Nie tylko dziadek Gizeli Jagielskiej – Mojżesz Jakubowicz – był tajnym współpracownikiem komunistycznej bezpieki. Również jej matka, Paulina Jakubowicz, została zarejestrowana przez Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik o pseudonimie „Waldemar”. Tak wynika z dokumentów zachowanych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, które rzucają nowe światło na historię rodziny lekarki znanej dziś w całej Polsce z wykonywania aborcji. Archiwa wskazują, że rodzina Gizeli Jagielskiej była powiązana z aparatem władzy komunistycznej PRL, a jej członkowie pojawiają się w materiałach dotyczących Służby Bezpieczeństwa, Urzędu Bezpieczeństwa oraz Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Kim jest Gizela Jagielska Gizela Dominika Jagielska to lekarka ginekolog pochodząca z Wałbrzycha, która w ostatnich latach stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w debacie dotyczącej aborcji w Polsce. To ona zastrzykiem z chlorku potasu uśmierciła dziecko w 9 miesiącu jego życia płodowego; jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” – dokonała najwięcej „terminacji ciąż” w Polsce. Aborcjonistka, która została wyróżniona przez magazyn Agory „Wysokie Obcasy” w rankingu „50 śmiałych 2025”. Szpital w Oleśnicy, gdzie pracowała razem z mężem, nie przedłużył im kontraktu, w styczniu jednak znalazła zatrudnienie. Tutaj pisałam o nowej pracy Gizeli Jagielskiej: https://dorotakania.pl/2026/02/02/nowa-praca-gizeli-jagielskiej/ Lekarka prowadzi Indywidualną Praktykę Lekarską w Dzierżoniowie przy ul. Batalionów Chłopskich 14 – w mieszkaniu należącym wcześniej do jej rodziny. Wspólnie z mężem, Łukaszem Jagielskim, prowadzi także firmę „Jagielscy Ginekologia Spółka Partnerska Lekarzy” w Kiełczowie pod Wrocławiem. Jednak historia jej rodziny sięga znacznie głębiej – aż do pierwszych lat powojennego systemu komunistycznego w Polsce. Resortowa przeszłość rodziny Gizeli Jagielskiej Analiza dokumentów archiwalnych pokazuje, że zarówno dziadek, jak i matka lekarki pojawiają się w materiałach dotyczących współpracy z aparatem bezpieczeństwa PRL. Matka – tajny współpracownik SB „Waldemar” Z dokumentów znajdujących się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Paulina Jakubowicz – matka Gizeli Jagielskiej – została zarejestrowana jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Waldemar”. W materiałach czytamy, że: posiadała teczkę personalną oraz teczkę pracy w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Wałbrzychu, została pozyskana do współpracy na zasadzie dobrowolności znajdowała się w sieci agenturalnej SB. Z dokumentów wynika, że z sieci tajnych współpracowników została wyeliminowana 9 sierpnia 1988 roku, a materiały dotyczące jej działalności zostały następnie złożone w archiwum i zniszczone. W okresie, gdy była zarejestrowana przez Służbę Bezpieczeństwa, Paulina Jakubowicz pracowała jako programistka i ekonomistka w Wojewódzkim Urzędzie Statystycznym w Wałbrzychu. Była także członkiem ORMO – Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, czyli paramilitarnej organizacji wspierającej aparat bezpieczeństwa PRL. Dziadek – działacz komunistycznych struktur i współpracownik UB Jeszcze ciekawszą historię kryją dokumenty dotyczące Mojżesza Jakubowicza, dziadka Gizeli Jagielskiej. Oficjalna biografia Według informacji publikowanych w serwisie Wirtualny Sztetl, Mojżesz Jakubowicz: urodził się w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej w Nowym Sączu, podczas II wojny światowej trafił do niewoli radzieckiej, co pozwoliło mu uniknąć Zagłady, w 1946 roku powrócił z Syberii do Polski, zamieszkał w Dzierżoniowie. Przez wiele lat działał w środowiskach żydowskich. Pełnił funkcję: przewodniczącego zarządu powiatowego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, działacza organizującego Dni Kultury Żydowskiej, popularyzatora wiedzy o historii i kulturze Żydów polskich. W 2000 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za działalność społeczną na rzecz społeczności żydowskiej. Zmarł w Dzierżoniowie 14 sierpnia 2003 roku. Aktywność w aparacie władzy PRL Dokumenty archiwalne pokazują jednak, że działalność Mojżesza Jakubowicza nie ograniczała się do aktywności społecznej. Z materiałów wynika, że: był działaczem POP PZPR – podstawowej organizacji partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, należał do PRON – Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, czyli organizacji wspierającej władzę Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka w czasie stanu wojennego, był członkiem ZBOWiD – Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, pełnił funkcję sekretarza Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Dzierżoniowie. Pracował również w Dzierżoniowskich Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego „DELANA”. Współpraca z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa Z zachowanych dokumentów wynika, że Mojżesz Jakubowicz był także tajnym współpracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa. Według archiwalnych materiałów: udostępniał funkcjonariuszom UB pokój w swoim mieszkaniu przy ul. Batalionów Chłopskich 14 w Dzierżoniowie, podpisał zobowiązanie do współpracy z komunistycznymi służbami, przekazywał informacje dotyczące działalności środowisk uznawanych przez władze za „wrogie”. W archiwach znajdują się również dokumenty wskazujące na jego udział w działaniach przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. ORMO i walka z „reakcyjnym podziemiem” Jednym z ważnych dokumentów jest zaświadczenie Miejskiego Sztabu ORMO w Dzierżoniowie z 18 lipca 1977 roku, które potwierdza, że: Mojżesz Jakubowicz był członkiem Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej w latach 1946–1948. Dokument wskazuje, że: brał udział w zabezpieczaniu wyborów w latach 1946–1947, uczestniczył w ochronie zakładów przemysłowych, pełnił służby patrolowe. Inny dokument – zaświadczenie wydane w Wałbrzychu 7 lipca 1983 roku – stwierdza, że: „wymieniony brał czynny udział w walkach z bandami reakcyjnego podziemia, działając na rzecz utrwalania władzy ludowej”. W języku aparatu bezpieczeństwa PRL określenie to oznaczało walkę z antykomunistycznym podziemiem niepodległościowym, w tym z oddziałami Armii Krajowej. W regionie Dzierżoniowa działały po wojnie silne struktury konspiracji niepodległościowej. Część jej dowódców została zamordowana w miejscowym więzieniu. Masowe niszczenie dokumentów SB Część dokumentów dotyczących działalności rodziny Jakubowiczów została zniszczona. W archiwach zachował się m.in. protokół komisyjnego zniszczenia akt z 4 maja 1967 roku, podpisany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Według dokumentu: zniszczono 3200 kilogramów akt, były to m.in. teczki wyjazdowe Departamentu I MSW z lat 1945–1960, dokumenty zniszczono w Wytwórni Papierów Wartościowych w Jeziornie. Komisja podkreślała w protokole, że przestrzegano zasad konspiracji pracy, a po zakończeniu operacji sprawdzono pomieszczenia, aby upewnić się, że wszystkie materiały zostały zniszczone. Do największego niszczenia dokumentów doszło jednak dopiero na przełomie lat 1989–1990, gdy ministrem spraw wewnętrznych był Czesław Kiszczak. Wówczas w całym kraju likwidowano ogromne ilości akt Służby Bezpieczeństwa, w tym dokumenty obciążające funkcjonariuszy i tajnych współpracowników. Rodzinne mieszkanie – dziś gabinet lekarski Ciekawym wątkiem jest również fakt, że gabinet Gizeli Jagielskiej w Dzierżoniowie mieści się w dawnym mieszkaniu jej rodziny przy ul. Batalionów Chłopskich. To właśnie tam mieszkał Mojżesz Jakubowicz, działacz komunistycznych struktur i – według archiwów – współpracownik aparatu bezpieczeństwa PRL. Adres ten pojawia się zarówno w dokumentach archiwalnych, jak i w rejestrach działalności gospodarczej prowadzonej obecnie przez lekarkę. Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron. Twoje wsparcie jest bezcenne! buycoffee.to/dorota-kania patronite.pl/dorota.kania
…
Grzegorz Braun to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej polskiej sceny publicznej. Jeszcze kilkanaście lat temu był reżyserem znakomitych filmów dokumentalnych o komunizmie, Sowietach i agenturze PRL. Dziś jest politykiem o skrajnych poglądach, który przyciąga tłumy zwolenników, ale jednocześnie budzi ogromne pytania o swoje polityczne relacje, otoczenie i gwałtowną przemianę ideową. Co sprawiło, że twórca filmów o sowieckiej agresji i komunistycznej agenturze stał się jednym z najbardziej radykalnych polityków w Polsce? I dlaczego wokół jego środowiska coraz częściej pojawiają się nazwiska związane z rosyjską narracją i prorosyjskimi środowiskami politycznymi? Ta historia jest dużo bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Reżyser, który demaskował PRL Urodzony w 1967 roku w Toruniu, Grzegorz Braun ukończył polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie studia podyplomowe na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Przez wiele lat był związany ze środowiskami konserwatywnymi i niepodległościowymi. W latach 90. pracował w redakcji kwartalnika „Fronda”, współpracował z mediami oraz prowadził zajęcia z dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Jednak prawdziwą rozpoznawalność przyniosły mu filmy dokumentalne. Braun stworzył ponad 20 produkcji, które dla wielu widzów były jednymi z najważniejszych obrazów demaskujących historię PRL. Do najbardziej znanych należą: „Marsz wyzwolicieli” – film o sowieckiej okupacji Polski „Defilada zwycięzców” „Towarzysz generał idzie na wojnę” – o Wojciechu Jaruzelskim „Plusy dodatnie, plusy ujemne” – o kontaktach Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa „Eugenika” „Poeta pozwany” – o Jarosławie Marku Rymkiewiczu Braun współtworzył również cykl „Errata do biografii”, w którym analizowano agenturalne wątki w życiorysach znanych Polaków. Nie ulega wątpliwości, że warsztatowo był bardzo utalentowanym reżyserem i sprawnym scenarzystą. Moment przełomu Według osób, które znały Brauna w tamtym okresie, punkt zwrotny nastąpił w 2014 roku. To właśnie wtedy doszło do głośnego incydentu sądowego. Braun został aresztowany po konflikcie na sali rozpraw, który miał zakończyć się gwałtownym trzaśnięciem drzwiami sądu. To właśnie wtedy doszło do głośnego incydentu sądowego. Nie wpłacił wymaganej kaucji i trafił do aresztu. Pod więzieniem we Wrocławiu 2 sierpnia 2014 roku odbyła się duża demonstracja poparcia. Na miejscu pojawili się działacze środowisk patriotycznych, a także Kornel Morawiecki, legenda opozycji antykomunistycznej. Protest miał niezwykle symboliczny charakter. Uczestnicy przygotowali inscenizację z drzwiami, które kolejni demonstranci trzaskali na znak solidarności z Braunem. Wydawało się, że Braun wychodzi z tej sytuacji wzmocniony. Jednak chwilę później wydarzyło się coś, co dla wielu było szokiem. Zaskakujący konflikt Po wyjściu z aresztu odbyło się duże spotkanie z sympatykami. W pewnym momencie Grzegorz Braun zaatakował słownie Kornela Morawieckiego, człowieka, który wcześniej publicznie bronił go przed aresztem. Dlaczego? Do dziś nie ma jasnej odpowiedzi. Sytuacja zakończyła się dramatycznie – Morawiecki trafił do szpitala, a relacje między środowiskami całkowicie się załamały. Dla wielu obserwatorów był to moment symboliczny. Od tej chwili Braun zaczął iść zupełnie inną drogą. Nagła przemiana W kolejnych latach jego życie zmieniło się radykalnie. Zostawił swoją wieloletnią partnerkę życiową i przeniósł się z Wrocławia do Warszawy. rozpoczął intensywną działalność polityczną, ożenił się stworzył własne środowisko polityczne. 20-21 listopada 2014 roku razem z innymi osobami wszedł do budynku Państwowej Komisji Wyborczej żądając dymisji członków Komisji z powodu podejrzeń o fałszerstwa wyborcze. Policja w nocy wyprowadziła protestujących – uczestnicy demonstracji zostali oskarżeni o naruszenie miru domowego a Grzegorz Braun został później skazany przez sąd na grzywnę. Coraz częściej zwracano uwagę na zmianę jego przekazu politycznego: wcześniej Braun był jednym z najbardziej zdecydowanych krytyków rosyjskiego imperializmu i sowieckiej dominacji nad Europą Środkową. O 2014 roku w jego wypowiedziach zaczęły pojawiać się tezy, które – zdaniem wielu komentatorów – brzmiały zaskakująco podobnie do narracji rosyjskiej propagandy. Jednocześnie jego znajomi mówili o fascynacji Brauna Białorusią i tajemniczym białoruskim biznesmenie, który pojawił się w jego otoczeniu. Mateusz Piskorski – wątek, który powraca Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków w tej historii jest relacja między Braunem a Mateuszem Piskorskim. Piskorski to były rzecznik Samoobrony Andrzeja Leppera oraz twórca prorosyjskiej partii Zmiana. W 2016 roku został zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i usłyszał zarzuty szpiegostwa na rzecz Rosji i Chin. Według śledczych miał: uczestniczyć w spotkaniach operacyjnych z obcymi służbami promować interesy Rosji w Polsce otrzymywać wynagrodzenie za działania propagandowe Proces Piskorskiego trwa do dziś. Tutaj pisałam o Piskorskim: https://dorotakania.pl/2025/12/14/dlugi-cien-kremla-braun-banas-sekielski-i-czlowiek-oskarzony-o-szpiegostwo-dla-rosji/ Jednocześnie faktem jest, że: Piskorski promował książki związane ze środowiskiem Brauna pojawił się w komitecie poparcia Brauna w wyborach prezydenckich działa w środowiskach politycznym Bruna Polityczna kariera Brauna Mimo licznych kontrowersji Grzegorz Braun wszedł do polityki. W 2019 roku został posłem na Sejm, startując z list Konfederacji. Później stworzył własną partię – Konfederację Korony Polskiej. W 2024 roku zdobył mandat europosła, a w wyborach prezydenckich 2025 uzyskał ponad 1,2 miliona głosów. Kongres środowiska Grzegorza Brauna Na jednym z ostatnich kongresów środowiska Grzegorza Brauna, organizowanych przez Konfederację Korony Polskiej, pojawiła się grupa postaci reprezentujących bardzo różne środowiska polityczne, medialne i ideowe. To zestawienie nazwisk dla wielu obserwatorów było zaskakujące, bo pokazało, jak szeroki i niejednorodny krąg ludzi skupia się dziś wokół lidera tego ugrupowania. Wśród uczestników wydarzenia znaleźli się m.in.: Monika Jaruzelska – dziennikarka i córka generała Wojciecha Jaruzelskiego, ostatniego przywódcy PRL. Jej obecność w środowisku deklarującym przywiązanie do tradycji antykomunistycznej wywołała liczne komentarze i zdziwienie części opinii publicznej. Jan Pospieszalski – publicysta i komentator życia publicznego, znany z krytycznych opinii wobec głównego nurtu politycznego i medialnego. Witold Gadowski – dziennikarz i autor publikacji dotyczących służb specjalnych, geopolityki oraz przestępczości zorganizowanej. Robert Gwiazdowski – prawnik, ekonomista i komentator gospodarczy, od lat obecny w debacie publicznej jako krytyk systemu podatkowego i biurokracji państwowej. Jerzy Karwelis – publicysta i analityk medialny związany z mediami konserwatywno-liberalnymi. Witold Modzelewski – profesor prawa, były wiceminister finansów i jeden z najbardziej znanych ekspertów w dziedzinie systemu podatkowego w Polsce. Lista gości pokazuje, że wokół Grzegorza Brauna tworzy się środowisko bardzo różnorodne – od publicystów i dziennikarzy, przez ekonomistów i prawników, po osoby reprezentujące zupełnie odmienne doświadczenia polityczne i biograficzne. Co jednak szczególnie zwraca uwagę części komentatorów, to ideologiczna mozaika poglądów, jaka pojawia się w szeroko rozumianym otoczeniu lidera Konfederacji Korony Polskiej. Obok osób deklarujących przywiązanie do tradycyjnego katolicyzmu i konserwatyzmu, można znaleźć także postacie związane z bardzo różnymi nurtami ideowymi i duchowymi. Tutaj pisałam o kongresie Brauna: https://dorotakania.pl/2026/01/27/tw-na-kongresie-brauna/ W przestrzeni publicznej wskazywano, że w kręgu sympatyków lub uczestników […]
…
Marzec 1968 roku był jednym z najważniejszych momentów powojennej historii komunistycznej Polski. Zaczęło się od zdjęcia z afisza „Dziadów” Adama Mickiewicza, a skończyło na brutalnym tłumieniu protestów studenckich, masowych represjach, czystkach na uczelniach i rozpętaniu antysemickiej kampanii, która zmusiła tysiące ludzi do opuszczenia kraju. Reżim Władysława Gomułki nie zamierzał rozmawiać z młodzieżą. Odpowiedział pałką, propagandą i polityczną nagonką. Działania KC były uzgodnione z Moskwą, podobnie jak antysemicka nagonka Z wydarzeń marcowych zachowały się nagrania zrobione przez Służbę Bezpieczeństwa – film na końcu tekstu. Tutaj pisałam o Grudniu 70: https://dorotakania.pl/2025/12/14/partia-strzela-do-robotnikow-grudzien-70-zbrodnia-bez-kary/ „Chcemy prawdy Mickiewicza”. Od „Dziadów” zaczęła się lawina Wieczorem 30 stycznia 1968 roku kilkuset warszawskich studentów przemaszerowało spod Teatru Narodowego pod pomnik Adama Mickiewicza. Na transparentach nieśli hasła: „Chcemy prawdy Mickiewicza” oraz „Żądamy dalszych przedstawień”. Protest był reakcją na decyzję władz o zdjęciu z afisza spektaklu „Dziady” po zaledwie dwóch miesiącach wystawiania. Powód był oczywisty. Publiczność żywiołowo reagowała na fragmenty dramatu odczytywane jako antysowieckie, a komunistyczne władze uznały, że przedstawienie zbyt mocno uderza w fundamenty oficjalnej propagandy. Dla reżimu była to sprawa polityczna, nie artystyczna. Po ostatnim spektaklu milicja zaatakowała młodzież składającą pod pomnikiem wieszcza biało-czerwone kwiaty. Zatrzymano 35 osób. Jednocześnie na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęto zbiórkę podpisów przeciw zakazowi wystawiania „Dziadów”. W samej Warszawie protest poparło 3145 osób, a we Wrocławiu 1098. To był dopiero początek. Narastający bunt inteligencji przeciwko władzy W kolejnych tygodniach konflikt między środowiskami inteligenckimi a komunistycznym państwem gwałtownie się zaostrzał. Na początku lutego na 3 lata więzienia skazano Janusza Szpotańskiego, autora satyrycznej opery „Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta”. Z kolei 29 lutego 1968 roku odbyło się burzliwe Nadzwyczajne Zebranie Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich. Przyjęto rezolucję domagającą się przywrócenia „Dziadów” i potępiającą działania cenzury. Władze skrytykowali m.in. Antoni Słonimski, Paweł Jasienica, Jerzy Andrzejewski i Stefan Kisielewski. To właśnie Kisielewski wypowiedział słynne słowa o tym, że „ciemniacy w Polsce uzbrojeni są w monopol władzy”. Kilkanaście dni później został pobity przez „nieznanych sprawców”. Inni krytycy systemu stali się celem brutalnych ataków propagandowych. W wyjątkowo nikczemny sposób propaganda zaszczuła także Pawła Jasienicę – żołnierza niepodległościowego podziemia, walczącego w Wileńskiej Brygadzie mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Autor popularnych książek historycznych zapłacił za tę nagonkę zdrowiem i przedwczesną śmiercią. Tutaj pisałam o mjr. Szendzielarzu: https://dorotakania.pl/2026/02/08/z-bogiem-panowie-wiernosc-ktorej-nie-dalo-sie-zabic/ Iskra padła na Uniwersytecie Warszawskim 4 marca 1968 roku minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński zdecydował o relegowaniu z Uniwersytetu Warszawskiego dwóch studentów: Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Obaj byli zaangażowani w protesty wokół „Dziadów” i związani ze środowiskiem tzw. komandosów – lewicowej młodzieży kontestującej system Gomułki. W odpowiedzi na tę decyzję 8 marca 1968 roku na dziedzińcu UW zorganizowano wiec protestacyjny. Rozdawano ulotki, w których powoływano się na art. 71 Konstytucji PRL i wzywano do obrony podstawowych swobód obywatelskich. Studenci uchwalili rezolucję domagającą się przywrócenia praw studenckich Michnikowi i Szlajferowi oraz zaprzestania represji wobec innych studentów. Wiec miał spokojny charakter. Ale władza już szykowała odpowiedź. Pacyfikacja 8 marca. „Wycieczka”, ZOMO i aktyw robotniczy Kiedy studenci zaczęli się rozchodzić, na teren uniwersytetu wjechały autokary z napisem „wycieczka”. Wysiedli z nich funkcjonariusze ZOMO, ORMO i tzw. aktywu robotniczego, często ubrani po cywilnemu. Do akcji dołączyli członkowie Związku Młodzieży Socjalistycznej, którzy skandowali hasła wymierzone w protestujących. Napastnicy zaczęli wyłapywać pojedyncze osoby i wywozić je poza teren uczelni. Studenci odpowiadali okrzykami: „Usunąć tajniaków!”, „Gestapo!”, „Wolność!”. Około godziny 13 profesor Zygmunt Rybicki wezwał studentów do rozejścia się. Chwilę później zgodził się na rozmowę delegacji studenckiej z władzami. W skład delegacji weszli m.in. Ryszard Bugaj, Marcin Król, Irena Lasota, Jadwiga Staniszkis i Barbara Toruńczyk. Domagali się usunięcia z uczelni milicji i ormowców, uwolnienia zatrzymanych oraz zwrotu legitymacji i indeksów. Na krótko wydawało się, że napięcie opadnie. Jednak około godziny 14 na teren UW ponownie wkroczyli ormowcy, a o 14:30 pojawiły się umundurowane oddziały milicji uzbrojone w długie pałki, hełmy i okulary ochronne. Rozpoczęła się brutalna pacyfikacja. Bito nie tylko studentów, ale również pracowników naukowych. Po akcji na uniwersytecie milicja przez resztę dnia prowadziła walki uliczne w Warszawie. Według danych MSW do działań przeciw studentom skierowano 1335 funkcjonariuszy umundurowanych, 510 cywilnych i 400 ormowców. Władza nie chciała dialogu. Chciała propagandy Już 9 marca ruszyły pierwsze procesy studentów oskarżonych o zakłócanie porządku. W tym samym czasie władze zdecydowały o organizowaniu w zakładach pracy tzw. masówek, czyli starannie wyreżyserowanych zebrań poparcia dla polityki partii. Na tych wiecach skandowano hasła, które do dziś pozostają symbolem marcowej propagandy: „Literaci do pióra, studenci do nauki”, „Syjoniści do Syjonu”, „Oczyścić partię z syjonistów”. Masówki transmitowano w telewizji. Zdarzało się nawet, że do transmisji dogrywano sztuczne odgłosy aplauzu, bo rzeczywiste reakcje robotników nie spełniały oczekiwań propagandy. Komunistyczna władza od początku odrzucała możliwość rozmowy z młodzieżą. Zamiast tego uruchomiła aparat represji i medialnej nienawiści. Warszawa znów wyszła na ulice 9 marca demonstracje wybuchły na Politechnice Warszawskiej, a w kilku punktach stolicy doszło do kolejnych starć z milicją. Ściągnięto dodatkowe siły ze szkół milicyjnych w Szczytnie i Pile. Milicjanci bili także kobiety, mimo okrzyków tłumu: „Nie bijcie kobiet!”. 11 marca w Warszawie odbyła się następna demonstracja studencka. Przyjęto kolejną rezolucję, którą następnie rozplakatowano na wydziałach Uniwersytetu Warszawskiego. Dokument przekazano do Sejmu, premierowi Józefowi Cyrankiewiczowi oraz Henrykowi Jabłońskiemu. Studenci protestowali przeciw łamaniu konstytucji, przemocy milicji i ORMO, ingerencji służb bezpieczeństwa w życie akademickie oraz antysemityzmowi. Domagali się przywrócenia praw relegowanym studentom. Wiec szybko przeniósł się na ulice. Jeden z pochodów ruszył w kierunku gmachu Komitetu Centralnego PZPR, inny pod ambasadę ZSRR, kolejny na Rakowiecką, w stronę więzienia, gdzie przetrzymywano więźniów politycznych. Demonstracje rozbijano przy użyciu gazu łzawiącego i armatek wodnych. Kraków: „Prasa kłamie” i „Gestapo!” Wiadomości o brutalności władz bardzo szybko dotarły do innych ośrodków akademickich. Już 10 marca w akademikach w Krakowie pojawiły się pierwsze ulotki solidarnościowe. Dzień później odbył się pierwszy wiec na Rynku Głównym, a następnie w Collegium Novum. Studenci domagali się ukarania funkcjonariuszy MO i SB odpowiedzialnych za brutalne akcje oraz poszanowania podstawowych praw obywatelskich. Jeszcze 11 marca w Rynku zebrało się około 4 tysięcy osób, które przyjęły rezolucję solidarnościową i potępiły Związek Młodzieży Socjalistycznej. Gdy lokalna prasa nie opublikowała uchwały studentów, napięcie w mieście tylko wzrosło. 13 marca kilka tysięcy studentów zebrało się przed akademikiem […]
…