24 sierpnia 1989 roku Tadeusz Mazowiecki został premierem PRL. Dzień ten miał się zapisać się w historii jako symbol końca komunistycznego monopolu władzy. Jednak gdy przyjrzeć się temu, kto przeprowadzał Polskę przez próg nowej epoki i kto zachował kontrolę nad najważniejszymi instytucjami państwa, obraz przełomu staje się znacznie bardziej skomplikowany. Prezydentem pozostawał gen. Wojciech Jaruzelski, człowiek stanu wojennego mający na rękach krew Polaków. Ministerstwem Spraw Wewnętrznych nadal kierował gen. Czesław Kiszczak, a armią gen. Florian Siwicki. W mediach publicznych pojawił się natomiast Andrzej Drawicz, zarejestrowanego przez komunistyczne służby specjalne jako agenta SB używającego pseudonimów „Kowalski” i „Zbigniew Kowalski”. III RP nie rodziła się więc na politycznej pustyni ani po całkowitym zerwaniu z aparatem PRL.
Wojciech Jaruzelski powierzył Tadeuszowi Mazowieckiemu misję tworzenia rządu. Wcześniej Lech Wałęsa, ówczesny przywódca „Solidarności” zaproponował Jaruzelskiemu trzy kandydatury: Mazowieckiego, Bronisława Geremka i Jacka Kuronia.
Była to realizacja tezy artykułu Adama Michnika, który ukazał 3 lipca 1989 roku w „Gazecie Wyborczej”” „Wasz prezydent, nasz premier”. Miał to być polityczny kompromis: prezydenturę dla obozu PZPR, a stanowisko premiera dla „Solidarności”.
W rzeczywistości realna władza pozostała w rękach komunistów i służb specjalnych PRL.
Najpierw Jaruzelski, potem Kiszczak
Wybory 4 czerwca 1989 roku były politycznym trzęsieniem ziemi. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” odnieśli ogromny sukces, a społeczny werdykt pokazał skalę odrzucenia systemu komunistycznego. Nie oznaczało to jednak odsunięcia PZPR i ludzi jej aparatu od państwa.
Przeciwnie.
19 lipca 1989 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta PRL. Zaledwie kilka tygodni po przegranych przez obóz władzy wyborach najwyższy urząd w państwie objął człowiek, który jako I sekretarz KC PZPR, premier i szef MON wprowadził stan wojenny a wcześniej pacyfikował strajki na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku.
To właśnie Jaruzelski powierzył misję utworzenia rządu gen. Czesławowi Kiszczakowi – wieloletniemu funkcjonariuszowi komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i ministrowi spraw wewnętrznych z okresu stanu wojennego.
2 sierpnia 1989 roku Sejm powołał Kiszczaka na stanowisko premiera. Za jego kandydaturą głosowało 237 posłów, przeciw 173.
Była to jednak konstrukcja, której nie udało się utrzymać. Kiszczak nie był w stanie zbudować gabinetu, a Lech Wałęsa rozpoczął działania prowadzące do powstania koalicji „Solidarności” z ZSL i SD. Ostatecznie misja Kiszczaka zakończyła się fiaskiem.
I wtedy na scenę wszedł Tadeusz Mazowiecki.
24 sierpnia 1989. Mazowiecki zostaje premierem
24 sierpnia 1989 roku Sejm kontraktowy powołał Tadeusza Mazowieckiego na stanowisko prezesa Rady Ministrów.
Mazowiecki mówił tego dnia w Sejmie:
„Chcę utworzyć Rząd zdolny do działania dla dobra społeczeństwa, narodu i państwa. Będzie to Rząd koalicji na rzecz gruntownej reformy państwa”.
Zapowiadał, że państwo ma zostać oparte na nowych zasadach politycznych. Podkreślał również, że Polska przechodzi od systemu totalitarnego do demokratycznego i że dotychczasową logikę walki ma zastąpić partnerstwo.
Były to słowa odpowiadające ogromnym nadziejom Polaków. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna
Układ personalny państwa nie zmienił się 24 sierpnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Na jego szczycie nadal znajdował się Wojciech Jaruzelski.
Prezydent Jaruzelski, premier Mazowiecki
Mazowiecki miał rozpocząć przebudowę Polski, ale Jaruzelski pozostawał głową państwa. Jeszcze bardziej wymowny okazał się skład gabinetu przedstawiony kilkanaście dni później.
12 września 1989 roku powstał rząd Mazowieckiego.
W jego skład weszli przedstawiciele różnych środowisk politycznych: 24 ministrów: reprezentantów „Solidarności”, PZPR, ZSL i SD. Za gabinetem głosowało 402 posłów, 13 wstrzymało się od głosu, a nikt nie zagłosował przeciwko.
Najważniejsze było jednak nie tylko to, ilu ministrów otrzymała PZPR, lecz także jakie resorty pozostawiono ludziom starego systemu i to, że komuniści nadal mieli realne wpywy.
Kiszczak zachował MSW
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów „kompromisu” było pozostawienie w rękach PZPR dwóch resortów mających fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.
Ministrem spraw wewnętrznych pozostał gen. Czesław Kiszczak.
A przecież nie był to zwykły polityk PZPR.
Kiszczak przez dziesięciolecia związany był z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa i wojskiem podległym Związkowi Sowieckiemu. Jako minister spraw wewnętrznych należał do najważniejszych postaci PRL – to przecież o jemu podlegał aparat bezpieczeństw.
Kilka tygodni wcześniej Jaruzelski próbował uczynić go premierem.
Teraz Kiszczak wszedł do rządu i zachował kontrolę nad MSW.
Nie był to resort drugorzędny. W jego strukturach znajdowała się wówczas Służba Bezpieczeństwa. Oznaczało to, że u progu transformacji aparat odpowiedzialny przez lata za inwigilowanie i zwalczanie przeciwników politycznych nie zniknął wraz z powołaniem Mazowieckiego.
Armia w rękach generała PRL
Drugim kluczowym resortem było Ministerstwo Obrony Narodowej.
Na jego czele pozostał gen. Florian Siwicki.
Siwicki należał do ścisłej elity wojskowej PRL. Był członkiem PPR, następnie PZPR. W 1946 roku został zarejestrowany jako tajny współpracownik Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego pod pseudonimem „Grom”. Razem z Jaruzelskim i Kiszczakiem wprowadzał stan wojenny.
Był także absolwentem radzieckiej Wojskowej Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. Klimienta Woroszyłowa w Moskwie.
W praktyce oznaczało to kuriozalną sytuację: premier Tadeusz Mazowiecki kierował gabinetem, w którym resort spraw wewnętrznych kontrolował Kiszczak, a wojsko Siwicki. Nad całym układem konstytucyjnym znajdował się zaś prezydent Jaruzelski.
To właśnie ta konstrukcja najlepiej pokazuje, jak daleko wydarzenia 1989 roku odbiegały od przerwania ciągłości z PRL.
Po Siwickim – oficer kształcony w ZSRR
Siwicki nie był zresztą ostatnim szefem MON w tym okresie, którego kariera związana była z wojskowymi strukturami PRL i kształceniem w Związku Sowieckim.
W 1990 roku zastąpił go Piotr Kołodziejczyk.
Kołodziejczyk był zawodowym wojskowym. Kształcił się między innymi w Akademii Marynarki Wojennej ZSRR, a następnie w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR.
Do Sejmu kontraktowego dostał się z listy PZPR, należał do Klubu Posłów Wojskowych.
Zmieniały się więc nazwiska, ale proces budowania nowych instytucji państwa w ogromnym stopniu opierał się na kadrach wykształconych i awansowanych jeszcze w poprzednim systemie.
Pluralizm mediów? Na czele Radiokomitetu Andrzej Drawicz
Szczególnie interesujący jest również wątek mediów.
Mazowiecki zapowiadał przejście do pluralizmu w dziedzinie „środków społecznej informacji”, przede wszystkim radia i telewizji.
Była to kwestia fundamentalna.
Przez dziesięciolecia radio i telewizja PRL były jednym z najważniejszych instrumentów propagandy komunistycznego państwa. Można było więc oczekiwać, że właśnie tam nastąpi jedno z najbardziej zdecydowanych zerwań z przeszłością.
Tymczasem na czele Komitetu do spraw Radia i Telewizji stanął Andrzej Drawicz.
I tutaj pojawia się niezwykle istotny fragment historii jego kontaktów z komunistycznymi służbami.
W IPN są dokumenty komunistycznego aparatu bezpieczeństwa: Drawicz został zarejestwowany jako Tajny Współpracownik Służby Bezpievczeństwa TW „Kowalski”, „Zbigniew Kowalski”.
A zatem człowiek, który miał uczestniczyć w budowaniu nowej rzeczywistości medialnej po upadku monopolu PZPR, sam miał za sobą udokumentowaną w materiałach aparatu bezpieczeństwa współpracę z SB.
To pokazuje skalę paradoksów transformacji.
Zmieniała się oficjalna narracja, zmieniały się szyldy i instytucje, ale większość ministrów rządu Mazowieckiego miała biografie głęboko zakorzenione w PRL.
ZSL – koalicjant wywodzący się z PRL
Jednym z filarów nowej większości stało się Zjednoczone Stronnictwo Ludowe.
ZSL przez dziesięciolecia PRL funkcjonowało jako partia satelicka wobec PZPR. Powstało w 1949 roku w wyniku połączenia podporządkowanego komunistom Stronnictwa Ludowego z resztkami rozbitego wcześniej PSL.
W rządzie Mazowieckiego przedstawiciele ZSL otrzymali cztery teki.
Jednym z ministrów został Andrzej Kosiniak-Kamysz, ojciec późniejszego lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. Objął resort zdrowia i opieki społecznej.
ZSL niedługo później zmieniło nazwę na PSL.
Także tutaj widoczna jest charakterystyczna cecha polskiej transformacji: „nowy” system polityczny w znacznej części budowano przy udziale struktur i ludzi funkcjonujących wcześniej w instytucjonalnym otoczeniu PZPR.
Balcerowicz – od PZPR do architekta reform
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci rządu Mazowieckiego został Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów.
To właśnie jego nazwisko zaczęło być wkrótce utożsamiane z radykalną transformacją polskiej gospodarki.
Rzadziej przypomina się wcześniejszy etap jego życiorysu.
Balcerowicz należał do PZPR od 1969 roku do 1981 roku. W latach 70. pracował również w zespołach zajmujących się problematyką gospodarczą PRL, a w latach 1978–1980 był związany z Instytutem Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu.
„Gruba linia”
Jedno zdanie Mazowieckiego przeszło do historii i przez następne dekady było przedmiotem politycznego sporu.
Premier powiedział:
„Przeszłość odkreślamy grubą linią”.
Warto przypomnieć pełny kontekst. Mazowiecki mówił, że jego rząd nie odpowiada za odziedziczoną „hipotekę” i będzie odpowiadał za własne działania podejmowane w celu wyprowadzenia Polski z kryzysu.
Zwolennicy Mazowieckiego wielokrotnie podkreślali więc, że słowa te nie były deklaracją bezkarności dla funkcjonariuszy PRL, lecz odnosiły się do odpowiedzialności nowego gabinetu za przyszłość.
Tymczasem „gruba kreska” ma znacznie szersze znaczenie: to symbol braku zdecydowanego rozliczenia komunistycznego systemu, zachowania wpływów dawnych elit i ciągłości części aparatu państwa.
Nie było politycznej „opcji zerowej”
24 sierpnia 1989 roku nie nastąpiło przecięcie więzów łączących nowe państwo z PRL.
Nie przeprowadzono politycznej „opcji zerowej”, w której jednego dnia odsunięto by ludzi poprzedniego systemu i od podstaw zbudowano najważniejsze instytucje.
Fakty personalne są jednoznaczne.
Jaruzelski – prezydent.
Kiszczak – minister spraw wewnętrznych.
Siwicki – minister obrony narodowej.
Do tego aparat państwa, służby, wojsko, administracja, sądy, prokuratura, dyplomacja i media, w których nie było żadnych istotnych zmian.
To właśnie w takich realiach rozpoczynała się III RP.
24 sierpnia 1989 roku – kontrolowana sukcesja
Rocznica powołania Tadeusza Mazowieckiego na premiera skłania więc do postawienia pytania znacznie trudniejszego niż szkolne: kto wygrał, a kto przegrał w 1989 roku?
Społeczeństwo niewątpliwie wymusiło zmianę. Wynik wyborów 4 czerwca pokazał polityczną klęskę obozu komunistycznego. PZPR wkrótce przestała istnieć.
Ale ludzie tworzący i obsługujący poprzedni system nie zniknęli 24 sierpnia 1989 roku.
Część zachowała stanowiska. Inni odnaleźli się w nowych realiach politycznych, gospodarczych i medialnych. Jeszcze inni przekazali kolejnemu pokoleniu kapitał społeczny, kontakty i pozycję zdobyte w poprzednim ustroju.
Dlatego początki III RP trudno zrozumieć przez pryzmat zdjęcia Tadeusza Mazowieckiego pokazującego w Sejmie znak „V”.
Trzeba spojrzeć również na ludzi stojących wówczas obok niego.
Prezydentem był Wojciech Jaruzelski. Za bezpieczeństwo wewnętrzne odpowiadał Czesław Kiszczak. Za wojsko – Florian Siwicki.
24 sierpnia 1989 roku miał się rozpocząć bezprecedensowy proces wychodzenia Polski z komunizmu. Tak się nie stało. Nie wyczyszczono państwa z ludzi i struktur dawnego systemu. Przeciwnie – III RP Polska powstawała z nimi i pod ich bezpośrednim nadzorem. Resortowe dzieci zadbały, by nie stała się im żadna krzywda.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
