Dwie minuty od wolności. Potem była już tylko śmierć

„Próbowałem, pech, nie udało się – trzeba płacić” – powiedział w celi śmierci Edward Pytko, 22-letni pilot, który podjął desperacką próbę wyrwania się ze stalinowskiej Polski. Nie chciał współpracować z komunistyczną Informacją Wojskową i donosić na swoich kolegów. 7 sierpnia 1952 roku wsiadł do myśliwca Jak-9 i poleciał na Zachód. Od wolności dzieliły go zaledwie dwie minuty lotu. Zabrakło paliwa. Wylądował w sowieckiej strefie okupacyjnej Austrii. Sowieci przekazali go władzom komunistycznej Polski. Trzy tygodnie później już nie żył.

29 sierpnia 1952 roku o godz. 19.00 w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie Edwarda Pytkę zamordowano strzałem w tył głowy. Wyrok wykonał Aleksander Drej – etatowy kat więzienia mokotowskiego.

Tutaj pisałam o Aleksandrze Dreju: https://dorotakania.pl/2025/11/27/kat-z-rakowieckiej/

Rodziny nie poinformowano o egzekucji. Ciała nie wydano. Zwłoki młodego pilota zostały potajemnie wrzucone do bezimiennego dołu – ” Łączce” na Powązkach Wojskowych. Przez dziesiątki lat było to cmentarny śmietnik.

Jednym z ludzi, którzy uczestniczyli w skazaniu Pytki na śmierć, był Bogdan Dzięcioł. Stalinowski sędzia nie tylko uniknął odpowiedzialności przez dziesięciolecia, ale zrobił później imponującą karierę: studiował prawo wojskowe w Moskwie, kierował sądami, a przez około 20 lat zasiadał w Sądzie Najwyższym, m.in. jako prezes Izby Wojskowej i Izby Karnej. Po przejściu na emeryturę został adwokatem.

Dopiero w marcu 2024 roku, ponad siedem dekad po śmierci Pytki, Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie skazał Dzięcioła na pięć lat pozbawienia wolności za zbrodnię sądową.

Prawomocnego wyroku już nie było. Bogdan Dzięcioł zmarł w marcu 2025 roku, niespełna miesiąc przed rozprawą apelacyjną.

Historia Edwarda Pytki jest więc nie tylko historią młodego człowieka, któremu zabrakło dwóch minut do wolności. To także opowieść o dwóch różnych miarach czasu.

Komunistycznemu państwu wystarczyły trzy tygodnie, aby schwytać pilota, osądzić go i zabić.

III RP potrzebowała dziesięcioleci, by spróbować osądzić jednego z ludzi odpowiedzialnych za wydanie wyroku śmierci.

Młody pilot i propozycja, której nie chciał przyjąć

Edward Pytko urodził się 14 września 1929 roku w Wiewiórce w powiecie dębickim. Był synem Wojciecha i Zofii z Mikrutów. Ukończył szkołę powszechną, później kontynuował naukę w Gimnazjum Przemysłowo-Radiotechnicznym w Dzierżoniowie.

W 1949 roku jako ochotnik wstąpił do wojska. 25 września 1949 roku rozpoczął naukę w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie.

W lipcu 1951 roku ukończył Oficerską Szkołę Lotniczą nr 5. Należał do pierwszej promocji tej szkoły, która odbyła się 15 lipca 1951 roku w Dęblinie. Został promowany na chorążego jako pilot samolotu myśliwskiego.

Po ukończeniu szkoły Pytko trafił do 3. Eskadry Pilotażu Bojowego Oficerskiej Szkoły Lotniczej nr 5 w Radomiu, gdzie został pilotem instruktorem. Od kwietnia 1952 roku, po przebazowaniu eskadry na lotnisko w Izbicku, szkolił podchorążych na myśliwcach Jak-9.

I właśnie wtedy w życiu młodego pilota pojawiła się komunistyczna Informacja Wojskowa – formacja odpowiadająca za masowe represje wobec żołnierzy, formacji niepodległościowych i ludności cywilej.

Funkcjinariusze Informacji Wojskowej próbowali nakłonić Pytkę do tajnej współpracy i przekazywania informacji o innych pilotach.

Nie chciał tego robić.

Nie chciał donosić na kolegów.

W końcu podjął decyzję radykalną. Postanowił uciec.

7 sierpnia 1952 roku. Jak-9 rusza na Zachód

7 sierpnia 1952 roku około godziny 15.00 Edward Pytko wystartował samolotem Jak-9.

Zamiast wykonywać zwykłe zadanie, skierował maszynę na południe. Przeleciał nad Czechosłowacją i zmierzał w kierunku Zachodu.

Chciał znaleźć się po drugiej stronie żelaznej kurtyny.

Historia jego lotu brzmi dziś niemal jak scenariusz filmu szpiegowskiego. Nad Austrią sytuacja zaczęła się jednak komplikować. Gęste chmury utrudniały nawigację, Pytko musiał kluczyć, a zapas paliwa dramatycznie malał.

Pilot znalazł się nad Wiener Neustadt.

Problem polegał na tym, że powojenna Austria wciąż była podzielona na alianckie strefy okupacyjne.

Wiener Neustadt znajdowało się w strefie kontrolowanej przez Związek Sowiecki.

Strefa amerykańska była niemal na wyciągnięcie ręki.

Edwardowi Pytce zabrakło do niej około dwóch minut lotu.

Kiedy zorientował się, gdzie wylądował, próbował ponownie poderwać maszynę. Było już jednak za późno. Sowieci dostrzegli polską szachownicę na Jak-9. Pilot został zatrzymany.

Nie otrzymał azylu.

Nie dostał szansy na dalszą ucieczkę.

Sowieci przekazali go komunistycznym władzom w Polsce.

Co szczególnie symboliczne, tego samego dnia – 7 sierpnia 1952 roku – został rozstrzelany płk Szczepan Ścibior, oficer, który rok wcześniej dokonywał promocji młodego pilota.

Jedenaście dni od zatrzymania do wyroku śmierci

Machina stalinowskiego „wymiaru sprawiedliwości” działała błyskawicznie.

Już 18 sierpnia 1952 roku Sąd Wojsk Lotniczych skazał Edwarda Pytkę na karę śmierci na podstawie art. 90 Kodeksu karnego Wojska Polskiego.

W składzie sądu znaleźli się:

mjr Ludwik Fels – przewodniczący,
por. Władysław Marszałek – sędzia,
ppor. Bogdan Dzięcioł – asesor.

Prokuratorem był mjr Juliusz Mazurkiewicz.

Wiele lat później prokurator pionu śledczego IPN Robert Janicki, oskarżając Dzięcioła, tak oceniał działania komunistycznego aparatu:

„Było to prześladowanie wymienionego oficera i było aktem represji z powodu prezentowanych przezeń – odmiennych od propagowanych przez ówczesne władze partyjne i państwowe – poglądów politycznych”.

Nie był to więc – w ocenie śledczych IPN – zwyczajny proces karny. Młody pilot stał się ofiarą represji politycznej.

„Próbowałem, pech, nie udało się – trzeba płacić”

Pytko trafił do więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.

W celi śmierci miał zachowywać niezwykły spokój.

To właśnie tam miał powiedzieć współwięźniowi Zygmuntowi Walterowi-Jankemu słowa, które po latach stały się jednym z najbardziej przejmujących świadectw jego historii:

„Próbowałem, pech, nie udało się – trzeba płacić”.

Nie błagał o życie. Wiedział, w jakim systemie się znalazł i czego może się spodziewać.

Tempo wydarzeń było przerażające.

18 sierpnia – kara śmierci.

21 sierpnia – Najwyższy Sąd Wojskowy nie uwzględnił skargi rewizyjnej i utrzymał wyrok.

28 sierpnia – prezydent komunistycznej Polski Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

Następnego dnia Edward Pytko został zabity.

Prokurator IPN Robert Janicki zwracał później uwagę na tempo całej operacji:

„Tak szybkie procedowanie, obejmujące – od zatrzymania pokrzywdzonego do wykonania kary śmierci – okres zaledwie trzech tygodni, budzi poważne wątpliwości co do rzetelnego i sprawiedliwego procesu”.

29 sierpnia 1952 roku, godzina 19.00

29 sierpnia 1952 roku o godz. 19.00 w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na Edwardzie Pytce.

Egzekucję przeprowadził Aleksander Drej, jeden z najbardziej znanych wykonawców wyroków śmierci w więzieniu przy Rakowieckiej.

Pytko został zabity strzałem w tył głowy.

Od chwili jego próby ucieczki do egzekucji minęły zaledwie 22 dni.

Rodziny nie poinformowano o wykonaniu wyroku.

Ciała nie wydano.

Miejsce pochówku miało pozostać tajemnicą.

Tak działał stalinowski system terroru: miał nie tylko zabić człowieka, ale również wymazać po nim ślad.

Po 41 latach: to był protest przeciwko totalitaryzmowi

Na rehabilitację Edward Pytko musiał czekać ponad cztery dekady.

31 sierpnia 1993 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie, rozpatrując sprawę m.in. na skutek wniosku matki pilota, uznał wyrok z 1952 roku za nieważny.

W uzasadnieniu znalazły się słowa będące całkowitym odwróceniem stalinowskiego osądu młodego lotnika:

„Czyn ppor. Edwarda Pytko był indywidualnym protestem przeciwko totalitarnym stosunkom społeczno-politycznym narzuconym wojsku przez władze komunistyczne i jednocześnie indywidualnym, desperackim działaniem na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, mającym na celu zwrócenie uwagi światowej opinii publicznej na postępujące zniewolenie społeczeństwa polskiego”.

Człowiek, którego komunistyczny sąd uznał za przestępcę zasługującego na śmierć, został po latach oficjalnie uznany za człowieka protestującego przeciwko totalitarnemu zniewoleniu.

Łączka oddała szczątki Edwarda Pytki

Przez dziesięciolecia rodzina nie miała nawet grobu, przy którym mogłaby zapalić znicz.

Symboliczne mogiły Edwarda Pytki znajdowały się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, na Łączce, oraz na cmentarzu parafialnym w Zasowie, w grobowcu rodziny Mikrutów.

Dopiero po dziesięcioleciach rozpoczęte przez IPN poszukiwania ofiar komunistycznego terroru pozwoliły odnaleźć szczątki pilota.

We wrześniu 2014 roku zespół IPN odnalazł szczątki Edwarda Pytki w Kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach.

1 marca 2015 roku, podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego, IPN oficjalnie potwierdził identyfikację.

Notę identyfikacyjną odebrała siostra pilota Maria Bogusława Białas.

Po ponad sześćdziesięciu latach Edward Pytko odzyskał imię, a jego rodzina – miejsce pochówku.

Pogrzeb po 63 latach

27 września 2015 roku Edward Pytko został uroczyście pochowany w Panteonie – Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Uroczystości rozpoczęła msza święta na placu marszałka Józefa Piłsudskiego, celebrowana przez biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Guzdka.

Przy ołtarzu wystawiono 35 trumien z odnalezionymi i zidentyfikowanymi ofiarami reżimu komunistycznego, wśród nich trumnę Edwarda Pytki.

Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert mówił podczas uroczystości:

„Nie jesteście od dzisiaj anonimowymi ofiarami, pogrzebanymi na zapomnienie w dołach śmierci. Macie swoje miejsce w Panteonie – Mauzoleum, zbudowanym z jasnego kamienia. Z jasnego, bo wydobywamy was z ciemności i zapomnienia”.

W lutym 2016 roku Edward Pytko został ponadto pośmiertnie awansowany przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza na stopień porucznika.

A co stało się z człowiekiem, który go skazywał?

Tu historia zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

Bogdan Dzięcioł urodził się w 1928 roku. Był zaledwie rok starszy od Edwarda Pytki.

Kiedy Pytko próbował wyrwać się ze stalinowskiego państwa, Dzięcioł budował w tym państwie karierę.

Był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

W sierpniu 1955 roku, już jako kapitan, został skierowany na studia na Fakultecie Prawa Wojskowej Akademii Prawniczej w Moskwie, które ukończył w grudniu 1956 roku.

Następnie pełnił kolejne wysokie funkcje w komunistycznym sądownictwie. Kierował sądami w Olsztynie, Zielonej Górze i Warszawie.

Później przez około 20 lat był związany z Sądem Najwyższym, gdzie doszedł do stanowiska prezesa Izby Wojskowej, a następnie Izby Karnej.

To szczególnie ważny fragment tej historii.

Człowiek uczestniczący w stalinowskim procesie zakończonym śmiercią młodego pilota nie został po upadku komunizmu natychmiast odsunięty od życia publicznego i rozliczony.

W 1991 roku przeszedł na emeryturę, a następnie został adwokatem.

Pisał także książki i działał w środowisku literackim.

„Sędzia, który świadomie nie realizuje linii partii, winien być niezwłocznie odwołany”

O stosunku Bogdana Dzięcioła do niezależności sądów wiele mówią jego własne słowa.

Podczas jednego z partyjnych posiedzeń w okresie stanu wojennego mówił:

„Wiele jest sposobów doskonalenia orzecznictwa sądowego, ale (…) stara prawda głosi (my sędziowie to pamiętamy), że właściwa polityka kadrowa stanowi istotną gwarancję prawidłowości orzecznictwa i pełnej niezawisłości sędziowskiej”.

A następnie wyciągał bardzo konkretny wniosek:

„Sędzia, który świadomie nie realizuje linii partii i nie przestrzega obowiązującego prawa (w tym dekretów stanu wojennego), winien być niezwłocznie odwołany”.

Trudno o bardziej wymowny dokument pokazujący sposób rozumienia „niezawisłości sędziowskiej” w komunistycznym systemie.

IPN: realizował politykę państwa totalitarnego

Po latach pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej podjął próbę rozliczenia udziału Bogdana Dzięcioła w sprawie Edwarda Pytki.

Prokurator Robert Janicki oceniał:

„Sędzia Bogdan Jan D. swoim zachowaniem realizował politykę państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych”.

I dalej:

„Wziął tym samym udział w prześladowaniu pokrzywdzonego ze względów politycznych, wykonując strategię kierownictwa państwa, by przy wykorzystaniu prokuratury i sądów niszczyć przeciwnika politycznego, rzeczywistego lub domniemanego”.

Proces nie mógł ruszyć przez długi czas.

Najpierw przeszkodą była pandemia. Później choroba sędziego. Następnie choroba żony oskarżonego.

Sprawa ciągnęła się latami.

Pięć lat za udział w zbrodni sądowej

Przełom nastąpił dopiero w marcu 2024 roku.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie skazał Bogdana Dzięcioła na pięć lat pozbawienia wolności za zbrodnię sądową.

Po ponad siedemdziesięciu latach od egzekucji Edwarda Pytki jeden z ludzi uczestniczących w wydaniu wyroku śmierci został skazany.

Było jednak za późno, aby sprawa zakończyła się prawomocnym wyrokiem.

Bogdan Dzięcioł zmarł w marcu 2025 roku, niespełna miesiąc przed rozprawą apelacyjną.

Postępowanie nie mogło więc zakończyć się prawomocnym skazaniem.

W praktyce człowiek uczestniczący w stalinowskim mordzie sądowym nie odbył za sprawę Edwarda Pytki ani jednego dnia kary.

Jedną z niewielu realnych konsekwencji, jakie poniósł wcześniej, było odebranie mu w 2019 roku tytułu Honorowego Obywatela Miasta Sławkowa decyzją radnych i burmistrza rodzinnego miasta.

22 dni i ponad 1900 dni

Te dwie liczby najlepiej pokazują paradoks tej historii.

22 dni – tyle minęło od próby ucieczki Edwarda Pytki do wykonania na nim wyroku śmierci.

Młody pilot został zatrzymany 7 sierpnia 1952 roku.

Skazany na śmierć 18 sierpnia.

Wyrok utrzymano 21 sierpnia.

Bierut odmówił łaski 28 sierpnia.

29 sierpnia o godz. 19.00 Edward Pytko został zabity strzałem w tył głowy.

Tymczasem próba doprowadzenia Bogdana Dzięcioła do odpowiedzialności karnej w III RP trwała ponad 1900 dni.

Edward Pytko miał dwadzieścia kilka lat. Był młodym pilotem i instruktorem. Mógł zrobić karierę wojskową. Mógł podporządkować się systemowi. Mógł zgodzić się na współpracę.

Nie chciał donosić na swoich kolegów.

Wybrał ucieczkę.

W myśliwcu Jak-9 przeleciał przez Czechosłowację i dotarł do Austrii. Gdyby miał odrobinę więcej paliwa, gdyby chmury pozwoliły na precyzyjniejszą nawigację, gdyby zdołał utrzymać maszynę w powietrzu jeszcze przez około dwie minuty – być może jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.

Nie zdążył.

Do wolności zabrakło mu dwóch minut lotu.

Komunistyczne państwo potrzebowało później zaledwie trzech tygodni, aby go zabić.

Na sprawiedliwość trzeba było czekać ponad siedemdziesięciu lat.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej oraz publikacji Tadeusza Płużańskiego

Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.

Twoje wsparcie jest bezcenne!

buycoffee.to/dorota-kania

patronite.pl/dorota.kania