Żołnierz AK. Z narażeniem życia ratował Żydów. Komuniści skazali go na śmierć

Podczas niemieckiej okupacji ryzykował życie własne i swojej rodziny, by ratować Żydów skazanych na Zagładę. Był żołnierzem Armii Krajowej, a po wejściu Sowietów nie złożył broni i działał w antykomunistycznym podziemiu. 12 sierpnia 1947 roku Stanisław Stankiewicz „Sośniak” zginął po brutalnym śledztwie w warszawskim Urzędzie Bezpieczeństwa. Komuniści ogłosili, że wyskoczył z okna. Rodzinie nie pozwolili nawet urządzić mu pogrzebu. Przez dziesięciolecia nie było wiadomo, gdzie spoczywa. Szczątki Sprawiedliwego wśród Narodów Świata odnalazł dopiero Instytut Pamięci Narodowej.

Historia Stanisława Stankiewicza ps. „Sośniak”, „Dąb”, „Kornik” jest jedną z tych polskich biografii, w których jak w soczewce skupiają się dwa totalitaryzmy. Najpierw przyszli Niemcy i rozpoczęli Zagładę Żydów. Stankiewicz, zamiast odwrócić wzrok, ruszył im na ratunek. Później przyszli Sowieci, a wraz z nimi komunistyczny aparat represji. Stankiewicz ponownie wybrał opór.

Za pierwszą decyzję mógł zapłacić życiem z rąk Niemców. Za drugą zapłacił je z rąk komunistów.

Dopiero po ponad siedmiu dekadach odzyskał także własny grób.

Leśniczy, konspirator, ojciec

Stanisław Stankiewicz urodził się 15 listopada 1903 roku w Wólce Profeckiej, dziś znajdującej się w granicach Puław. Wraz z żoną Barbarą z domu Dysput wychowywał dwoje dzieci – Barbarę i Tadeusza.

Gdy wybuchła II wojna światowa, pracował jako leśniczy w leśniczówce Głodno niedaleko Opola Lubelskiego. Nie pozostał jednak wyłącznie leśnikiem obserwującym tragedię rozgrywającą się wokół niego. Zaangażował się w działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej.

Jednocześnie wraz z rodziną podjął działalność, za którą w okupowanej przez Niemców Polsce groziła kara śmierci.

Zaczął ratować Żydów.

Nie chodziło o jednorazową pomoc ani przypadkowy gest. Stankiewicz stworzył wokół swojej leśniczówki system pomocy ludziom, których Niemcy skazali na zagładę.

Ponad 200 ludzi szukało ratunku w lesie

W 1941 roku Stankiewicz doprowadził do tego, że Niemcy zgodzili się na zatrudnianie przy pracach leśnych Żydów. Dzięki temu ludzie zamknięci w getcie w Opolu Lubelskim otrzymali możliwość znalezienia schronienia w okolicach leśniczówki.

Kiedy w 1942 roku ruszyły deportacje Żydów do niemieckich obozów zagłady, sytuacja stała się dramatyczna.

W lasach wokół leśniczówki Stankiewiczów miało ukrywać się ponad 200 osób.

Stanisław pomagał budować szałasy i przygotowywać kryjówki. Szukał miejsc w pobliskich gospodarstwach, gdzie można było ukryć ludzi. Zdobywał żywność.

W akcję ratunkową była zaangażowana cała rodzina.

Dzieci Stankiewiczów – Tadeusz i Barbara – pomagały zacierać ślady pozostawiane przez ukrywających się, zabezpieczały transporty żywności i sprawdzały, czy nikt nie śledzi ludzi docierających do kryjówek.

Każda taka wyprawa oznaczała śmiertelne ryzyko.

Niemcy nie pozostawiali wątpliwości, co czeka Polaków pomagających Żydom. Mimo to Stankiewiczowie nie wycofali się.

Denuncjacja i tragedia

Wiosną 1942 roku doszło do tragedii. Kryjówki zostały zadenuncjowane przez Polaka o nazwisku Szyszko.

Niemcy dotarli do ukrywających się.

Ludzie znajdujący się w leśnych schronieniach zostali zamordowani. Przeżyli przede wszystkim ci, których udało się ukryć w zabudowaniach.

Po wojnie donosiciel został skazany na karę śmierci.

Ostatecznie dzięki pomocy rodziny Stankiewiczów uratowało się sześcioro Żydów. Jednym z nich był Szlomo, później Jan Szmulewicz, który pozostał w Polsce. Jego przyjaźń z Tadeuszem Stankiewiczem przetrwała dziesięciolecia – aż do śmierci Szmulewicza w 2007 roku.

To niezwykły epilog historii rozpoczętej w czasie, gdy za podanie prześladowanemu człowiekowi chleba można było stracić życie.

Ale dla Stanisława Stankiewicza koniec niemieckiej okupacji nie oznaczał końca walki.

Niemcy odeszli. Przyszli Sowieci

W 1944 roku Polska nie odzyskała rzeczywistej niepodległości. Wraz z Armią Czerwoną instalowany był system komunistyczny, którego aparat bezpieczeństwa rozpoczął rozprawę z żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego.

Dla ludzi takich jak Stankiewicz oznaczało to kolejne zagrożenie.

Po wkroczeniu Sowietów rodzina przeniosła się do Sterdyni w powiecie sokołowskim, gdzie Stanisław podjął pracę w leśnictwie.

Nie zerwał jednak z działalnością niepodległościową.

Kontynuował konspirację w strukturach Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” oraz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Człowiek, który podczas okupacji niemieckiej należał do ZWZ-AK i ratował Żydów, dla nowej władzy stał się przeciwnikiem politycznym.

Komunistyczny aparat bezpieczeństwa rozpoczął polowanie.

Aresztowanie. Warszawa. Sierakowskiego

W sierpniu 1947 roku Stanisław Stankiewicz został aresztowany.

Przewieziono go do Warszawy, do siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Sierakowskiego.

Było to jedno z miejsc komunistycznego terroru.

Stankiewicza poddano brutalnemu śledztwu.

12 sierpnia 1947 roku już nie żył.

Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają jednym z najbardziej dramatycznych elementów tej historii. Według oficjalnej wersji przedstawionej przez komunistyczne organy bezpieczeństwa więzień miał popełnić samobójstwo, wyskakując z okna trzeciego piętra.

W materiałach dotyczących Stankiewicza pojawia się jednak podejrzenie, że został zamordowany podczas śledztwa lub wypchnięty przez okno, a wersja o samobójstwie miała ukryć rzeczywisty przebieg wydarzeń.

Dlatego, opisując tę sprawę po latach, należy wyraźnie oddzielić fakt jego śmierci po brutalnym śledztwie od oficjalnej, komunistycznej wersji wydarzeń.

Pewne jest jedno: Stanisław Stankiewicz wszedł do siedziby UB jako więzień i już z niej żywy nie wyszedł.

Nie pozwolili rodzinie nawet go pochować

Represje nie skończyły się wraz ze śmiercią.

Rodzinie nie pozwolono urządzić normalnego pogrzebu.

Komunistyczny system nie chciał jedynie fizycznie eliminować przeciwników. W wielu przypadkach próbował również zatrzeć po nich ślady. Ciała ofiar ukrywano, rodziny pozostawiano bez informacji, a miejsca pochówków przez dziesięciolecia pozostawały nieznane.

Tak stało się również ze Stankiewiczem.

Człowiek, który ryzykował wszystko, aby inni mogli przeżyć, został pozbawiony własnego grobu.

Mijały lata.

Potem dziesięciolecia.

Rodzina wciąż nie miała miejsca, w którym mogłaby zapalić świeczkę.

Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

Pamięć o tym, czego Stankiewiczowie dokonali podczas okupacji niemieckiej, jednak przetrwała.

W 1986 roku Stanisław i Barbara Stankiewiczowie zostali uhonorowani przez Instytut Yad Vashem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Było to jedno z najważniejszych możliwych świadectw ich odwagi.

W 2006 roku tytułem uhonorowano także ich dzieci – Tadeusza Stankiewicza oraz pośmiertnie Barbarę.

W historii tej rodziny szczególnie mocno wybrzmiewa paradoks XX-wiecznych losów Polski.

Człowiek uznany za bohatera za ratowanie Żydów przed niemiecką Zagładą był jednocześnie człowiekiem prześladowanym przez komunistyczne państwo za działalność niepodległościową.

Bohater dla ratowanych. Wróg dla komunistycznej bezpieki.

IPN odnalazł jego szczątki po ponad 70 latach

Przełom nastąpił dopiero w XXI wieku.

W maju 2021 roku zespół Instytutu Pamięci Narodowej prowadził prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na terenie kwatery „C” Cmentarza Wojskowego na Powązkach.

Właśnie tam odnaleziono szczątki Stanisława Stankiewicza.

Po dziesięcioleciach anonimowości można było przywrócić ofierze nazwisko.

22 lipca 2022 roku podczas uroczystości w Belwederze rodzinie przekazano notę identyfikacyjną.

Stankiewicz został odnaleziony.

Pozostało jeszcze jedno – pogrzeb, którego komunistyczne władze odmówiły jego najbliższym w 1947 roku.

Pogrzeb po 77 latach

Nastąpił 15 marca 2024 roku.

Uroczystości rozpoczęła msza święta w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Następnie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odbyła się ceremonia pogrzebowa z wojskową asystą honorową.

Zgodnie z wolą rodziny szczątki Stanisława Stankiewicza zostały złożone w Panteonie – Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych.

W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele IPN, Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL oraz rodzina bohatera – wśród nich jego syn Tadeusz Stankiewicz i wnuczka Lena Stankiewicz.

Podczas mszy ks. płk January Wątroba przypomniał niezwykłą drogę życiową Stankiewicza: człowieka, który walczył z okupantami, a równocześnie narażał siebie, aby ratować bliźnich.

Po uroczystości prof. Krzysztof Szwagrzyk, zastępca prezesa IPN, podkreślał, że jest to kolejny odnaleziony żołnierz spośród tych, „po których ślad miał zaginąć”.

Te słowa trafiają w sedno tej historii.

Bo Stanisława Stankiewicza nie tylko pozbawiono życia.

Miał także zniknąć.

Miał zniknąć. Nie zniknął

Komunistyczny aparat represji próbował odebrać swoim ofiarom znacznie więcej niż wolność. Często odbierał im nazwisko, grób i możliwość godnego pożegnania przez rodzinę.

W przypadku Stanisława Stankiewicza ten plan ostatecznie się nie powiódł.

Ocalało jego nazwisko. Ocalała pamięć o uratowanych przez jego rodzinę Żydach. Ocalała pamięć o żołnierzu Armii Krajowej i powojennego podziemia niepodległościowego. W końcu odnaleziono także jego szczątki.

Jego biografia ma niezwykłą symboliczną siłę.

Kiedy Niemcy mordowali Żydów, Stankiewicz ich ratował.

Kiedy komuniści budowali w Polsce system podporządkowany Moskwie, Stankiewicz nadal działał na rzecz niepodległości.

Za pierwsze groziła mu niemiecka kula.

Za drugie spotkały go komunistyczne więzienie, brutalne śledztwo i śmierć.

12 sierpnia przypada rocznica śmierci Stanisława Stankiewicza – leśniczego, żołnierza AK, członka powojennego podziemia niepodległościowego i Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Człowieka, którego przez dziesięciolecia pozbawiano nawet grobu.

Nie udało się jednak pozbawić go miejsca w polskiej historii.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania