Tak nakręcano nagonkę na Karola Nawrockiego. „Afera” apartamentowa runęła.

Miało być ponad 200 dni w luksusowym apartamencie, nadużycie stanowiska, prywatne korzyści i straty Muzeum II Wojny Światowej. Padały insynuacje o „schadzkach”, „koleżankach” i „kumpelskich imprezach”. Sprawę podchwycili politycy, a medialna burza wybuchła w samym środku kampanii prezydenckiej. Roman Giertych złożył zawiadomienie do prokuratury, a śledczy ruszyli do pracy: 41 świadków, dokumentacja muzeum, rezerwacje, e-maile, kalendarze dyrektorów, materiały Najwyższej Izby Kontroli i analiza kryminalna. Po kilkunastu miesiącach z całej „afery apartamentowej” pozostało jedno zasadnicze ustalenie prokuratury: czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.

To rozstrzygnięcie ma znaczenie znacznie wykraczające poza samą odpowiedzialność karną Karola Nawrockiego. Pozwala bowiem z perspektywy czasu przyjrzeć się temu, jak w szczycie kampanii prezydenckiej powstała jedna z najbardziej nośnych narracji wymierzonych w ówczesnego kandydata na urząd prezydenta.

Tutaj pisałam o próbie zamachu na Karola Nawrockiego: https://dorotakania.pl/2026/06/28/kto-chcial-otruc-karola-nawrockiego/

Zaczęło się od publikacji medialnych. Potem były polityczne oskarżenia, pytania sugerujące obyczajowe kulisy pobytów, zawiadomienie do prokuratury i miesiące śledztwa.

Teraz prokuratura mówi jasno:

„Czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

Ponad 200 dni w apartamencie? Tak rozpoczęła się burza

W styczniu 2025 roku, gdy kampania prezydencka nabierała rozpędu, w „Gazecie Wyborczej”Wojciech Czuchnowski i Krzysztof Katka opisali rezerwacje pokoi i apartamentu należących do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Z medialnej narracji wynikało, że Karol Nawrocki, będąc dyrektorem placówki, miał przez ponad 200 dni korzystać z muzealnej części hotelowej bez ponoszenia opłat.

Informacja była niezwykle chwytliwa.

Kandydat na prezydenta, luksusowy apartament, setki dni bezpłatnego korzystania i mieszkanie oddalone od muzeum zaledwie o kilka kilometrów – wszystkie te elementy błyskawicznie złożyły się w historię, którą można było politycznie wykorzystać.

Fakt istnienia rezerwacji zaczął być utożsamiany z faktycznym pobytem Nawrockiego w pokojach.

Tymczasem właśnie ta kwestia okazała się później jedną z kluczowych dla prokuratury.

Śledczy po przeprowadzeniu postępowania stwierdzili bowiem, że nie udało się ponad wszelką wątpliwość ustalić, czy Karol Nawrocki faktycznie korzystał z wszystkich zarezerwowanych pokoi, ani nawet czy miał świadomość, że pracownicy muzeum dokonywali konkretnych wpisów w systemie rezerwacyjnym.

Ustalono również, że Nawrocki osobiście nie zwracał się do pracowników z prośbami o dokonywanie takich rezerwacji.

To zasadniczo zmienia obraz sprawy prezentowany podczas kampanii.

Pomaska: mieszkał pięć kilometrów od muzeum

Wątek został błyskawicznie przejęty przez polityków ówczesnej większości rządowej.

Agnieszka Pomaska z Koalicji Obywatelskiej mówiła:

– Mimo tego, że mieszka 5 km od tego budynku, od budynku muzeum i części hotelowej, wynajmował regularnie apartamenty.

Sugestia była czytelna: skoro Nawrocki miał własne mieszkanie tak blisko, po co miałby korzystać z muzealnego apartamentu?

Ale jeszcze dalej poszedł Tomasz Trela z Lewicy.

„Schadzki? Koleżanki zapraszał?” Polityczny atak przekroczył granice

Trela nie ograniczył się do pytań dotyczących zasad gospodarowania majątkiem publicznej instytucji.

Publicznie rzucił serię pytań uderzających nie tylko w Nawrockiego jako urzędnika, lecz również w jego życie prywatne:

– Co on tam robił? Schadzki? Kumpelskie imprezy? Koleżanki zapraszał? Kumple nocowali? Śniadania sobie zamawiał? O co tak naprawdę chodzi?

To był jeden z najbardziej brutalnych momentów całej nagonki wokół apartamentów Muzeum II Wojny Światowej.

Nie przedstawiono dowodów na „schadzki”, „koleżanki” czy „kumpelskie imprezy”. Sam sposób formułowania pytań pozwalał jednak wprowadzić takie skojarzenia do debaty publicznej.

W kampanii wyborczej insynuacja potrafi działać szybciej niż sprostowanie.

A gdy raz zostanie rzucona, może funkcjonować niezależnie od tego, czy później potwierdzą ją jakiekolwiek dowody.

Nawrocki odpowiadał: nie mieszkałem tam przez 200 dni

Karol Nawrocki od początku odrzucał medialną wersję wydarzeń.

Tłumaczył, że apartament i pokoje były rezerwowane na jego nazwisko również na potrzeby gości muzeum, szczególnie zagranicznych. Sam miał z nich korzystać w określonych sytuacjach związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych.

Szczególnie istotny był okres pandemii COVID-19.

Nawrocki mówił w czasie kampanii:

– Gdy była pandemia Covid-19, te pokoje, jak cała branża turystyczna, były wyłączone z możliwości korzystania. Dwukrotnie odbyłem kwarantannę w jednym z pokoi i przez moment w apartamencie. Odbyłem kwarantannę dwa razy po dziesięć dni. Nigdy tam nie mieszkałem dłużej niż dziesięć dni.

Podkreślał, że dzięki pozostawaniu w muzeum mógł w tym czasie wykonywać obowiązki dyrektora.

– Mogłem być w domu przez te dni kwarantanny i nie wykonywać swoich obowiązków. A byłem każdego dnia w placówce i miałem teczki do podpisywania swoich decyzji, które odbierałem spod drzwi. Nie jest to prawdziwa informacja, że mieszkałem tam przez 200 dni.

Wówczas te wyjaśnienia nie zakończyły sprawy.

Polityczna i medialna machina była już rozpędzona.

Roman Giertych zawiadamia prokuraturę

Sprawa przestała być wyłącznie elementem kampanii medialnej, gdy Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, skierował zawiadomienie do prokuratury.

Według zawiadamiającego Karol Nawrocki w latach 2018–2021, jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, miał bezpłatnie korzystać z pokoju oraz apartamentu oferowanych komercyjnie przez placówkę.

Miało to – według tej wersji – doprowadzić muzeum do niekorzystnego rozporządzenia mieniem z korzyścią dla Nawrockiego.

24 lutego 2025 roku wszczęto śledztwo.

I dopiero wtedy rozpoczęła się żmudna konfrontacja medialnych zarzutów z dokumentami i zeznaniami świadków.

41 świadków. E-maile, rezerwacje, kalendarze i dokumenty NIK

Skala postępowania pokazuje, że sprawy nie potraktowano pobieżnie.

Prokuratura przesłuchała 41 świadków, niektórych więcej niż raz. Aż 37 spośród nich stanowiły osoby obecnie lub wcześniej pracujące na terenie Muzeum II Wojny Światowej.

Zabezpieczono między innymi:

  • dokumentację dotyczącą rezerwacji,
  • korespondencję e-mailową,
  • kalendarze dyrektorów,
  • materiały dotyczące zasad korzystania z części hotelowej,
  • akta kontroli Najwyższej Izby Kontroli.

Przesłuchani zostali także pracownicy NIK uczestniczący w kontroli gospodarki finansowej muzeum.

Prokuratura poinformowała ponadto, że zgromadzony materiał został poddany analizie kryminalnej.

To istotne w kontekście sugestii, jakoby umorzenie było skutkiem powierzchownego sprawdzenia sprawy.

Śledztwo trwało kilkanaście miesięcy i objęło szeroki materiał dowodowy.

I właśnie po jego przeanalizowaniu zapadła decyzja o umorzeniu.

Prokuratura: „Nie może być mowy o przekroczeniu uprawnień”

Najważniejsze ustalenie dotyczy regulaminów obowiązujących w muzeum.

Część hotelowa funkcjonowała na podstawie wewnętrznych zasad. Przewidywały one możliwość odpłatnego korzystania z pokoi przez pracowników w określonych okolicznościach, ale jednocześnie dawały dyrektorowi możliwość udzielania ulg i zwolnień z opłat za użytkowanie pokoi oraz apartamentów.

Właśnie dlatego prokuratura doszła do jednoznacznego wniosku:

„Nie może być bowiem mowy o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w sytuacji kiedy, na podstawie wydanych zgodnie ze Statutem Muzeum zarządzeń, Dyrektor Muzeum mógł udzielać ulg i zwolnień z opłat za wynajem pokoi i apartamentów”.

To zdanie uderza w sam fundament narracji, na której budowano polityczną „aferę”.

Jeżeli dyrektor miał wynikające z obowiązujących regulacji prawo do udzielania takich zwolnień, nie można automatycznie traktować ich jako przekroczenia uprawnień.

Co więcej, prokuratura nie zdołała potwierdzić, że Nawrocki rzeczywiście korzystał z lokali w takim wymiarze, jaki sugerowała medialna narracja.

„Czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”

Ostateczna decyzja jest jednoznaczna.

Śledztwo zostało umorzone, ponieważ stwierdzono, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.

To nie jest wyłącznie kwestia braku wystarczających dowodów do postawienia zarzutów.

Według komunikatu prokuratury analizowane zachowanie nie wypełniało znamion przestępstwa.

Po kilkunastu miesiącach, dziesiątkach przesłuchań oraz analizie dokumentacji nie potwierdzono więc zasadniczej tezy, która legła u podstaw zawiadomienia.

Fogiel: od początku mówiliśmy, że to pseudo-afera

Decyzję prokuratury komentują politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Radosław Fogiel przypomniał, że w okresie kampanii środowisko Nawrockiego konsekwentnie odrzucało zarzuty.

– Od samego początku mówiliśmy, że sprawa jest dęta, że to jest pseudo-afera wykreowana wyłącznie po to, żeby uderzać w ówczesnego kandydata.

Dziś ten argument zyskuje zupełnie inny ciężar.

W kampanii przeciwnicy Nawrockiego mogli odpowiadać, że sprawę dopiero bada prokuratura.

Teraz śledztwo jest zakończone.

Zarzutów nie ma. Przestępstwa się nie dopatrzono.

Andruszkiewicz: „Prawda się obroniła”

Podobnie decyzję śledczych ocenia Adam Andruszkiewicz, wiceszef Kancelarii Prezydenta RP.

– Tego typu ataki miały wpłynąć na opinię publiczną, miały, można powiedzieć, rzucić niecne światło na kandydaturę Karola Nawrockiego jako na kandydata na prezydenta Polski.

Jego komentarz można sprowadzić do krótkiego zdania:

„Prawda się obroniła”.

Ale sprawa pozostawia znacznie poważniejsze pytanie.

Kto odpowiada za skutki pomówień podczas kampanii?

Umorzenie śledztwa nie cofnie kampanii prezydenckiej.

Nie cofnie telewizyjnych wypowiedzi. Nie wymaże artykułów, wpisów w mediach społecznościowych i politycznych wystąpień. Nie sprawi również, że wyborcy zapomną sugestie o „schadzkach” czy „koleżankach”.

I właśnie dlatego finał tej historii powinien prowadzić do debaty nie tylko o Karolu Nawrockim, ale także o standardach politycznej i medialnej walki w Polsce.

Bo mechanizm był niezwykle prosty.

Najpierw pojawiła się informacja o rezerwacjach.

Następnie przedstawiano je jako pobyty.

Później do sprawy wkroczyli politycy.

Potem pojawiły się insynuacje dotyczące życia prywatnego.

Następnie złożono zawiadomienie do prokuratury.

A samo istnienie śledztwa mogło być przedstawiane jako kolejny element obciążający kandydata.

Dopiero kilkanaście miesięcy później przyszło rozstrzygnięcie: czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.

Tyle że wyborów nie da się przeprowadzić ponownie, a raz uruchomionej kampanii oskarżeń nie można cofnąć.

Nie tylko apartamenty. Kampania była pełna oskarżeń

Sprawa muzealnych apartamentów nie była jedynym uderzeniem w Karola Nawrockiego podczas kampanii.

W przestrzeni publicznej pojawiały się kolejne zarzuty, sugestie oraz materiały dotyczące jego przeszłości.

Do politycznej walki wkroczył nawet premier Donald Tusk, który w jednej ze swoich wypowiedzi powoływał się na Jacka Murańskiego.

– Jacek Murański. Postać znana. Znana także panu Nawrockiemu. Znana m.in. z walk MMA.

Także te wypowiedzi wpisywały się w znacznie szerszą próbę zbudowania wokół Nawrockiego określonego wizerunku przed wyborami.

W tym sensie „afera apartamentowa” była elementem większej wojny o prezydenturę.

Nawrocki wygrał wybory. Ataki się nie skończyły

Kampania nie przyniosła oczekiwanego przez przeciwników Nawrockiego rezultatu.

Karol Nawrocki wygrał wybory i został prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej.

Polityczny konflikt jednak nie wygasł.

Dla rządzącej koalicji nowy prezydent stał się jednym z najważniejszych przeciwników – dysponującym demokratycznym mandatem oraz konstytucyjnymi instrumentami pozwalającymi blokować część inicjatyw większości parlamentarnej.

Dlatego dzisiejszy finał śledztwa ma również znaczenie polityczne.

Dotyczy bowiem jednej z historii, które miały podważać wiarygodność Nawrockiego jeszcze zanim wyborcy zdecydowali o powierzeniu mu urzędu prezydenta.

Wielka kampanijna „afera” zakończona bez przestępstwa

Bilans jest dziś prosty.

Były głośne publikacje.

Były zarzuty polityków.

Były sugestie dotyczące prywatnego życia Nawrockiego.

Było zawiadomienie Romana Giertycha.

Było śledztwo.

Było 41 przesłuchanych świadków, dokumentacja, e-maile, rezerwacje, kalendarze, materiały NIK i analiza kryminalna.

A na końcu?

Umorzenie.

Prokuratura nie potwierdziła, że Karol Nawrocki przekroczył uprawnienia. Nie potwierdziła przestępstwa polegającego na bezprawnym korzystaniu z majątku muzeum. Co więcej, wskazała, że obowiązujące regulacje pozwalały dyrektorowi udzielać ulg i zwolnień z opłat.

I stwierdziła:

czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.

Dlatego po kilkunastu miesiącach warto wrócić do pytań, które padały w czasie kampanii.

Tyle że dzisiaj powinny zostać skierowane w zupełnie inną stronę.

Kto przeprosi za insynuacje o „schadzkach” i „koleżankach”?

Kto odpowie za przedstawianie rezerwacji tak, jak gdyby automatycznie oznaczały setki dni prywatnego mieszkania w apartamencie?

Kto weźmie odpowiedzialność za polityczną nagonkę prowadzoną w samym środku kampanii prezydenckiej?

Bo śledztwo dobiegło końca.

„Afera apartamentowa”, którą przez miesiące próbowano przykleić Karolowi Nawrockiemu, nie zakończyła się aktem oskarżenia. Zakończyła się stwierdzeniem prokuratury, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.

I właśnie ten fakt jest dziś najmocniejszym komentarzem do tego, co działo się w kampanii.

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania