Miliony dla powodzian, mąż działaczki KO i jedna wieś. Sieć powiązań wokół publicznych pieniędzy
Miały być pieniądze na ratowanie przedsiębiorców poszkodowanych przez powódź. Tymczasem 4,5 mln zł pomocy rozdzielanej przez Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego trafiło do zaledwie trzech firm związanych z jedną niewielką miejscowością. Jedna należy do męża wiceprezes KARR i działaczki Koalicji Obywatelskiej Anny Konieczyńskiej, druga do jej sąsiada, a trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem – ujawniła Wirtualna Polska. Najpoważniejsze pytanie brzmi jednak: czy nieruchomości, na które przyznawano publiczne pieniądze, rzeczywiście ucierpiały podczas powodzi? Ujawnione dane straży pożarnej i systemów satelitarnych rodzą w tej sprawie zasadnicze wątpliwości. Sprawą zajmują się już CBA i prokuratura, a Konieczyńska została zawieszona w prawach członka KO.
To kolejna w ostatnim czasie sprawa dotycząca publicznych pieniędzy i polityków związanych z Koalicją Obywatelską. Nie ucichły jeszcze kontrowersje związane z przepisami dotyczącymi najmu krótkoterminowego i wiceministrem sportu Ireneuszem Rasiem, a tym razem centrum wydarzeń przenosi się na Dolny Śląsk.
Tutaj pisałam o aferze Rasia: https://dorotakania.pl/2026/07/27/minister-ras-i-kawalerki-konflikt-interesow/
Konkretnie – do Jeleniej Góry i jej okolic.
Sprawę szczegółowo opisał Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski. Z jego ustaleń wyłania się nie pojedyncza kontrowersyjna decyzja, ale cały układ lokalnych zależności, w którym spotykają się polityka, samorząd, biznes, rodzina i miliony złotych pochodzących z publicznych programów pomocowych.
W centrum tej historii znajduje się Anna Konieczyńska – działaczka Koalicji Obywatelskiej, była starosta powiatu jeleniogórskiego, a od 1 lutego 2025 roku wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.
To właśnie KARR uczestniczyła w rozdzielaniu pieniędzy przeznaczonych dla przedsiębiorców dotkniętych katastrofalną powodzią z września 2024 roku.
I właśnie sposób, w jaki część tych pieniędzy została rozdysponowana, stał się przedmiotem poważnych pytań.
4,5 mln zł. Trzy firmy. Jedna niewielka miejscowość
Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego nie jest prywatnym podmiotem działającym na własne ryzyko. 99,99 proc. jej akcji należy do samorządu województwa dolnośląskiego.
Po powodzi z września 2024 roku KARR zajmowała się obsługą rządowych programów pomocowych dla przedsiębiorców, którzy mieli ponieść straty w wyniku żywiołu.
Według ustaleń Wirtualnej Polski około 4,5 mln zł pomocy trafiło do zaledwie trzech podmiotów związanych z Dziwiszowem – niewielką miejscowością położoną pod Jelenią Górą.
Beneficjentami były firmy należące do męża Anny Konieczyńskiej, jej sąsiada oraz lokalnego przedsiębiorcy związanego z telewizją współpracującą z samorządem.
Sama koncentracja tak dużej kwoty w trzech podmiotach z jednej miejscowości mogłaby zwracać uwagę.
Ale to dopiero początek.
200 tys. zł dla firmy męża wiceprezes KARR
Jednym z beneficjentów programu została firma należąca do Piotra Konieczyńskiego – męża Anny Konieczyńskiej.
Piotr Konieczyński jest aktorem jeleniogórskiego teatru i prowadzi również działalność gospodarczą. Małżeństwo zajmuje się wynajmem pokoi gościnnych w Dziwiszowie, przy czym jednoosobowa działalność gospodarcza zarejestrowana jest na Piotra Konieczyńskiego.
Firma otrzymała 200 tys. zł, czyli maksymalną pożyczkę przewidzianą w tym instrumencie pomocowym.
Problem polega na tym, że – według ustaleń dziennikarzy – pojawiły się poważne wątpliwości dotyczące podstaw przyznania pomocy.
Gmina Jeżów Sudecki przyznała, że nie dysponowała niezależnym dowodem potwierdzającym, iż szkoda powstała właśnie wskutek powodzi.
Co więcej, według opisanych przez WP danych Państwowej Straży Pożarnej, Wód Polskich oraz obrazów satelitarnych nie wynika, aby nieruchomość została zalana wodą powodziową.
Wniosek o wydanie zaświadczenia dotyczącego szkody miał natomiast zostać złożony dopiero wiele miesięcy po przejściu żywiołu.
W ten sposób powstaje pytanie, którego w sprawie publicznych pieniędzy nie można zbyć wzruszeniem ramion:
na jakiej dokładnie podstawie pieniądze przeznaczone dla powodzian otrzymała firma męża osoby zasiadającej we władzach instytucji uczestniczącej w obsłudze programu?
Nie przesądza to samo w sobie o naruszeniu prawa. Ale właśnie dlatego procedury dotyczące konfliktu interesów i bezstronności powinny być w takiej sytuacji szczególnie przejrzyste.
3,2 mln zł dla sąsiada. Budynek setki metrów od zmapowanej wody
Jeszcze większe pieniądze trafiły do spółki Kadalore, należącej do sąsiada Konieczyńskich.
Według informacji ujawnionych przez WP przedsiębiorstwo otrzymało z programów pomocowych około 3,2 mln zł.
I ponownie pojawia się problem z udokumentowaniem skutków powodzi.
Budynek, którego miały dotyczyć szkody, znajdował się według analizy danych satelitarnych około 340 metrów od najbliższego obszaru zmapowanej wody.
Pierwsza z przyznanych spółce pożyczek wynosiła 200 tys. zł.
KARR umorzyła już 75 proc. tej kwoty.
A zatem pomoc nie sprowadzała się jedynie do czasowego finansowania. Znaczna część zobowiązania została następnie anulowana.
Ponad 1,12 mln zł dla lokalnej spółki
Trzecim beneficjentem była spółka Dami, związana z lokalnym rynkiem medialnym i będąca wieloletnim kontrahentem samorządów.
Według ustaleń WP firma otrzymała ponad 1,12 mln zł.
Jej właściciel mieszka w tej samej okolicy.
W tym przypadku pojawia się kolejna proceduralna wątpliwość. Bank Gospodarstwa Krajowego miał przyznać, że nie posiada nawet kopii deklaracji bezstronności wymaganej regulaminem przy tej pożyczce.
W przypadku pieniędzy publicznych nie jest to detal.
Deklaracje bezstronności mają właśnie służyć temu, aby można było zweryfikować, czy osoby uczestniczące w procedurze nie pozostają w relacjach mogących wpływać na podejmowane decyzje.
Zaświadczenia na podstawie „wykazu zalanych ulic”
Jeszcze bardziej niepokojąco wygląda sposób dokumentowania części szkód.
Jelenia Góra miała wystawiać potrzebne przedsiębiorcom zaświadczenia, wykorzystując „wykaz zalanych ulic”.
Tyle że – według informacji straży pożarnej przywołanych przez WP – dokument ten nie był wykazem rzeczywiście stwierdzonych zalań.
Miała to być lista prognostyczna przygotowana na podstawie map ryzyka.
Różnica jest fundamentalna.
Mapa wskazująca, gdzie potencjalnie może pojawić się woda, nie jest przecież dowodem, że konkretna nieruchomość faktycznie została zalana.
Mimo to miasto miało wydać w ten sposób 189 zaświadczeń o szkodach.
Jeżeli właśnie takie dokumenty otwierały później drogę do publicznych pieniędzy, konieczne jest ustalenie, czy system weryfikacji beneficjentów w ogóle działał tak, jak powinien.
Anna Konieczyńska zawieszona w Koalicji Obywatelskiej
Po ujawnieniu sprawy polityczne konsekwencje pojawiły się szybko.
Anna Konieczyńska została zawieszona w prawach członka Koalicji Obywatelskiej.
Sprawa wyszła jednak daleko poza poziom wewnątrzpartyjnych decyzji.
Procedury przyznawania pomocy przez KARR znalazły się w zainteresowaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury.
Ministerstwo Rozwoju i Technologii po pytaniach dziennikarzy wystąpiło natomiast do gmin o wykazy beneficjentów oraz dokumenty potwierdzające poniesione szkody.
To właśnie szczegółowa analiza dokumentacji powinna odpowiedzieć na najważniejsze pytania: kto potwierdzał szkody, na podstawie jakich dowodów, kto uczestniczył w podejmowaniu decyzji oraz czy właściwie zabezpieczono procedury przed konfliktem interesów.
Siemoniak: „Nie jestem zaskoczony”
Sprawa ma również wymiar polityczny wykraczający poza lokalną strukturę KO.
Po publikacji Wirtualnej Polski odniósł się do niej Tomasz Siemoniak.
– Nie jestem zaskoczony tekstem w Wirtualnej Polsce – mówił minister koordynator służb specjalnych.
To znaczące słowa, szczególnie że mówimy o regionie bardzo istotnym dla dolnośląskich struktur Koalicji Obywatelskiej.
Jelenia Góra i Dolny Śląsk to polityczne zaplecze wielu ważnych polityków obecnej większości. Z regionem silnie związani są m.in. Tomasz Siemoniak oraz wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska.
Dlatego sprawy nie można sprowadzać wyłącznie do pytania o jedną działaczkę i jedną pożyczkę.
Chodzi o coś znacznie szerszego: mechanizm wydawania publicznych pieniędzy w środowisku, w którym polityczne, samorządowe, biznesowe i prywatne relacje nakładają się na siebie.
Jelenia Góra. To nie pierwsza głośna sprawa
Atmosferę wokół lokalnej polityki dodatkowo podgrzewa fakt, że niedawno opinię publiczną obiegła inna sprawa związana z byłym prezydentem Jeleniej Góry, a obecnie senatorem Marcinem Zawiłą.
Tutaj pisałam o sprawie senatora KO: https://dorotakania.pl/2026/07/09/zarzuty-dla-senatora-ko-marcina-zawily/
Dotyczy ona okoliczności przydziału mieszkania komunalnego.
Te sprawy należy oczywiście rozdzielać – dotyczą innych zdarzeń i innych potencjalnych nieprawidłowości.
Ich nagromadzenie pokazuje jednak, dlaczego Jelenia Góra znalazła się dziś pod szczególną obserwacją opinii publicznej.
Druga Anna Konieczyńska i zupełnie inny wątek
Nazwisko Konieczyńskich pojawia się także w odrębnej historii.
Córka Anny i Piotra Konieczyńskich również ma na imię Anna.
Młoda kobieta rozwija działalność w mediach społecznościowych. Prezentuje się m.in. jako osoba zajmująca się nieruchomościami w Dubaju, podróżami oraz edukacją finansową. W jej internetowej aktywności pojawiały się również materiały dotyczące inwestowania.
Jak opisano w mediach, współpracowała biznesowo z Franciszkiem Rumakiem, znanym z programu „Love Island” i działalności internetowej związanej z inwestowaniem.
I tutaj zaczyna się kolejna historia.
Franciszek Rumak i ponad 169 tys. zł kary UOKiK
Działalnością Franciszka Rumaka zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wydał decyzję nakładającą na Rumaka ponad 169 tys. zł kary za propagowanie zakazanego systemu promocyjnego typu piramida.
Chodziło o International Markets Live, znane także jako IM Academy.
Projekt przedstawiano jako możliwość zdobywania wiedzy dotyczącej tradingu, rynku Forex oraz kryptowalut. Według ustaleń UOKiK mechanizm miał jednak opierać się na systemie, w którym istotną rolę odgrywało pozyskiwanie kolejnych uczestników.
Decyzja prezesa UOKiK jest nieprawomocna, co należy wyraźnie zaznaczyć.
Nie ma podstaw, by odpowiedzialność za działania Rumaka przenosić na jego współpracowników czy rodzinę Konieczyńskich. Wątek pokazuje jednak kolejne biznesowe otoczenie osób związanych z rodziną jednej z ważniejszych lokalnych działaczek KO.
Najważniejsze pytanie: kto pilnował pieniędzy dla powodzian?
Cała historia ma jeden szczególnie bulwersujący wymiar.
Mówimy przecież o pieniądzach uruchomionych po katastrofalnej powodzi z 2024 roku.
O środkach, które miały pomagać przedsiębiorcom naprawdę dotkniętym żywiołem – ludziom, którym woda niszczyła firmy, wyposażenie, magazyny i dorobek wielu lat pracy.
Tymczasem 4,5 mln zł trafiło do trzech podmiotów z jednej miejscowości, a wokół części wypłat pojawiły się pytania o to, czy nieruchomości w ogóle zostały zalane.
200 tys. zł dostała firma męża wiceprezes instytucji uczestniczącej w rozdzielaniu środków. Około 3,2 mln zł przypadło firmie sąsiada. Ponad 1,12 mln zł otrzymała spółka lokalnego przedsiębiorcy.
Do tego dochodzą wątpliwości dotyczące dokumentowania szkód, deklaracji bezstronności oraz sposobu wystawiania zaświadczeń.
To już nie jest pytanie o polityczny PR.
To pytanie o kontrolę nad milionami złotych publicznych pieniędzy.
CBA i prokuratura powinny odpowiedzieć, jak działał system
Dopiero prowadzone postępowania mogą przesądzić, czy doszło do złamania prawa i czy ktokolwiek ponosi odpowiedzialność karną. Nie wolno tego rozstrzygać przed zakończeniem czynności właściwych organów.
Już dziś można jednak postawić pytania, na które opinia publiczna ma prawo oczekiwać konkretnych odpowiedzi.
Kto sprawdzał, czy nieruchomości rzeczywiście zostały zalane? Dlaczego pomoc otrzymała firma męża wiceprezes KARR? Jak weryfikowano konflikt interesów? Dlaczego miliony złotych skoncentrowały się w zaledwie trzech podmiotach z jednej miejscowości? Na jakiej podstawie umarzano znaczną część pożyczek? I czy pieniądze rzeczywiście trafiały do tych przedsiębiorców, dla których program został stworzony?
W przypadku środków przeznaczonych dla ofiar powodzi standard przejrzystości powinien być wyjątkowo wysoki.
Tym bardziej gdy wśród beneficjentów pojawiają się najbliżsi i sąsiedzi osoby związanej z władzami instytucji obsługującej publiczną pomoc.
I właśnie dlatego historia z Jeleniej Góry nie jest wyłącznie lokalną aferą.
To sprawdzian tego, jak państwo i kontrolowane przez samorządy instytucje pilnują publicznych pieniędzy – szczególnie tych przeznaczonych dla ludzi dotkniętych tragedią.
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
