować ulicy Rakowieckiej ani koszar w szkole przy ulicy Woronicza. Załamał się także atak na tory wyścigowe na Służewcu.
Większość oddziałów V Obwodu AK po zapadnięciu zmroku wycofała się do Lasu Kabackiego.
W dzielnicy pozostał jednak Pułk AK „Baszta”, który w następnych tygodniach stał się główną siłą powstańczą Mokotowa.
Dramatyczny przebieg miał atak na lotnisko Okęcie. Został on odwołany w ostatniej chwili, ale rozkaz nie dotarł do wszystkich oddziałów. Część żołnierzy ruszyła do natarcia i została zdziesiątkowana przez niemiecki ogień.
Nieliczni ocaleni zdołali przedostać się na Mokotów.
Ochota — początek izolacji
Na Ochocie nie powiódł się szturm na koszary policji niemieckiej w Domu Akademickim przy placu Narutowicza.
Nie zdobyto również innych ważnych obiektów.
Większość powstańców po zmroku opuściła dzielnicę i udała się do Lasów Chojnowskich. Na Ochocie pozostały jedynie dwie odizolowane grupy walczące w rejonie ulic Wawelskiej i Kaliskiej.
Brak połączenia z głównymi siłami Powstania oznaczał dla nich walkę w niemal całkowitym osamotnieniu.
Praga — powstanie, które zgasło pierwszego dnia
Najtrudniejsza sytuacja panowała na Pradze.
Powstańcy opanowali kilka obiektów, w tym gmach dyrekcji kolejowej przy ulicy Targowej, lecz nie udało się zdobyć mostów ani połączyć z lewobrzeżną częścią miasta.
Niemcy dysponowali tam dużą przewagą wojskową, a bliskość frontu sprawiała, że w dzielnicy znajdowały się liczne jednostki Wehrmachtu.
Pozycje powstańcze były rozproszone i odizolowane.
Już pierwszego dnia stało się jasne, że zryw na Pradze nie będzie mógł być kontynuowany na większą skalę.
Głuchoniemi żołnierze Warszawy
Wśród walczących znajdował się również niezwykły oddział — Pluton Głuchoniemych.
Jego żołnierze pełnili służbę w Instytucie Głuchoniemych przy placu Trzech Krzyży. Ich zadaniem była obrona budynku.
Przez lata okupacji przeszli konspiracyjne szkolenie wojskowe. Posługiwali się językiem migowym, co w warunkach podziemia bywało dodatkowym atutem — Niemcy nie rozumieli ich znaków.
Ich udział w Powstaniu był jednym z najbardziej poruszających świadectw powszechnego charakteru walki.
Do boju stanęli ludzie niezależnie od wieku, zawodu, pochodzenia, sprawności i pozycji społecznej.
Wieczór pierwszego dnia. Warszawa jeszcze wierzyła
Gdy zapadał zmrok, nad miastem unosił się dym. Na ulicach stały już pierwsze barykady. W bramach, piwnicach i mieszkaniach organizowano prowizoryczne punkty sanitarne. Ranni leżeli na stołach, materacach i podłogach. Brakowało opatrunków, lekarstw i środków przeciwbólowych.
Warszawa nie była już miastem okupowanym w taki sposób jak jeszcze kilka godzin wcześniej. Niemcy nadal kontrolowali najważniejsze obiekty i dysponowali ogromną przewagą, ale w wielu kwartałach ulic pojawili się polscy żołnierze, biało-czerwone opaski i flagi.
Po pięciu latach terroru mieszkańcy zobaczyli na ulicach własne wojsko.
Ludzie otwierali piwnice i mieszkania. Przynosili wodę, jedzenie, ubrania, bandaże i narzędzia. Pomagali budować barykady z płyt chodnikowych, mebli, wozów, tramwajów i wszystkiego, co można było wykorzystać do zatrzymania niemieckich pojazdów.
Radość mieszała się z lękiem.
Nikt nie wiedział, jak długo potrwa walka. Wielu warszawiaków wierzyło, że Armia Czerwona, stojąca na przedpolach stolicy, wkroczy do miasta w ciągu kilku dni. Powstańcy mieli wystąpić wobec niej jako gospodarze własnej stolicy — żołnierze legalnej Rzeczypospolitej, a nie podziemna organizacja zmuszona do dalszego ukrywania się.
Tego wieczoru nadzieja była jeszcze silniejsza od strachu.
„To był zryw pochodzący z serca”
Powstanie od pierwszych godzin nie było wyłącznie akcją wojskową. Stało się ruchem całego miasta.
Cywile wspierali walczących, choć często nie mieli żadnego przygotowania. Wynosili rannych spod ostrzału, gasili pożary, kopali przejścia między piwnicami, usuwali gruz i przenosili meldunki.
Ta wspólnota była szczególnie widoczna właśnie 1 sierpnia. Na barykadach i w punktach sanitarnych spotykali się ludzie, którzy wcześniej mogli się nie znać. Robotnicy, urzędnicy, lekarze, nauczyciele, studenci, harcerze i duchowni stawali obok siebie.
Powstańcy reprezentowali niemal wszystkie warstwy społeczne i różne środowiska polityczne. Łączyło ich jedno: pragnienie, by Warszawa przestała być miastem niemieckich egzekucji, łapanek i więzień.
Kobiety na pierwszej linii walki
Wśród tysięcy osób, które 1 sierpnia ruszyły do punktów koncentracji, znajdowały się kobiety. Stanowiły około 14 procent żołnierzy Powstania, ale ich znaczenie było znacznie większe, niż wynikałoby z samych liczb.
Od rana to właśnie łączniczki przenosiły rozkaz rozpoczęcia walk. Przemierzały kontrolowane przez Niemców ulice, przewoziły broń, amunicję i dokumenty. Po wybuchu Powstania pomagały utrzymywać kontakt między rozproszonymi oddziałami.
W punktach sanitarnych pojawiły się lekarki, pielęgniarki i sanitariuszki. Wiele z nich miało zaledwie kilkanaście lub dwadzieścia kilka lat. Część po raz pierwszy znalazła się pod ostrzałem.
Nie tylko opatrywały rannych. Wyciągały ich z ulic, przenosiły przez podwórza i klatki schodowe, często ryzykując własnym życiem.
Kobiety służyły również w oddziałach bojowych, minerskich i sabotażowych. Pierwszego dnia ich rola była widoczna wszędzie tam, gdzie trzeba było zachować zimną krew, szybkość i odwagę.
Młodzi ludzie przeciwko machinie wojennej
Powstanie Warszawskie było zrywem ludzi młodych.
Około 65 procent powstańców miało mniej niż 25 lat. Wielu wkroczyło w dorosłość już podczas okupacji. Nie znali wolnej Polski z własnego, świadomego doświadczenia. Znali za to łapanki, publiczne egzekucje, godzinę policyjną i strach przed niemieckim patrolem.
Tylko około 40 procent uczestników walk przeszło pełne szkolenie wojskowe. Dla wielu pierwsze godziny Powstania były pierwszym prawdziwym doświadczeniem bojowym.
Szli do ataku przeciwko karabinom maszynowym, bunkrom, pojazdom pancernym i doświadczonym niemieckim oddziałom. Niekiedy mieli jeden pistolet na kilku ludzi. Często czekali, aż kolega polegnie lub zostanie ranny, by przejąć jego broń.
Młodsi harcerze i harcerki pełnili funkcje gońców, łączników i sanitariuszy. Poruszali się między barykadami, przenosząc meldunki i rozkazy.
Tego dnia dzieci i młodzież zobaczyły miasto, które w ciągu kilku godzin przeszło od pozornej codzienności do otwartej wojny.
Broń dla nielicznych
Dysproporcja między liczbą gotowych do walki ludzi a ilością dostępnej broni była dramatyczna.
Według różnych zestawień powstańcy mieli do dyspozycji około:
2500 pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe i 20 ciężkich karabinów maszynowych.
Do tego dochodziły granaty własnej produkcji, butelki zapalające, pojedyncze miotacze ognia oraz pistolety maszynowe „Błyskawica”, wytwarzane w konspiracyjnych warsztatach.
Było to uzbrojenie wystarczające dla kilku tysięcy ludzi, podczas gdy do walki i służby zgłaszały się dziesiątki tysięcy.
W niektórych oddziałach na miejsce koncentracji przychodzili żołnierze bez broni. Otrzymywali granaty, butelki z benzyną, łomy lub siekiery. Inni mieli zdobyć uzbrojenie dopiero podczas ataku na niemieckie posterunki.
Tego dnia Warszawa wystąpiła przeciwko jednej z najpotężniejszych machin wojennych świata z bronią, która nie wystarczała nawet dla części jej żołnierzy.
Dlaczego Warszawa stanęła do walki
Po wojnie płk Kazimierz Iranek-Osmecki, szef wywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej, próbował wyjaśnić motywację ludzi, którzy 1 sierpnia wyszli na ulice:
„Trzeba było przeżyć 5 lat okupacji w Warszawie, aby czuć to, co czuła ludność i żołnierze. Trzeba było żyć dzień po dniu, godzina po godzinie przez pięć lat w cieniu więzienia na Pawiaku, trzeba było w ciągu tych miesięcy widzieć, jak znikają przyjaciele jeden po drugim, odczuć za każdym razem skurcz serca w piersi, trzeba było codziennie słyszeć odgłosy salw tak, że się już przestawało je słyszeć, przyzwyczaić się do nich, jak do dzwonów kościelnych, trzeba było milcząco asystować na rogu ulicy w smutny zimowy wieczór lub świetlisty poranek wiosenny, przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych, wziętych przypadkowo z tłumu, spędzonych pod mur, z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę. Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić”.
W tych słowach zawierało się doświadczenie całego okupowanego miasta.
Decyzję o rozpoczęciu walk podejmowało dowództwo. Jednak gotowość do buntu narastała w Warszawie przez pięć lat terroru. Powstanie było więc nie tylko operacją wojskową, lecz także eksplozją gniewu, rozpaczy i pragnienia odzyskania godności.
W Berlinie zapadł wyrok na Warszawę
Gdy w stolicy trwały pierwsze walki, w Berlinie najwyżsi przywódcy III Rzeszy myśleli już nie o stłumieniu oporu, lecz o unicestwieniu miasta.
1 sierpnia 1944 roku Heinrich Himmler mówił Adolfowi Hitlerowi:
„Mój Führerze, moment jest niekorzystny. Uważam wszakże za szczęśliwe zrządzenie losu, że Polacy to czynią. Za 5–6 tygodni opuścimy te obszary. Wtedy jednak zniszczona będzie Warszawa, stolica i serce tego 16–17-milionowego narodu, który od siedmiuset lat blokuje wschód, a od bitwy pod Grunwaldem stale zagradza nam drogę w tym kierunku. Warszawa zostanie zniszczona wraz z jej inteligencją. W konsekwencji problem polski przestanie być wielkim problemem dla naszych dzieci, dla dalszych potomków, a nawet już dla nas”.
Była to zapowiedź zbrodni.
W tym samym czasie mieszkańcy Warszawy wywieszali biało-czerwone flagi, budowali barykady i opatrywali pierwszych rannych. Jeszcze wierzyli, że walka potrwa krótko, a zbliżający się front przyniesie pomoc.
Nie wiedzieli, że niemieckie dowództwo wydało już na ich miasto wyrok zaś Armia Czerwona i 1. Armia Wojska Polskiego, zwana Armią Berlinga, będzie obserwować płonącą Warszawę, stojąc na drugim brzegu Wisły i nie przyjdzie odsieczą.
Pierwszy dzień — cena wolności
Straty poniesione 1 sierpnia 1944 roku były ogromne.
Według szacunków po stronie polskiej zginęło lub zostało rozstrzelanych ponad dwa tysiące osób. Straty niemieckie wynosiły około 500 zabitych i rannych, a kilkuset żołnierzy okupanta dostało się do niewoli.
Dla wielu rodzin wieczór pierwszego dnia Powstania oznaczał już pierwsze dramatyczne poszukiwania.
Matki szukały synów. Żony mężów. Dzieci rodziców. Sanitariuszki przenosiły rannych do prowizorycznych punktów opatrunkowych. W piwnicach i mieszkaniach powstawały pierwsze szpitale. Brakowało lekarstw, narzędzi, krwi i środków przeciwbólowych.
Miasto, które rano żyło jeszcze pozornie zwyczajnym rytmem okupacyjnego dnia, wieczorem było już miastem barykad, rannych i poległych.
Warszawa ne wiedziała jeszcze, że walka potrwa nie kilka dni, lecz 63 doby.
Wieczorem 1 sierpnia 1944 roku miasto było już inne niż o świcie.
Rano nad Warszawą wisiały ciężkie chmury, a mieszkańcy szli do pracy, stali w kolejkach i omijali niemieckie patrole. Wieczorem na ulicach płonęły pierwsze barykady, w oknach wisiały polskie flagi, a w bramach leżeli ranni.
Powstańcy zdobyli część wyznaczonych obiektów, ale wiele najważniejszych punktów pozostało w rękach Niemców. Nie opanowano mostów, lotnisk, dworców ani głównych central telefonicznych. Oddziały w kilku dzielnicach zostały rozproszone albo zmuszone do odwrotu.
Pierwszy dzień przyniósł także ogromne straty. Po stronie polskiej zginęło lub zostało rozstrzelanych ponad dwa tysiące osób. Setki rodzin rozpoczęły poszukiwania swoich bliskich.
A jednak mimo krwi, chaosu i pierwszych porażek Warszawa tego wieczoru czuła się wolna.
Zniknęły niemieckie tablice i symbole. Na ulicach pojawili się polscy żołnierze. Ludzie mówili głośno po polsku, śpiewali, modlili się i patrzyli na biało-czerwone flagi.
1 sierpnia 1944 roku Warszawa stanęła do bitwy o wolną Polskę.
Przy pisaniu tekstu korzystałam ze źródeł:
Muzeum Powstania Warszawskiego – kalendarium Powstania Warszawskiego, relacje uczestników, archiwalne fotografie, biogramy dowódców i oddziałów. Instytut Pamięci Narodowej – opracowania historyczne dotyczące decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego, przebiegu walk oraz znaczenia politycznego zrywu. Sieć Obserwatorów Burz oraz dane NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) – rekonstrukcja warunków meteorologicznych z 1 sierpnia 1944 r. Archiwum Akt Nowych – dokumenty Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Wspomnienia uczestników Powstania Warszawskiego, m.in. Jan Nowak-Jeziorański, Kazimierz Iranek-Osmecki. Dokumenty i rozkazy Komendy Głównej Armii Krajowej.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
