W maju 1943 r., w przemówieniu wygłoszonym na falach BBC, premier rządu RP na uchodźstwie, gen. Władysław Sikorski, ostrzegał, że celem niemieckiej propagandy jest przypisanie Polakom odpowiedzialności za czyny okupantów:
„Ani na chwilę nie wolno nam zapomnieć, iż Niemcy, dokonując swej zbrodni, dążą równocześnie do tego, aby wmówić w świat, że Polacy współuczestniczą w morderstwach i rabunkach dokonywanych na Żydach”.
Ponad 80 lat później ten mechanizm – rozmywania winy sprawców i przerzucania odpowiedzialności na ofiary – powraca w sporach wokół najnowszej książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebego Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration. Instytut Pamięci Narodowej i historyk IPN Damian Sitkiewicz wskazują na poważne braki warsztatowe, jednostronność narracji i pomijanie realiów niemieckiej okupacji.
IPN: teza o odpowiedzialności Polaków za Holokaust przyjęta z góry
W ostatnich dniach Instytut Pamięci Narodowej zwrócił uwagę, że opublikowana w 2024 r. przez wydawnictwo De Gruyter w Berlinie praca Grzegorza Rossolińskiego-Liebego Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration opiera się na z góry założonej tezie o odpowiedzialności Polaków za zbrodnie Holokaustu.
Szczegółowego omówienia tez przedstawionych w tej pracy podjął się dr Damian Sitkiewicz z Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Warszawie, na łamach szóstego tomu rocznika „Polish-Jewish Studies”. Historyk wskazuje na podstawowe braki merytoryczne książki, manipulacje źródłami historycznymi oraz pomijanie realiów niemieckiej okupacji ziem polskich.
Brak woli merytorycznej dyskusji i oskarżenia o „kampanię” przeciw książce
Nieskrępowane wydawanie ocen i dyskutowanie o warsztacie naukowym badaczy historii są podstawą dyskursu naukowego. Tymczasem – jak podkreśla IPN – w opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie Rossoliński-Liebe nie znalazł odwagi, by podjąć rzeczową dyskusję nad wskazanymi błędami, które podważają naukową wartość jego pracy.
Autor skupił się zamiast tego na oskarżeniu IPN oraz części polskich i niemieckich polityków i mediów o zorganizowanie „kampanii przeciwko jego książce”. Ciężar narracji przeniesiono więc z pola sporu naukowego na pole polityczno-medialne.
Język, który rozmywa odpowiedzialność: Polacy „rabują”, Niemcy „przechowują”
Istotnym elementem krytyki IPN jest sposób, w jaki Rossoliński-Liebe operuje językiem. W jego narracji odpowiedzialność za zbrodnie ulega rozmyciu. Zwraca na to uwagę Damian Sitkiewicz:
„Kiedy pisze o Polakach, którzy zabierali mienie należące do Żydów, używa słów «kradli» lub «rabowali». Gdy zaś wskazuje na takie same czyny Niemców, pisze o wywożeniu do magazynów i «przechowywaniu»”.
Dobór słownictwa nie jest tu przypadkowy. Służy budowaniu obrazu Polaków jako sprawców, przy jednoczesnym łagodzeniu opisu działań Niemców – realnych organizatorów i wykonawców polityki zagłady.
Szokująca teza o Generalnym Gubernatorstwie jako kontynuatorze II RP
Szokujące dla polskich czytelników jest również sugerowanie przez Rossolińskiego-Liebego, że stworzone przez Niemców Generalne Gubernatorstwo było prawnym kontynuatorem II Rzeczypospolitej. W jego narracji rzekome wsparcie Polaków dla okupantów wynikało z dominujących już przed 1939 r. nastrojów antysemickich.
Instytut Pamięci Narodowej podkreśla, że taka teza całkowicie ignoruje fakt brutalnego zniszczenia państwowości polskiej, likwidacji instytucji II RP oraz systemowego wprowadzenia niemieckiego prawa, symboliki i terroru. Generalne Gubernatorstwo nie było kontynuatorem, lecz narzuconą siłą strukturą okupacyjną służącą eksploatacji oraz eksterminacji ludności.
Żegota i Polskie Państwo Podziemne – prawdziwa ciągłość II Rzeczypospolitej
W przypadającą dziś rocznicę (4 grudnia 1942 r.) ukonstytuowania Rady Pomocy Żydom kryptonim „Żegota” przy Delegaturze Rządu RP na Kraj warto podkreślić, że prawnym kontynuatorem niepodległej II Rzeczypospolitej były instytucje Polskiego Państwa Podziemnego oraz rząd RP na uchodźstwie.
To one – działając w warunkach śmiertelnego zagrożenia – organizowały pomoc dla współobywateli skazywanych przez niemieckich okupantów na cierpienie i śmierć. Żegota pozostaje unikalnym w Europie przykładem instytucjonalnej pomocy państwa podziemnego udzielanej Żydom w czasie Zagłady.
Grzegorz Rossoliński-Liebe – sylwetka autora
Urodzony w 1979 r. Grzegorz Rossoliński-Liebe określa siebie mianem polsko-niemieckiego historyka. W latach 1999–2005 studiował historię kultury i Europy Wschodniej na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Od 2002 do 2005 r. był stypendystą Fundacji im. Friedricha Eberta.
W latach 2007–2012 współpracował z Uniwersytetem w Hamburgu, wieńcząc te działania w 2012 r. obroną pracy doktorskiej poświęconej Stepanowi Banderze i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Prowadzone przez niego badania naukowe otrzymały finansowanie m.in. Gerda Henkel Stiftung i Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie.
W latach 2012–2014 Rossoliński-Liebe był zaangażowany w projekt naukowy dotyczący problematyki Holokaustu w pamięci diaspory ukraińskiej w okresie zimnej wojny. Prowadził również badania jako pracownik Fundacji Pomnik Pomordowanych Żydów Europy oraz Wiener Wiesenthal Institut für Holocaust-Studien. W latach 2014–2018 zajmował się postawami Polaków wobec niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej.
Był stypendystą wielu instytucji, w tym m.in. Claims Conference, United States Holocaust Memorial Museum, Harry Frank Guggenheim Foundation, Foundation pour la Mémoire de la Shoah, Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie oraz International Institute for Holocaust Research będącego częścią Yad Vashem. Problematyka, którą podejmuje, dotyczy antysemityzmu, faszyzmu i nacjonalizmu. Obecnie jest zatrudniony jako privatdozent (PD) w Instytucie Historii im. Friedricha Meineckego na Freie Universität Berlin.
Monografia jako podstawa habilitacji i pytania o recenzje naukowe
Na podstawie rozprawy Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration Grzegorz Rossoliński-Liebe uzyskał w 2023 r. na Freie Universität Berlin stopień naukowy doktora habilitowanego. Jak zwraca uwagę Damian Sitkiewicz, na stronach internetowych nie znajdziemy naukowych recenzji tej monografii, które przyczyniły się do uzyskania wspomnianego stopnia. Nie jest więc jasne, jakie gremium odpowiada za przyznanie tej pracy miana dzieła naukowego.
Książka dostępna jest wyłącznie w języku niemieckim. Tłumaczenia przytaczanych we współczesnej polskiej debacie fragmentów są efektem pracy polskich badaczy analizujących tekst.
Struktura monografii: 1124 strony, dziesięć rozdziałów i rozbudowany wstęp
Licząca 1124 strony publikacja została podzielona na dziesięć rozdziałów, które poprzedza ponad pięćdziesięciostronicowy wstęp. Jej konstrukcja przedstawia się następująco:
- „Polityka, administracja i ustawodawstwo II Rzeczypospolitej”,
- „Miasta jako miejsca współistnienia i przemocy”,
- „Przedwojenne biografie okupacyjnych burmistrzów”,
- „Wojna, okupacja i administracja”,
- „Burmistrzowie w sieci administracyjnej”,
- „Holocaust”,
- „Burmistrzowie i ludność polska”,
- „Opór, życie codzienne i represje”,
- „Okres powojenny”,
- „Część końcowa”.
Damian Sitkiewicz zaznacza, że choć zapoznał się z całą monografią, przedmiotem jego recenzji stały się szczególnie wybrane problemy – zwłaszcza te dotyczące zagłady Żydów i roli polskich burmistrzów.
Zakres badań: 50 urzędników, 22 miasta, nacisk na „współsprawstwo”
Prowadząc badania, Rossoliński-Liebe poddał analizie działalność 50 urzędników zaangażowanych do pracy w 22 miastach na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Jak sam zaznacza, szczegółowo przebadał 35 z nich – w tym 31 Polaków i 4 etnicznych Niemców.
Działań burmistrzów deklarujących się jako Ukraińcy nie analizował, powołując się na trwający konflikt zbrojny między Rosją a Ukrainą, choć zapowiedział, że opracowanie dotyczące tej grupy ma zostać opublikowane w przyszłości.
Za główny cel badań – co sygnalizowane jest już na pierwszych stronach monografii – autor przyjął ukazanie działań polskich burmistrzów, którzy jego zdaniem wspierali Niemców w polityce zagłady Żydów i byli ich „partnerami”. Już we wstępie Rossoliński-Liebe z pełnym przekonaniem stwierdza, że polscy burmistrzowie brali udział w Holokauście, czyli byli jego współsprawcami, a jego celem jest jedynie „pogłębienie” tego zagadnienia. Nie pyta więc, czy brali udział w zagładzie, lecz w jaki sposób to robili.
„Zbiorowa biografia” burmistrzów i pytanie o Judenraty
Jednym z deklarowanych zamierzeń pracy jest próba stworzenia zbiorowej biografii polskich burmistrzów. Autor zakłada, że analiza współpracy z radami żydowskimi (Judenratami), zwierzchnikami niemieckimi, procesem tworzenia gett czy eksploatacji ziemi pozwoli na ukazanie postaw poszczególnych burmistrzów.
Sitkiewicz zauważa, że przy tak zarysowanej optyce nasuwa się naturalne pytanie: skoro polscy burmistrzowie – według autora – są współodpowiedzialni za Holokaust, to czy w konsekwencji członkowie Judenratów również mieliby zostać uznani za współsprawców zagłady?
Zarzuty wobec „nacjonalistycznych narracji” i pomijania „lokalnych aktorów”
Rossoliński-Liebe zarzuca dotychczasowym badaniom niemieckim „selektywną narodową (nacjonalistyczną) narrację o Holokauście”, prowadzoną – jego zdaniem – od lat dziewięćdziesiątych XX w. Twierdzi, że rola „władz lokalnych”, burmistrzów i „innych aktorów” była w tych pracach pomijana lub traktowana marginalnie.
Krytykuje również polską i inne „narodowe” historiografie zajmujące się okupacją niemiecką, oskarżając je o „zredukowanie” odpowiedzialności za Holokaust do decyzji władz niemieckich.
Damian Sitkiewicz, weryfikując przypisy autora, przeprowadził kwerendę archiwalną dotyczącą działalności burmistrzów w dystrykcie warszawskim, co pozwoliło mu skonfrontować tezy Rossolińskiego-Liebego z zachowanymi źródłami.
Odmowa używania terminów „władze niemieckie” i „administracja niemiecka”
We wstępie do książki Rossoliński-Liebe kwestionuje utrwaloną terminologię. Twierdzi, że nie używa pojęć „władze niemieckie” i „administracja niemiecka”, ponieważ są jego zdaniem „niezbyt precyzyjne” i „wymagają wyjaśnienia”.
Takie podejście – jak zauważa IPN – musi budzić zdziwienie. Określenia „władze niemieckie” i „administracja niemiecka” należą do podstawowego słownika badań nad okupacją: obejmują władze cywilne, policyjne i wojskowe III Rzeszy na terenach Generalnego Gubernatorstwa, ziem wcielonych do Rzeszy oraz pozostałych ziem polskich okupowanych w latach 1939–1945.
„Polsko-niemiecka administracja” i teza o „ciągłości prawnej”: konstrukcja niezgodna z faktami
Pozostając w tym paradygmacie, Rossoliński-Liebe proponuje własne pojęcia, takie jak „polsko-niemiecka administracja”. W opinii IPN-owskiego recenzenta jest to konstrukcja całkowicie oderwana od realiów epoki. Niemiecka polityka na okupowanych ziemiach polskich była nakierowana na całkowitą likwidację państwowości polskiej, usunięcie polskich symboli narodowych, narzucenie języka niemieckiego jako urzędowego oraz wprowadzenie niemieckiego prawa.
Polscy urzędnicy – w tym burmistrzowie – byli podporządkowani niemieckim władzom, powoływani przymusowo, działali pod groźbą utraty stanowiska, represji, a nawet śmierci. W takim kontekście mówienie o „polsko-niemieckiej administracji” jest – jak wskazuje Sitkiewicz – całkowicie bezpodstawne.
Generalne Gubernatorstwo jako rzekomy następca prawny II RP
Rossoliński-Liebe idzie jeszcze dalej, twierdząc, że między II RP a Generalnym Gubernatorstwem istniała „ciągłość prawna”. Odwołuje się przy tym m.in. do niemieckiego zarządzenia, w którym stwierdzono, że dotychczasowe prawo polskie pozostaje w mocy o tyle, o ile nie sprzeciwia się przejęciu administracji przez prawo niemieckie i wykonywaniu suwerennych praw wojskowych.
IPN podkreśla, że stosowanie wybranych elementów polskiego prawa przez okupanta miało charakter czysto praktyczny i propagandowy – Niemcy wybierali z polskich ustaw to, co było dla nich wygodne, bez pytania Polaków o zgodę. Nie było to wyrazem uznania ciągłości państwowości polskiej.
Jako „dowód” na ciągłość prawną Rossoliński-Liebe przywołuje m.in. decyzję kreishauptmanna Kurta Driessena, który tworząc getto w Końskich, powołał się na polską ustawę z 21 lutego 1935 r. o zwalczaniu chorób zakaźnych. Zdaniem IPN-owskiego recenzenta to przykład propagandowego wybiegu władz okupacyjnych, a nie dowód ciągłości prawnej między II RP a Generalnym Gubernatorstwem.
Burmistrzowie II RP a burmistrzowie w Generalnym Gubernatorstwie
W tym kontekście warto przypomnieć, że w II Rzeczypospolitej burmistrz był wybierany przez lokalną społeczność (od 1933 r. przez radę miejską). Natomiast w Generalnym Gubernatorstwie sytuacja była całkowicie odmienna: w miastach do 20 tys. mieszkańców burmistrza wyznaczał gubernator dystryktu na wniosek niemieckiego kreishauptmanna, a w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców – sam generalny gubernator.
Zestawianie tych realiów jako „ciągłości” ma – w ocenie IPN – charakter konstrukcji oderwanej od faktów historycznych.
Kolaboracja i rzekoma legitymizacja ze strony rządu RP na uchodźstwie
Tworząc koncepcję „ciągłości prawnej” między II RP a Generalnym Gubernatorstwem, Rossoliński-Liebe zdaje się dążyć do budowy obrazu nie tylko instytucjonalnej, ale i moralnej kontynuacji: od przedwojennych polskich urzędów do okupacyjnych struktur GG, włącznie z rzekomą współodpowiedzialnością Polski za przemoc wobec Żydów.
Według IPN najbardziej kontrowersyjna jest teza, że działania polskich urzędników – w tym współpraca z okupantem – miały być rzekomo „usankcjonowane” przez rząd RP na uchodźstwie. Rossoliński-Liebe pisze, że rząd londyński miał „formalnie legitymizować współpracę burmistrzów i wszystkich innych pracowników miejskich z niemieckimi okupantami”, ponieważ bez administracji miejskiej „normalne życie” w okupowanej Polsce nie mogłoby istnieć.
Instytut Pamięci Narodowej określa tę tezę jako oczywiste nadużycie, sprzeczne z dokumentami Polskiego Państwa Podziemnego, które konsekwentnie potępiało kolaborację polityczną i działania szkodzące ludności polskiej i żydowskiej.
Problem kolaboracji i hierarchii odpowiedzialności
IPN zwraca uwagę, że Rossoliński-Liebe nie potrafi odróżnić działań podejmowanych przez burmistrzów z własnej inicjatywy od działań narzuconych przez niemieckiego okupanta. Tymczasem takie rozróżnienie jest kluczowe, jeśli chcemy rzetelnie opisać zakres odpowiedzialności poszczególnych osób.
Oczywiście, również ci, którym narzucono określone obowiązki, ponoszą pewną odpowiedzialność. Jednak w odróżnieniu od Niemców, odmowa wykonania poleceń mogła dla polskich urzędników oznaczać utratę pracy, a nawet życie. Łatwo więc – przy pominięciu kontekstu terroru – przypisać im odpowiedzialność za czyny okupanta.
W tym kontekście szczególnie rażące jest – jak pisze Sitkiewicz – sugerowanie, że Polacy mieli postrzegać Niemców jako „rasę panów”, co rzekomo nadawało relacjom między niemieckimi kreishauptmannami a polskimi burmistrzami charakter wręcz koleżeński czy przyjacielski. IPN przypomina, że to Niemcy określali siebie jako „rasę panów”, a Polacy byli przez nich traktowani jako naród podporządkowany, objęty systemem rasistowskiej hierarchii.
Antysemityzm w II RP a niemieckie ludobójstwo – fałszywe zestawienia
Rossoliński-Liebe stara się również budować wrażenie, że – rzekomo – przemoc wobec Żydów w Generalnym Gubernatorstwie była kontynuacją przedwojennej rzeczywistości w Polsce. IPN przyznaje, że antysemityzm w II RP istniał, ale podkreśla, że zestawianie go z niemiecką polityką ludobójstwa na Żydach jest absurdem. Przesuwa bowiem punkt ciężkości z państwa-sprawcy (III Rzeszy) na państwo-ofiarę (Polskę).
Podsumowanie: spór o historię i odpowiedzialność
Spór wokół książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebego Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration nie dotyczy wyłącznie szczegółów warsztatu naukowego. W tle toczy się zasadnicza debata o tym, kto ponosi odpowiedzialność za Holokaust oraz jak opisywać postawy Polaków pod niemiecką okupacją.
Instytut Pamięci Narodowej i dr Damian Sitkiewicz wskazują, że autor:
- przyjął z góry tezę o współsprawstwie Polaków,
- rozmywa winę Niemiec jako państwa sprawczego,
- posługuje się językiem, który zaostrza obraz Polaków i łagodzi obraz Niemców,
- konstruuje ahistoryczne pojęcia „polsko-niemieckiej administracji” i „ciągłości prawnej” między II RP a Generalnym Gubernatorstwem,
- sugeruje rzekomą legitymizację współpracy z okupantem przez rząd RP na uchodźstwie.
W świetle źródeł archiwalnych oraz badań Instytutu Pamięci Narodowej takie ujęcie uznać można za poważne zniekształcenie realiów okupacji i odpowiedzialności za zbrodnie.
Źródło analizy i cytowań:
Instytut Pamięci Narodowej, recenzja Damiana Sitkiewicza monografii Grzegorza Rossolińskiego-Liebego Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration, opublikowana w roczniku „Polish-Jewish Studies”, t. 6/2025.
Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
Twoje wsparcie jest bezcenne!
buycoffee.to/dorota-kania
