Była prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik po raz pierwszy tak obszernie odniosła się do afery, która od wielu tygodni budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. W rozmowie z Onetem przedstawiła własną wersję wydarzeń dotyczących funkcjonowania placówki, działalności lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej Dawida Kacprzyka oraz relacji z warszawskim ratuszem. W jej wypowiedziach pojawiają się również nowe informacje dotyczące kontaktów z urzędnikami miasta, audytów oraz zgłaszanych nieprawidłowości.
Sprawa Szpitala Południowego wybuchła w czerwcu, kiedy ujawniono, że Dawid Kacprzyk, radny Koalicji Obywatelskiej, były szef młodzieżówki KO i lekarz bez ukończonej specjalizacji, pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Według ujawnionych informacji miał otrzymać blisko 1,6 mln zł wynagrodzenia w ciągu roku.
Równolegle opinię publiczną poruszyły doniesienia o funkcjonowaniu w placówce pomieszczenia określanego przez media jako „salonik VIP”, z którego – według wcześniejszych publikacji – mieli korzystać politycy oraz osoby z nimi związane. Po ujawnieniu afery prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zdecydował o odwołaniu całego zarządu szpitala, w tym jego prezes Anny Łukasik.
Teraz była prezes postanowiła przedstawić własną wersję wydarzeń.
„Pilnuję szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”
Najbardziej komentowany fragment wywiadu dotyczy relacji Anny Łukasik z Dawidem Kacprzykiem.
Jak twierdzi była prezes, już pierwszego dnia po objęciu stanowiska usłyszała od lekarza deklarację, która zrobiła na niej duże wrażenie.
– Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart – powiedziała w rozmowie z Onetem.
Według Łukasik z czasem zaczęła dostrzegać, że lekarz utrzymywał bliskie kontakty z przedstawicielami warszawskiego samorządu.
Twierdzi również, że kilkukrotnie proponowano jej udział w prywatnych spotkaniach organizowanych przez wiceprezydent Warszawy Renatę Kaznowską z udziałem dyrektorów miejskich szpitali. Jak podkreśla, nigdy z takich zaproszeń nie skorzystała.
Wyższe wynagrodzenie? „Tak, ale rynek płaci podobnie”
Była prezes nie zaprzecza, że Dawid Kacprzyk otrzymywał wyższe wynagrodzenie niż wielu innych lekarzy zatrudnionych w placówce.
Jak wyjaśnia, wynikało to z pełnienia dodatkowej funkcji koordynatora SOR.
Według Łukasik jego ostatnia umowa przewidywała 330 zł za godzinę pracy.
Jej zdaniem stawka ta nie odbiegała od realiów obowiązujących na rynku.
Jak podkreśla, w wielu szpitalach lekarze kontraktowi otrzymują wynagrodzenie sięgające nawet 450–600 zł za godzinę, a znalezienie lekarzy do pracy na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych jest obecnie bardzo trudne.
Była prezes zaznaczyła jednocześnie, że ewentualne wątpliwości powinny dotyczyć nie samej wysokości wynagrodzenia, lecz odpowiedzi na pytanie, czy wszystkie rozliczone godziny odpowiadały faktycznie wykonanej pracy.
W jej ocenie to właśnie powinny wyjaśnić prowadzone kontrole oraz postępowanie prokuratury.
„Salonik VIP”? Łukasik wskazuje na swojego poprzednika
Jednym z najgłośniejszych elementów afery był tzw. „salonik VIP”.
Anna Łukasik twierdzi jednak, że pomieszczenie to nie powstało z jej inicjatywy.
Według jej relacji zostało ono wcześniej przydzielone Dawidowi Kacprzykowi jeszcze za kadencji poprzedniego prezesa szpitala.
Jak zaznacza, była to sala znajdująca się w części komercyjnej placówki.
Jednocześnie podkreśla, że – w jej ocenie – nie posiada wiedzy potwierdzającej, aby pomieszczenie było wykorzystywane do uprzywilejowanego przyjmowania wybranych pacjentów.
Dlaczego nie reagowała wcześniej?
Była prezes przyznaje, że z perspektywy czasu część decyzji mogła zostać podjęta szybciej.
Jak mówi, nie połączyła od razu wszystkich sygnałów dotyczących funkcjonowania placówki.
Wymienia m.in.:
- informacje dotyczące dodatkowego pokoju użytkowanego przez lekarza,
- odkrycie ubrań przechowywanych w magazynie oddziału,
- chłodni znajdującej się w naczepie,
- dodatkowych zamków zamontowanych w prosektorium.
Podkreśla jednak, że zarządzanie dużym szpitalem oznaczało jednoczesne mierzenie się z wieloma problemami organizacyjnymi, finansowymi i kadrowymi.
Jak zapewnia, gdy pojawiały się informacje możliwe do zweryfikowania, polecała przeprowadzanie kontroli, zmieniała warunki umów lub kierowała sprawy do organów ścigania.
Spór z doktorem Emilem Jędrzejewskim
Znaczną część wywiadu Anna Łukasik poświęciła również konfliktowi z lekarzem Emilem Jędrzejewskim, który wcześniej publicznie informował o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu szpitala.
Według byłej prezes konflikt pomiędzy Jędrzejewskim a Kacprzykiem istniał już w chwili, gdy obejmowała stanowisko.
Jak relacjonuje, dotyczył przede wszystkim organizacji pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz współpracy z chirurgami.
Łukasik twierdzi również, że sama miała trudne relacje z lekarzem.
W rozmowie wspomina sytuację, gdy – według jej relacji – do szpitala wraz z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk miał przybyć dr Jędrzejewski po tym, jak nie zgadzał się z planowanymi zmianami organizacyjnymi.
Jak mówi była prezes, odebrała tę wizytę jako próbę wzmocnienia pozycji lekarza.
Ostatecznie umowa z Jędrzejewskim została rozwiązana.
Łukasik wskazuje, że decyzja była związana m.in. z opóźnieniami w rozliczeniach z NFZ, niewłaściwym przechowywaniem dokumentacji medycznej, sprawą kradzieży z depozytu pacjenta oraz incydentem pomiędzy lekarzami, który – jak twierdzi – został zarejestrowany przez monitoring.
Ratusz miał nie chcieć elektronicznych raportów
Szczególnie interesujący fragment rozmowy dotyczy kontaktów z warszawskim ratuszem.
Anna Łukasik twierdzi, że gdy wykrywała kolejne nieprawidłowości, próbowała przekazać szczegółowe informacje władzom miasta.
Według jej relacji Renata Kaznowska miała odmówić przyjęcia raportu drogą elektroniczną.
Jak twierdzi była prezes, poprosiła ją o przygotowanie dokumentów wyłącznie w wersji papierowej, w zamkniętej kopercie adresowanej imiennie.
Podobną procedurę – według Łukasik – miał zastosować również burmistrz Ursynowa Robert Kempa, pełniący jednocześnie funkcję przewodniczącego rady nadzorczej szpitala.
Była prezes twierdzi, że spodziewała się natychmiastowej reakcji po przekazaniu dokumentów.
Jak relacjonuje, tak się jednak nie stało.
W jej ocenie z czasem narastało przekonanie, że w otoczeniu odpowiedzialnym za nadzór nad placówką istniała niechęć do publicznego ujawniania nieprawidłowości.
Afera nadal ma wiele niewyjaśnionych wątków
Wywiad Anny Łukasik nie kończy dyskusji wokół Szpitala Południowego. Wręcz przeciwnie – przynosi kolejne pytania dotyczące funkcjonowania placówki, nadzoru właścicielskiego, zasad zatrudniania lekarzy oraz przepływu informacji pomiędzy kierownictwem szpitala a warszawskim ratuszem.
Część przedstawionych przez byłą prezes okoliczności stanowi jej relację i ocenę wydarzeń. Równolegle własne stanowiska przedstawiały wcześniej także inne osoby zaangażowane w sprawę. Niezależnie od tych rozbieżnych relacji, wiele kwestii pozostaje przedmiotem prowadzonych kontroli, audytów oraz postępowań wyjaśniających.
To właśnie ich wyniki mogą ostatecznie przesądzić, które z pojawiających się zarzutów i twierdzeń znajdą potwierdzenie w zgromadzonym materiale dowodowym.
„Najciekawszy wątek? Dała się zastraszyć”
Wywiad Anny Łukasik odbił się szerokim echem również wśród dziennikarzy zajmujących się sprawą Szpitala Południowego. Jednym z nich jest Patryk Słowik, dziennikarz portalu Zero.pl, który zwrócił uwagę przede wszystkim na opisane przez byłą prezes relacje pomiędzy kierownictwem szpitala a osobami mającymi – według jej relacji – polityczne wpływy.
„Bardzo ciekawy wywiad z byłą dyrektor Szpitala Południowego. Najciekawszy wątek: pani Łukasik mówi, że lekarze ją zastraszali swoimi znajomościami z politykami. I ona dała się zastraszać, bo przykładowo ustaliła, że »Kacprzyk od Trzaskowskiego« ma niezgodnie z zasadami własne pomieszczenie »socjalne« na terenie szpitala, ale mu go nie zabrała” – napisał na portalu X.
Słowik ocenił, że z wywiadu wyłania się obraz osoby, która – jak sam ujął – „niemal o niczym nie wiedziała, a jak już wiedziała, to nie zdążyła naprawić”, przypominając, że Anna Łukasik kierowała placówką od kwietnia 2025 roku.
Prosektorium i zdjęcia zmarłych
Dziennikarz zwrócił również uwagę na wątek dotyczący prosektorium. Jak przypomniał, firma kierownika prosektorium Artura Habowskiego miała publikować w mediach społecznościowych drastyczne fotografie zmarłych, z których część – według wcześniejszych doniesień medialnych – mogła zostać wykonana na terenie Szpitala Południowego.
Odwołał się także do wcześniejszych publikacji Onetu, zgodnie z którymi w prosektorium miał funkcjonować cennik dodatkowych usług, obejmujących m.in. przygotowanie ciał zmarłych. Jak wskazywano, tego rodzaju czynności nie powinny być wykonywane w prosektorium szpitalnym.
Według relacji Anny Łukasik sprawa została zgłoszona organom ścigania. Była prezes poinformowała, że złożyła zawiadomienie do prokuratury dotyczące publikowania zdjęć pacjentów w Internecie oraz nagrywania osób przebywających w prosektorium. Jak wynika z jej wypowiedzi, śledczy nie dopatrzyli się w tych działaniach znamion przestępstwa. Nie do końca jest to zgodne ze stanem faktycznym – jest prowadzone śledztwo ws nieprawidłowości w Szpitalu Południowym.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
