Zapowiedź prezydenta Karola Nawrockiego dotycząca publikacji Aneksu do raportu z weryfikacji WSI rozpala polską politykę. Dokument, ma zawierać nazwiska, mechanizmy wpływu i kulisy działania środowisk związanych z dawnymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Jednym z najgłośniejszych nazwisk od lat pozostaje Marek Dukaczewski – były szef WSI, generał III RP, dawny oficer komunistycznego wywiadu wojskowego, człowiek blisko związany z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Jednak jego historia nie zaczyna się w gabinetach wolnej Polski. Zaczyna się znacznie wcześniej – w cieniu UB, represji wobec podziemia, operacji przeciwko NATO, politycznych układów i rodzinnej ciągłości wpływów. To opowieść o rodzinie, która potrafiła odnaleźć się w każdej epoce.
Od UB do WSI. Rodzinna dynastia systemu
Nazwisko Dukaczewski przez dekady przewijało się w miejscach, gdzie spotykały się władza, służby specjalne, polityka i pieniądze. Ojciec w aparacie bezpieczeństwa stalinowskiej Polski. Syn w komunistycznym wywiadzie wojskowym i później na czele WSI. Wnuk w świecie wielkiego biznesu III RP.
To nie jest zwykła biografia. To historia o tym, jak zmieniały się ustroje, ale ludzie często pozostawali ci sami. Historia Marka Dukaczewskiego, byłego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych, nie zaczyna się w latach 70., gdy jako młody oficer trafił do struktur wojskowego wywiadu PRL. Jej korzenie sięgają znacznie głębiej — do pierwszych lat po wojnie, gdy w Polsce instalowano system komunistyczny, a aparat bezpieczeństwa budowano na lojalności wobec nowej władzy.
W centrum tej opowieści znajduje się Zdzisław Dukaczewski, ojciec późniejszego szefa WSI, funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa, człowiek, który od pierwszych miesięcy Polski Ludowej uczestniczył w utrwalaniu komunistycznego porządku.
Aparat terroru
Ojciec Marka, Zdzisław Dukaczewski, wstąpił do struktur nowej komunistycznej władzy niemal natychmiast po wejściu Armii Czerwonej. Sam chwalił się, że już drugiego dnia po wkroczeniu Sowietów zgłosił się do Milicji Obywatelskiej, a następnie współorganizował Związek Walki Młodych.
W kwietniu 1945 roku rozpoczął służbę w Urzędzie Bezpieczeństwa w Żyrardowie. Podpisał zobowiązanie do walki ze wszystkimi „wrogami demokracji ludowej”. W praktyce oznaczało to zwalczanie ludzi niepodległościowego podziemia, działaczy PSL, środowisk patriotycznych i każdego, kto sprzeciwiał się sowietyzacji Polski.
W dokumentach oceniano go wysoko:
- politycznie zorientowany,
- aktywny partyjnie,
- umiejętnie pracujący z agenturą,
- skuteczny w nadzorze nad kadrami.
W aparacie bezpieczeństwa były to cechy cenniejsze niż wykształcenie.
Pistolet Walther, awantura i bezkarność
W grudniu 1948 roku nad rodziną zaczęły zbierać się chmury. Ojciec Zdzisława, Władysław Dukaczewski, działacz PPR, pojawił się w miejscowej elektrowni pijany, z butelką wódki i pistoletem Walther.
Według ustaleń Władysław Dukaczewski zmuszał pracowników do picia alkoholu, wszczął awanturę, groził pistoletem, używał wulgaryzmów a na końcu oddał strzały z broni.
Najbardziej wymowne było to, że chwalił się, iż jest starym komunistą a jego syn pracuje w UB, więc nikt nic mu nie zrobi.
Jak się okazało, broń była służbowym pistoletem jego syna – funkcjonariusza bezpieki. Efekt? Nie więzienie, nie proces, lecz ostra nagana dla Zdzisława
Sprawą zajmował się Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Prowadzący postępowanie wnioskował o umorzenie dochodzenia, a wobec Zdzisława Dukaczewskiego zaproponowano jedynie karę dyscyplinarną — ostrą naganę.
W 1950 roku wniosek zatwierdził prokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Warszawie, major Eugeniusz Landsberg. Zdzisław Dukaczewski został więc ukarany naganą, choć sprawa dotyczyła użycia służbowej broni przez osobę trzecią.
Dla zwykłego obywatela taka historia mogła skończyć się dramatycznie. Dla człowieka aparatu bezpieczeństwa — zakończyła się upomnieniem.
Donos na własnego kuzyna
W 1950 roku Zdzisław Dukaczewski złożył raport na temat swojego 17-letniego kuzyna Henryka Koźbiała, podejrzewanego o działalność antykomunistyczną.
Przekazał bezpiece informacje o chłopaku i jego rodzinie, dodając, że jeśli może pomóc w śledztwie, oczekuje poleceń.
Kuzyn został oskarżony wraz z grupą młodych ludzi o udział w nielegalnej organizacji. Według UB młodzież miała posiadać ulotki z hasłami:
- Śmierć komunistom
- Strzeż się kołchozów
W stalinowskiej Polsce takie zarzuty mogły zniszczyć życie.
Walka z Żołnierzami Wyklętymi
W 1951 roku Zdzisław Dukaczewski został szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ciechanowie – terenie silnej aktywności podziemia niepodległościowego.
W ocenach służbowych chwalono go za: rozbudowę siatki agenturalnej, zabezpieczanie gospodarki narodowej, likwidację „band”, czyli oddziałów Żołnierzy Wyklętych, walkę z przeciwnikami kolektywizacji.
Później jednak sam popadł w problemy: zarzucano mu pijaństwo, nadużycia, kompromitowanie organów bezpieczeństwa, a nawet dekonspirację agentury.
W 1955 roku został wyrzucony z UB i usunięty z PZPR.
Mimo odejścia z bezpieki nie porzucił systemu. Po wprowadzeniu stanu wojennego w marcu 1982 roku wstąpił do ORMO.
Gdy komunistyczna władza znów ruszyła przeciw własnym obywatelom, emerytowany funkcjonariusz ponownie stanął po stronie aparatu represji.
Syn – Marek Dukaczewski.
Na takim fundamencie dorastał Marek Dukaczewski.
Ukończył Technikum Nukleoniczne w Otwocku, a następnie dostał się na Wydział Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej. Już wtedy budował pozycję w strukturach systemu. Należał do Wojskowego Kręgu Instruktorów ZHP, a w 1975 roku wstąpił do PZPR. W tym samym roku zawarł związek małżeński.
Po ukończeniu studiów, 1 września 1976 roku, podporucznik Dukaczewski podpisał zobowiązanie pracownika Zarządu II Sztabu Generalnego, czyli wojskowego wywiadu PRL.
To był moment przełomowy. Wszedł do zamkniętego świata służb.
W strukturach funkcjonował pod nazwiskiem operacyjnym Marek Dekert.
Został skierowany do pracy jako projektant systemów informatycznych w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Informatyki Zarządu II.
W dokumentach z tamtych lat pojawiały się wnioski o szybkie awanse i odpowiednie zaszeregowanie. Już wtedy przełożeni mieli widzieć w nim funkcjonariusza perspektywicznego.
Kariera rozwijała się dynamicznie.
W 1980 roku porucznik Marek Dukaczewski przeszedł do pionu operacyjnego. Jednym z pierwszych jego zadań miała być obsługa spraw związanych z rezydenturą Balbek w Bejrucie.
Od 1979 roku placówką kierował komandor porucznik Stanisław Terlecki, pseudonim Safar. Dukaczewski przygotowywał oceny pracy rezydentury oraz prowadził korespondencję.
Nie trwało to jednak długo. Już w 1981 roku obowiązki te przejął porucznik Zdzisław Nemski.
W czasach zimnej wojny zadaniem takich placówek było: zbieranie informacji o USA i NATO, obserwacja sił zbrojnych Zachodu, analiza mediów i nastrojów politycznych, próby werbunkowe, monitorowanie Polonii.
Rok 1982. Polska żyje skutkami stanu wojennego, a Dukaczewski ps. Speedy – trafia do rezydentury wojskowego wywiadu PRL w Waszyngtonie, działającej pod kryptonimem Kolumb.
Działalność tej placówki była wówczas mocno ograniczona. Po serii ucieczek oficerów na Zachód, w tym głośnej ucieczce kapitana Jerzego Sumińskiego, możliwości operacyjne komunistycznego wywiadu wojskowego zostały sparaliżowane.
W praktyce – praca polegała często na analizie amerykańskiej prasy, nagrywaniu programów telewizyjnych i sporządzaniu raportów o wojnie psychologicznej oraz propagandzie w siłach zbrojnych USA.
Jednym z głównych obszarów aktywności rezydentury miała stać się infiltracja środowisk polonijnych, zwłaszcza organizacji takich jak Towarzystwo Pomost.
To pokazuje priorytety systemu PRL: zamiast zdobywania strategicznych informacji wojskowych, skupiano się często na monitorowaniu emigracji politycznej i organizacji niezależnych od władz komunistycznych.
Szpiegowanie NATO – północna flanka
W 1989 roku Marek Dukaczewski ukończył kurs GRU w Moskwie – radzieckiego wywiadu wojskowego.

Niedługo później, już w III RP, wysłano go jako attaché wojskowego do Norwegii, gdzie miał zajmować się rozpoznaniem północnej flanki NATO.
Chodziło m.in. o:
- rozmieszczenie wojsk sojuszu,
- lotniska i porty,
- systemy radarowe,
- współpracę Norwegii z USA i Wielką Brytanią,
- zdolność NATO do szybkiego przerzutu sił.
To właśnie ten wątek do dziś budzi największe pytania: jak to możliwe, że człowiek wyszkolony przez PRL i GRU po 1989 roku nadal odgrywał tak ważną rolę?
Jednym z najważniejszych zadań komunistycznego wywiadu wojskowego przez całe dekady było rozpracowywanie struktur NATO. Dla Moskwy i podporządkowanych jej służb państw Układu Warszawskiego Sojusz Północnoatlantycki był głównym przeciwnikiem politycznym, militarnym i strategicznym. Polska Ludowa, jako państwo zależne od ZSRR, wykonywała w tej rozgrywce rolę pomocniczą, ale istotną.
To właśnie w tym kontekście należy patrzeć na karierę Marka Dukaczewskiego, oficera Zarządu II Sztabu Generalnego, późniejszego szefa WSI. Formalnie działania prowadził polski wywiad wojskowy. Faktycznie jednak PRL pozostawała częścią bloku sowieckiego. Oznaczało to, że wiele zdobytych informacji wzmacniało przede wszystkim Związek Radziecki.
Polscy oficerowie byli często wykonawcami większej strategii Moskwy. Dla służb PRL szczególnie wartościowe były:
1. Ruchy wojsk NATO
Każde ćwiczenia, przerzuty wojsk, zmiany dowództwa czy modernizacja baz.
2. Nowe technologie
Rakiety, systemy radarowe, łączność, samoloty i okręty.
3. Plany obronne
Zwłaszcza dotyczące Skandynawii, Bałtyku i Europy Środkowej.
4. Relacje polityczne
Czy państwa NATO są zgodne, czy występują konflikty między USA, Niemcami, Francją czy Wielką Brytanią.
Najbardziej kontrowersyjny jest fakt, że część tych operacji trwała już po upadku komunizmu. Zmienił się ustrój w Polsce, ale kadry służb wojskowych w dużej mierze pozostały te same.
To dlatego nazwisko Dukaczewskiego pojawia się w kontekście archiwów Stasi i materiałów dotyczących aktywności przeciwko Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym już w nowych realiach politycznych.
Dla krytyków był to dowód, że transformacja państwa nie objęła rzeczywistej wymiany struktur wywiadowczych.
Po powrocie w 1985 roku kapitan Dukaczewski został skierowany do Centralnego Ośrodka Przetwarzania Informacji. Rok później formalnie wysłano go na studia podyplomowe w WAT na kierunku cybernetyka wojskowa.
Jednoczesnie pracuje operacyjnie, nadzorując tzw. kierunek amerykański w pionie zamorskim.
Media i wpływy
Jednym z najbardziej interesujących epizodów w karierze Marka Dukaczewskiego była sprawa tzw. adresówki „Sąsiad”, czyli konspiracyjnego mieszkania wykorzystywanego przez wojskowy wywiad PRL do odbioru korespondencji przesyłanej przez agentów działających za granicą. 24 października 1984 roku występujący pod nazwiskiem operacyjnym „Dekert” Dukaczewski przejął od porucznika Jerzego Zadory prowadzenie tego kontaktu. Tego typu lokale miały dla służb ogromne znaczenie – to właśnie tam trafiały listy od agentury, które następnie przekazywano do centrali wywiadu. Lokatorem mieszkania był Andrzej Nierychło, człowiek szybko rozwijający karierę w strukturach medialnych PRL. Według meldunku Zadory z 11 sierpnia 1983 roku został on wcześniej zwerbowany przez służby. Nierychło od stycznia 1978 roku pracował jako kierownik sektora w Wydziale Propagandy i Szkoleń ZSMP, w marcu 1981 roku został sekretarzem redakcji studenckiego tygodnika ITD, następnie podczas służby wojskowej trafił do redakcji Żołnierza Wolności, po czym wrócił do ITD, obejmując w połowie 1984 roku stanowisko redaktora naczelnego. Po przejęciu Nierychły na kontakt przez kapitana Marka Dukaczewskiego, współpracownik regularnie przekazywał mu korespondencję od agenta o pseudonimie „Hutnik”. Jedno ze spotkań odbyło się 12 grudnia 1986 roku w kawiarni Na Rozdrożu, gdzie wręczono kolejny list. Następne miało miejsce 30 kwietnia 1987 roku, gdy Nierychło przekazał kolejną przesyłkę i poinformował Dukaczewskiego, że obejmuje stanowisko zastępcy redaktora naczelnego Przeglądu Tygodniowego. Do kolejnego kontaktu doszło 3 czerwca w lokalu Szwajcarska, kiedy Nierychło już rozpoczął pracę na nowym stanowisku, a następną przesyłkę przekazał 10 lipca 1987 roku. Sprawa adresówki „Sąsiad” pokazuje, jak silnie w realiach PRL przenikały się światy mediów, propagandy i służb specjalnych. Dla samego Marka Dukaczewskiego była to kolejna ważna operacja, dowodząca, że cieszył się zaufaniem przełożonych i wykonywał zadania stricte operacyjne, które w przyszłości otworzyły mu drogę do najwyższych stanowisk w strukturach państwa.
III RP. Człowiek Kwaśniewskiego
W 1997 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski powołał Marka Dukaczewskiego na stanowisko podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta, delegowanego do Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
W 2001 roku został szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, a rok później otrzymał awans na generała brygady.
Tak dawny oficer wywiadu PRL znalazł się na szczycie struktur bezpieczeństwa III RP.
Po rozwiązaniu WSI rozpoczął się polityczny konflikt o Raport z weryfikacji WSI.
Dukaczewski należał do przeciwników jego publikacji.
Tutaj pisałam o Raporcie z weryfikacji WSI: https://dorotakania.pl/2026/02/16/raport-wsi-dokument-ktory-wstrzasnal-iii-rp/
Żona, polityka i skandale
Drugą żoną Marka Dukaczewskiego była Magdalena Fitas (później Czuchnowska).
W czasie rządów Leszka Millera doszło do głośnego skandalu obyczajowego z udziałem Magdaleny Fitas, tłumaczki pracującej przy najważniejszych spotkaniach międzynarodowych polskich władz, a prywatnie związanej z Markiem Dukaczewskim, późniejszym szefem WSI. Podczas szczytu Unii Europejskiej w Barcelonie ówczesny sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, Tadeusz Iwiński, miał pozwolić sobie wobec Fitas na niestosowne zachowania, które zarejestrowały kamery obecne na miejscu. Według relacji na materiałach filmowych widać było, jak wkłada jej rękę pod żakiet, a podczas innego zagranicznego wyjazdu miał również klepać tłumaczkę po pośladkach. Sprawa wywołała polityczne poruszenie, ponieważ dotyczyła wysokiego urzędnika państwowego i osoby uczestniczącej w oficjalnych delegacjach rządowych. Na incydent zdecydowanie zareagowała Izabela Jaruga-Nowacka, pełnomocnik rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn, która zwróciła się do premiera o wyjaśnienie zachowania Tadeusza Iwińskiego podczas szczytu w Barcelonie. Była to jedna z pierwszych tak głośnych interwencji dotyczących standardów traktowania kobiet w otoczeniu władzy. Sama Magdalena Fitas publicznie bagatelizowała całą sprawę, a zarówno ona, jak i Iwiński twierdzili później, że nie pamiętają żadnego niestosownego incydentu, sugerując, iż były to jedynie przyjazne gesty pozbawione niewłaściwego podtekstu.
Poseł Jan Rokita ostrzegał wtedy publicznie, że Marek Dukaczewski jest symbolem ciemnych, nieformalnych powiązań w życiu publicznym.
Stowarzyszenie SOWA
Po likwidacji WSI Marek Dukaczewski stanął na czele Stowarzyszenia SOWA, skupiającego byłych żołnierzy WSI i osoby związane ze środowiskiem służb.
To nie była to zwykła organizacja kombatancka. Był to symbol trwałości dawnych układów. Stowarzyszenie SOWA – nowa twarz dawnego środowiska WSI
Zgodnie ze statutem organizacja skupiała żołnierzy rezerwy i stanu spoczynku, byłych pracowników WSI, przedstawicieli innych wojskowych i cywilnych służb specjalnych, członków ich rodzin oraz osoby identyfikujące się z tym kręgiem. Już sam szeroki zakres członkostwa wskazywał, że nie miało to być zwykłe stowarzyszenie towarzyskie, lecz platforma integrująca dawną elitę służb. Równie znacząca była sama nazwa SOWA, która nawiązywała do kryptonimu powstałego listopadzie 1983 r. w Zarządzie II Sztabu Generalnego Oddziału „Y”. Ludzie z Oddziału Y odgrywali istotną rolę w okresie transformacji ustrojowej. Fakt, że na czele organizacji stanął właśnie Marek Dukaczewski, miał wymiar symboliczny – były oficer komunistycznego wywiadu wojskowego, późniejszy generał III RP i szef WSI pozostawał naturalnym liderem dawnego układu personalnego. Po likwidacji WSI regularnie zabierał głos w mediach, komentował kwestie bezpieczeństwa państwa i sprzeciwiał się publikacji Raportu z weryfikacji WSI. Zwolennicy przedstawiali Stowarzyszenie SOWA jako normalne zrzeszenie emerytowanych funkcjonariuszy chcących utrzymywać więzi zawodowe i koleżeńskie. W Rzeczywistości i było to próba zachowania wpływów, kontaktów i zaplecza ludzi dawnego systemu. Dlatego organizacja stała się symbolem niezamkniętej historii polskich służb specjalnych.
Gdy ogłoszono zwycięstwo wyborcze Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, Marek Dukaczewski nie ukrywał zadowolenia. Według relacji były szef WSI miał wówczas otwierać szampana, dając jasno do zrozumienia, że wynik wyborów uważa za korzystny dla swojego środowiska. W oczach wielu komentatorów nie był to gest przypadkowy. Komorowski od lat postrzegany był jako polityk mający dobre relacje z częścią dawnych wojskowych elit i ludzi wywodzących się ze służb specjalnych. Publiczne zadowolenie Dukaczewskiego odebrano więc jako symboliczny sygnał, że środowiska związane z byłymi WSI wiązały z nową prezydenturą duże nadzieje.
Wielki biznes
Kolejne pokolenie weszło już nie do służb, lecz do świata pieniędzy.
Marcin Dukaczewski, syn Marka, zrobił karierę w grupie Ryszarda Krauzego. Studiował stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim, a jako bardzo młody człowiek został ekspertem ds. informatyki w spółkach Prokom Investment.
W 2014 roku został wiceprezesem Prokom Investments S.A.
Trzy epoki, jedno nazwisko
Rodzina Dukaczewskich przewija się przez trzy kluczowe epoki polskiej historii:
1. Stalinowski aparat terroru
UB, represje, agentura, walka z podziemiem.
2. PRL i zimna wojna
Wywiad wojskowy, operacje zagraniczne, NATO, GRU.
3. III RP
WSI, polityka, media, wielki biznes.
Historia Marka Dukaczewskiego nie jest wyłącznie historią jednego generała. To opowieść o ciągłości elit, o zdolności dawnych środowisk do przetrwania każdej zmiany ustrojowej i wejścia w nowe struktury państwa.
Zmieniały się nazwy instytucji. Znikały mundury. Pojawiały się nowe partie, nowe spółki i nowe dekoracje.
Ale nazwiska często pozostawały te same.
I właśnie dlatego Aneks do raportu z weryfikacji WSI do dziś budzi tak wielkie emocje. Bo wielu uważa, że odpowiedź na pytanie o III RP nadal jest ukryta właśnie tam.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki „Resortowe dzieci. Służby” Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz wydawnictwo Fronda
- Dziękuję, że przeczytałeś /przeczytałaś artykuł do końca. Jeżeli chcesz, by powstawały na tej tego typu materiały, włącz się proszę jako Patron.
- Twoje wsparcie jest bezcenne!
- buycoffee.to/dorota-kania
- patronite.pl/dorota.kania
