Wyborczy skandal 1989 roku

18 czerwca 1989 roku odbyła się druga tura wyborów parlamentarnych. Choć pierwsza tura głosowania z 4 czerwca przeszła do historii jako symboliczny początek końca komunizmu, to właśnie druga tura wywołała największe kontrowersje i de facto uratowała towarzyszy w PRL.

4 czerwca 1989 wynik był bezprecedensowy. Kandydaci związani z „Solidarnością” zdobyli wszystkie 161 mandatów poselskich, które mogli uzyskać zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, oraz 99 ze 100 mandatów senatorskich. Łącznie dali sobie 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, stając się najpotężniejszą siłą polityczną w kraju. Komuniści nie zamierzali łatwo oddać władzy zmieniono ordynację wyborcza i zarządzono II turę wyborów: 8 czerwca Komisja Porozumiewawcza zgodziła się na rozwiązanie proponowane przez stronę rządową czyli

Strona koalicyjno-rządowa:

  • gen. Czesław Kiszczak
  • Aleksander Kwaśniewski
  • Stanisław Ciosek
  • prof. Janusz Reykowski

Strona opozycyjno-solidarnościowa:

  • Lech Wałęsa
  • Bronisław Geremek
  • Tadeusz Mazowiecki
  • Jacek Kuroń
  • prof. Andrzej Stelmachowski

18 czerwca do o urn poszło jedynie 25,5 procent uprawnionych wyborców i była to jedna z najniższych frekwencji.

Wybory kontraktowe. Komunistyczny plan, który wymknął się spod kontroli

Czerwcowe wybory 1989 roku nie były wyborami w pełni demokratycznymi. Stanowiły rezultat porozumienia zawartego przy Okrągłym Stole pomiędzy władzami PRL a częścią opozycji solidarnościowej.

Jak przypominał prof. Andrzej Paczkowski, ustalono swoisty „kontrakt stulecia”, który miał zagwarantować komunistom utrzymanie kontroli nad państwem. Wolna rywalizacja miała objąć wszystkie miejsca w nowo utworzonym Senacie, ale jedynie 35 procent mandatów w Sejmie. Pozostałe 65 procent zostało z góry rozdysponowane pomiędzy PZPR, ZSL, SD oraz organizacje satelickie.

W kalkulacjach władz rozwiązanie to miało zapewnić komunistom bezpieczne przeprowadzenie kontrolowanej transformacji ustrojowej. Zakładano, że opozycja zdobędzie część mandatów, lecz nie będzie w stanie zagrozić politycznej dominacji partii.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Fenomen kampanii „Solidarności”

Historyk prof. Antoni Dudek podkreślał, że kampania Komitetu Obywatelskiego była niezwykle dynamiczna i nowoczesna jak na warunki schyłkowego PRL.

Po całym kraju kolportowano słynne „ściągi wyborcze”, na których znajdowały się wyłącznie nazwiska kandydatów „Solidarności”. Wyborcom zalecano jednocześnie skreślanie wszystkich pozostałych kandydatów, zwłaszcza tych z tzw. listy krajowej, skupiającej najważniejszych przedstawicieli obozu komunistycznego.

Warto jednak pamiętać, że nie cała opozycja poparła porozumienia Okrągłego Stołu. Do bojkotu wyborów wzywały m.in. „Solidarność Walcząca” Kornela Morawieckiego oraz Federacja Młodzieży Walczącej, domagając się pełnego odsunięcia komunistów od władzy i przeprowadzenia całkowicie wolnych wyborów.

Nokaut, którego nikt się nie spodziewał

Pierwsza tura głosowania z 4 czerwca 1989 roku przyniosła polityczne trzęsienie ziemi.

W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego zdobyli 92 mandaty, pozostawiając obóz rządzący bez ani jednego miejsca.

Jeszcze większym szokiem okazały się wyniki wyborów do Sejmu. „Solidarność” zdobyła 160 ze 161 możliwych mandatów, natomiast kandydaci koalicji rządowej uzyskali zaledwie trzy mandaty spośród niemal trzystu przewidzianych dla ich obozu.

Szczególnie dotkliwa była katastrofa tzw. listy krajowej. Spośród 35 najważniejszych przedstawicieli władz PRL jedynie dwóch przekroczyło wymagany próg 50 procent głosów. Oznaczało to polityczne upokorzenie czołowych działaczy komunistycznych.

Klęska była tak wielka, że objęła nawet środowiska uznawane za bastiony systemu. W obwodach zamkniętych podległych wojsku i MSW również zwyciężali kandydaci opozycji. Symbolicznym przykładem była Wyższa Szkoła Oficerska im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie, kuźnia kadr Służby Bezpieczeństwa, gdzie gen. Czesław Kiszczak otrzymał jedynie marginalne poparcie.

„Był dla PZPR jak Grunwald”

Prof. Jerzy Eisler z Instytutu Pamięci Narodowej porównał 4 czerwca 1989 roku do bitwy pod Grunwaldem.

„Dla PZPR był jak Grunwald. Po klęsce w tej bitwie zakon krzyżacki jeszcze istniał, ale czas jego życia był już policzony”.

Komuniści przegrali nie tylko wybory. Stracili przede wszystkim polityczną legitymację do sprawowania władzy.

Mimo to liderzy „Solidarności” nie zamierzali wykorzystać zwycięstwa do natychmiastowego przejęcia pełni władzy. Wielu z nich obawiało się reakcji aparatu państwowego, wojska i służb specjalnych. Wciąż żywe były wspomnienia stanu wojennego.

Strach przed unieważnieniem wyborów

Po ogłoszeniu wyników rozpoczęła się polityczna gra o utrzymanie ustaleń Okrągłego Stołu.

6 czerwca 1989 roku w jednostkach podległych MSW ogłoszono podwyższoną gotowość. Następnie odbyło się spotkanie Czesława Kiszczaka z Bronisławem Geremkiem i Tadeuszem Mazowieckim.

Przedstawiciele władz sugerowali możliwość zakwestionowania wyników wyborów. Jak wspominał Bronisław Geremek, usłyszał wówczas, że w kierownictwie partyjnym istnieją silne naciski na unieważnienie głosowania.

Dziś wielu historyków uważa te sygnały za polityczny blef. Już po latach funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa przyznawali, że ani wojsko, ani MSW nie były przygotowane do ponownego użycia siły na wzór stanu wojennego.

Jednak w czerwcu 1989 roku nikt nie miał tej pewności.

Skandaliczna zmiana ordynacji w trakcie wyborów

Największe kontrowersje wywołała decyzja o ratowaniu skompromitowanej listy krajowej.

8 czerwca Komisja Porozumiewawcza zgodziła się na rozwiązanie proponowane przez stronę rządową. Cztery dni później Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą między pierwszą a drugą turą głosowania.

Był to przypadek praktycznie bez precedensu w historii współczesnych demokracji.

Zmiana prawa w trakcie trwających wyborów miała umożliwić obsadzenie 33 mandatów odrzuconych wcześniej przez wyborców. W praktyce ratowano polityczne kariery działaczy PZPR oraz ugrupowań satelickich.

Decyzja ta wywołała ogromne niezadowolenie wśród wielu działaczy i wyborców „Solidarności”.

18 czerwca 1989

Druga tura odbyła się 18 czerwca 1989 roku.

Do urn poszło jedynie 25,5 procent uprawnionych wyborców. Była to jedna z najniższych frekwencji w historii polskich wyborów.

Mimo tego kandydaci „Solidarności” zdobyli brakujący mandat poselski oraz niemal wszystkie pozostałe mandaty senatorskie.

Większość miejsc przeznaczonych dla obozu rządowego została wprawdzie obsadzona, ale ich polityczny mandat był niezwykle słaby. Wielu posłów wybrano przy poparciu niewielkiej części społeczeństwa.

„Wyrok śmierci na PRL”

Historyk prof. Antoni Dudek napisał, że 4 czerwca 1989 roku Polacy wydali „wyrok śmierci na PRL”.

Nie oznaczało to jednak końca komunizmu. System istniał jeszcze przez wiele miesięcy a następnie przeistoczył się w „nowoczesną lewicę” .

Wkrótce powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, pierwszy niekomunistyczny gabinet w Europie Środkowo-Wschodniej. W grudniu 1989 roku przywrócono nazwę Rzeczpospolita Polska, w styczniu 1990 roku rozwiązano PZPR, a jesienią tego samego roku prezydentem został Lech Wałęsa. Na krótko pierwszym premierem, który rzeczywiście nie miał związków z komunizmem był Jan Olszewski. Niestety, jego rząd trwał 6 miesięcy. Później do władzy znowu wrócili ludzie PRL-u.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej

  • Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
  • Twoje wsparcie jest bezcenne!
  • buycoffee.to/dorota-kania
  • patronite.pl/dorota.kania