Oficer polityczny armii Berlinga, autor broszur wychwalających Związek Sowiecki, działacz PPR i PZPR, profesor kształcący kadry Polski Ludowej, a po emigracji – wykładowca w Oksfordzie i tajny współpracownik wschodnioniemieckiej Stasi o kryptonimie „Fakir” bywa przedstawiany przede wszystkim przez pryzmat represji Marca 1968 roku. Tyle że jego wcześniejsza biografia prowadzi przez samo centrum aparatu ideologicznego PRL. A jego żoną była Helena Wolińska-Brus – stalinowska prokurator wojskowazwiązana m.in. ze sprawą gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Czy zatem określenie Brusa mianem „ofiary PRL” jest na miejscu? Co znamienne, podobną wątpliwość wyraził Waldemar Kuczyński – jego uczeń, działacz opozycji w PRL i jeden z ludzi tworzących zaplecze rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Historia Włodzimierza Brusa jest jednym z tych życiorysów, które trudno zamknąć w wygodnej formule prześladowanego intelektualisty zmuszonego przez komunistyczną Polskę do emigracji.
Bo zanim przyszły Marzec ’68, utrata pozycji i wyjazd na Zachód, były Komsomoł, Związek Patriotów Polskich, armia Berlinga, aparat polityczno-wychowawczy ludowego Wojska Polskiego, propagandowe publikacje o Związku Sowieckim, PPR, PZPR oraz instytucje odpowiedzialne za kształcenie naukowych i ideologicznych elit PRL.
A później był jeszcze jeden, niezwykle niewygodny rozdział: tajna współpraca ze Stasi.
Beniamin Zylberberg zostaje Włodzimierzem Brusem
Włodzimierz Brus, właściwie Beniamin Zylberberg, urodził się23 sierpnia 1921 roku w Płocku. Został jednym z najbardziej znanych polskich ekonomistów zajmujących się gospodarką socjalistyczną. Był profesorem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, Uniwersytetu Warszawskiego, a po emigracji z Polski związał się ze środowiskiem akademickim Oksfordu.
Jeżeli jednak patrzeć na jego biografię chronologicznie, akademicki Oksford znajduje się na końcu długiej drogi.
Jej wcześniejsze etapy prowadzą przez Związek Sowiecki i struktury tworzącej się pod sowiecką kuratelą Polski Ludowej.
Podczas pobytu w ZSRR Brus wstąpił do Komsomołu, czyli komunistycznej organizacji młodzieżowej, a następnie do Związku Patriotów Polskich.
W 1944 roku został na krótko starszym wykładowcą Saratowskiego Instytutu Kredytowo-Ekonomicznego. W tym samym roku rozpoczął służbę jako oficer polityczny w Polskich Siłach Zbrojnych w ZSRR, czyli wojsku tworzonym pod sowiecką kontrolą.
Później kontynuował służbę w Głównym Zarządzie Polityczno-Wychowawczym Wojska Polskiego.
Nie był więc biernym obserwatorem powstawania nowego systemu. Znalazł się w jego aparacie politycznym.
Autor komunistycznej propagandy
Ten fragment życiorysu jest szczególnie istotny, gdy po latach Brusa opisuje się głównie jako intelektualistę dotkniętego represjami komunistycznego państwa.
Był bowiem również autorem propagandowych broszur.
Jedna z nich nosiła znamienny tytuł:
„Urojenia i rzeczywistość. Prawda o ZSRR”.
Druga – „Polska 1918–1926”.
W publikacjach tych przedstawiał sowiecką demokrację i gospodarkę w pozytywnym świetle, natomiast władze przedwojennej Polski określał jako:
„bezwzględną faszystowską dyktaturę sanacji”.
Nie były to rozważania akademika stojącego na uboczu polityki. Brus służył wówczas w strukturach politycznych wojska budowanego u boku ZSRR.
W latach 1946–1947 posiadał stopień majora. 19 sierpnia 1946 roku otrzymał Order Krzyża Grunwaldu III klasy „za zasługi na polu pracy oświatowej i kulturalnej”, a 9 stycznia 1947 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.
Z wojska ostatecznie odszedł w 1949 roku w stopniu podpułkownika.
Ale nie oznaczało to zerwania z systemem.
„Nowe Drogi”, PPR i PZPR
Od 1947 do 1950 roku Brus pracował w redakcji „Nowych Dróg” – teoretycznego i politycznego pisma komunistycznej partii.
W latach 1945–1948 należał do Polskiej Partii Robotniczej, a następnie został członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był również członkiem Komitetu Uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Warszawskim.
Równocześnie rozwijała się jego błyskawiczna kariera naukowa.
W 1949 roku został wykładowcą Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. W latach 1950–1956 kierował tam Katedrą Ekonomii.
Ale znacznie ciekawsza jest druga część jego aktywności.
Kształcenie kadr komunistycznego państwa
Od 1950 do 1957 roku Brus pracował w Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR, gdzie był m.in. kierownikiem Katedry Ekonomii Politycznej i Wydziału Ekonomicznego.
Instytucja ta miała fundamentalne znaczenie dla budowania zaplecza naukowego i ideologicznego komunistycznego państwa.
Brus pracował również w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR.
We wrześniu 1951 roku uzyskał doktorat, a już w styczniu następnego roku został profesorem nadzwyczajnym SGPiS. Od 1954 roku był także profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.
Co szczególnie istotne, w latach 1951–1956 zasiadał w Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej dla Pracowników Nauki, mając wpływ na awanse naukowe polskich ekonomistów.
Był członkiem Komitetu Uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Warszawskim
To wszystko działo się w okresie najtwardszego stalinizmu.
Dlatego sprowadzanie jego życiorysu wyłącznie do późniejszego konfliktu z władzą pozostawia poza kadrem całe dekady wcześniejszego zaangażowania.
Partię opuścił dopiero w 1967 roku, po usunięciu z PZPR jego żony Heleny Wolińskiej.
Helena Wolińska-Brus. Druga połowa tej historii
Nie sposób opisywać biografii Włodzimierza Brusa bez Heleny Wolińskiej-Brus (Felicja (Fajga Mindla) Danielak), jego żony i jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci stalinowskiego aparatu represji.
Wolińska była prokuratorem wojskowym w okresie stalinowskim.
Jej nazwisko do dziś kojarzone jest przede wszystkim ze sprawą gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, bohatera Armii Krajowej i organizacji „NIE”.
Wolińska wydała postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Fieldorfa i uczestniczyła jako prokurator w działaniach prowadzonych przeciwko niemu. Generał został później skazany na śmierć i zamordowany 24 lutego 1953 roku w więzieniu mokotowskim.
Wolińska prowadziła lub nadzorowała również sprawy dotyczące innych osób związanych z podziemiem niepodległościowym. Wśród represjonowanych w sprawach, z którymi była związana, znajdował się także Władysław Bartoszewski, żołnierz AK, działacz „Żegoty” i więzień Auschwitz.
W III RP polska prokuratura podejmowała próby sprowadzenia Wolińskiej do Polski. Do ekstradycji z Wielkiej Brytanii nie doszło.
Zmarła w Oksfordzie w 2008 roku.
Marzec 1968
Marzec 1968 roku przyniósł brutalną kampanię antysemicką prowadzoną przez komunistyczne państwo, czystki na uczelniach, w instytucjach i administracji oraz falę wymuszonych emigracji polskich obywateli żydowskiego pochodzenia.
Brus również poniósł konsekwencje tej kampanii.
Stracił pozycję na Uniwersytecie Warszawskim. Ostatecznie opuścił Polskę i rozpoczął życie akademickie na Zachodzie.
Później został pracownikiem naukowym Wolfson College w Oksfordzie, gdzie w 1978 roku uzyskał stanowisko profesorskie.
Zajmował się przede wszystkim analizą gospodarki socjalistycznej i należał do cenionych ekonomistów.
Od lat 70. wspierał również polską opozycję demokratyczną.
I właśnie w tym miejscu jego biografia wykonuje kolejny zaskakujący zwrot.
„Fakir”. Profesor z Oksfordu i Stasi
Człowiek, który wspierał polską opozycję demokratyczną, jednocześnie podjął tajną współpracę z Ministerium für Staatssicherheit – wschodnioniemiecką Stasi.
Jego kryptonim brzmiał:
„Fakir”.
To jeden z najbardziej paradoksalnych elementów życiorysu Brusa.
Po jednej stronie znajdował się akademicki Zachód, Oksford i kontakty ze środowiskami opozycyjnymi.
Po drugiej – tajne kontakty z aparatem bezpieczeństwa komunistycznej NRD.
Dlatego jego historii nie sposób uczciwie opowiedzieć jako prostej drogi od komunistycznego idealisty do prześladowanej przez PRL ofiary i zachodniego uczonego.
Uczeń Brusa: „Uwiera mnie, gdy słyszę, że byli ofiarami PRL”
Co szczególnie interesujące, problem z takim sposobem przedstawiania Brusa i Wolińskiej dostrzegł człowiek, którego trudno podejrzewać o osobistą czy polityczną niechęć do profesora.
Waldemar Kuczyński był uczniem Brusa i nazywał go swoim mistrzem.
W PRL związał się z opozycją i „Solidarnością”, a po 1989 roku uczestniczył w tworzeniu rządu Tadeusza Mazowieckiego i jego programu gospodarczego. To właśnie Kuczyński zaproponował Mazowieckiemu Leszka Balcerowicza jako kandydata na ministra finansów.
Później został podsekretarzem stanu w Urzędzie Rady Ministrów i szefem zespołu doradców premiera, a następnie ministrem przekształceń własnościowych. Był również związany z Unią Demokratyczną i Unią Wolności.
Trudno więc przedstawiać jego ocenę jako głos środowiska politycznie wrogiego Brusowi.
Tym bardziej znaczące są słowa, które napisał na swoim profilu na facebooku:
„Włodzimierz Brus był moim nauczycielem i ciągle pozostaje moim mistrzem. Żegnałem go z głębi serca napisanym tekstem. I takim go nadal zachowuję. A jednak uwiera mnie, gdy słyszę, że byli ofiarami PRL.”
Kuczyński postawił sprawę jeszcze ostrzej:
„Tworzyli PRL, służyli jej z pasją ideową, może aż zbrodniczą w przypadku Heleny Wolińskiej.”
To zdanie uderza w sam środek sporu o pamięć.
Nie padło bowiem z ust antykomunistycznego publicysty opisującego swoich ideowych przeciwników.
Napisał je uczeń Brusa.
Represjonowany – ale czy „ofiara”?
Kuczyński nie negował problemow, jakich doświadczył jego dawny nauczyciel.
Przeciwnie – przypominał, że Brus stracił w 1968 roku pracę na Uniwersytecie i został przeniesiony do Instytutu Mieszkalnictwa.
Jednocześnie pytał, czy ta skala uzasadnia budowanie wokół Brusa przede wszystkim wizerunku ofiary.
Pisał:
„Tak, to była represja, ale czy na miarę ofiar?”
I zestawiał los profesora z własnym:
„Ja też straciłem pracę na Uniwersytecie i dostałem w Zakładach Mechanicznych Ursus.”
Kuczyński zwracał uwagę, że Brus mógł pozostać w kraju, choć nacisk emigracyjny ze strony władz uważał za odrażający.
„Nacisk był obrzydliwy, ale decyzję podjęli oni” – pisał.
Przypominał jednocześnie, że ludzie, którzy zostali w Polsce, przez następne lata musieli mierzyć się z aparatem bezpieczeństwa.
„Wyjeżdżając uniknęli kilku kolejnych lat nękania przez SB, które przeżyłem ja, moja rodzina i wielu naszych przyjaciół i znajomych.”
A swoją ocenę kończył jednoznacznie:
„Więc uwiera mnie, gdy słyszę, że stali się ofiarami PRL, a w przypadku Heleny Wolińskiej nawet mnie to oburza.”
„Stygmat”. Spór o sposób opowiadania historii
Słowa Kuczyńskiego pojawiły się w reakcji na zapowiedź książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus”.
W zapowiedzi wydawniczej książkę przedstawiano jako biografię:
„komunistycznej prokuratorki Heleny Wolińskiej i ekonomisty Włodzimierza Brusa. O reżimie, który na zawsze naznaczył ich losy.”
I właśnie takie ustawienie akcentów wywołało sprzeciw Kuczyńskiego.
Bo owszem – reżim naznaczył ich losy. Ale wcześniej oni sami przez lata byli częścią tego reżimu.
W przypadku Wolińskiej – częścią jego aparatu represji.
W przypadku Brusa – aparatu politycznego, propagandowego, partyjnego i naukowego.
Były tez głosy zachwytu nad książką. Prof. Irena Grudzińska-Gross, rekomendując książkę stwierdziła:
„Wolińska i Brus byli jednym z symboli »żydokomuny«, czarnymi charakterami historii PRL. W świetnie napisanej podwójnej biografii autorka pokazuje złożoność i wieloznaczność ich losów naznaczonych przez antysemityzm i komunizm – dwie wielkie ideologie XX wieku.”
Współtwórca systemu
Był ideowym komunistą i członkiem aparatu nowej władzy. Był oficerem politycznym. Pisał propagandę wychwalającą ZSRR. Należał do PPR i PZPR. Kształcił kadry naukowe Polski Ludowej. Zasiadał w instytucjach mających wpływ na kariery naukowców.
Później zaczął dystansować się od systemu, który współtworzył.
Po antysemickiej kampanii Marca ’68. wyjechał na Zachód, został profesorem w Oksfordzie, wspierał polską opozycję.
A równocześnie utrzymywał tajną współpracę ze Stasi jako „Fakir”.
To biografia pełna niewygodnych pytań.
Jedno z nich jest szczególnie ważne.
Czy człowieka, który przez znaczną część życia współtworzył system komunistyczny, a następnie sam padł ofiarą jego represji, można przedstawiać przede wszystkim jako „ofiarę PRL”?
Waldemar Kuczyński, człowiek, który znał Brusa, cenił go i nazywał swoim mistrzem, odpowiedział na to pytanie w sposób, którego trudno nie zauważyć:
„Tworzyli PRL, służyli jej z pasją ideową”.
W przypadku Heleny Wolińskiej-Brus dodał jeszcze dwa słowa:
„może aż zbrodniczą”.
I właśnie ten kontekst powinien towarzyszyć każdej próbie opowiedzenia ich historii.
Nie po to, by negować antysemickie działania 1968 roku. Były rzeczywiste i haniebne.
Ale również nie po to, by późniejsze działania władz PRL pozwoliły przesłonić wcześniejsze role.
Bo historia Włodzimierza Brusa jest także historią człowieka, który najpierw znalazł się po stronie budowniczych komunistycznego państwa, później został przez to państwo szykanowany za pochodzenie a na emigracji – już jako profesor Oksfordu – wszedł w tajne relacje ze służbą bezpieczeństwa innego komunistycznego państwa.
I bez tego ostatniego zdania portret „Fakira” pozostaje po prostu niepełny.
„Stygmat” nie jest pierwszą próbą zmiany obrazu Wolińskiej i Brusa
Książka „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus” nie jest pierwszą próbą opowiedzenia tej historii w sposób, który przesuwa akcent z odpowiedzialności za udział w budowie systemu komunistycznego na późniejsze losy, represje i osobiste dramaty bohaterów. Podobny spór wywołał wcześniej nagrodzony Oscarem film „Ida” Pawła Pawlikowskiego, w którym jedna z głównych postaci – stalinowska prokurator Wanda Gruz – była szeroko odczytywana jako bohaterka inspirowana Heleną Wolińską.
Tadeusz Płużański, publicysta od lat zajmujący się zbrodniami komunistycznymi, pisał w „Tygodniku Solidarność” w tekście „Filmowa »Ida«, czyli zbrodniarka Helena Wolińska”:
„22 lutego 2015 r. film »Ida« w reżyserii Pawła Pawlikowskiego zdobył Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. I zapewne mielibyśmy powody do radości, gdyby nie był to film antypolski.”
Płużański zwracał uwagę, że sama „Ida” spotkała się z krytyką także ze strony części środowisk żydowskich i liberalnych. Przywoływał m.in. opinię Heleny Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego, która oceniała, że postaci w filmie zostały skonstruowane za pomocą stereotypów, oraz Agnieszki Graff, która zarzucała produkcji posługiwanie się antysemickimi kliszami.
Publicysta odpowiadał jednak, że zasadniczy problem z postacią Wandy leży gdzie indziej. Pisał:
„Postać Wandy jest oparta na losach krwawej stalinowskiej prokurator Heleny Wolińskiej, morderczyni m.in. gen. Fieldorfa »Nila«.”
Płużański przypominał również wypowiedź Pawła Pawlikowskiego o Wolińskiej. Reżyser poznał ją w latach 80. w Oksfordzie, kiedy studiował u jej męża, prof. Włodzimierza Brusa. Odwiedzał małżeństwo Brusów, a po latach wspominał Wolińską w zaskakująco ciepły sposób:
„Fajna pani. Otwarta, ironiczna, ciepła. To był dla mnie szok, kiedy się dowiedziałem – wiele lat później – że Polska żąda jej ekstradycji.”
Płużański zestawiał tę osobistą pamięć reżysera z relacjami ofiar stalinowskiego aparatu represji. Przywołał historię Krystyny Sobolewskiej, której mąż, żołnierz AK Juliusz Sobolewski, został aresztowany i skazany na karę śmierci. Kobieta miała udać się do Wolińskiej, błagając o ratunek dla męża.
Według relacji cytowanej przez Płużańskiego usłyszała w odpowiedzi:
„Wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że jest to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł Stalin.”
Publicysta zwracał też uwagę na zasadniczą różnicę pomiędzy biografią Wolińskiej a przesłaniem filmu. Przypominał, że Fajga Mindla Danielak, późniejsza Helena Wolińska, wydostała się z warszawskiego getta i przeżyła po aryjskiej stronie dzięki pomocy Polaków, podczas gdy w „Idzie” to polscy sąsiedzi są sprawcami zamordowania żydowskiej rodziny.
Płużański oceniał ten zabieg bardzo ostro:
„Tymczasem w filmie to Polacy są mordercami.”
I dalej pisał:
„Znów – jak w zakłamanym »Pokłosiu« – mamy polskich sąsiadów mordujących Żydów dla niskich, materialnych korzyści. O Niemcach znów nie ma ani słowa.”
Według niego taki sposób opowiadania historii prowadził do fałszywego obrazu okupacji, w którym zanika zasadniczy kontekst niemieckiej odpowiedzialności za Zagładę i terror na ziemiach polskich.
„Przekaz jest czytelny: Polska nie była okupowana, to nie Niemcy dokonali zagłady Polaków i Żydów. Mordowali Polacy, którzy nie byli ofiarami, tylko katami.”
Najważneijszy element tej polemiki pozostaje kluczowy również przy ocenie kolejnych publikacji dotyczących Wolińskiej i Brusa: spór nie dotyczy wyłącznie ich osobistych dramatów, lecz tego, w jaki sposób rozkładane są proporcje między rolą sprawców i beneficjentów systemu a późniejszymi represjami, których sami doświadczyli.
W przypadku Heleny Wolińskiej pytanie jest szczególnie mocne. Czy opowiadając o jej żydowskim pochodzeniu, wojennym losie, antysemityzmie Marca ’68 i późniejszej emigracji, można przesunąć na dalszy plan fakt, że wcześniej była prokuratorem wojskowym stalinowskiego państwa, zaangażowanym w represje wobec przeciwników komunistycznej władzy?
Podobny problem dotyczy Brusa. Jego późniejsze represjonowanie przez PRL jest faktem. Ale faktem jest również jego wcześniejsza działalność jako oficera politycznego, autora komunistycznej propagandy, działacza PPR i PZPR oraz człowieka budującego akademickie i ideologiczne zaplecze nowego ustroju.
Dlatego zarówno polemika wokół „Idy”, jak i dzisiejsza dyskusja wokół „Stygmatu” sprowadza się w istocie do jednego pytania: czy pokazanie złożoności ludzkiego losu ma służyć pełniejszemu opisowi historii, czy może prowadzić do zatarcia odpowiedzialności za to, co bohaterowie robili w czasach, gdy sami należeli do uprzywilejowanych elit komunistycznego systemu?
Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.