RONA. Sowieccy oprawcy od Hitlera. Rzeź Woli i Ochoty w cieniu niewyobrażalnego okrucieństwa

Mordowali dzieci, gwałcili kobiety, palili szpitale i rozstrzeliwali rannych. W sierpniu 1944 roku Warszawa stała się miejscem jednej z najokrutniejszych zbrodni II wojny światowej. Za masakrę mieszkańców Woli i Ochoty odpowiadały nie tylko niemieckie oddziały, ale również kolaboracyjna formacja RONA dowodzona przez Bronisława Kamińskiego i Iwana Frołowa. Kim byli ludzie, którzy zamienili stolicę Polski w miejsce masowej zagłady i dlaczego większość z nich nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie?

Tutaj pisałam o niemieckich katach Powstania: https://dorotakania.pl/2026/08/02/bestie-zbrodniarze-ktorzy-zamienili-warszawe-w-pieklo/

Iwan Frołow. Sowiecki zbodniarz

Jednym z mniej znanych, lecz niezwykle istotnych dowódców odpowiedzialnych za zbrodnie popełnione podczas Powstania Warszawskiego był Iwan Dienisowicz Frołow. Ten oficer Armii Czerwonej, który po dostaniu się do niemieckiej niewoli przeszedł na stronę III Rzeszy, odegrał kluczową rolę w działaniach Brygady Szturmowej SS „RONA” – formacji, która zapisała się w historii jako jedna z najbardziej brutalnych jednostek pacyfikujących walczącą Warszawę.

Urodzony w 1906 roku w obwodzie saratowskim Iwan Frołow od 1928 roku służył w Armii Czerwonej, awansując do stopnia majora. Dwa lata później został członkiem Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików), a więc należał do sowieckiej elity wojskowo-politycznej.

Po niemieckiej agresji na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 roku pełnił funkcję szefa sztabu, a następnie dowódcy 133. pułku 77. Dywizji Strzeleckiej. W czasie działań wojennych dostał się jednak do niemieckiej niewoli. To właśnie tam podjął decyzję, która na zawsze naznaczyła jego życiorys – rozpoczął kolaborację z III Rzeszą.

Frołow wstąpił do utworzonej na okupowanych terenach Narodowosocjalistycznej Partii Rosji, związanej z tzw. Republiką Łokocką – kolaboracyjnym tworem funkcjonującym pod niemieckim nadzorem. Na początku 1943 roku, na prośbę Bronisława Kaminskiego, Niemcy zwolnili go z obozu jenieckiego i skierowali do Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej (RONA).

Najpierw objął dowództwo batalionu gwardyjskiego liczącego około 600–650 żołnierzy, a następnie został szefem oddziału operacyjnego i zastępcą szefa sztabu Brygady RONA. Odpowiadał za planowanie operacji przeciwko sowieckiej partyzantce zarówno na terenie Republiki Łokockiej, jak i później na Białorusi.

Dowódca pułku RONA podczas Powstania Warszawskiego

Po wybuchu Powstania Warszawskiego Niemcy zdecydowali się wykorzystać kolaboracyjne formacje do stłumienia walk w stolicy. 2 sierpnia 1944 roku spośród około 1700 nieżonatych żołnierzy RONA utworzono zbiorczy pułk szturmowy. Jego dowódcą został właśnie Iwan Frołow, awansowany do stopnia Waffen-Sturmbannführera SS.

Oddział podporządkowano Kampfgruppe „Reinefarth”, dowodzonej przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha, jednej z głównych grup odpowiedzialnych za pacyfikację Warszawy.

Przez pierwsze dni walk, od 4 do 14 sierpnia 1944 roku, pułk Frołowa stacjonował na Ochocie. Żołnierze RONA nie koncentrowali się wyłącznie na walce z powstańcami. Formacja zasłynęła przede wszystkim z masowych mordów na ludności cywilnej, gwałtów, tortur i rabunków, które przeszły do historii jako jedne z najokrutniejszych zbrodni popełnionych podczas Powstania Warszawskiego.

Dopiero później oddział skierowano na pierwszą linię walk. Żołnierze Frołowa prowadzili działania bojowe na odcinku od gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego przy Alejach Jerozolimskich do Szpitala Dzieciątka Jezus przy ulicy Nowogrodzkiej. Walki były wyjątkowo ciężkie – pułk stracił około 500 zabitych i rannych, czyli blisko 30 procent stanu osobowego.

Jednym z najbardziej dotkliwych ciosów dla RONA była akcja przeprowadzona 21 sierpnia 1944 roku, gdy powstańcy ze Zgrupowania „Chrobry II” zniszczyli kompanię pułku w kamienicy u zbiegu ulic Srebrnej i Towarowej.

Przez lata pojawiały się informacje, że właśnie wtedy zginął Iwan Frołow. Źródła historyczne wskazują jednak, że przeżył Powstanie Warszawskie, a pogłoski o jego śmierci okazały się nieprawdziwe.

Powrót pod władzę Sowietów i wyrok śmierci

Po rozformowaniu Brygady Szturmowej SS RONA i fiasku planów utworzenia 29. Dywizji Grenadierów SS, Frołow trafił do Sił Zbrojnych Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR). Objął stanowisko szefa oddziału operacyjnego sztabu 1. Dywizji, a od marca 1945 roku wykładał również taktykę w szkole oficerskiej Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (ROA).

Za służbę u boku Niemców został dwukrotnie odznaczony Żelaznym Krzyżem oraz innymi odznaczeniami III Rzeszy.

Po zakończeniu wojny wraz z żołnierzami KONR został wydany władzom Związku Sowieckiego. Został aresztowany i postawiony przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR.

Podczas procesu, który odbył się 30 i 31 grudnia 1946 roku w Moskwie, uznano go za winnego zdrady państwa i działalności kontrrewolucyjnej. Na podstawie art. 58 § 1a i § 11 sowieckiego kodeksu karnego został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie.

RONA. Sowieccy kolaboranci w służbie Hitlera

Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa, znana powszechnie pod skrótem RONA, była rosyjską formacją kolaboracyjną walczącą po stronie III Rzeszy. Jej żołnierze przeszli drogę od pomocniczej milicji tworzonej na okupowanych terenach Związku Sowieckiego do oddziału Waffen-SS, który latem 1944 roku został skierowany przeciwko Powstaniu Warszawskiemu.

To właśnie w Warszawie formacja dowodzona przez Bronisława Kaminskiego zapisała jedną z najkrwawszych kart swojej historii. Żołnierze RONA nie tylko walczyli z powstańcami. Na warszawskiej Ochocie dopuścili się masowych mordów, gwałtów, grabieży i znęcania się nad bezbronną ludnością cywilną.

Od Republiki Łokockiej do Brygady Kaminskiego

Początki RONA sięgały jesieni 1941 roku. Na okupowanych przez Niemców terenach obwodu orłowskiego utworzono wówczas tzw. Republikę Łokocką – kolaboracyjny organizm administracyjny podporządkowany niemieckim władzom wojskowym.

Na jej czele stanął Konstantin Woskobojnik, który zaczął tworzyć lokalną milicję przeznaczoną do walki z sowiecką partyzantką. Początkowo liczyła ona zaledwie kilkudziesięciu ludzi, lecz za zgodą Niemców była systematycznie rozbudowywana. Po śmierci Woskobojnika w styczniu 1942 roku dowództwo objął Bronisław Kaminski.

Pod jego kierownictwem lokalna samoobrona przekształciła się w wielotysięczną formację wojskową. Jej szeregi zasilali miejscowi ochotnicy, byli żołnierze Armii Czerwonej, jeńcy sowieccy, zbiegli partyzanci, a także mężczyźni obejmowani kolejnymi mobilizacjami. Z czasem oddział otrzymał nazwę Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa.

RONA stała się ważnym elementem niemieckiego systemu bezpieczeństwa na tyłach frontu wschodniego. Jej głównym zadaniem było zwalczanie sowieckiej partyzantki, ochrona szlaków komunikacyjnych, konwojowanie transportów oraz zabezpieczanie okupacyjnej administracji.

Formacja brała udział w niemieckich operacjach przeciwpartyzanckich w lasach orłowskich i briańskich, a następnie na Białorusi. Prowadziła ekspedycje karne, przeszukiwała wsie i lasy, ochraniała akcje rekwizycyjne oraz uczestniczyła w działaniach wymierzonych w ludność podejrzewaną o pomoc partyzantom.

Już wtedy RONA miała opinię oddziału o niskiej dyscyplinie, skłonnego do rabunku i stosowania przemocy wobec cywilów. Jednocześnie Niemcy cenili jej przydatność w działaniach pacyfikacyjnych. Według niemieckich ocen formacja wykonywała zadania, do których należałoby skierować co najmniej jedną regularną dywizję bezpieczeństwa.

W szczytowym okresie RONA liczyła od około 10 do 12 tysięcy ludzi. Dysponowała własną artylerią, moździerzami, samochodami pancernymi, a nawet zdobycznymi sowieckimi czołgami.

W jej kadrze służyło wielu byłych oficerów Armii Czerwonej. Jednym z nich był Iwan Frołow, początkowo dowódca batalionu gwardyjskiego, a następnie szef oddziału operacyjnego i zastępca szefa sztabu brygady.

RONA wkracza na ziemie polskie

Latem 1943 roku, w związku z postępami Armii Czerwonej, RONA została ewakuowana z rejonu Republiki Łokockiej na Białoruś. Wiosną 1944 roku, gdy front ponownie zaczął zbliżać się do terenów zajmowanych przez oddziały Kaminskiego, formację wraz z towarzyszącą jej ludnością cywilną skierowano dalej na zachód – na ziemie polskie.

Nową siedzibą Kaminskiego stał się Zdzięcioł. Na te tereny przybyło ponad 10 tysięcy cywilnych uchodźców oraz około 3 tysięcy żołnierzy RONA.

Na Grodzieńszczyźnie formacja ponownie prowadziła walki z sowiecką partyzantką. Jej przeciwnikiem stały się jednak również polskie oddziały Armii Krajowej. RONA uczestniczyła w akcjach przeciwko polskiemu podziemiu, a Kaminski próbował uzupełniać straty kolejnymi mobilizacjami miejscowej ludności.

Do oddziału wcielano przede wszystkim Białorusinów, ale także część Polaków. Próby rozbudowy jednostki przyniosły jednak ograniczone rezultaty. Zbliżający się front wymusił dalszą ewakuację.

Tabor RONA ruszył przez Białystok, Łapy, Ostrołękę i Sokołów Podlaski, a następnie przez Otwock, Górę Kalwarię, Warkę, Grójec, Tomaszów Mazowiecki i Piotrków Trybunalski w kierunku Częstochowy.

Niemcy rozważali osiedlenie żołnierzy Kaminskiego na terenie Miechowskiego, gdzie mieli zostać użyci do walki z polską partyzantką. Brano również pod uwagę wysłanie formacji na Węgry, jednak plan ten upadł wobec sprzeciwu władz węgierskich.

Ostatecznie część żołnierzy i cywilów zatrzymano na Górnym Śląsku, w rejonie Raciborza. RONA liczyła wówczas około 6,5 tysiąca ludzi.

Brak zaopatrzenia bardzo szybko doprowadził do grabieży dokonywanych na mieszkańcach. Żołnierze zabierali żywność i dobytek miejscowej ludności. Zachowanie oddziałów zapowiadało to, co z jeszcze większą brutalnością miało wydarzyć się w Warszawie.

Pod koniec lipca 1944 roku RONA została formalnie włączona do Waffen-SS jako Brygada Szturmowa SS „RONA”. Niemcy planowali na jej bazie utworzyć 29. Dywizję Grenadierów Waffen-SS, jednak zamiar ten nie został w pełni zrealizowany.

Gdy 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie wybuchło powstanie, część formacji skierowano do stolicy.

Pułk RONA rusza na Powstanie Warszawskie

Do walki przeciwko powstańcom Niemcy wyznaczyli około 1700 żołnierzy RONA. Byli to przede wszystkim nieżonaci mężczyźni wybrani z różnych pododdziałów brygady. Utworzono z nich zbiorczy pułk szturmowy, który wszedł w skład grupy bojowej dowodzonej przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha.

Dowódcą oddziału został Iwan Frołow, awansowany do stopnia Waffen-Sturmbannführera SS. W Warszawie obecny był również sam Bronisław Kaminski.

Jednostkę skierowano na Ochotę. Między 4 a 14 sierpnia 1944 roku żołnierze RONA mieli uczestniczyć w tłumieniu powstania i opanowywaniu dzielnicy. W rzeczywistości znaczna część ich aktywności nie miała charakteru walki zbrojnej.

RONA przystąpiła do rabowania mieszkań, gwałcenia kobiet, mordowania cywilów i terroryzowania ludności. Ofiarami byli mężczyźni, kobiety, osoby starsze i dzieci. Żołnierze wyciągali mieszkańców z domów, odbierali im kosztowności, zegarki, pieniądze i odzież. Budynki plądrowano, a następnie często podpalano.

Skala grabieży była tak duża, że żołnierze Kaminskiego potrafili przerywać działania bojowe, aby przeszukiwać mieszkania i wynosić zdobyte mienie. Rabunek i przemoc wobec ludności cywilnej stały się znakiem rozpoznawczym oddziału.

Rzeź Ochoty. Zieleniak, szpitale i ulice zamienione w miejsca kaźni

Pacyfikacja warszawskiej Ochoty była jedną z najokrutniejszych operacji wymierzonych w ludność cywilną podczas Powstania Warszawskiego. Żołnierze rosyjskiej formacji kolaboracyjnej RONA, działający pod niemieckim dowództwem, nie ograniczali się do walk z oddziałami Armii Krajowej. Przez wiele dni dopuszczali się mordów, gwałtów, rabunków, podpaleń i przemocy wobec bezbronnych mieszkańców.

Ofiarami byli nie tylko ludzie podejrzewani o udział w powstaniu, ale również kobiety, dzieci, osoby starsze, chorzy, personel medyczny i ciężko ranni pacjenci. Zbrodnie popełniano w mieszkaniach, na ulicach, w punktach sanitarnych, szpitalach i miejscach, do których spędzano wysiedlaną ludność.

Symbolem zagłady dzielnicy stał się Zieleniak – targowisko przy ulicy Grójeckiej, przekształcone przez okupantów w prowizoryczny obóz przejściowy.

Zieleniak – obóz bez wody, żywności i ochrony

Na Zieleniak kierowano tysiące mieszkańców wypędzanych z domów na Ochocie. Ludzie byli tam przetrzymywani pod gołym niebem, w letnim upale, bez wystarczającej ilości wody, pożywienia i pomocy lekarskiej.

Tłum tworzyli ludzie w każdym wieku: matki z małymi dziećmi, osoby starsze, ranni, chorzy oraz mieszkańcy, którym pozwolono zabrać z domów jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. Większość traciła jednak cały dobytek już w drodze na targowisko. Ronowcy odbierali zegarki, biżuterię, pieniądze, ubrania i żywność.

Na terenie Zieleniaka dochodziło do indywidualnych i zbiorowych egzekucji. Strzelano do ludzi pod błahymi pretekstami, a czasem bez żadnego powodu. Ofiarami przypadkowego ostrzału padali także ci, którzy próbowali dostać się do wody lub zdobyć coś do jedzenia.

Jedna z największych egzekucji odbyła się 10 sierpnia 1944 roku, gdy zastrzelono blisko 80 rannych i chorych leżących pod ogrodzeniem targowiska. Ciała zabitych przez długi czas pozostawały wśród więzionych mieszkańców. Z czasem ronowcy nakazali grzebać je w płytkich dołach lub palić w pobliskiej sali gimnastycznej.

Według szacunków na Zieleniaku zginęło ponad tysiąc osób, przy czym co najmniej kilkaset zostało bezpośrednio zamordowanych przez żołnierzy RONA. Miejsce to stało się symbolem martyrologii Ochoty, ale również symbolem przemocy seksualnej wobec warszawskich kobiet.

Masowa przemoc wobec kobiet

Szczególnym wymiarem terroru na Ochocie były masowe gwałty. Żołnierze RONA uprowadzali kobiety i dziewczęta z Zieleniaka, mieszkań, szpitali oraz kolumn wysiedleńców.

Nie chronił ich wiek, choroba ani obecność rodziny. Ofiary zabierano do budynków sąsiadujących z targowiskiem, do pustych mieszkań, piwnic i kwater zajmowanych przez oddziały. Wielokrotnie były gwałcone zbiorowo, a te, które stawiały opór, nierzadko zabijano.

Ginęli również mężczyźni próbujący bronić swoich żon, córek i sióstr. Część kobiet mordowano bezpośrednio po dokonanej zbrodni, inne umierały wskutek odniesionych obrażeń.

Skala zagrożenia była tak wielka, że kobiety próbowały za wszelką cenę ukryć swój wygląd. Smarowały twarze sadzą i błotem, zakładały męskie ubrania, obcinały włosy, udawały chore lub zakładały fałszywe opatrunki. Rodziny chowały młode dziewczęta pod stosami ubrań i koców.

Przemoc nie była skutkiem pojedynczych wykroczeń kilku żołnierzy. Miała charakter masowy i powtarzalny. Odbywała się jawnie, nierzadko na oczach innych więźniów, a sprawcy mogli działać w poczuciu bezkarności.

Dowódca widział i nie zareagował

6 sierpnia 1944 roku Zieleniak wizytował SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski, który dzień wcześniej objął dowództwo nad siłami skierowanymi do stłumienia Powstania Warszawskiego.

Więźniom rozkazano uklęknąć i podnieść ręce. Niemiecki dowódca oznajmił, że Polacy sami są odpowiedzialni za swoje położenie, ponieważ wywołali powstanie. Zagroził jednocześnie represjami za śmierć każdego niemieckiego żołnierza.

Mimo informacji o gwałtach, egzekucjach i grabieżach nie doprowadził do skutecznego odsunięcia ronowców od pilnowania obozu. Złożona mieszkańcom obietnica poprawy sytuacji nie została spełniona. Już następnego dnia terror powrócił w dotychczasowej skali.

Po wojnie Bach-Zelewski utrzymywał, że podczas inspekcji nie zauważył żadnych szczególnych nieprawidłowości. Stwierdzenie to stoi w jaskrawej sprzeczności z relacjami świadków oraz skalą zbrodni popełnianych na Zieleniaku.

O rozmiarach samowoli świadczy także niemiecka dokumentacja wojskowa. Odnotowano w niej przypadki zatrzymywania przez ronowców niemieckich cywilów, a nawet zgwałcenia i zamordowania niemieckich kobiet. Niemiecki lekarz wojskowy, który próbował wydostać zatrzymanych obywateli Rzeszy z obozu, został powstrzymany przy użyciu broni.

Zbrodnia w Instytucie Radowym

Jednym z najbardziej tragicznych miejsc na Ochocie był Instytut Radowy im. Marii Skłodowskiej-Curie przy ulicy Wawelskiej 15.

5 sierpnia 1944 roku do szpitala wtargnęło około stu żołnierzy RONA. W budynku przebywali pacjenci z chorobami nowotworowymi, ranni powstańcy i cywile, a także personel medyczny wraz z rodzinami.

Wszystkich obrabowano. Większość osób zdolnych do marszu wypędzono w kierunku Zieleniaka. W szpitalu pozostały przede wszystkim osoby ciężko chore oraz nieliczni pracownicy.

Przez kolejne dni ronowcy plądrowali budynek, rabowali aptekę, niszczyli wyposażenie i terroryzowali pacjentów. Kobiety, w tym ciężko chore pacjentki, padały ofiarą gwałtów.

6 sierpnia zamordowano około trzydziestu pacjentów przebywających na parterze. Część zastrzelono, część zginęła w podpalonym budynku.

Około sześćdziesięciu osób zdołało ukryć się w szpitalnej kotłowni. Przez blisko dwa tygodnie pozostawali w ruinach instytutu, żywiąc się resztkami zapasów i obserwując kolejne zbrodnie dokonywane w ogrodzie szpitalnym.

19 sierpnia ronowcy powrócili, aby dokończyć pacyfikację placówki. Osoby niezdolne do marszu mordowano na miejscu. Pozostałych skierowano na Zieleniak, gdzie część pacjentek została rozstrzelana, a ich ciała spalono.

Szacuje się, że podczas tej ostatniej akcji zamordowano od 50 do 80 osób przyprowadzonych z Instytutu Radowego. Pacyfikacja szpitala uznawana jest za jedną z największych zbrodni dokonanych podczas tłumienia Powstania Warszawskiego.

Kolonia Staszica – egzekucje całych rodzin

Do pacyfikacji Kolonii Staszica oddziały RONA przystąpiły już 4 i 5 sierpnia. Mieszkańców wypędzano z domów, zabierając im dobytek. Dochodziło do gwałtów i egzekucji, w których ginęły niekiedy całe rodziny.

Mordowano również rannych powstańców przebywających w niewielkich punktach sanitarnych. W jednym ze szpitali przy ulicy Langiewicza ciężko rannych zabito granatami, a następnie podpalono budynek. Z innych punktów medycznych rannych i mieszkańców wyprowadzano na Pole Mokotowskie i rozstrzeliwano.

W domu przy alei Niepodległości 217/223 żołnierze RONA dokonali jednej z największych egzekucji na tym terenie. Po wcześniejszym obrabowaniu mieszkańców inny oddział powrócił do budynku. Gdy ronowcy dowiedzieli się, że wartościowe przedmioty zostały już zabrane, spędzili mieszkańców do jednej z klatek schodowych i otworzyli ogień.

Zamordowano około 53 osób, w większości kobiety, dzieci i ludzi starszych. Wśród ofiar znalazła się Jadwiga Falkowska, zasłużona instruktorka harcerska i zastępczyni dowódcy Wojskowej Służby Kobiet.

Ostateczna pacyfikacja Kolonii Staszica nastąpiła 12 sierpnia. Mieszkańców wypędzono z domów, obrabowano i pognano na Zieleniak. Po drodze część tłumu została ostrzelana, a na targowisku ronowcy wyszukiwali mężczyzn podejrzewanych o udział w powstaniu.

Mordowanie rannych

Szczególnie brutalny był los rannych powstańców i cywilów, którzy nie mogli opuścić punktów sanitarnych.

Po upadku Reduty Kaliskiej ronowcy mordowali rannych leżących w łóżkach. Jeden z punktów medycznych podpalili, pozostawiając w środku kilkudziesięciu ludzi. Lżej rannych, których uznano za uczestników powstania, wyprowadzano z Zieleniaka i zabijano w nieustalonych miejscach.

Podobnie było po upadku Reduty Wawelskiej. Kiedy obrońcy ewakuowali się kanałami, na miejscu pozostała ludność cywilna, ciężko ranni oraz niewielka grupa żołnierzy Armii Krajowej.

Mimo wywieszenia białej flagi ostrzał nie ustał. Po wejściu na teren reduty ronowcy zamordowali ponad 80 osób. Zginęli wszyscy ciężko ranni. Część zabito granatami wrzucanymi do piwnic. Rozstrzeliwano również mężczyzn podejrzewanych o przynależność do oddziałów powstańczych.

Jedną z pierwszych ofiar był ks. prof. Jan Salamucha, kapelan obwodu „Ochota” Armii Krajowej.

Zbrodnie poza Ochotą

Po zakończeniu głównej fazy pacyfikacji Ochoty pułk RONA został przesunięty w rejon placu Starynkiewicza, Alei Jerozolimskich i ulicy Nowogrodzkiej.

Także tam dochodziło do egzekucji, gwałtów i grabieży. Na terenie Miejskiego Instytutu Higieny rozstrzelano 67 Polaków, w tym pracowników placówki. Przy ulicy Nowogrodzkiej 80 zamordowano kolejną grupę liczącą około 50–60 osób.

Żołnierze RONA kwaterujący w Domu ks. Boduena i Szpitalu Dzieciątka Jezus rabowali wyposażenie, terroryzowali personel i gwałcili kobiety, w tym pacjentki, pracownice placówek oraz siostry zakonne. Młodych mężczyzn podejrzewanych o udział w powstaniu rozstrzeliwano.

Skala zagłady Ochoty

Historycy szacują, że podczas pacyfikacji Ochoty mogło zginąć około 10 tysięcy osób. Około tysiąca poniosło śmierć na samym Zieleniaku.

Szymon Datner i Kazimierz Leszczyński oceniali, że choć pod względem liczby ofiar zbrodnie na Ochocie ustępowały rzezi Woli, dorównywały jej okrucieństwem. Podkreślali, że niemal w każdym domu dzielnicy doszło do jakiejś zbrodni.

Zniszczeniu uległa również znaczna część zabudowy. Według powojennych szacunków około 66 procent budynków Ochoty zostało zniszczonych, a kolejnych 17 procent poważnie uszkodzonych.

Po wypędzeniu mieszkańców opustoszałe domy były systematycznie plądrowane przez niemieckie komanda. Zabierano wyposażenie, meble i urządzenia, a następnie budynki podpalano lub wysadzano.

Walki o Monopol Tytoniowy

12 sierpnia 1944 roku pułk RONA, dowodzony osobiście przez Bronisława Kaminskiego, zaatakował zabudowania Monopolu Tytoniowego przy ulicy Kaliskiej.

Obiekt został zdobyty, jednak oddział poniósł dotkliwe straty – około 70 zabitych i rannych. W trakcie walk Kaminski został ranny. Dowodzenie pułkiem przejął wówczas Iwan Frołow, jeden z najbardziej doświadczonych oficerów formacji.

W następnych dniach RONA została skierowana do regularnych walk z oddziałami powstańczymi. Pułk działał na odcinku od Wojskowego Instytutu Geograficznego przy Alejach Jerozolimskich do Szpitala Dzieciątka Jezus przy ulicy Nowogrodzkiej.

Tam żołnierze Kaminskiego napotkali znacznie silniejszy opór niż podczas pacyfikowania bezbronnej ludności Ochoty.

Powstańcy rozbijają kompanię RONA

21 sierpnia 1944 roku w rejonie skrzyżowania ulic Srebrnej i Towarowej doszło do ciężkich walk z żołnierzami Zgrupowania „Chrobry II”.

Powstańcy zniszczyli wówczas całą kompanię RONA. Straty oddziału były tak duże, że przez lata pojawiały się informacje, iż w walce zginął również Iwan Frołow. W rzeczywistości dowódca pułku przeżył.

Dwa dni później przetrzebiony oddział przesunięto w rejon ulic Stawki i Powązkowskiej. Po kolejnych ciężkich walkach i poniesieniu znacznych strat pułk został zluzowany przez jednostki niemieckie.

Pod koniec sierpnia RONA została wycofana z bezpośrednich walk w centrum Warszawy i skierowana do podwarszawskiej wsi Truskaw. Jej nowym zadaniem było zwalczanie oddziałów Grupy AK „Kampinos”.

Klęska RONA w Truskawiu

W nocy z 2 na 3 września 1944 roku żołnierze Armii Krajowej pod dowództwem Adolfa Pilcha „Doliny” przeprowadzili brawurowy atak na kwatery RONA w Truskawiu.

Zaskoczeni ronowcy ponieśli druzgocącą klęskę. Według szacunków stracili około 250 zabitych i 100 rannych. Oddziały AK zdobyły także broń, amunicję i wyposażenie.

Następnej nocy, z 3 na 4 września, wydzielony oddział kawalerii Grupy AK „Kampinos” zaatakował RONA we wsi Marianów. Formacja straciła kolejne dwie kompanie oraz znaczną ilość uzbrojenia.

Łączne straty pułku RONA podczas walk związanych z Powstaniem Warszawskim wyniosły około 800 ludzi, a więc niemal połowę jego początkowego stanu.

Formacja, która na Ochocie okazała się bezwzględna wobec bezbronnych mieszkańców, w starciu z dobrze dowodzonymi oddziałami Armii Krajowej poniosła bardzo ciężkie straty.

RONA – formacja rabunku i terroru

Udział RONA w tłumieniu Powstania Warszawskiego pokazuje, że niemiecka machina terroru korzystała nie tylko z regularnych jednostek Wehrmachtu, SS i policji. Do pacyfikacji polskiej stolicy skierowano również kolaboracyjne formacje złożone z obywateli Związku Sowieckiego.

Żołnierze Kaminskiego przybyli do Warszawy jako oddział Waffen-SS, ale na Ochocie działali przede wszystkim jak banda rabunkowa osłaniana przez niemieckie dowództwo. Ich ofiarami stali się ludzie, którzy nie brali udziału w walkach: chorzy, kobiety, dzieci i osoby starsze.

Historia RONA to droga od lokalnej milicji powołanej do zwalczania sowieckiej partyzantki, przez ekspedycje karne na terenach Związku Sowieckiego i Białorusi, aż po masowe zbrodnie na ludności Warszawy. W sierpniu 1944 roku jej nazwa stała się synonimem gwałtu, grabieży i mordów dokonywanych na warszawskiej Ochocie.

Rzeź Ochoty. Zieleniak, szpitale i ulice zamienione w miejsca kaźni

Pacyfikacja warszawskiej Ochoty była jedną z najokrutniejszych operacji wymierzonych w ludność cywilną podczas Powstania Warszawskiego. Żołnierze rosyjskiej formacji kolaboracyjnej RONA, działający pod niemieckim dowództwem, nie ograniczali się do walk z oddziałami Armii Krajowej. Przez wiele dni dopuszczali się mordów, gwałtów, rabunków, podpaleń i przemocy wobec bezbronnych mieszkańców.

Ofiarami byli nie tylko ludzie podejrzewani o udział w powstaniu, ale również kobiety, dzieci, osoby starsze, chorzy, personel medyczny i ciężko ranni pacjenci. Zbrodnie popełniano w mieszkaniach, na ulicach, w punktach sanitarnych, szpitalach i miejscach, do których spędzano wysiedlaną ludność.

Symbolem zagłady dzielnicy stał się Zieleniak – targowisko przy ulicy Grójeckiej, przekształcone przez okupantów w prowizoryczny obóz przejściowy.

Zieleniak – obóz bez wody, żywności i ochrony

Na Zieleniak kierowano tysiące mieszkańców wypędzanych z domów na Ochocie. Ludzie byli tam przetrzymywani pod gołym niebem, w letnim upale, bez wystarczającej ilości wody, pożywienia i pomocy lekarskiej.

Tłum tworzyli ludzie w każdym wieku: matki z małymi dziećmi, osoby starsze, ranni, chorzy oraz mieszkańcy, którym pozwolono zabrać z domów jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. Większość traciła jednak cały dobytek już w drodze na targowisko. Ronowcy odbierali zegarki, biżuterię, pieniądze, ubrania i żywność.

Na terenie Zieleniaka dochodziło do indywidualnych i zbiorowych egzekucji. Strzelano do ludzi pod błahymi pretekstami, a czasem bez żadnego powodu. Ofiarami przypadkowego ostrzału padali także ci, którzy próbowali dostać się do wody lub zdobyć coś do jedzenia.

Jedna z największych egzekucji odbyła się 10 sierpnia 1944 roku, gdy zastrzelono blisko 80 rannych i chorych leżących pod ogrodzeniem targowiska. Ciała zabitych przez długi czas pozostawały wśród więzionych mieszkańców. Z czasem ronowcy nakazali grzebać je w płytkich dołach lub palić w pobliskiej sali gimnastycznej.

Według szacunków na Zieleniaku zginęło ponad tysiąc osób, przy czym co najmniej kilkaset zostało bezpośrednio zamordowanych przez żołnierzy RONA. Miejsce to stało się symbolem martyrologii Ochoty, ale również symbolem przemocy seksualnej wobec warszawskich kobiet.

Masowa przemoc wobec kobiet

Szczególnym wymiarem terroru na Ochocie były masowe gwałty. Żołnierze RONA uprowadzali kobiety i dziewczęta z Zieleniaka, mieszkań, szpitali oraz kolumn wysiedleńców.

Nie chronił ich wiek, choroba ani obecność rodziny. Ofiary zabierano do budynków sąsiadujących z targowiskiem, do pustych mieszkań, piwnic i kwater zajmowanych przez oddziały. Wielokrotnie były gwałcone zbiorowo, a te, które stawiały opór, nierzadko zabijano.

Ginęli również mężczyźni próbujący bronić swoich żon, córek i sióstr. Część kobiet mordowano bezpośrednio po dokonanej zbrodni, inne umierały wskutek odniesionych obrażeń.

Skala zagrożenia była tak wielka, że kobiety próbowały za wszelką cenę ukryć swój wygląd. Smarowały twarze sadzą i błotem, zakładały męskie ubrania, obcinały włosy, udawały chore lub zakładały fałszywe opatrunki. Rodziny chowały młode dziewczęta pod stosami ubrań i koców.

Przemoc nie była skutkiem pojedynczych wykroczeń kilku żołnierzy. Miała charakter masowy i powtarzalny. Odbywała się jawnie, nierzadko na oczach innych więźniów, a sprawcy mogli działać w poczuciu bezkarności.

Dowódca widział i nie zareagował

6 sierpnia 1944 roku Zieleniak wizytował SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski, który dzień wcześniej objął dowództwo nad siłami skierowanymi do stłumienia Powstania Warszawskiego.

Więźniom rozkazano uklęknąć i podnieść ręce. Niemiecki dowódca oznajmił, że Polacy sami są odpowiedzialni za swoje położenie, ponieważ wywołali powstanie. Zagroził jednocześnie represjami za śmierć każdego niemieckiego żołnierza.

Mimo informacji o gwałtach, egzekucjach i grabieżach nie doprowadził do skutecznego odsunięcia ronowców od pilnowania obozu. Złożona mieszkańcom obietnica poprawy sytuacji nie została spełniona. Już następnego dnia terror powrócił w dotychczasowej skali.

Po wojnie Bach-Zelewski utrzymywał, że podczas inspekcji nie zauważył żadnych szczególnych nieprawidłowości. Stwierdzenie to stoi w jaskrawej sprzeczności z relacjami świadków oraz skalą zbrodni popełnianych na Zieleniaku.

O rozmiarach samowoli świadczy także niemiecka dokumentacja wojskowa. Odnotowano w niej przypadki zatrzymywania przez ronowców niemieckich cywilów, a nawet zgwałcenia i zamordowania niemieckich kobiet. Niemiecki lekarz wojskowy, który próbował wydostać zatrzymanych obywateli Rzeszy z obozu, został powstrzymany przy użyciu broni.

Zbrodnia w Instytucie Radowym

Jednym z najbardziej tragicznych miejsc na Ochocie był Instytut Radowy im. Marii Skłodowskiej-Curie przy ulicy Wawelskiej 15.

5 sierpnia 1944 roku do szpitala wtargnęło około stu żołnierzy RONA. W budynku przebywali pacjenci z chorobami nowotworowymi, ranni powstańcy i cywile, a także personel medyczny wraz z rodzinami.

Wszystkich obrabowano. Większość osób zdolnych do marszu wypędzono w kierunku Zieleniaka. W szpitalu pozostały przede wszystkim osoby ciężko chore oraz nieliczni pracownicy.

Przez kolejne dni ronowcy plądrowali budynek, rabowali aptekę, niszczyli wyposażenie i terroryzowali pacjentów. Kobiety, w tym ciężko chore pacjentki, padały ofiarą gwałtów.

6 sierpnia zamordowano około trzydziestu pacjentów przebywających na parterze. Część zastrzelono, część zginęła w podpalonym budynku.

Około sześćdziesięciu osób zdołało ukryć się w szpitalnej kotłowni. Przez blisko dwa tygodnie pozostawali w ruinach instytutu, żywiąc się resztkami zapasów i obserwując kolejne zbrodnie dokonywane w ogrodzie szpitalnym.

19 sierpnia ronowcy powrócili, aby dokończyć pacyfikację placówki. Osoby niezdolne do marszu mordowano na miejscu. Pozostałych skierowano na Zieleniak, gdzie część pacjentek została rozstrzelana, a ich ciała spalono.

Szacuje się, że podczas tej ostatniej akcji zamordowano od 50 do 80 osób przyprowadzonych z Instytutu Radowego. Pacyfikacja szpitala uznawana jest za jedną z największych zbrodni dokonanych podczas tłumienia Powstania Warszawskiego.

Kolonia Staszica – egzekucje całych rodzin

Do pacyfikacji Kolonii Staszica oddziały RONA przystąpiły już 4 i 5 sierpnia. Mieszkańców wypędzano z domów, zabierając im dobytek. Dochodziło do gwałtów i egzekucji, w których ginęły niekiedy całe rodziny.

Mordowano również rannych powstańców przebywających w niewielkich punktach sanitarnych. W jednym ze szpitali przy ulicy Langiewicza ciężko rannych zabito granatami, a następnie podpalono budynek. Z innych punktów medycznych rannych i mieszkańców wyprowadzano na Pole Mokotowskie i rozstrzeliwano.

W domu przy alei Niepodległości 217/223 żołnierze RONA dokonali jednej z największych egzekucji na tym terenie. Po wcześniejszym obrabowaniu mieszkańców inny oddział powrócił do budynku. Gdy ronowcy dowiedzieli się, że wartościowe przedmioty zostały już zabrane, spędzili mieszkańców do jednej z klatek schodowych i otworzyli ogień.

Zamordowano około 53 osób, w większości kobiety, dzieci i ludzi starszych. Wśród ofiar znalazła się Jadwiga Falkowska, zasłużona instruktorka harcerska i zastępczyni dowódcy Wojskowej Służby Kobiet.

Ostateczna pacyfikacja Kolonii Staszica nastąpiła 12 sierpnia. Mieszkańców wypędzono z domów, obrabowano i pognano na Zieleniak. Po drodze część tłumu została ostrzelana, a na targowisku ronowcy wyszukiwali mężczyzn podejrzewanych o udział w powstaniu.

Mordowanie rannych

Szczególnie brutalny był los rannych powstańców i cywilów, którzy nie mogli opuścić punktów sanitarnych.

Po upadku Reduty Kaliskiej ronowcy mordowali rannych leżących w łóżkach. Jeden z punktów medycznych podpalili, pozostawiając w środku kilkudziesięciu ludzi. Lżej rannych, których uznano za uczestników powstania, wyprowadzano z Zieleniaka i zabijano w nieustalonych miejscach.

Podobnie było po upadku Reduty Wawelskiej. Kiedy obrońcy ewakuowali się kanałami, na miejscu pozostała ludność cywilna, ciężko ranni oraz niewielka grupa żołnierzy Armii Krajowej.

Mimo wywieszenia białej flagi ostrzał nie ustał. Po wejściu na teren reduty ronowcy zamordowali ponad 80 osób. Zginęli wszyscy ciężko ranni. Część zabito granatami wrzucanymi do piwnic. Rozstrzeliwano również mężczyzn podejrzewanych o przynależność do oddziałów powstańczych.

Jedną z pierwszych ofiar był ks. prof. Jan Salamucha, kapelan obwodu „Ochota” Armii Krajowej.

Zbrodnie poza Ochotą

Po zakończeniu głównej fazy pacyfikacji Ochoty pułk RONA został przesunięty w rejon placu Starynkiewicza, Alei Jerozolimskich i ulicy Nowogrodzkiej.

Także tam dochodziło do egzekucji, gwałtów i grabieży. Na terenie Miejskiego Instytutu Higieny rozstrzelano 67 Polaków, w tym pracowników placówki. Przy ulicy Nowogrodzkiej 80 zamordowano kolejną grupę liczącą około 50–60 osób.

Żołnierze RONA kwaterujący w Domu ks. Boduena i Szpitalu Dzieciątka Jezus rabowali wyposażenie, terroryzowali personel i gwałcili kobiety, w tym pacjentki, pracownice placówek oraz siostry zakonne. Młodych mężczyzn podejrzewanych o udział w powstaniu rozstrzeliwano.

Skala zagłady Ochoty

Historycy szacują, że podczas pacyfikacji Ochoty mogło zginąć około 10 tysięcy osób. Około tysiąca poniosło śmierć na samym Zieleniaku.

Szymon Datner i Kazimierz Leszczyński oceniali, że choć pod względem liczby ofiar zbrodnie na Ochocie ustępowały rzezi Woli, dorównywały jej okrucieństwem. Podkreślali, że niemal w każdym domu dzielnicy doszło do jakiejś zbrodni.

Zniszczeniu uległa również znaczna część zabudowy. Według powojennych szacunków około 66 procent budynków Ochoty zostało zniszczonych, a kolejnych 17 procent poważnie uszkodzonych.

Po wypędzeniu mieszkańców opustoszałe domy były systematycznie plądrowane przez niemieckie komanda. Zabierano wyposażenie, meble i urządzenia, a następnie budynki podpalano lub wysadzano.

Odpowiedzialność. Wyroki, które nie objęły warszawskich zbrodni

Odpowiedzialność za rzeź Ochoty i Woli spoczywała zarówno na bezpośrednich sprawcach z RONA, jak i na niemieckim dowództwie, które skierowało tę formację do Warszawy, wyznaczało jej zadania, tolerowało przemoc i nie podjęło skutecznych działań, aby zatrzymać zbrodnie.

Bronisław Kaminski został jeszcze w sierpniu 1944 roku usunięty ze stanowiska. Niemcy oskarżali go przede wszystkim o niesubordynację i przywłaszczanie zrabowanego mienia. Został postawiony przed sądem wojennym w Łodzi, skazany na śmierć i rozstrzelany.

Nie poniósł jednak kary za mordy, gwałty i rabunki dokonane na mieszkańcach Warszawy. Jego śmierć była wynikiem wewnętrznych rozliczeń w aparacie III Rzeszy, a nie procesu prowadzonego w imieniu polskich ofiar.

Iwan Frołow, który dowodził zbiorczym pułkiem RONA, po wojnie dostał się w ręce władz sowieckich. W grudniu 1946 roku został skazany na karę śmierci przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR. Również jego proces nie dotyczył przede wszystkim odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas Powstania Warszawskiego.

Najbardziej wymowny pozostaje przypadek Ericha von dem Bach-Zelewskiego. Dowódca sił tłumiących powstanie nie został osądzony za zbrodnie warszawskie. Podczas procesu norymberskiego wystąpił jako świadek oskarżenia i uzyskał ochronę przed odpowiedzialnością za własne czyny.

W późniejszych latach był sądzony w Republice Federalnej Niemiec, lecz za przestępstwa popełnione przed wojną na obywatelach niemieckich. Zmarł w więziennym szpitalu w 1972 roku, nie usłyszawszy wyroku za śmierć tysięcy mieszkańców Warszawy.

Według ustaleń historyka Zenona Rudnego żołnierze RONA mieli dokonać podczas tłumienia powstania około 700 udokumentowanych mordów. Liczba ofiar całej pacyfikacji Ochoty była jednak wielokrotnie wyższa.

Nie wszyscy bezpośredni sprawcy zostali zidentyfikowani. Jeszcze mniej stanęło przed sądem. Większość ofiar nie doczekała się procesu, w którym publicznie nazwano by zbrodnie i wskazano odpowiedzialnych.

Rzeź Ochoty pozostała zatem nie tylko historią masowego mordu, gwałtu i grabieży, ale również historią niepełnej sprawiedliwości. Dowódcy ginęli w wewnętrznych rozliczeniach totalitarnych reżimów albo odpowiadali za inne.

RONA i rzeź Woli. Dwie osie niemieckiego planu zagłady Warszawy

Rzeź Woli i rzeź Ochoty były elementami jednego planu opracowanego przez niemieckie dowództwo po wybuchu Powstania Warszawskiego. Celem nie było wyłącznie pokonanie oddziałów Armii Krajowej, lecz złamanie oporu poprzez masowy terror wobec ludności cywilnej.

Po rozkazach wydanych przez Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera do Warszawy skierowano specjalnie dobrane jednostki, wśród których znalazły się Brygada Szturmowa SS „RONA”, Pułk Specjalny SS „Dirlewanger”, oddziały policyjne oraz jednostki Wehrmachtu. Początkowo całością sił dowodził SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth, a od popołudnia 5 sierpnia dowództwo przejął SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski.
Plan operacyjny zakładał uderzenie dwoma głównymi kierunkami. Oddziały Reinefartha, wspierane przez pułk SS „Dirlewanger”, miały zdobyć Wolę i przebić się w kierunku centrum miasta, natomiast zbiorczy pułk RONA pod dowództwem Iwana Frołowa został skierowany na Ochotę, gdzie miał otworzyć drogę do mostu Poniatowskiego. Oba zgrupowania działały równolegle jako element jednej operacji wojskowej.

Już 5 sierpnia 1944 roku, nazwanego później „Czarną Sobotą”, na Woli rozpoczęła się zaplanowana eksterminacja mieszkańców. Niemieckie oddziały wykonywały rozkazy nakazujące zabijanie ludności cywilnej bez względu na wiek i płeć. Masowym egzekucjom towarzyszyły grabieże, gwałty oraz palenie domów. Cywilów wykorzystywano także jako żywe tarcze podczas natarcia na powstańcze barykady.
Największe miejsca kaźni powstały m.in. w fabryce „Ursus”, fabryce Franaszka, Parku Sowińskiego, na terenie zajezdni tramwajowej przy ul. Młynarskiej, w okolicach kościoła św. Wawrzyńca oraz w halach warsztatów kolejowych przy ul. Moczydło. W ciągu zaledwie dwóch dni zamordowano tam tysiące mieszkańców Warszawy. Historycy różnią się w ocenach liczby ofiar, jednak zgodnie uznają rzeź Woli za jedną z największych masakr ludności cywilnej dokonanych podczas II wojny światowej, a wielu badaczy określa ją jako największą pojedynczą zbrodnię popełnioną na narodzie polskim.
W tym samym czasie RONA prowadziła działania na Ochocie. Tam również dochodziło do masowych mordów, gwałtów i rabunków. Choć głównymi wykonawcami rzezi Woli były oddziały podporządkowane Heinzowi Reinefarthowi, w tym pułk Dirlewangera, a RONA odpowiada przede wszystkim za terror na Ochocie, obie formacje stanowiły część tej samej niemieckiej operacji pacyfikacyjnej i działały pod wspólnym systemem dowodzenia.

Po wojnie losy głównych dowódców potoczyły się różnie. Bronisław Kaminski został rozstrzelany przez samych Niemców pod koniec sierpnia 1944 roku, jednak nie za zbrodnie popełnione na mieszkańcach Warszawy. Iwan Frołow został po wojnie skazany na śmierć przez władze sowieckie za kolaborację z III Rzeszą. Heinz Reinefarth, jeden z głównych organizatorów pacyfikacji Woli, nigdy nie odpowiedział przed sądem za masakrę warszawskich cywilów. Po wojnie został burmistrzem miasta Westerland i posłem do landtagu Szlezwiku-Holsztynu. Erich von dem Bach-Zelewski również nie został osądzony za zbrodnie popełnione podczas Powstania Warszawskiego.
Historia RONA, rzezi Woli i rzezi Ochoty pokazuje, że terror zastosowany wobec Warszawy nie był efektem samowoli pojedynczych oddziałów. Był elementem świadomie realizowanej polityki eksterminacyjnej III Rzeszy, wykonywanej przez niemieckie jednostki oraz podporządkowane im formacje kolaboracyjne. Mimo ogromu zbrodni zdecydowana większość ich organizatorów i wykonawców nigdy nie poniosła odpowiedzialności odpowiadającej skali popełnionych czynów.

Przy pisaniu tekstu korzystałam ze źródeł:

. Publikacji Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące Powstania WarszawskiegoRzezi Woli i Ochoty

2. Książki „Rzeź Woli Piotra Gursztyna”.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania